piątek, 31 lipca 2015

[Przedpremierowo] "Jeśli się odnajdziemy, kotku" Wioletta Sawicka

PREMIERA: 4 sierpień 2015

Dziękuję!

Wiecie co? Wcześniejsze części były dobre, ale ta, ostatnia przeszła samą siebie. Rewelacja! Od groma emocji. Tyle się dzieje, tyle zmian... Rewelacja! Godne zakończenie kociej serii. 

Cała trylogia opowiada nam o losach Anny, kobiety, która miała w swoim życiu pod górkę. Jednak kiedy spotkała mężczyznę swoich marzeń wszystko się ułożyło... Do czasu, aż ponownie zły los dał o sobie znać. Już w poprzednich opiniach na temat serii o kotku wspominałam o losach Anny. Zaczęło się od (tytuły są podlinkowane, więc zapraszam do zapoznania się z opiniami na ich temat) "Wyjdziesz za mnie, kotku?"
który, to tom wprowadza nas w świat Anny i Patryka, gdzie wszystko zaczyna się rozwijać, dochodzą kolejne postacie i ich perypetie. Muszę zaznaczyć, że tytuły poszczególnych tomów, wiele mówią o samej treści i to też bardzo przypadło mi do gustu, ale o tym wspomnę później. 
Następnie zapoznajemy się z tomem drugim, którego tytuł brzmi "Będzie dobrze, kotku" w którym los bohaterów nadal nie rozpieszcza. W tej części dzieje się jeszcze więcej niż w poprzedniej. Autorka wprowadza nowe postaci, uchyla przed nami drzwi do przeszłości Anny, ale też serwuje nam większą dawkę emocji. Za to w tomie trzecim, zamykającym (niestety) całą serię "Jeśli się odnajdziemy, kotku" Sawicka otwiera nam drzwi coraz szerzej, aż w końcu spokojnie przekraczamy próg do przeszłości Anny. 

We wstępie wspomniałam, że tytuł każdej z części o kotku, odnosi się do treści. Zgadza się. Pierwszy "Wyjdziesz za mnie, kotku?" opowiada nam o miłości Patryka i Anny, o tym, jak go legalizują i postanawiają żyć wspólnie, ale na ich drodze pojawia się wiele przeszkód, z którymi ciężko sobie poradzić... W "Będzie dobrze, kotku" autorka udowadnia nam, że tak naprawdę dzięki sile miłości i dzięki wsparciu bliskich, będzie dobrze, że można sobie poradzić niemalże ze wszystkim. Przecież po każdej burzy wychodzi słońce, prawda? W tomie zatytułowanym "Jeśli się odnajdziemy, kotku" mamy cała gamę niepowodzeń z którymi ponownie przyjdzie się zmierzyć bohaterom, tyle, że tym razem wszystko jest dziesięć razy trudniejsze... Człowiek w trudnych chwilach może się zagubić, a odnaleźć jest się ciężko. Jednak jeśli już się odnajdzie i naprostuje swoje życie, to wtedy wie, co jest najważniejsze i będzie się tego mocno trzymał.

Tom zamykający przysporzył mi wiele radości, ale i smutku. Przyznam się, że łezka zakręciła się w oku niejeden raz, a i niektóre słowa zawarte w książce czytałam po kilka razy. Autorka tak pięknie mówi o uczuciach, tak dobitnie pokazuje nam, jak życie jest krótkie i jakie konsekwencje rodzą się z podejmowania pochopnych decyzji. Tak bardzo zżyłam się z bohaterami, że uczucia każdego z nich przechodziły na mnie. Czy to szczęście czy smutek. Każda z postaci stała się mi bliska i nie będę psioczyła na żadną z nich (chociaż Anna czasami sprawiała, że miałam ochotę ją palnąć!). 

Złego słowa nie mogę powiedzieć o niniejszej historii. Bardzo przypadła mi ona do gustu, a ja bardzo rzadko chwalę rodzime autorki. Wioletta Sawicka należy do tych autorek, po których powieści sięgam i będę sięgać z prawdziwą przyjemnością. Co więcej, polecać ją będę wszem i wobec, bo moje drogie panie, jeśli szukacie słodko - gorzkich, realnych, prawdziwych, ciepłych i wzruszających powieści o trudach życia, wybaczaniu, nadziei, miłości i radzeniu sobie z własnymi demonami - to musicie koniecznie zapoznać się z serią o kotku. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

Gdyby ktoś chciał bliżej poznać autorkę, to zapraszam do przeczytania wywiadu: KLIK

Ponadto już niebawem będziecie mogli powalczyć o kocią trylogię. Od razu mówię, że wygranych będzie więcej, niż jeden!

