piątek, 31 stycznia 2014

"Angelfall" Susan Ee

"Aniele, stróżu mój... szeptaliśmy przez setki lat. Myliliśmy się. Teraz to właśnie ONE okazały się naszym największym koszmarem."

"Ziemię ogarnęły ciemności. Państwa upadły, szpitale, szkoły i urzędy stoją puste, nie działają komórki. Za dnia na ulicach rządzą brutalne gangi, ale kiedy zapada mrok wszyscy wracają do kryjówek, kryjąc się przed grozą Najeźdźców. Anioły. Niektóre piękne, inne jakby wyjęte z najgorszych koszmarów, a wszystkie nadludzko potężne. Przez wieki uważaliśmy je za swoich stróżów, teraz okazały się agresorami siejącymi śmierć. Dlaczego zstąpiły na ziemię? Z czyjego rozkazu? Jaki mają plan? Czy ludzie zdołają im się przeciwstawić?
 Siedemnastoletnia Penryn wyrusza w desperacki pościg, żeby uratować życie młodszej siostry. Żeby zwiększyć swoje szanse musi zjednoczyć siły ze swoim wrogiem. Oboje przemierzają Kalifornię, niegdyś piękną i słoneczną, dziś kompletnie zniszczoną i wyludnioną, a wszechobecna śmierć niejednokrotnie zagląda im w oczy. Na końcu podróży, w San Francisco, każde z nich stanie przed dramatycznym wyborem.
 Czy postąpią właściwie?"

 Rewelacyjny filmik (najlepszy, jaki znalazłam) Angelfall.  Idealna muzyka i aktorzy. Dokładnie tak wyobrażam sobie R.

Anioły, Anioły, Anioły! To jest to, co lubię najbardziej (oczywiście prócz wilków). Na "Angelfall" miałam przeogromną ochotę (nawet sobie nie wyobrażacie!) od kiedy tylko zapoznałam się z zapowiedzią. Po prostu dostałam jakiegoś hopla i koniec. Cudna okładka, Anioły, świetny opis, Anioły i chwytliwy tytuł, Anioły! Dobra, już dość tego "aniołowania" (ale Anioły!) Tak, więc jak widzicie zapoznałam się z książką pani Ee i... Jestem pod ogromnym wrażeniem. Książka jest genialna, a mój zachwyt przekracza jakiekolwiek normy...

Powiem tak - genialna kreacja bohaterów, rewelacyjnie stworzony świat, świetny styl językowy... Nic, tylko brać się za czytanie! Ale już. Migiem.

Pomysł autorki - póki go nie poznałam w pełni czytając treść książki - nie wydawał mi się jakiś innowacyjny. Ot, ciekawa książka o Aniołach. Ha! Zatracając się w treści zapomniałam o swoich myślach, które kłębiły mi się w głowie, przed sięgnięciem po książkę. Historia pochłonęła mnie całkowicie. Powiem Wam, że błędem było sięgać po książkę przed snem, gdyż przeczytałam ponad połowę książki mimo, iż chciało mi się tak spać! Nie mogłam sobie darować dalszego ciągu. Dlatego ostrzegam - jeśli chcecie się zabrać za czytanie tej pozycji, wygospodarujcie sobie czas, zaszyjcie się w jakimś spokojnym miejscu z przekąskami i czymś do picia, bo nie będziecie się mogli od niej oderwać. Ja tu gadu, gadu, a o fabule miało paść kilka zdań...


Poznajcie Penryn - dziewczynę, która niejeden raz Was zaskoczy. Penryn żyje w świecie, gdzie wiara w Anioły, w jako przenajświętsze istoty, do których ludzie wznoszą modły - nie jest najlepszym rozwiązaniem. Anioły w świecie Penryn niosą śmierć, zagładę, zniszczenie, cierpienie... (rewelacja!) Coś nowego, coś zupełnie nieoczekiwanego, prawda? Strasznie podoba mi się ta wizja Aniołów. Może i piękne one są, majestatyczne... Powalające na kolana, ale również krwiożercze. O tak! Jednak czy wszystkie? I dlaczego? Najtrafniejsze pytanie, które nurtowało nie tylko postaci z książki, ale przede wszystkim mnie, to: dlaczego Anioły wzięły sobie na celownik Ziemię? Czyżby piękne kobiece niewiasty je skusiły? (oczywiście, żart).  O matko! Jak mi się podoba świat wykreowany przez panią Ee - przerażający, krwawy, nieustępliwy, mroczny... Coś świetnego. 
"- Jak ci na imię? - pyta przywódca. (...) - Przyjaciele nazywają mnie Gniew - odpowiada poza kolejnością Raffe. - A wrogowie mówią do mnie Błagam Miej Litość. A tobie jak na imię, wojaku?"
O postaciach słów kilka, a zaczniemy od głównej bohaterki, Penryn. Nastoletnia i nieco zagubiona dziewczyna, która pomimo trudnych czasów daje sobie całkiem nieźle radę. Wraz z niepełnosprawną siostrą i obłąkaną matką próbuje przeżyć ten Anielski nalot. Penryn należy do tej kategorii bohaterek, które darzę sympatią. Jest odważna, inteligentna, ostrożna, nieufna, pyskata, samodzielna i ma cel, który pragnie osiągnąć za wszelką cenę nie patyczkując się z przeciwnikiem. Dziewczyna wie czego chce i do tego dąży. Kolejną postacią, która totalnie mnie oczarowała to Reffe. Anioł któremu Penryn ocaliła życie. Nie powiem żeby był z tego faktu jakoś specjalnie wdzięczny, zważywszy na to, że przy pierwszej okazji pragnie swoją "wybawicielkę" udusić. W sumie, czemu się dziwić, skoro dziewczyna nie obchodzi się z nim delikatnie, zważywszy na to, że chłopak prawie się wykrwawia. Chociaż z drugiej strony, to przecież Anioł. Przystojny, arogancki, silny, pewny siebie i zniewalająco urokliwy, ale wciąż Anioł. Wróg numer jeden, więc czemu tu się dziwić? Kolejnymi postaciami, które przeanalizowałam i chciałam coś więcej o nich rzec, to na pewno matka Penryn. Dość charakterystyczna bohaterka "Angelfall", której nie da się przeoczyć, a już na pewno zapomnieć. W sumie, szczerze powiedziawszy, każda postać zasługuje na pochwałę. Pani Susan wykonała kawał dobrej roboty.

Niestety, albo stety, nie mam się czego doczepić. Książka jest (tak wiem, wiele razy to powtarzałam, ale...) genialna. Nie znalazłam w niej nieścisłości, minusów i zapewne gdybym się jakoś specjalnie doszukiwała, to ciężko byłoby mi coś wyłuskać. Polecam książkę każdemu. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie wszystkich zachwyci ona w równym stopniu, jak mnie. Niemniej. Polecam, a sama niecierpliwie oczekuję tomu drugiego.

"Prawda jest taka ,że wszyscy poruszamy się po omacku i czasem potykamy się o coś strasznego."


wtorek, 28 stycznia 2014

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes



Są książki, które człowiek wprost musi przeczytać. Niestety często bywa tak, że owe książki nie posiadają nic, co mogłoby je wyróżniać spośród innych. Mam tutaj na myśli, krzykliwe slogany reklamowe, banery, rzucające się w oczy okładki (kolorowe, skrzące się, jednym słowem, tandetne). I dlatego większość z nas nawet nie wie co traci. Książki młodzieżowe, schematyczne, nie mające zbyt wiele do zaoferowania czytelnikowi, sprzedają się lepiej dzięki wcześniej wymienionym elementom, a książki, które potrafią zmieniać światopogląd, nastawienie do życia i, które wzruszą do łez, są po prostu spychane na dalszy plan.
Książka, której opinię dzisiaj Wam zaprezentuję, należy do tych prostych w swej oprawie, ale pięknych w treści. Książkę, która totalnie mną zawładnęła i wycisnęła ze mnie morze łez.

Jojo Moyes, wcześniej zupełnie mi nieznana osoba, napisała książkę, którą pokochałam całym sercem i, do której na pewno jeszcze powrócę. Ja bardzo sobie cenię takie historie, które swoją realnością i pięknymi opisami sprawiają, że mam ochotę wcielić się w bohatera umieszczonego na stronicach danej książki, i pokierować jego losami. Cenię sobie również kunszt pisarski oraz to, jak autor perfekcyjnie włada emocjami czytelnika. Wie, gdzie uderzyć, jaką struną poruszyć... Pani Moyes poradziła sobie z tym wszystkim idealnie. Nie mogę się doczekać momentu, w którym kolejna książka tej autorki wpadnie w moje ręce. Wiem, że wszystko inne pójdzie w kąt, a dla mnie będzie się liczyła właśnie jej powieść. Mam też wielką nadzieję, że będzie to powieść równie dobra, jak "Zanim się pojawiłeś", które skradło moje serce.

Wstępy, wstępami, ale może teraz coś o samej fabule, która wycisnęła z mych oczu niejedną łzę. Poznajcie zwyczajną dziewczynę o nadzwyczajnym stylu ubierania się. Poznajcie również przystojnego i czarującego młodego mężczyznę, który po tragicznym wypadku, zmienił się w cynicznego aroganta, który pragnie swojej śmierci...
"Dwudziestosześcioletnia Lou spotyka na swej drodze Willa. Ona właśnie straciła pracę i rozstała się ze swoim chłopakiem, a on po wypadku samochodowym nie ma chęci do życia i chce je sobie odebrać. Will nie wie jeszcze, że Lou wtargnie w jego życie niczym kolorowy ptak.
 Czy wielka miłość, nawet bolesna, naprawdę może przezwyciężyć frustrację, zniechęcenie i natarczywe myśli o samobójstwie? Doskonale rozegrana psychologicznie, sugestywna powieść o sile uczuć i magicznym wpływie człowieka na człowieka." 
Fabuła z początku może wydawać się w pewien sposób schematyczna. Dwoje ludzi z różnych światów, których połączy pewnego rodzaju uczucie. Muszę jednak stwierdzić, że gdy zagłębiłam się w tę powieść, stwierdziłam, że ta schematyczność jest tylko powierzchowna. Autorka zaskoczyła mnie niejeden raz zwrotami akcji, zachowaniami bohaterów, dialogami, a, co najlepsze zaskoczyła mnie moimi własnymi emocjami. Książka ta wydobyła ze mnie wiele sprzecznych uczuć, a granica pomiędzy śmiechem, a łzami smutku była naprawdę cienka. Nie sądziłam, że historia tych dwojga bohaterów aż tak mną wstrząśnie, aż tak mnie pochłonie, a przede wszystkim... Nie sądziłam, że w pewien sposób wypali we mnie swoje piętno....