I piękna piosenka, którą wielbię i która  pasuje mi do treści książki :)

wtorek, 28 lipca 2015

"Szamanka od umarlaków" Martyna Raduchowska

 
Medium ma w życiu przerąbane. Medium, które nie chce być medium, ma przerąbane w dwójnasób. Medium bez powołania, za to z awersją do duchów, ma przerąbane wzdłuż, wszerz i naokoło.
 Ida Brzezińska świetnie wie, czego chce: normalnego życia. I gdyby to od niej zależało, w jej rodzinie na pewno nie byłoby ojca maga, matki czarownicy, babki jasnowidzki ani ciotki medium. Ani bez mała dwudziestu pokoleń podobnych wariatów. Tymczasem jednak – o, zgrozo - są. A geny sumiennie robią swoje, obdarzając Idę równie nadprzyrodzonym co niepożądanym szóstym zmysłem. Do tego jeszcze wredny, podły Pech o sadystycznych skłonnościach z upodobaniem krzyżuje jej plany, wpycha w szpony apodyktycznej ciotki, nęka stałą obecnością umarłych i wplątuje w aferę, od której na kilometry czuć pieprzem i imbirem – zapachem czarnej magii.
Postawmy sprawę jasno - Ida nie ma Pecha.
To Pech ma Idę.

Zacznę może od tego, że nie miałam dotąd ulubionej polskiej autorki fantasy. Wszystko zmieniło się z dniem, kiedy przeczytałam Szamankę od umarlaków, Martyny Raduchowskiej. O tak! Genialna autorka, o której nie jest tak głośno, jak np. o Anecie Jadowskiej, z której stylem też już miałam okazję się zaznajomić. Jednakże, nie podbiła mojego serca, i choć jej seria o Dorze Wilk jest fajna, to jednak trochę... Jakby to rzec, banalna i przewidywalna. Za to Raduchowska pojechała po całości! Humor, główna postać, postaci poboczne, główny wątek, pomysł, wykonanie... Po prostu cud, miód i malinka - palce lizać. 

Szczerze powiedziawszy miałam nie pisać mojej opinii na temat niniejszej pozycji, bo nie miałam jej w planie. Ale stanowczo za cicho jest o Szamance! Ledwo skończyłam tom I, a już mi mało. Chcę więcej. Dużo więcej przygód Idy. Wspomnę jeszcze tylko o jednej bardzo ważnej rzeczy: lubicie twórczość Olgi Gromyko czy Kiry Izmajłowej? A może Briggs, czy Andrews? Ha! Mamy taką jedną Raduchowską, co pisze bardzo podobnie (a czasami łapałam się na tym, że nie widziałam różnic) jak wyżej wspomniane panie (i pan). Zdaję sobie sprawę, że zdobycie tomu I o Szamance graniczy z cudem, jednak jeśli macie możliwość nabycia, to się nie wahajcie.

Humor, humor i jeszcze raz humor! Uwielbiam taki specyficzny humor w książkach! Właśnie taki sam znaleźć można w powieściach wyżej wymienionych autorów. I właśnie dlatego, że jest w nich taki humor - są one moimi ulubionymi książkami. Wniosek? Prosty. "Szamanka od umarlaków" również trafiła do grona ulubionych, ot, co! W dodatku postaci. Główna bohaterka, Ida Brzezińska należy do tych postaci kobiecych, które ja osobiście bardzo lubię. Przebojowa, wie czego chce, zabawna, no po prostu twarda sztuka. Bohaterowie drugoplanowi są równie dobrze dopracowani i tak samo charakterystyczni.

Podobało mi się również to, jak autorka rozbudowuje napięcie, rozwija powieść. Nie ma niczego na tak zwane hop siup. Wszystko dzieje się metodycznie, a dzięki temu czytelnik ma możliwość spokojnie wdrożyć się w fabułę, niczego nie tracąc. Co mam na myśli mówiąc "tracąc"? Ano często bywa tak, że czytając książki, gdzie wszystko, albo przynajmniej większość - rozgrywa się na wariackich papierach, ja przez to tracę wątek, zamazuje mi się obraz postaci, czy po prostu nie odczuwam emocji związanych z wydarzeniami głównych bohaterów. Na szczęście "Szamanka od umarlaków" jest świetnie skonstruowana i za to ogromny plus.