Wydawca śmiało twierdzi, że Lou i Will trafią do naszych serc. Muszę się z nim zgodzić w pełni. To, co przydarzyło się Willowi było wprost rozdzierające, ale z drugiej strony sprawiło, że stał się innym człowiekiem. Może nie do końca tak to powinno wyglądać, a zwłaszcza zakończenie tejże historii, ale sądzę, że zmiana, jaką naznaczyła autorka głównego bohatera jest jedną z najlepszych, jakie dane mi było poznać w jakiejkolwiek książce. Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem! Pani Moyes, dziękuję pani za tę ponadczasową i cudowną książkę.

Historia, jaką opowiedziała nam Jojo Moyes, jest historią, która potrafi zmienić nasz światopogląd. Pokazuje nam, że należy żyć chwilą. Korzystać z tego, co daje nam los. Cieszyć się z tego, co mamy, gdyż w jednej sekundzie możemy to wszystko stracić. Jednym słowem "Zanim się pojawiłeś" należy do tego typu książek, które posiadają głębię i zmuszają nas do refleksji. Dla mnie jest idealna i nie mam jej kompletnie nic do zarzucenia. Rewelacyjna. Polecam każdemu!

Za tę cudowną historię dziękuję serdecznie księgarni Libroteka.pl



poniedziałek, 27 stycznia 2014

"Ryzykowny układ" Caitlin Kittredge


Od kiedy tylko wydawnictwo Jaguar postanowiło wydać „Ryzykowny układ”, a ja znalazłam na ich stronie zapowiedź tej książki, bardzo chciałam ją zdobyć i przeczytać (najlepiej już, dziś, dziś!) Spodziewałam się szybkiej i porywającej akcji. Postaci, które mną „zawładną” . Fabuły godnej miana wspaniałej. Zwłaszcza, że „Cierń”, który miałam okazję przeczytać KLIK, bardzo mi się spodobał i był oryginalny. Niestety, ale jeżeli chodzi o serię Czarny Londyn, to się zawiodłam. Może nie na całej linii, ale jednak.

Zacznijmy od fabuły, która w opisie zapowiada się naprawdę zacnie. Jednak w praktyce okazało się nieco inaczej… Poznajcie inspektor Pete Caldecott i Jacka Wintera. Duet iście wybuchowy. Ona, prawa pani detektyw, która jest charakterną czarnowłosą, piękną kobietą. On, cyniczny odludek, który para się magią. Chociaż słowo „para” nie oddaje całej prawdy. Jack jest magiem. Całkiem potężnym magiem, który ucieka od rzeczywistości, po prostu dając sobie… w żyłę. Kiedyś on i pani detektyw, jako nastolatkowie byli sobie bliscy, ale wystarczyło jedno wydarzenie, żeby ich drogi się rozeszły, a oni sami przeszli totalne metamorfozy. Po wielu latach dochodzi do spotkania. Bynajmniej nie przyjacielskiego. Raczej służbowego. Chociaż tak również bym tego nie nazwała. Pani detektyw dostaje tajemniczą sprawę w której tylko magiczne zdolności Jacka mogą pomóc. Otóż dochodzi do porwań dzieciaków… Po co ktoś porywa dzieci? Oto jest pytanie! Okazuje się, że osoba, która je porywa, nie jest zwykłym śmiertelnikiem i tutaj zaczyna się zabawa…

Nie powiem, że niniejsza fabuła jest oryginalna, jednak nie należy również do tych (do bólu) schematycznych. Główne skrzypce gra wątek kryminalny/detektywistyczny, ale również wątek paranormalny, którym parają się postaci książki jest kluczowym elementem całości. Ogólnie rzecz biorąc, fabuła jest dobra, jednak dla mnie to za mało. Brakowało mi tego czegoś (czego oczywiście nie umiem nazwać). Brakowało mi porywających akcji, napięcia, zżycia się z bohaterami… Po prostu coś tutaj było nie tak.

Jeżeli o postaciach wspomniałam, to powiem o nich coś więcej. Moim zdaniem postać Pete nie jest dobrze wykreowana. Nie podobała mi się zupełnie. Niby taka twarda babka, a jednak trochę ta jej postawa typu „nie podchodź do mnie, bo zabiję cię na dziesięć różnych sposobów” wydawała mi się wymuszona i aż śmieszna. Zaś sam Jack to taka bardziej sierota niż prawdziwy facet. Przekleństwa i wygrażanie się wszystkim na około wcale nie czyniło go takim fajnym, jak mogłoby się autorce wydawać. Sama Pete była bardziej męska, niż kobieca. Jeżeli więc chodzi o postaci, to strasznie słabo je oceniam.

„Ryzykowny układ” to książka kierowana do starszej młodzieży i osób pełnoletnich. Sądzę, że młodszy odbiorca może czuć się nieusatysfakcjonowany niniejszą serią. Książka mimo, iż ma kilka niedociągnięć, to jest moim zdaniem godna uwagi, a ja sama na pewno zapoznam się z kolejnym tomem. Chociażby z czystej ciekawości, jak to się wszystko dalej rozwinie.

Za lekturę dziękuję serdecznie Księgarni dobreksiazki.pl i zapraszam do zapoznania się z jej ofertą!

Recenzja ukazała się również na portalu literatura.juventum.pl

sobota, 25 stycznia 2014

"Królewski wygnaniec" Fiona McIntosh



Muszę przyznać, że z tą książką nigdy nie było mi po drodze. Okładka nie wydawała mi się zbyt ciekawa. Opis do mnie nie przemawiał, a nazwisko autorki nic mi nie mówiło. Niemniej, kiedy tylko zaczęłam czytać… Przepadłam. Szczerze z ręką na sercu przyznaję, że treść mnie powaliła. Kompletnie nie spodziewałam się, że pokocham trylogię Valisarów. Opowieść tak nieprzewidywalną, tak barwną i fantastyczną, że niniejsza recenzja będzie totalną odą pochwalną, kierowaną w stronę twórczości pani McIntosh.

Po pierwszym tomie dopadł mnie tak zwany książkowy kac. W najbliższym czasie żadna książka nie wywoła we mnie takiego zachwytu, jak niniejsza pozycja. Pewnie przejdzie mi za jakiś czas, jednak na chwilę obecną nadal jestem pod urokiem Królewskiego wygnańca.

Po lekturze – przyznaję bez bicia – oczekiwałam nużącej akcji, opiewającej w nieciekawe opisy. Jakżeż moje myślenie minęło się z prawdą! Książkę od samego początku czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Każdy kolejny rozdział coraz bardziej budził do życia moją wyobraźnię, która łaknęła więcej i więcej. Naprawdę jestem zaskoczona tym, jakie wrażenie wywarło na mnie dzieło pani McIntosh. Nie potrafię tego opisać słowami. Pokochałam ten brutalny, pełen rozlewu krwi, intryg i niebezpieczeństw świat. Kreacja bohaterów jest według mnie czynem fenomenalnym. Autorka nakarmiła moją wyobraźnię do syta. Podarowała mi taką ucztę fantastyki, że pragnę więcej. Rozbuchała moją chęć na poznanie kolejnych jej dzieł z taką siłą, że niewiele się zastanawiałam i zakupiłam dwa kolejne tomy tej świetnej trylogii. Można więc powiedzieć, że jestem wielką fanką tej do niedawna nieznanej mi pisarki, a wystarczyło, że przeczytałam tylko pierwszy rozdział.

Surowy klimat tej powieści jest wisienką na torcie. Od początku Królewski wygnaniec zapowiadał się na typowe fantasy, ale nie oczekiwałam, że w rzeczywistości ten klimat tak bardzo przypadnie mi do gustu. Akcja nie ustaje. Ciągle coś się dzieje.Walki, intrygi, morderstwa, ucieczka, szpiegowanie… Wiele tego, oj, wiele. W dodatku wszystko widzimy oczami kilku bohaterów, gdyż autorka zaserwowała nam pewien podział, który umożliwia nam obserwację wydarzeń z każdej strony. Widzimy, że każda postać posiada nie tylko odcień czarny bądź biały, ale gdzieś tam dostrzec można również odcienie szarości. Bardzo dobry zabieg, który pozwala nam również zżyć się z bohaterami i przeżywać wraz z nimi wszystko, co ich spotyka. Za to wielki plus.

Analizując postaci, jakie nakreśliła nam autorka – i tutaj kolejne zaskoczenie – najwyżej oceniam postać, która podbiła moje serce. Sama w to nie wierzę… Jest to jeden z najczarniejszych charakterów, jakie dane mi było poznać w całej mojej przygodzie z książkami. Loethar. Nie wiem sama, dlaczego ujął mnie swoją osobą, ale oczarował mnie totalnie. Powiedziałabym, że jest potworem w ludzkiej skórze. Jego bestialskie czyny budziły we mnie odrazę, jednak ja osobiście dostrzegłam w tej postaci coś więcej. Sądzę, że w kolejnych tomach jeszcze mnie zaskoczy i to nie raz. Jest to jedna z najlepiej stworzonych postaci w tej książce. Barwna, charyzmatyczna, majestatyczna. Po prostu wspaniała. Przejdźmy jednak do innych postaci, bo przecież cała historia nie opiera się wyłącznie na Loetharze. Jest również następca tronu Valisarów, który musi walczyć o swoje życie i uciekać przed niebezpieczeństwem, żeby móc pomścić swojego ojca, matkę i rodzeństwo. W ucieczce młodemu Leo pomaga Gavriel de Vis, syn legata i przyjaciela króla. Gav ma najważniejsze zadanie, musi strzec młodego króla, a nawet oddać za niego życie. Do postaci, które warto przytoczyć, z pewnością należy Freath, który jest dla mnie pewną zagadką, ale i szczwanym lisem.

Kreacja bohaterów jak dla mnie nie ma żadnych niedociągnięć. Jestem zachwycona każdą postacią z osobna i wszystkimi razem.

Sądziłam, że jeśli wszystko dzieje się wokół wojen i zdobywania władzy, to książka będzie dla mnie swoistą udręką. Jednak dałam jej szansę i nie żałuję! Coś czuję, że od teraz Trylogia Valisarów będzie należała do jednej z moich ulubionych i polecam ją z czystym sercem każdemu. Powieść ta bowiem nie tylko jest opowieścią o podbijaniu ziem, zdobywaniu władzy, ale przede wszystkim o odwadze, poświęceniu i przyjaźni. Naprawdę warto zapoznać się z Królewskim wygnańcem.

Recenzja napisana dla portalu
Dziękuję!



czwartek, 23 stycznia 2014

Zdobycze styczniowe!

Witam!

Właśnie wróciłam z występów mojej trzyletniej, ślicznej bratanicy... Występy dzieci są takie wzruszające... Albo to ja jestem takim wrażliwcem... Ale mniejsza z tym! Swoją drogą...
Jak dobrze, że w końcu spadł śnieeeg! Większość z Was pewnie puka się po głowie i myśli, że jestem nienormalna, bo cieszę się ze śniegu. Jednak ja lubię każdą porę roku, a śnieg i zimę szczególnie. Wtedy jest tak... Klimatycznie. Oczywiście miewam przebłyski normalności, kiedy to wyzywam mroźne i śnieżne dni... A są to chwile w których muszę poruszać się samochodem i odgarniać śnieg, samochód itp. Niemniej ostatnio złapała mnie mała chandra, więc widok za oknem nieco ją zmniejszył. Dodatkowo kilka paczek wczoraj do mnie przywędrowało, więc pomyślałam, że zapodam stosisko :)

Zapachowa świeczunia dodała trochę klimatyczności... Uwielbiam świeczki! A na drugim planie czai się żyrafa. Pewnie na moje książki -.-

Zacznę prezentację od lewej, gdzie znajdują się zdobycze wymiankowe i zakupowe.
Poza czasem - wymiana
Dobry, zły i nieumarły - jw książkę już czytałam dawno i polecam serię o Zapadlisku!
Bezimienna - jw
Wyższa magia - jw z Izmajłową się już dobrze znam z serii o pannie Naren, która przypadła mi do gustu.
Gniew króla i Krew tytana - to mój zakup, który poczyniłam zaraz po skończeniu Królewskiego wygnańca. Pierwszy tom był świetny! Mam nadzieję, że te dwa również takie będą.
Ostatnia z dzikich oraz Kapłanka w bieli - efekt wymiany z Olą

Następnie stos do recenzji:
Jezioro marzeń - od portalu literatura.juventum.pl właśnie się w niej zaczytuję.
Sekretny układ - jw
Tonąca dziewczyna - od wydawnictwa MAG
Ciemny Eden - jw
Zanim się pojawiłeś - od księgarni libroteka.pl książka przeczytana, niebawem recenzja. Powiem tylko, że jestem pod wrażeniem.
Urodzona o północy - od wydawnictwa Feeria, 
Przywróceni - od wydawnictwa Mira

Recenzji tych oto książek możecie spodziewać się w najbliższym czasie :)
Pozdrawiam Was cieplutko, a sama idę się zaczytywać w Jeziorze marzeń z kubkiem gorącej herbaty!

Zapraszam również do zapoznania się z ciekawą ofertą Księgarni Libroteka.pl

środa, 22 stycznia 2014

"Urodzona o północy" C.C. Hunter

Dziękuję!

Książek młodzieżowych z wątkiem paranormalnym jest cała masa. W jednych prym wiodą czarownice, w innych wampiry, a w jeszcze innych wilkołaki. Są też książki, gdzie znaleźć można kilka gatunków nadnaturalnych postaci. Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka pt. "Urodzona o północy", autorstwa C.C. Hunter. Nie powiem, tytuł wpadający w ucho. Okładka również niczego sobie. Powiem więcej... okładka naprawdę mi się spodobała. Niby taka zwyczajna, ot drzewo, białogłowa, las i wszystko okraszone mgłą. Niby takie nic, a jednak coś. "Urodzona o północy", to pierwszy tom rozpoczynający serię "Wodospady cienia" - również chwytliwy tytuł, który ma swoje odzwierciedlenie w treści. Książka tajemnicza, młodzieżowa, paranormalna... Jak wypadła w moich oczach? Przekonajcie się sami...

Zacznę od opowiedzenia treści. Otóż poznajemy nastoletnią Kylie Galen, która aktualnie ma w swoim życiu pod górkę. Rodzice są w separacji (a nóż się rozwiodą), chłopak (Trey), prześladuje ją żołnierz (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało), a na koniec (jakby tego było mało), na imprezie na której była dziewczyna, rozprowadzano narkotyki i (haha!) zjawiła się policja. Od tego momentu zaczynają się "schody". Matka Kylie nie może (albo nie chce) sobie poradzić z córką, więc wysyła ją na obóz dla trudnej młodzieży. Od tego momentu, akcja zaczyna się rozkręcać...

Najpierw zacznę może właśnie od oceny fabuły. Jeżeli chodzi o pomysł, jak dla mnie bardzo fajny. Wykonanie również niezłe. Otóż świat wykreowany przez autorkę nie jest światem alternatywnym do rzeczywistego - co często się ostatnio zdarza w literaturze. Zwyczajny (chyba) XXI wiek, w dobie którego rządzi internet i komórki. Autorka wprowadziła do tego "realnego" świata trochę magii/paranormalności. Pokazała nam wcześniejsze życie głównej bohaterki, przytoczyła nam jej problemy, a za chwilę przeniosła ją do obozu, gdzie Kylie odnajduje swoje prawdziwe "ja". Wszystko wydaje się zwyczajne, prawda? Jednak słowo "wydaje", jest tutaj kluczowe. Ponieważ samej Kylie wydaje się, że jest normalną śmiertelniczką, która nie wierzy w istoty i wszystko, co nadnaturalne. Tak więc, kiedy dowiaduje się, jak jest naprawdę, mina jej rzednie. Wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni, duchy, czarownice, medium... To wszystko tutaj znajdziecie. Lekko przewidywalna, ale również wciągająca akcja... Miłosne potyczki, tajemnicze wydarzenia i (niestety) schematyczność, która jednak nie jest tak odrzucająca, jak mogłoby się wydawać. 

Postaci. Sama Kylie nie jest taka zła, co świadczy o tym, że w moich oczach na "taką dobrą" również nie wyszła. Z początku irytowało mnie to jej użalanie się nad sobą. Jednak dałam jej chwilę na ogarnięcie się, a ona tą chwilę wykorzystała (całe szczęście). Poznawanie nowych zwyczajów wampirów, czarownic, wilkołaków czy zmiennokształtnych było bardzo ciekawe, a i głównej bohaterce wyszło na plus. Za to (niestety) to jej ciągłe porównanie każdego chłopaka (a zwłaszcza) Dereka, do swojego eks, było strasznie irytujące, co poskutkowało tym, że Kylie straciła w moich oczach. Za to bardzo polubiłam zadziorną i nieokiełznaną wampirzycę Dellę, czarownicę Mirandę i (oczywiście!) tajemniczego i niebezpiecznego (lekko mrocznego) Lucasa. W ogólnym rozrachunku, postaci są dobrze wykreowane i gdyby tylko nie głupawe i niedojrzałe zachowania Kylie, całości nie mogłabym niczego zarzucić.

Jesli chodzi o język... Widać wyraźnie, że autorka dostosowała go do młodzieży - w końcu jest to książka przeznaczona dla tej grupy odbiorców, więc nie ma się co czepiać. Całkiem zgrabne opisy, ciekawe (ale nie wszystkie) dialogi, humor, który czasami do mnie trafiał, a czasami nie. Jeżeli chodzi o ścisłość, to nie mam się czego czepiać.

Podsumowując, "Urodzona o północy", to ciekawa propozycja. Może nie jest to książka z górnej półki, może nie spodoba się każdemu, ale ja sądzę, że jak na młodzieżową i niezobowiązującą lekturę nadaje się w zupełności. 

wtorek, 21 stycznia 2014

"Gorączka 2" Dee Shulman

Dziękuję!

"Seth i Eva przetrwali atak wirusa. Niestety z niewiadomych przyczyn stan Evy się pogarsza. W dodatku ofiarami zabójczej gorączki padają kolejni ludzie. Seth musi wyruszyć w niebezpieczną podróż w czasie, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. Ale nawet nie wie, jak katastrofalne skutki będą miały wydarzenia, które wywołał… "
Przyszedł czas na kolejną książkę o podróżach w czasie, od których stroniłam przez jakiś czas. Czemu? Sama nie wiem, po prostu skupiłam się na zupełnie innych klimatach. Niemniej, pamiętam pierwszy tom pani Shulman i wypadł on w moim odczuciu niestety słabo. Sądziłam, że tom drugi nadrobi swoją akcją i miałam głęboką nadzieję, że autorka postawi na zmiany. Zmiany w bohaterach, w fabule, w emocjach. Niestety, ale sądzę, że tom drugi jest nawet słabszy od swojej poprzedniczki... Wielka szkoda. Wydawnictwo Egmont wydaje naprawdę świetne książki. Praktycznie wszystkie bardzo mi się podobały, ale traf chciał, że "Gorączka" zupełnie do mnie nie przemówiła...

Zacznę od olśniewającej okładki, która rzuca się w oczy, a patrząc na nią mam ochotę powiedzieć, że taka okładka musi skrywać w sobie tajemniczą opowieść. Okładka powinna kusić potencjalnego nabywcę/czytelnika, a właśnie ta grafika "Gorączki 2" jak zarówno okładka pierwszego tomu, na pewno go skusi. Może nawet treść mu się spodoba, kto wie. W tej recenzji przedstawię Wam moje odczucia, którymi wcale nie musicie się kierować w wyborze niniejszej pozycji... Tak więc zaczynajmy.

Fabuła... Motyw przewodni, to gorączka. Czyli tak, jak w poprzednim tomie. Jednak wtedy motyw ten był dosyć ciekawy, teraz już straciłam większe zainteresowanie powielanymi schematami z "jedynki". Kolejny jest wątek miłosny. Niestety nieporywający, również schematyczny i trochę taki bezpłciowy. Ostatni filar książki, czyli przeskoki w czasie. Autorka nie wprowadziła niczego nowego. Jak w po przeczytaniu tomu pierwszego miałam całkiem dobre zdanie, tak teraz jakoś zdania dobrego mi zabrakło. Podsumowując, fabuła jest przewidywalna, niezaskakująca... Wciągającej i porywającej akcji niestety brak. Za to znajdziecie nużącą i ciągnącą się akcję, która jest jednym z wielu minusów niniejszej pozycji. Mało obrazowy język również nie wpływa dobrze na odbiór treści. 