Komu mogę polecić niniejszą pozycję? Ano na pewno komuś, kto lubi niebanalny humor, oryginalne powieści i lubi się pośmiać podczas czytania książek. Polecam również wszystkim fanom wyżej wymienionych autorów. "Szamanka od umarlaków" rządzi!

czwartek, 23 lipca 2015

"Uważaj, o czym marzysz" Victoria Connelly


Dziękuję!

Kolejna powieść z kategorii: Idealna na wakacje. Powiem/napiszę tak... Byłam ciekawa tej książki, ale nie sądziłam, że tak bardzo mi się ona spodoba. Jest to powieść, którą polecam płci pięknej. Lekka, przyjemna, niebanalna, o miłości, o odnalezieniu własnego "ja" oraz przeznaczeniu, które tylko czeka, żeby namącić nam w życiu. 

Moja opinia na temat tejże historii będzie krótka, bo i nie mam się za bardzo o czym rozpisywać. Proszę mnie źle nie zrozumieć, bo nie znaczy to, że książka jest niefajna. Otóż, powieść Victorii Connelly jest bardzo przyjemna i zapewne jeszcze kiedyś po nią sięgnę, żeby ją sobie przypomnieć i ponownie zatracić się w tych "Greckich wakacjach z mitami w tle". Właśnie i to jest jeden z plusów tej książki - mity. Ja bardzo lubię mitologię, a to jak autorka użyła jej w "Uważaj, o czym marzysz" przypadło mi do gustu. W ogóle styl pisarki jest ciekawy, obrazowy i interesujący, co sprawia, iż książkę pochłania się w szybkim tempie. 

Coś o samej treści i bohaterach. Poznajemy Alice, zwyczajną dziewczynę, która (jak to większość z nas) marzy o prawdziwej miłości. Marzy o tym, aby odnaleźć w życiu drugą połówkę, która pokocha ją taką, jaka naprawdę jest. Dzięki jej rozkapryszonej i wrednej siostrze Stelli, która zabiera Alice na wakacje, właśnie odnajduje to, czego szukała. Poznajemy również Mila, przystojniaka z wyspy Kethos, który jest dobrym, uprzejmym i równie zwyczajnym, jak Alice, człowiekiem, szukającym tego samego, co ona. Jeśli już pokrótce poznaliśmy bohaterów niniejszej powieści, to teraz ich ocena. Muszę przyznać, że postaci są bardzo pozytywne, prócz Stelli, która działała mi na nerwy. Spodobało mi się to, że autorka opisywała wydarzenia z dwóch punktów widzenia: Milo i Alice. Dzięki temu wiemy, co dana postać myśli i czuje w danej sytuacji, a nie tylko możemy się tego domyśleć. 

Treść tylko z pozoru wydaje się banalna, ale wcale taka nie jest. Oczywiście, jeśli ktoś nastawia się na jakieś wybitne i wyszukane dzieło, to się zawiedzie. Ale bądźmy ze sobą szczerzy, ta książka ma być umilaczem czasu i odskocznią od codzienności. Ma nam pozwolić się zrelaksować i pomarzyć - a to wszystko spełnia. Tak więc, ja ze swojej strony polecam ją gorąco. Jak nie wiecie jaką książkę zabrać ze sobą na wakację, to weźcie "Uważaj, o czym marzysz".

niedziela, 19 lipca 2015

"O krok za daleko" Abbi Glines


Wreszcie i ja mogłam zaznajomić się z serią, którą wszyscy zachwalają. Szczerze powiedziawszy, to nie słyszałam/przeczytałam złego słowa na temat tomu pierwszego i sama też nie napiszę o nim niczego złego... Ponieważ bardzo mi się spodobał. Potrzebowałam takiej odskoczni od tematycznie cięższych książek i cieszę się, że padło na Glines. Nie wiem, jak będzie z kontynuacją, ale tom pierwszy jest (pomimo kilku drażniących mnie szczegółów) bardzo dobry. Przejdźmy do rzeczy...

Mam na imię Blair. Życie dało mi w kość, ale nie jestem typem dziewczyny, która daje za wygraną. W wieku dziewiętnastu lat jestem bezdomna. Samotna i bezdomna. Co prawda mam ojca, ale co mi po takim ojcu, który zostawił mnie i mamę dla innej kobiety? Niemniej nie mając się do kogo zgłosić o szczyptę pomocy, byłam zmuszona pojechać do jego nowego domu... Okazało się jednak, że mój ojciec wyruszył na wakacyjny odpoczynek, bo - patrząc na willę i jego obecny status życiowy, muszę powiedzieć - kto bogatemu zabroni? Dość już o nim. Teraz powiem Wam najlepsze. Mam przyrodniego "brata"... Rozpuszczonego, niegrzecznego, starszego, bogatego, opryskliwego i uzależnionego od seksu "brata". A najlepsze w tym wszystkim jest to, że się w nim zabujałam. Wiem, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Wiem, że Rush może mnie skrzywdzić. Wiem, że taka dziewczyna jak ja nie ma u niego szans... Wiem to wszystko, a pomimo tego i tak go sobie nie odpuszczę. A najlepsze, że to wszystko poszło... "O krok za daleko".

 Tak w skrócie przedstawia się życie głównej bohaterki. Jak sami mogliście się przekonać, los jej nie oszczędzał. Blair jest typem słodkiej i niewinnej dziewczyny, która trafia pod skrzydła niegrzecznego chłopca imieniem Rush. Spokojnie. Obierając słowo 'brat' w cudzysłów zaznaczam, że Blair i Rush nie są połączeni  więzami krwi, więc żadnego skandalu nie ma. Jednak jej ojciec wiążąc się z matką wspomnianego, w pewien sposób sprawił, że są (albo powinni być) dla siebie jak brat i siostra. Los sprawił jednak, że są dla siebie kimś więcej. Jakoś szczególnie mi to nie przeszkadza, chociaż gdzieś tam w głowie miałam pewne cichutkie opory względem tego związku, który jest... Prawdę powiedziawszy ciężko określić mi jaka jest ta relacja pomiędzy głównymi bohaterami. Dlatego też nawet nie będę próbowała, żeby mnie ktoś opacznie nie zrozumiał.

Abbi Glines zasłynęła swoją serią Rosemary Beach. W ogóle seria ta dzieli się na kilka. Pierwsza nosi dopisek Za daleko, kolejna Perfection,  Chance. Jeśli coś pokręciłam, to proszę mnie poprawić. Wracając do sedna mojej wypowiedzi - jest wiele fanek niniejszej serii, ale również przeciwniczek (o ile mogę to tak ująć w słowa). Ja na razie jestem po tej dobrej stronie mocy, ponieważ książka mi się spodobała. Jest idealna na wakacyjny wypad, ponieważ należy do tych lekkich i niezobowiązujących powieści, w których lubię zaczytywać się latem. Koniecznie muszę zapoznać się z kolejnymi tomami serii Rosemary Beach, a za tom pierwszy dziękuję serdecznie wydawnictwu:



piątek, 17 lipca 2015

"Przypadki Callie i Kaydena" Jessica Sorensen



Hipnotyzująca opowieść o przeznaczeniu, przyjaźni i uzdrawiającej sile miłości.
Dla Kaydena cierpienie w milczeniu było jedynym sposobem, by przeżyć. Jeśli miał szczęście, nie wychylał się i wypełniał polecenia, mógł przetrwać kolejny dzień. Jednak pewnej nocy, kiedy zdawało się, że jego szczęście – a może nawet i życie – właśnie się kończy, pojawił się anioł imieniem Callie. Kayden został ocalony…
 Callie nie wierzyła w szczęśliwe zrządzenia losu. Przynajmniej od czasu swoich dwunastych urodzin, gdy odebrano jej wszystko. Kiedy najgorsze już minęło, dziewczyna pogrzebała uczucia i przysięgła nigdy nikomu nie zdradzić, co się naprawdę wydarzyło. Teraz, sześć lat później, nadal zmaga się z bolesną tajemnicą…
Gdy traf sprawia, że Kayden i Callie zaczynają uczęszczać do tego samego college’u, chłopak z determinacją postanawia poznać bliżej piękną dziewczynę, która odmieniła jego los. Jest przekonany, że Callie nie pojawiła się w jego życiu bez powodu. Im bardziej próbuje stać się częścią jej świata, tym mocniej uświadamia sobie, że tym razem to ona potrzebuje ocalenia…