Postaci i ich zachowania są kompletnie nielogiczne, naiwne i zupełnie źle wykreowane. Jeśli chłopak (gladiator) z II wieku naszej ery operuje terminami naukowymi jakby urodził się w czasach teraźniejszych. To jest to dla mnie trochę naciągane i niedostosowane do tego bohatera, a w ogólnym rozrachunku, po prostu śmieszne. Eve... Tutaj kompletnie brak mi słów. Postać zupełnie bez polotu, oczywiście piękna, wspaniała, wszystko wokół niej jest bajkowe, a miłość z Sethem cukierkowa. Mówię temu kategoryczne: Nie.

Przyznam szczerze, że spodziewałam się treści na miarę wspaniałej Trylogii Czasu (tego samego wydawnictwa), niestety się zawiodłam. Przyznać muszę, że sama nie wiem co myślę o "Gorączce". Z jednej strony szalenie dobry pomysł i wielki potencjał, z drugiej zaś kompletnie niewykorzystany. Gdyby autorka wprowadziła element zaskoczenia, a akcja stałaby się bardziej porywająca... Postaci byłyby stworzone adekwatnie do wieków, z których pochodzą, to zapewne książkę oceniłabym wysoko. Na chwilę obecną niestety sądzę, że jest to przeciętniak.

niedziela, 19 stycznia 2014

"Złodziej dusz" Aneta Jadowska

Ona – oficjalnie policjantka. Prywatnie złośliwa wiedźma z uczuleniem na związki.
 On numer 1 – szatański pomiot. Diabelnie przystojny.
 On numer 2 – prawdziwy z niego anioł.
 Powinni być wrogami, ale nie lubią żelaznych zasad. Dlatego zostali przyjaciółmi. A teraz wbrew wszystkim i wszystkiemu muszą znaleźć mordercę, który zagraża magicznej społeczności Torunia. Po drodze trzeba tylko obrazić parę wampirów, skopać tyłki kilku wilkołakom i przekonać pewną nastolatkę, że piekło to nie tylko sex, drugs and rock&roll. No i złamać wszystkie reguły obowiązujące w magicznym świecie. Bo czasami dziewczyna robi, co dziewczyna zrobić musi.
 Przejdź przez bramę i powiedz zaklęcie. A potem wpadnij na drinka do Szatańskiego pierwiosnka.

Wiele dobrego słyszałam o tej serii... Urban Fantasy w polskim wydaniu? Interesujące... Przekonałam się ostatnio do rodowitych autorów i dlatego też postanowiłam dać szansę dziełu Anety Jadowskiej. Muszę przyznać, że nie zawiodłam się, ale po przeczytaniu serii tak znakomitych autorów, jak duet Andrews, Hamilton, czy Briggs, wyłapałam w twórczości pani Jadowskiej kilka wspólnych elementów, jakimi cechują się postaci czy wydarzenia w dziełach tych trzech autorów. Więcej o moich spostrzeżeniach nieco niżej.

Proszę Państwa, oto Teodora (Dora) Wilk. Pyskata i sprawiedliwa policjantka obdarzona paranormalnymi zdolnościami... A może łatwiej będzie po prostu powiedzieć - Wiedźma. Z charakteru też wiedźmowata, więc wszystko pasuje jak ulał. Teodora pragnie żyć jak normalna śmiertelniczka, toteż obrała sobie takie, a nie inne miejsce zamieszkania. Wszystko się jednak komplikuje, kiedy Dora zostaje wplątana w potyczkę pomiędzy magicznymi osobistościami, a prościej mówiąc, zostaje wynajęta przez Starszyznę Thornu do rozwikłania pewnej niebanalnej i niebezpiecznej sprawy. Tak oto, nasza pani policjant musi rzucić swoje dotychczasowe życie prawej obywatelki zamieszkującej Toruń i przejść na ciemną stronę mocy do Thornu, gdzie to żyją wszystkie nadnaturalne istoty i gdzie znana jest po prostu jako Jada.

Akcja toczy się we wcześniej wspomnianym Toruniu, tudzież w magicznym jego odzwierciedleniu Thornie. Toruń, jak to Toruń, nie trzeba nikomu go opisywać. Thorn - czyli alternatywna wersja naszego pięknego Torunia - autorka jakoś specjalnie nam tego miejsca nie opisała, tylko rzuciła kilka miejsc w których najczęściej gości nasza główna bohaterka. Nie wiem czy jestem zadowolona z tak małostkowego opisu, ale na chwilę obecną mi on nie przeszkadza. Może w kolejnych tomach dowiem się o nim czegoś więcej, gdyż nie ukrywam, że opisy miejsc są dla mnie, jako czytelnika bardzo ważnym elementem powieści. 

Za to jeśli chodzi o postaci, jestem zadowolona z ich przedstawienia. I tutaj zaczyna się moje porównanie dzieła pani Jadowskiej do dzieła duetu Andrews. A jeśli o ścisłość idzie to Dora bardzo przypominała mi Kate Daniels, gdzie oczywiście Kate to moja faworytka i niestety Dora się do niej nie umywa. Nie znaczy to jednak, że posądzam panią Jadowską o jakieś wzorowanie się. Nie! Ja tylko dostrzegam podobieństwo, które zapewne kilkoro z Was dostrzegło. Chodzi mi o osoby, które czytały Andrews. Dora jest dosyć specyficzną postacią należącą do tych, które w szczególności lubię. Twarda babka, która nie da sobie w kasze dmuchać, pyskata zołza o dobrym sercu. Wielki plus za postać kobiecą, ale i za dwie intrygujące postaci męskie. Anioł i diabeł. Anioł, diabeł i wiedźma. Szatańskie trio. Anioł Joshua to taki typowy grzeczny i niewinny bardziej chłopiec aniżeli mężczyzna. Za to diabeł, Miron, to jego totalne przeciwieństwo. W sumie obaj są na swój sposób urzekający i obie postaci bardzo przypadły mi do gustu.

Wątek paranormalny wiedzie prym, to na pewno. Wątek kryminalny też się znajdzie, chociaż nie jest tak dopracowany, jakbym tego chciała. Romans? Również się znajdzie, ale nie wysuwa się na pierwszy plan, co aktualnie działa na plus. Dlaczego aktualnie? Ano dlatego, że ja lubię jak sytuacja się rozwija, powolutku rośnie napięcie, a dopiero później autor nadaje wątkowi miłosnemu zapału. 

Jeśli chodzi o końcową ocenę tejże książki, to jest ona dobra. Na etapie pierwszego tomu nie czuję się zachwycona, ale zaintrygowana. Mam więc nadzieję, że kolejne tomy mnie nie zawiodą.

środa, 15 stycznia 2014

"Po Tamtej Stronie Ciebie i Mnie" Jess Rothenberg

"Okazuje się, że piekło to nie płonąca, wrząca otchłań ognia i cierpienia [...] Piekło jest wtedy, kiedy ludzie, których kochasz najbardziej na świecie, sięgają po twoją duszę i wyrywają ci ją. I robią to tylko dlatego, że mogą."
Moja historia, jak każda inna, ma swój początek i koniec. Jednak śmiem sądzić, że różni się od innych, nie tylko motywem przewodnim i moimi przeżyciami, ale przede wszystkim... A zresztą, posłuchajcie sami.
Mam na imię Brie... Komuś z tutaj zebranych przychodzi na myśl dziwne skojarzenie z moim imieniem? Mojemu bratu, tacie i znajomym owszem i nic w tym dziwnego. Pod moim adresem były rzucane już chyba wszystkie nazwy serów, ale wiecie co? Wcale mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, bawi mnie to i nawet to lubię, ale nie mówcie nikomu! Tak więc, mam na imię Brie i zbliżają się moje szesnaste urodziny. Jestem prawdziwą szczęściarą. Mam wspaniałych przyjaciół, najlepszego chłopaka pod słońcem i kochającą rodzinę. A tak! Jeszcze mój pies, Sznycel domaga się żebym o nim wspomniała. Kocham to, co robię i mam już wielkie plany na przyszłość. Jednak teraz żyję chwilą. Jestem szczęśliwa. Naprawdę. Idę właśnie na spotkanie z moim chłopakiem, Jacobem. Ma mi do powiedzenia coś ważnego. Rozmawiamy, jemy i uśmiechamy się do siebie, ale widzę, że coś jest nie tak. Jacob wygląda na zdenerwowanego, zmęczonego i wyraźnie coś go gryzie... Patrzę w jego cudowne niebieskie oczy, a moje serce dudni mi w piersi. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że to są moje ostatnie uderzenia... Jego usta otwierają się, a z nich wychodzą trzy słowa, które sprawiają, że mój świat się kurczy, a serce pęka na pół. Dosłownie. "Nie kocham cię". Amen. 

Nie ma nic, ciemność... Gdzie ja jestem? Co się stało? A, zapomniałabym. Ja nie żyję. Umarłam w najbardziej śmieszny, jakby się mogło wydawać, sposób. Moje serce pękło z żalu na pół. Mój chłopak mnie nie kocha. Niemożliwe, przecież takie rzeczy nie dzieją się na prawdę. Prawda?! A jednak. Stoję tutaj i patrzę na te wszystkie smutne twarze. Stoję i patrzę, bo tylko to mi zostało. Jestem duchem, cieniem samej siebie. Kiedyś wierzyłam w reinkarnację, więc nie powinnam być chomikiem, czy czymś takim? Mój mały ośmioletni braciszek... Tak bardzo chciałabym podbiec i go przytulić. Powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Niestety nie będzie... Pożegnanie. Pogrzeb. Koniec. 
Jest inny świat. Świat, do którego właśnie trafiłam. Co dalej? Jest ktoś, kto mi pomoże? Na moje wołanie odpowiedział on, Patrick. Chłopak, dzięki któremu nie zwariowałam tutaj. Gdziekolwiek to "tutaj" jest. Pozwala mi dojrzeć to, że moje całe życie było jakąś kpiną. Jedną wielką nieprawdą. Grą tych, których kochałam. Jak oni mogli mi to zrobić?! Jeszcze im pokażę. To nie koniec.

Tak mniej więcej postarałam się w tym moim opisie przybliżyć Wam, co dzieje się z główną bohaterką, a wierzcie mi... Dzieje się naprawdę wiele. "Po Tamtej Stronie Ciebie i Mnie", to porywająca, wzruszająca i jednocześnie zabawna opowieść, o głębokim przesłaniu. Nie jest to zwyczajna opowiastka o nastolatkach, chociaż to właśnie nastoletni bohaterowie wiodą w niej prym. Niech to jednak nikogo nie zrazi, gdyż bohaterowie są naprawdę świetnie dopracowani. Nie jest to historia mdła opowiadająca o błahostkach i nic nieznaczących perypetiach młodych ludzi. Jest to książka, która poruszy Was do łez, ale też sprawi, że zaśmiejecie się w głos. Naprawdę godna uwagi powieść, którą pokochałam całym sercem.