"Przypadki Callie i Kaydena" to kolejna powieść z gatunku new adult, gdzie główną rolę przypisuje się jakiemuś nieszczęściu, a bohaterowie mają zazwyczaj ok 18 - 25 lat. Nie wszystkie książki tegoż gatunku przemawiają do mojej osoby. Chociaż chętnie po takowe sięgam. Niemniej jednak, taka książka (jak każda inna) musi mnie czymś zachęcić. Tytuł nie wydał mi się jakoś szczególnie pociągający, okładka natomiast jest całkiem ładna, a opis? Cóż. Sztampowy. Tak więc, co takiego sprawiło, że zechciałam zapoznać się z powieścią Sorensen? Muszę przyznać, że sama nie wiem co. Natomiast wiem jedno - był to strzał w dziesiątkę. Książka przyjemna, poruszająca trudne tematy... Realistyczna. Jedna z lepszych, jakie dotychczas czytałam. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że nieco lepsza od Hoover. Cóż... konkurencja jest ogromna!

Czytając sam opis, można pomyśleć, że wie się wszystko. Jednak Sorensen świetnie tworzy otoczkę tajemniczości i wiele rzeczy, które wydają nam się jasne, wcale takie nie są. Można również pomyśleć, że książka powiela tematy, które już były. Owszem. Jestem skłonna się z tym zgodzić, jednakże "Przypadki Callie i Kaydena" posiada w sobie coś takiego... Coś, czego nie mogę jednoznacznie określić, a co sprawia, że ciężko było mi się rozstawać z jej bohaterami i ich historią. Dlatego cieszy mnie to, że zakończenie nie jest jednoznaczne. Jest otwarte i mam ogromną nadzieję, że wyniknie z tego kontynuacja.

Nie będę się zachwycała nad niniejszą powieścią, bo do genialnych jej daleko. Jednakże jest dobra, bardzo dobra i chętnie sięgnę po inne książki napisane przez jej autorkę, ponieważ Jessica Sorensen ma niebywale lekkie pióro, fajnie prowadzi akcję i sprawia, że czytelnik odczuwa emocje, jakie rządzą w danej sytuacji postaciami - a to już ogromny plus. 

Jeśli więc szukacie czegoś podobnego do powieści Hoover (a nawet nieco lepszego), to polecam Wam ten przypadek. Jeśli szukacie zarazem lekkiej, ciężkiej, zabawnej, gorzkiej...  - książka jest pełna sprzeczności, przez co może zyskać, bądź też stracić w oczach wielu czytelników -  powieści, koniecznie musicie zapoznać się z niniejszym tytułem. 

środa, 15 lipca 2015

Zapowiadam Wam!

Jakiś czas nie było zapowiedzi, więc stwierdziłam "czemu nie?" W dzisiejszym poście pokażę Wam zapowiedzi, które mnie samą interesują i, które prędzej czy później znajdą się w mojej osobistej bliblioteczce.



Data wydania: 9 września 2015
Wydawca: Nasza Księgarnia


Kolejna książka bestsellerowej autorki „Zostań, jeśli kochasz” i „Wróć, jeśli pamiętasz”.

Willem stracił kontrolę nad swoim życiem. Boleśnie zraniony śmiercią ojca obawia się kolejnej miłości i kolejnej (być może) straty. Nie potrafi jednak zapomnieć dnia spędzonego w Paryżu z pewną niezwykłą dziewczyną. Czuje, że musi ją odnaleźć, chociaż nie zna nawet jej prawdziwego imienia. Mimo to będzie próbował. W najbliższym roku czeka go kilka ważnych decyzji. Czy zaryzykuje? Czy otrzyma dar od losu i spotka ponownie Allyson?

„Ten jeden rok” to kontynuacja książki „Ten jeden dzień”. Romantyczna i wciągająca opowieść o miłości, podróży i zbiegach okoliczności, które zmieniają całe życie.



Data wydania: 23 września 2015
Wydawca: Bukowy Las/Myślnik


Ta przejmująca do głębi powieść jest historią Cody Reynolds, zmagającej się z samobójstwem najlepszej przyjaciółki. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: „czemu Meg odebrała sobie życie?” rzuci Cody w wir podróży tropem przyjaciółki, która z zapyziałego miasteczka wyjechała na prestiżowe studia, ale też do granic samopoznania i na spotkanie z wielkim niebezpieczeństwem. Bohaterka będzie zmuszona zakwestionować wszystko, co dotąd uważała za pewnik. Nie tylko swoją relację z wspaniałą, charyzmatyczną Meg – ale i znaczenie takich pojęć, jak życie, miłość, śmierć i przebaczenie.