Kilka słów o bohaterach. Wcześniej już wspomniałam, że są świetnie wykreowane, ale pragnę dodać coś więcej. Główna bohaterka Brie, jest zabawną i dojrzałą postacią, która pragnie zemsty, jednak dostrzec można również zmianę, jaka zachodzi w dziewczynie. Z początku poznajemy ją jako słodką i wrażliwą, następnie mściwą zołzę, a później kiedy emocje opadają, Brie znowu jest sobą. Złe emocje potrafią przyćmić każdego, dlatego nawet ta zła strona Brie nie była na tyle negatywna, żeby dziewczyna straciła w moich oczach. Następnie Patrick - postać zagadka. Tajemniczy chłopak o nieprzeciętnym humorze, ubrany w śmieszną kurtkę i tajemniczym uśmiechu. Jego polubiłam już w chwili, kiedy pojawił się w książce. Miałam pewne podejrzenia co do tej dwójki, ale autorka tak skutecznie wprowadziła mały zamęt w mojej głowie, że nic nie było do przewidzenia - za co ogromny plus.

Świetnie dodatki - każdy rozdział ma swoją nazwę, która jest tak naprawdę tytułem piosenki. Spis wszystkich piosenek, czyli taki soundtrack do każdego rozdziału, znajdziecie na samym końcu książki. Bardzo mi się to podoba i jest to coś oryginalnego. Dzięki Jess Rothenberg przypomniałam sobie kilka świetnych kawałków, a kilka nowych znalazło się na mojej playliście. 

Co prawda motyw przewodni jest podobny, jak w książkach: "Jeśli zostanę", "7 razy dziś", "Pomiędzy światami", "Zapomniane", a nawet "Nevermore" - tutaj najbardziej klimatem mi podeszła. Podobna, nie znaczy taka sama. Bohaterowie inni, inne przeżycia, emocje, wątki... Takie książki są moim zdaniem ponadczasowe. Do takich historii lubię wracać i do książki pani Rothenberg na pewno wrócę. Gorąco polecam! 
"Problem w tym, że czasem słowa są jak strzały. Kiedy je wystrzelisz, nie ma już odwrotu."

wtorek, 14 stycznia 2014

Takie tam... Liebster Blog



Zostałam zaproszona do zabawy Liebster Blog, za co bardzo dziękuję :) Zasady pewnie każdy zna, więc z racji, iż moje lenistwo osiągnęło poziom hard, nie chce mi się tych zasad nawet wkleić, o! Zaprosiły mnie
dwie duszyczki, zatem na pierwszy ogień idą pytania od Zee:

1. Jakie są trzy najlepsze książki, które wpłynęły na Twój światopogląd?
Na światopogląd, to może nie wpłynęły żadne książki, a samo życie... Jednak wymienię te, które zmusiły mnie do refleksji i wielu przemyśleń. Tak więc, na pewno "Gwiazd naszych wina", "Po tamtej stronie ciebie i mnie" oraz "Jeśli zostanę".

2. Autor, którego możesz polecić w ciemno.
Duet znany jako Ilona Andrews.

3. Jeśli nie książki to co?
To muzyka, seriale, filmy, gry planszowe i zabawa z moimi psiakami.

4. Co cenisz w książkach najbardziej?
To, że w nich wszystko może się wydarzyć... To, że i ja wierzę, że wszystko może być prawdziwe... Pomagają mi, że tak poetycko powiem - oddychać.

5. Jaką książkę próbowałaś/łeś przeczytać, ale nigdy się nie udało?

Biblię xD

6. Ulubiony gatunek czytadeł.
Absolutnie i niezaprzeczalnie Fantastyka (co wiąże się oczywiście z jej podgatunkami)

7. Literatura polska czy zagraniczna?

Zdecydowanie zagraniczna.

8. Książka, do której możesz wracać bez znużenia.
Wiele takich, ale na pierwszą myśl przyszło mi "Miasto kości" - które czytałam tyle razy, że widać po moim egzemplarzu. Jeszcze  "Tak blisko..." T. Webber

9. Najczarniejszy charakter.
Będzie to: Loethar z Trylogii Valisarów.

10.Dlaczego książki?
A dlaczego nie? Po prostu dzięki nim pozwalam zaszaleć mojej wyobraźni.

Następną nominację dostałam od Madzi. Oto jej pytania i moje odpowiedzi:

1. Jak otwarty jesteś na rzeczy spoza twojej comfort zone (strefy komfortu), również książkowo?
Hmm... powiedzmy, że jestem... półotwarta - jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało :D

2. Jaka była ostatnia książka, którą zainteresowałaś/eś się dzięki okładce?
"Przebudzenie Arkadii"

3. Ile czasu dziennie poświęcasz na blogowanie?
Nigdy nie liczyłam, ale nie przesadzam z tym dziennym blogowaniem.

4. Co zajmuje ci najwięcej czasu w ciągu dnia - oprócz snu?
W dzień nie sypiam - nie umiem. Zapewne będzie to praca.

5. Kto jest twoim autorytetem? Jeśli nie masz, kogo najbardziej podziwiasz?
Autorytetem i osobą którą podziwiałam była, najpierw moja prababcia, a później babcia.

6. Jaki film/książkę Disneya lubisz najbardziej?

Wszystkie! Bez wyjątku.

7. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez bliskich, zdrowia, uśmiechu... Czytania.

8. Co sprawia, że się uśmiechasz?
Potyczki słowne z kilkoma osobami. Obecność bliskich, śmieszne sytuacje... Dużo tego.

9. Czego najbardziej lubisz się uczyć? Niekoniecznie w szkole, ale np. dla siebie?
Hmm... Sama nie wiem... Powiedzmy, że psychologia.

10. Uprawiasz jakieś sporty? Jeśli tak jakie?

Nie. Mojego zapału i motywacji nie starcza na zbyt długo. Za to, jeśli nadarza się okazja lubię zwiedzać, zwłaszcza jakieś zamki, ruiny, jaskinie... Ostatnio zaczęłam swoją przygodę z łyżwami, może coś z tego będzie :)

11. Jakie 3 filmy każdy powinien obejrzeć i jakie 3 książki przeczytać?
A to zależy, co kto lubi, ale:
Filmy: Zielona mila, Piraci z Karaibów, Underworld.
Książki: Przegląd końca świata (Grant), To, co zostało (Picoult), Cień wiatru (Zafón)

Na koniec wspomnę jeszcze o pewnej nowości, którą będzie można zakupić już od 15 stycznia - "Urodzona o północy" autorstwa C. C. Hunter.


Życie nastoletniej Kylie Galen nie jest łatwe. Odchodzi jej ukochana babcia, rzuca ją chłopak, jej rodzice się rozstają, a w dodatku ciągle widuje dziwną postać, której nikt poza nią zdaje się nie zauważać. Pewnego wieczora Kylie Galen ląduje na nieodpowiedniej imprezie z nieodpowiednimi ludźmi, i to zmienia jej życie na zawsze... (Więcej informacji KLIK)

Do zabawy zapraszam każdego, kto tylko ma ochotę :)
Pozdrawiam cieplutko!

niedziela, 12 stycznia 2014

"Mechaniczna księżniczka" Cassandra Clare

Dziękuję!

Cassandra Clare, to jedna z nielicznych autorek, które zamieniają moje książkowe życie w pył. Nie mogę nawet słowami opowiedzieć tego, co czuję czytając jej serie... Czy to Dary Anioła, czy Diabelskie Maszyny. Nie wiem, która seria bardziej mnie wciągnęła, którą bardziej pokochałam... Obie są dziełem fantastycznym i mimo, że nie wszystkie tomy są wspaniałe, to i tak każdy z osobna sobie upodobałam. Może wystarczy komentarz typu: przecież to Cassandra Clare! Dla mnie wystarczy tylko nazwisko tej autorki, żebym w ślepo zakupiła każdą książkę, którą ona napisze. Amen.

Mechaniczna księżniczka to piękne, cudowne, ekscytujące, emocjonujące, wspaniałe zakończenie bardzo dobrej serii. Zakończenie, które zasługuje na brawa na stojąco. Bez dwóch zdań! Po raz kolejny Clare udowodniła mi i całej rzeszy jej wielbicieli, że jest pisarką, która wzruszanie i zaskakiwanie swoich czytelników ma opanowanie do perfekcji. I właśnie za to ją cenię. Chociaż czasami doprowadza mnie do pasji, tym, że uśmierca postaci, które lubię, albo sprawia im taką huśtawkę niemiłych wydarzeń, że mam ochotę wyć do księżyca... Niemniej właśnie na tym polega fenomen Cassandy Clare.
"-Pytałeś mnie, jak, będąc nieśmiertelnym, przeżyłem tyle śmierci. Nie ma w tym wielkiego sekretu. Po prostu wytrzymujesz to, co jest nie do zniesienia."
Przejdźmy jednak do opinii na temat Mechanicznej księżniczki, która okazała się godnym zakończeniem wspaniałej przygody, którą odbyłam z Tessą, Willem, Jemem, Charlotte, Henrym, Sophie, Gideonem, Gabrielem i nową postacią, Cecily, siostrą Willa, która do powieści wniosła wiele dobrego.
Wszystkie te postaci są tak wspaniałe, że nie można ich nie kochać. Są barwne, charakterystyczne, zabawne, każda ma swoją historię, która wzrusza do łez... Ktoś powiedziałby, że większość postaci to zgraja dzieciaków. Może i tak, ale za to jakich dojrzałych dzieciaków. Dzieciaków, których przygoda zapiera dech w piersiach.
"Każde serce posiada własną melodię a ty znasz moją."
Prawda jest jednak taka, że autorka skupiła się bardziej na wątkach miłosnych, aniżeli na wątku zagrożenia, które niósł ze sobą Mortmain i jego mechaniczne maszyny, a  jakie napędzało akcję w poprzednich tomach. To się da odczuć chyba każdemu czytelnikowi, ale mnie to w ogóle nie przeszkadzało, gdyż pani Clare relacje pomiędzy bohaterami prowadzi po mistrzowsku. Nie słodko, nie mdło, a realistycznie i obrazowo. W dodatku wywołując w czytelniku całą masę sprzecznych uczuć, które nim władają. O tak, jak już wcześniej wspomniałam, jest to jeden z atutów autorki, z którym ta się nie kryje, a wykorzystuje go w każdej nadarzającej się okazji. Nuda? Ha! Nuda Wam nie grozi. Nawet się nie spostrzeżecie, kiedy i w jaki sposób zawładnie Wami ta książka. Mnie porwała od samego początku, a napięcie, jakie towarzyszyło mi do samego końca, nie opuściło mnie nawet do teraz. Dlatego już z ogromną niecierpliwością czekam na kolejną serię Cassandry Clare.
 "Jedne sekrety lepiej jest wyjawić, inne lepiej dźwigać samemu, żeby nikomu nie sprawiać bólu." 
Wtrącę jeszcze tylko, że końcu wiem kim z Darów Anioła był brat Zachariasz, który od zawsze mnie intrygował... Sądzę, że każdy będzie zaskoczony.


Coś na koniec, o epilogu, który wywrócił mój świat do góry nogami. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać... Fenomenalne? Nie. Nawet to jedno słowo nie oddaje całej prawdy o tym zaskakującym i najlepszym epilogu, jaki dane mi było kiedykolwiek czytać. Do momentu, kiedy został mi do przeczytania jeszcze TYLKO epilog, byłam wniebowzięta. Jednak po jego przeczytaniu? Brak mi słów. 
Serię polecam z całego serca.
Recenzja tomów poprzednich:

piątek, 10 stycznia 2014

"Wygnana królowa" Cinda Williams Chima


"Han Alister wędruje na południe, by rozpocząć naukę w Mystwerku w Oden's Ford. Wyjazd z Fells nie oznacza jednak, że nie grozi mu już niebezpieczeństwo. Każdy jego krok śledzą Bayarowie, potężna rodzina czarowników, pragnąca odzyskać stary amulet. Także w Mystwerku czają się zagrożenia. Han poznaje tam Kruka, tajemniczego czarownika, który zgadza się uczyć go tajników czarnej magii. Czy Han tego nie pożałuje? Tymczasem księżniczka Raisa ana'Marianna ucieka przed małżeństwem z przymusu w towarzystwie swojego przyjaciela Amona i jego drużyny kadetów. Najbezpieczniejszym dla niej miejscem jest Wien House, akademia wojskowa w Oden's Ford. Jeżeli księżniczce uda się uchodzić tam za zwykłą kadetkę, uczelnia zapewni jej zarówno schronienie, jak i wykształcenie potrzebne do tego, by podołać roli kolejnej królowej z dynastii Szarych Wilków. Wszystko się zmienia, gdy ścieżki Hana i Raisy krzyżują się w tej epickiej baśni o niepewnych przyjaźniach, bezwzględnej polityce i nieodpartej sile uczuć."

Przyszedł czas na „Wygnaną królową”. Pierwszy tom pt. „Król Demon” bardzo mi się spodobał. Nareszcie trafiłam na serię, która od samego początku trzyma w napięciu, powala kreacją świata i doborem bohaterów. Tak moi mili. Seria „Siedem Królestw” jest warta każdych pieniędzy, każdego wolnego czasu i jest godna uwagi. Czy „Wygnana królowa” jest lepsza od swojej poprzedniczki? O tym nieco niżej.

Przygoda w drugim tomie zaczyna się dokładnie tam, gdzie zakończyła się w tomie poprzednim. Han Alister, którego nie możecie już zwać Bransoleciarzem, gdyż bransolet już nie ma, wraz z Tancerzem Ognia wyruszył do Oden’s Ford, gdzie będzie się kształcił na czarownika. Zaskoczenie, prawda? Złodziejaszek z Łachmantargu okazuje się jednym z najpotężniejszych czarowników. Ba! Jest potomkiem samego Króla Demona. Księżniczka Raisa, po nieciekawych wydarzeniach, jakie miały miejsce w królestwie Fells również była zmuszona do ucieczki ze swojego królestwa. Gdzie się udała? Wraz ze swoim przyjacielem Amonem i jego drużyną kadetów przemierzyła niebezpieczną drogę, by dostać się… Również do Oden’s Ford, tyle, że do szkoły zwanej Wien House (Akademii Wojskowej). Traf chciał, że drogi całej trójki, a również i grupki należącej do młodych Bayar’ów, Fiony i Micaha, się przecinają. I wtedy akcja nabiera jeszcze większego rozpędu.

Zacznę od bohaterów, którzy są tak świetnie stworzeni, że mój zachwyt nie ma końca. Pani Williams Chima jest rewelacyjną pisarką i widać, że na kreację swoich bohaterów poświęciła sporo czasu i energii. Są one przemyślane, prawdziwe, wręcz namacalne. Każda z tych postaci wnosi do fabuły coś innego i każda jest wyrazista. Nawet poboczni bohaterowie są barwnymi osobistościami, które zapadają w pamięć na bardzo długo. Znajdziemy tutaj same mocne charaktery, chociażby sam Han, który przeszedłszy piekło pragnie zemsty za doznane mu krzywdy. Kiedy wpada na Bayarów, bawi się z nimi w kotka i myszkę, rzucając im wyzwanie. Kolejną postacią, która jest twardą zawodniczką, jest sama księżniczka. Otóż Raisa toczy wewnętrzną, emocjonalną walkę. W każdej z postaci następuje pewna przemiana, która moim zdaniem dobrze świadczy o samej autorce, która nie osiada na laurach, a wprowadza pewne zmiany, nie tylko w świecie swoich bohaterów, ale również w nich samych.

 Świat Siedmiu Królestw jest tworem barwnym, magicznym i intrygującym. Pełnym niebezpiecznych przygód, intryg i pięknych krajobrazów. Cinda Williams Chima użyła plastycznego języka do wszystkich opisów, które czytelnik odbiera realistycznie, a jego zainteresowanie wzrasta z każdym kolejnym malowniczym przedstawieniem.
Akcja książki jest zmienna. Autorka raz przyspiesza jej tempo, żeby po chwili je spowolnić. Taka zmienność jest bardzo dobrym zabiegiem, daje czytelnikowi czas na przemyślenie poczynań bohaterów, nie narzuca na niego ciągłej i skupionej uwagi. Zaś przyspieszenie tempa wydarzeń czy też akcji nie pozwala na nudę.

„Wygnana królowa” jest godnym polecenia dziełem, a cała ta seria jest swoistym rarytasem. Polecam ją dosłownie każdemu. Jeśli szukacie oryginalnej fabuły, ciekawych postaci i nieprzeciętnego humoru, to niniejsza pozycja jest jak najbardziej dla Was!

Recenzja tomu poprzedniego:

Recenzja napisana dla portalu literatura.juventum.pl


czwartek, 9 stycznia 2014

Wyniki konkursu!

Witam Was serdecznie moi kochani,

Do konkursu zgłosiło się naprawdę sporo osób. Większość znam, czy też kojarzę z blogosfery. Inni anonimowi, którzy albo mnie czytają od dawna, albo na wyrywki, bądź zgłosili się tylko do konkursu. Wszystkich potraktowałam jednakowo - zapoznałam się z odpowiedzią na konkurs oraz obejrzałam każdy polecany film, oczywiście jeśli takowego nie widziałam już "kiedyś tam". Muszę przyznać, że uprzyjemniliście mi tymi propozycjami moje nieznośne choróbsko, za co Wam bardzo dziękuję. Naprawdę chciałabym obdarować każdego, jednak niestety, ale zwyciężyła tylko jedna odpowiedź. Książki oczywiście pochodzą z mojej własnej biblioteczki i są nowe. Nie przedłużając... Zwycięzcą jest właściciel adresu e-mail:

madry8989@wp.pl

Jak więc się okazało, uszczęśliwiłam nie jedną, ale dwie osoby, Zosię i Michała :)

Jeszcze krótka notka odnośnie zaproponowanych mi przez nich filmów. Now Is Good - polecam każdemu, kto pokochał "Gwiazd naszych wina". Piękna historia, która wzruszyła mnie niesamowicie... Następnie Narzeczony mimo woli - ten film, mimo iż widziałam go kilka razy, to przez Was obejrzałam go ponownie i oczywiście znowu śmiałam się jak najęta! Bardzo lubię tę komedię. Na koniec Niewidzialny. Włączyłam go i.. "O Boże, to przecież ten film!". Widziałam go już dawno temu, ale nie mogłam za chiny ludowe przypomnieć sobie co to za film. Nie mogłam wpisać nic w google, co by mi pomogło go odnaleźć - a szukałam go długo. Tak więc, gdy zobaczyłam, że to ten... Właśnie TEN film, nie mogłam uwierzyć. Bardzo fajny dramat, który również polecam.

Wszystkim dziękuję za udział i za polecenie masy świetnych filmów. Postaram się niebawem zorganizować kolejną zabawę!

środa, 8 stycznia 2014

"Ogrody marzeń" Erica James

"Klub ogrodnika to miejsce, w którym spotykają się najróżniejsi ludzie. Niektórzy z nich za równo przyciętym żywopłotem skrywają bolesne tajemnice. Teraz grupa klubowiczów wyrusza do Włoch, na fantastyczną wycieczkę do krainy ogrodów i jezior. Dla każdego z nich ta wyprawa ma inne znaczenie...
 Lucy, którą wciąż dręczy przeszłość, ma nadzieję zobaczyć we Włoszech ojca, z którym po raz ostatni rozmawiała jako nastolatka. Owdowiały przed pięciu laty, poświęcający się pracy i opiece nad tetryczejącym wujem Conrad jedzie na wycieczkę dla marudnego staruszka i świętego spokoju. Helen, której mąż spędza większość czasu poza domem, rozpaczliwie potrzebuje przyjaciół...
Dla wielu z nich te wakacje okażą się najważniejszymi w życiu."
Na tę książkę zwróciłam uwagę dzięki jej okładce. Może nie jest to jakaś niebywała piękność, jednak ma to coś, co sprawiło, że zapragnęłam zapoznać się z jej treścią. Już to jabłuszko z uroczym serduszkiem nasuwa jedną myśl "romans, jak nic". Oczywiście, że tak. Powieść pani James to obyczajowy romans, ale i wzruszająca historia, która naprawdę mi się spodobała. Akurat teraz jest czas, gdzie lekkie powieści czyta się z przyjemnością. Ja osobiście zaczytuję się mimo wszystko w mojej ukochanej fantastyce, jednak takie oderwanie się od niej dobrze mi zrobiło. Przejdźmy zatem do meritum...

Książka lekka, zabawna, porywająca... Oczywiście nieco schematyczna, bo powiedzmy sobie szczerze, która taka nie jest? Mam tutaj na myśli różnego rodzaju romanse, gdzie schemat jest jeden, każdemu dobrze znany. Jednak od takich powieści nie oczekujemy przecież niczego innego, wzniosłego i niebywale oryginalnego. Nie mam na myśli, że "Ogrody marzeń" są mdłą i schematyczną paplaniną. Otóż, moi mili autorce udało się mnie zaskoczyć. Nie dość, że głównych bohaterów jest więcej niż dwójka, to jeszcze Erica James stworzyła wielowątkową przygodę złożoną z ciekawych i wzruszających historii nie tylko miłosnych, ale i życiowych. Bohaterowie dokonują trudnych wyborów, mają swoje sekrety, które niekoniecznie wychodząc na jaw są takie złe, jak sądzili. Każdy z bohaterów ma pewien cel, który pragnie zrealizować...

Kreacja bohaterów bardzo mi się spodobała. Można by pomyśleć, że w takich powieściach autor nie musi się wielce skupiać na nakreśleniu postaci, wymyśleniu fabuły, bo przecież to zwyczajny romans. Jednak pani James, stworzyła coś ponadto. "Ogrody marzeń", to nie jest zwyczajny romans. Przynajmniej ja tej książki tak nie postrzegam. Lucy, Orlando, Conrad, Mac, Helen, Hunter, Savannah. Każda z tych osobowości jest zupełnie inna, każda wnosi coś intrygującego. Jedna boryka się ze smutkiem po stracie kogoś bliskiego, inna cierpi przez odrzucenie, a jeszcze inna, to rozwydrzona smarkula, która poprzez swoje intrygi dostaje to, czego chce. Jednym słowem cała paleta osobowości, która wzbudzi w czytelniku masę emocji.

A wszystko to jest opisane lekkim językiem, do którego nie mogę się przyczepić. W dodatku autorka barwnie i ciekawie opisuje nie tylko postaci czy relacje, jakie ich łączą, ale przede wszystkim opisy miejsc, które aż tętnią życiem.

Czy i komu polecam niniejszą pozycję? Na pewno paniom, które po trudach dnia chciałyby zasiąść wygodnie i się zrelaksować przy nieobowiązującej lekturze, która dostarczy im przyjemną dawkę odprężenia i humoru. Może nie jest to powieść górnolotna, ale dla mnie stała się na swój sposób ważna. Mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu. Ja na pewno zapoznam się z innymi dziełami tej autorki.

"Ogród, tak jak jego twórca, powinien mieć swoje sekrety i niespodzianki. Radość w radości i ścieżki, którymi zechcesz podążać, chociaż nie wiodą do jakichś wyjątkowych miejsc. Ale może się też zdarzyć, że znajdziesz na nich coś zaskakująco pięknego."

Za tę piękną powieść dziękuję serdecznie Księgarni dobreksiazki.pl

poniedziałek, 6 stycznia 2014

"Łabędzi śpiew. Księga I" Robert McCammon

"Siostra, która w gruzach Manhattanu znajduje dziwny szklany artefakt, będący katalizatorem przemian… Joshua Hutchins, były zapaśnik, który chroni się przed opadem promieniotwórczym na stacji benzynowej w Nebrasce… I ona, dziewczynka obdarzona szczególnym darem, która wędruje wraz z Joshem do miasta w Missouri, gdzie zacznie uzdrawiać. 
 Lecz przedwieczna moc, która zniszczyła Ziemię, wciąż zaciąga rekrutów do swej nieznużonej armii. Nie zawaha się sięgnąć po uzdrowicielkę…
 „Łabędzi śpiew” to arcydzieło literatury postapokaliptycznej i niezwykła epopeja grozy, swoim rozmachem przypominająca słynny „Bastion” Stephena Kinga.
 „Łabędzi śpiew” uznawany jest za jedną z najlepszych powieści o zagładzie ludzkości w historii literatury. Powieść poraża rozmachem i barwną paletą niezwykle wnikliwie nakreślonych postaci, co sprawia, że jest lekturą obowiązkową dla każdego miłośnika literatury postapokaliptycznej na najwyższym poziomie."
Jest to moje pierwsze spotkanie  z tym autorem. Najpierw miałam się zapoznać z jego książką pt. "Magiczne lata", ale jakoś nie mogłam jej zdobyć, więc stwierdziłam, że zacznę od "Łabędziego śpiewu" i zobaczę o co ten szum wokół twórczości autora. Przekonała mnie i okładka, i wydawnictwo, którego nakładem wyszła niniejsza książka, a które bardzo sobie cenię. Cóż, "Łabędzi śpiew" nie do końca spodobał się mojej osobie. Na okładce jest tyle pochwalnych słów, po przeczytaniu których sądziłam, iż książka powali mnie na kolana. Niestety, ale nie powaliła. Przyznać muszę, że w najbliższym czasie raczej nie sięgnę po tom II. Jednak, jeśli będę miała okazję, to zapoznam się z "Magicznymi latami".

Jeżeli wziąć pod uwagę pomysł na fabułę, to muszę przyznać, że jest on całkiem oryginalny. Autor obrał sobie wizję świata, jaki chciał przedstawić czytelnikowi i widać, że zrealizował wszystko w najmniejszych szczegółach. Wszystkie opisy są barwne i w pewien sposób ciekawe, jednak dla mnie zbyt nużące i niestety do mnie nieprzemawiające. Jednym się zapewne to wszystko, co autor nakreślił, spodoba, zaś mnie nie do końca przekonało. Język jest prosty, ale zarazem ciężki. Barwny, ale niektóre wątki mnie po prostu nudziły, co wywoływało u mnie chęć odłożenia książki i nie wracania już do niej. Jednak przełamałam się i ją skończyłam. 

Postaci jest w książce wiele. Niektóre są wyraziste, inne zaś niewyróżniające się na tle tych barwnych. Tak więc charakterów tutaj do wyboru do koloru, co może działać na plus. Lubię książki, gdzie jest więcej postaci, jednak nie przepadam za książkami, gdzie jest zbyt wiele postaci, a ich historie ciężko się czyta. Nie mogę się wtedy odnaleźć, kto, co, kiedy i dlaczego. Ciągłe przeskakiwanie z wątku, w wątek było dla mnie męczącą i niewygodną sprawą. Wszystko mi się mieszało, często gubiłam się w fabule, a to jest bardzo uciążliwe i zamiast delektować się książką, czułam swoistą irytację. W dodatku przez ten przepych postaci nie mogłam się zżyć z żadną z nich, nie poczułam z żadną więzi, co dla mnie było minusem. Ja lubię znaleźć w każdej książce swojego ulubieńca, tudzież ulubieńców, którym kibicuję, z którymi odczuwam wspólną stratę, zawód, napięcie, szczęście... Po prostu lubię przeżywać z postaciami wszystko co się da, a w "Śpiewie łabędzi"  niestety tych przeżyć nie było. Jednak pragnę zaznaczyć, że zgodzę się z wyrażeniem z okładki: niezwykła epopeja grozy. Grozę było czuć, a nawet strach, jaki zawładnął bohaterami, co zyskuje kolejnego plusa.

Na sam koniec powiem tylko, że książka zapowiadała się naprawdę nieźle, ale w ogólnym rozrachunku, według mnie wypadła, co najwyżej dobrze. Treść mnie nie porwała. Jak z początku czułam napięcie, chęć przygody, tak po kilku rozdziałach to wszystko gdzieś się straciło. Niemniej nie mówię, że jej nie polecam, gdyż zapewne wielu z Was się nią zachwyci, a ja chętnie zapoznam się z Waszymi wrażeniami.

Za książkę bardzo dziękuję księgarni Libroteka.pl i zapraszam do jej odwiedzenia, gdyż mają bogatą i ciekawą ofertę!

sobota, 4 stycznia 2014

"Król Demon" Cinda Williams Chima


"W Fellsmarchu nastały ciężkie czasy. Han Alister, do niedawna złodziej, zrobi niemal wszystko, by utrzymać siebie, matkę i siostrę Mari. Jak na ironię, jedyna wartościowa rzecz, jaką posiada, nie nadaje się do sprzedaży. Odkąd Han pamięta, zawsze miał na rękach grube srebrne bransolety z wygrawerowanymi runami. Wszystko wskazuje na to, że są magiczne - rosną wraz z nim i nie da się ich zdjąć. Życie Hana komplikuje się jeszcze bardziej po tym, jak chłopak zabiera potężny amulet Micahowi Bayarowi, synowi Wielkiego Maga. Amulet ten niegdyś należał do Króla Demona - czarownika, który przed tysiącem lat omal nie zniszczył świata. Bayarowie nie powstrzymają się przed niczym, by odzyskać tak potężny przedmiot. Tymczasem Raisa ana'Marianna, następczyni tronu Fells, toczy własną walkę. Właśnie wróciła na królewski dwór po trzech latach swobody u rodziny ojca, w kolonii Demonai, gdzie jeździła konno, polowała i uczestniczyła w słynnych targach klanowych. Po swoim święcie imienia szesnastoletnia Raisa będzie mogła wyjść za mąż, lecz nie jest zachwycona perspektywą poślubienia księcia z dużym zamkiem i małym móżdżkiem. Raisa pragnie być jak Hanalea - legendarna waleczna królowa, która pokonała Króla Demona i uratowała świat. Wygląda jednak na to, że jej matka ma inne plany - niebagatelną rolę odgrywa w nich zalotnik, łamiący wszelkie prawa, na których opiera się królestwo. Siedem Królestw zadrży w posadach, gdy losy Hana i Raisy zetkną się na kartach tej trzymającej w napięciu powieści."
Na serię o "Siedem królestw" miałam ochotę już od dawna. Nie tylko po przeczytaniu kilku pozytywnych opinii na jej temat, a głównie przez to, że ja lubuję się w fantastyce. Spodziewałam się, że będzie to mocne i typowe fantasy. Trochę minęłam się z prawdą, aczkolwiek wcale nie w sensie negatywnym. Byłam przygotowana na krwawą i nieco ciężką akcję, a otrzymałam ciekawą i trzymającą w napięciu opowieść, w której głównie znalazłam nastoletnich bohaterów. Krwawych jatek nie było, za to była przemyślana przygoda, która wciągnęła mnie w swoje odmęty już od pierwszej strony, tak. Cóż... Pokochałam dzieło Cindy Williams Chima i cieszę się, że nie zwlekałam dłużej z zapoznaniem się z tą świetną historią!

Autorka stworzyła cudowny świat, w którym siły nadprzyrodzone grają główne skrzypce. Intryga goni intrygę, niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem, a kilku młodych ludzi zaczyna walkę ze złem. Nakreśliła nam pięknie każde miejsce akcji, wszystko opisała w sposób obrazowy i dokładny. Nie ciężko było sobie to wszystko wyobrazić, ale i nie dała nam pełnego obrazu niektórych miejsc, zostawiając co nieco dla naszej wyobraźni. 

Już od pierwszych stronic tejże historii sporo się dzieje. Poznajemy Hana i jego najlepszego przyjaciela, Tancerza Ognia, którzy wdają się w wymianę zdań z synem Wielkiego Maga, Micahem Bayarem i jego kompanami. Ówczesna rozmowa, a raczej, sprzeczka odbiła się później na życiu wszystkich młodzieńców, a zwłaszcza na Hanie. Trzeba przyznać, że chłopak potrafi napytać sobie biedy. Oj, potrafi. Niemniej jednak, muszę zaznaczyć, że książka ta jest wielowątkowym tworem. Dlatego pragnę Wam przybliżyć również wątek księżniczki Raisy, która toczy własną walkę. Otóż jej matka, królowa, będąc pod wpływem Maga, pragnie jak najprędzej wydać córkę za mąż i ograniczyć jej wolność. Jak łatwo można się tego domyśleć, Raisa po powrocie z kolonii Demonai, gdzie to poczuła smak wolności, zapragnęła być jak Hanalea - legendarna i poważana przez wszystkich królowa, która dzięki swojej waleczności pokonała Króla Demona i uratowała świat - taka przynajmniej jest oficjalna wersja tej legendy. Pewnego dnia odkrywa, że wszystko, co ją otacza w jej królestwie jest kłamliwą otoczką, wtedy coś się w niej zmienia...

Postaci są naprawdę świetnie wykreowane. Są charyzmatyczne, oryginalne, charakterne i pozostają na długo w naszej pamięci. Przyznać muszę, że dotąd nie znalazłam bohatera, którego chciałabym udusić własnymi rękoma, ale sądzę, że wszystko jest do czasu, a zazwyczaj zawsze taki śmiałek na kartach niemalże każdej powieści się napatoczy. Czarnych charakterów jest kilku, ale tak naprawdę tylko jeden rozdaje karty i jest on świetnie wykreowany przez panią Williams Chima. Widać, że na każdą ze swoich postaci autorka miała pomysł i wykorzystała go w pełni. 

Pisarce udało się mnie wiele razy zaskoczyć i zachwycić swoim tworem. Od książki nie można się wprost oderwać, a przyznać muszę, iż obawiałam się, że mnie ona zanudzi. Nic podobnego, jak widać. Książkę czyta się z wielką przyjemnością i zaciekawieniem. Każdy rozdział kończy się tak, że nie sposób się oprzeć kolejnemu. Ja już zabieram się za tom kolejny, a Wam gorąco polecam "Króla Demona". Nie ma na co czekać.

czwartek, 2 stycznia 2014

"Demony miłości" Eve Edwards

 
Dziękuję!

Lady Jane Rievaulx, dwórka królowej Elżbiety I, oczekuje przybycia na dwór Jamesa Laceya. Uczucie tych dwojga przez lata było poddawane wielu próbom. Niegdyś James, uciekając przed demonami własnej duszy, wybrał się w niebezpieczną podróż do Ameryki. Lady Jane zaś została skazana na małżeństwo z niechcianym, znienawidzonym cudzoziemcem. Teraz niezależna i piękna Jane w walce o swoje osobiste szczęście będzie musiała stawić czoło utartym obyczajom i konwenansom. Czy James Lacey zdąży wrócić, aby wybawić ją z opresji i ocalić ich trudną miłość?

„Demony miłości”, to już drugi tom „Kronik rodu Lacey”, z którym miałam przyjemność się zapoznać. Pamiętam, jak tom pierwszy, mający tytuł „Alchemia miłości” urzekł mnie swoim klimatem, postaciami, intrygami i emocjami. Sięgając po kontynuację, nie sądziłam, że będzie ona opowiadała o zupełnie innej parze… Chociaż sądząc po zakończeniu Alchemii, można się było spodziewać, że nie trzeba niczego dopowiadać w tamtej historii. Niemniej nadal ślepo wierzyłam, że pierwsze skrzypce będą grali Will i Ellie. Niestety moim błędem było to, że nie zapoznałam się z opisem książki, a wzięłam ją „na ślepo”. Jednak nic straconego, gdyż historia Lady Jane i James’a była równie miła i ciekawa.

Sama fabuła okazała się nader przewidywalna. Tylko kilka razy autorce udało się mnie zaskoczyć. Prawdę powiedziawszy nie przepadam za historiami, które nie są dla mnie zagadką, jednak wyjątkami są powieści, od których nie oczekuję wiele więcej, jak tylko chwili wytchnienia, rozluźnienia czy oderwania od otaczającej mnie rzeczywistości. Dlatego też przewidywalność tej pozycji nie uderzyła mnie w sposób rażący. Już po przeczytaniu kilku pierwszych stron stwierdziłam, że jest to ten sam schemat, co w tomie pierwszym. Wszystko opiera się na zakazanej miłości dwójki głównych bohaterów, którzy mają za sobą bagaż doświadczeń. Od samego początku wiadomym było, że pomimo tych wielu przeszkód, które Lady Jane i James napotkają po drodze, do osiągnięcia wspólnego dobra, pokonają przeciwności losu i zakończenie będzie szczęśliwe. Tak więc, przygoda nie jest może zaskakująca, a napięcie podczas jej czytania jest ledwo odczuwalne, to i tak przyznać muszę, że książka sprawiła mi wiele przyjemności. Głównym moim celem, który chciałam dzięki niej osiągnąć, to relaks i się udało.

O postaciach słów kilka… Jak już wcześniej wspomniałam, dostrzegłam pewien schemat. Jednak jeśli chodzi o same postaci i ich historię, demony, które nimi targają, to tutaj autorka stworzyła nam zupełnie inne charaktery. Jak w poprzedniej części Will był ( i w sumie nadal jest) człowiekiem o dobrym sercu, który dla bliskich zrobiłby niemalże wszystko, a w jego historii nie możemy doszukać się żadnej skazy na honorze. Tak James, jego brat, ma tajemnice, przez które boi się zbliżyć do kogokolwiek, sądząc, że może zrobić bliskim krzywdę. Na swój sposób jest to całkiem zrozumiałe, patrząc na to, czego był świadkiem oraz na to, że w nocy budzi się w szale machając nożem. Lady Jane nie zna całej historii, a James tylko mętnie nakreślił jej swoje przeżycia, których doświadczył jako żołnierz. Dlatego też niewiasta nie jest w stanie zrozumieć dlaczego jej wybranek ją odrzuca. Brzmi trochę jak taka opera mydlana… On ją kocha, ale nie może z nią być. Ona do niego lgnie, wyznaje mu swoje odczucia, ale zostaje odrzucona i nie wie dlaczego. Cóż. Opera mydlana to, to nie jest, bo i Lady Jane nie jest jakąś śmieszną panienką, która ciągle ugania się za kawalerem, robiąc do niego maślane oczy. Daje mu wybór i postępuje tak, jak powinna. Na sam koniec powiem tylko, że postaci, jakich kreację przedstawiła nam pani Edwards są ciekawe, ale nie do końca zapadają w pamięć. Chyba, że James i Diego. Tylko dlatego, że są chyba najbardziej wyrazistymi osobowościami, jakie w „Demonach miłości” znalazłam.

Książka została napisana przyjemnym, swobodnym i prostym językiem. Jest to spójna kontynuacja „Alchemii miłości”, w której znajduje się większość postaci z tego pierwszego tomu. Jestem pewna, że każdy kolejny tom będzie mówił o kolejnych postaciach, które zdążyliśmy poznać w tych tomach. Mnie osobiście, to odpowiada i jestem ciekawa tego, jak rozwiną się wątki niektórych postaci, które zaskarbiły sobie moją sympatię.

Na koniec pragnę zaznaczyć, że w moim mniemaniu „Demony miłości” wypadły znacznie słabiej od „Alchemii miłości”, co nie zmienia faktu, że na pewno zapoznam się z kolejnym tomem „Gra o miłość”. Wszystkie te tytuły mając w sobie słowo „miłość” dają do zrozumienia, co jest ich głównym wątkiem. Cykl ten polecam tym, którzy lubują się w romansach, szukają odprężenia i nieskomplikowanej fabuły.

Recenzja ukazała się również na portalu literatura.juventum.pl

środa, 1 stycznia 2014

Jak ten czas szybko leci...

Szczęśliwego (książkowego) Nowego Roku!

Za dwa dni będzie kolejna rocznica bloga. Jak ten czas zleciał! Tyle się zmieniło od tej pory, współprace, wspaniali ludzie, podszkoliłam się w pisaniu recenzji, poznałam tyle świetnych książek... Tyle tego wszystkiego, że aż nie sposób wymienić. Dziękuję Wam kochani, że ze mną jesteście, że czytacie moje posty i wspieracie mnie w tym, co robię. A robię to nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla Was! :*

Skoro Nowy Rok, to i nowe postanowienia. Ja nie mam jakichś szczególnych postanowień, w wyzwaniach udziału nie biorę. Z tego, co widzę, połowa blogerów podejmuje wyzwania, które organizują inni... Mnie jakoś do tego nie ciągnie, ale Wam życzę powodzenia!
Mojego poprzedniego postanowienia nie udało mi się zrealizować w pełni, ale nie ma tego złego...

W tym roku mam zamiar zapoznać się z książkami, które zalegają w mojej biblioteczce i są jeszcze nietknięte. Najbardziej wołają mnie te oto tytuły, co nie znaczy, że nie przeczytam też innych:


Jak widać, jest to taki miszmasz książkowy. Znajduje się tutaj urban fantasy, paranormal, romans, czy też powieść obyczajowa. Pytanie kluczowe... Od której zacząć? Pomożecie mi wybrać?

Jak myślicie, uda mi się? Swoją drogą, dlatego podzieliłam się z Wami tym moim własnym wyzwaniem, bo wiem, że w pewnym sensie nie mogę Was zawieźć :) Dlatego sądzę, że mi się uda! 


Jeszcze raz wszystkiego dobrego!