Gayle Forman w najwyższej formie znów pisze o najistotniejszych życiowych problemach – nie tylko młodych ludzi.

Data wydania: 2 września 2015
Wydawca: Filia


Spektakularny finał bestsellerowej trylogii Susan Ee. Po brawurowej ucieczce z gniazda aniołów Penryn i Raffe muszą się ukrywać. Oboje za wszelką cenę chcą znaleźć lekarza, który potrafiłby odwrócić wynaturzone efekty operacji przeprowadzonych przez anioły na Raffem i siostrze Penryn. Ledwie zaczynają szukać wyjścia z sytuacji, Penryn odkrywa zaskakujący sekret z przeszłości Raffego, budząc jednocześnie mroczne, zagrażające wszystkim bohaterom siły.
Anioły sprowadzają do świata ludzi apokaliptyczne bestie. Obie strony szykują się do wojny, zawierając nietypowe sojusze i modyfikując strategie. Kto wyjdzie zwycięsko z tego starcia? Raffe i Penryn zostają zmuszeni do opowiedzenia się po którejś ze stron. Stają przed wyborem: dołączyć do przedstawicieli swoich gatunków albo trzymać się razem.


Data wydania: 9 września 2015
Wydawca: GW Foksal/Uroboros


Trzecia część bestsellerowego „Szklanego Tronu”!

Celaena Sardothien przeżyła już wiele – brutalne szkolenia, niewolę, turniej o pozycję Królewskiej Obrończyni… Tym razem jednak przyjdzie się jej zmierzyć z własnymi demonami, z ciężarem jej dziedzictwa. Aby uzyskać informacje – kluczowe w wojnie z okrutnym królem Adarlanu – musi nauczyć się panować nad ogniem, który nosi w sobie. Podczas gdy codziennie ćwiczy pod czujnym okiem nieśmiertelnego Rowana, król wciela w życie kolejne z jego mrocznych planów. Jednak i na dworze władcy zawiązują się sojusze, mające na celu zakończenie jego panowania i przywrócenie magii na kontynencie.
Celaena, nieświadoma tego, co się dzieje w Rifthold, ma jeden cel – dostać się do legendarnego Doranelle, którym rządzi Maeve, i uzyskać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Jak jej władca zdołał usunąć magię? Co zrobić, by ją przywrócić? Jednak opanowanie jej mocy to niejedyna rzecz, z którą będzie musiała się przedtem zmierzyć – król Adarlanu już o to zadbał. Czy dziewczynie uda się wyjść cało z koszmaru, jaki zgotował jej władca pozbawionego magii kontynentu? Co jeszcze planuje król? I jaki los czeka rebeliantów?

Powyższe opisy oraz zdjęcia zaczerpnęłam ze strony: Bookgeek.pl

 
Premiera II wydania: 12 sierpnia 2015 oraz Premiera II wydania: 7 października 2015
Wydawca: Mag

Kontynuacja "Z mgły zrodzonego". Dokonali niemożliwego, obalając niemal boską istotę, której brutalne rządy trwały tysiąc lat. Teraz Vin, wychowanka ulicy, która wyrosła na najpotężniejszą Zrodzoną z Mgły w krainie, i Elend Venture, zakochany w niej szlachetnie urodzony idealista, muszą zbudować nowe społeczeństwo na gruzach imperium. Wtedy atakują ich trzy oddzielne armie. Jedynie starożytna legenda daje cień nadziei. Ale nawet jeśli Studnia Wstąpienia istnieje, nikt nie wie, gdzie jej szukać i jakimi mocami ona obdarza. Być może zabicie Ostatniego Imperatora nie było wcale najtrudniejsze i prawdziwym wyzwaniem okaże się przetrwanie po jego upadku.

A Wy czekacie na którąś z powyższych książek?

poniedziałek, 13 lipca 2015

Kilka faktów o mnie...

Dawno żadnej zabawy nie było, więc miło, że zaprosiła mnie Rose. Dziękuję!

1. Napisz 4-5 zdań o sobie.
Jestem domatorką, co prawda lubię wycieczki i zwiedzanie, ale najlepiej czuję się w swoim domu. Najważniejsza  dla mnie była, jest i zawsze będzie, Rodzina. Nie lubię upalnych dni, dlatego też nie przepadam za latem. Jestem specyficznym człowiekiem, rządzi mną wiele sprzeczności. Jak ktoś mnie zawiedzie/zrani/zdradzi, to zapamiętam to do końca życia i wtedy mój stosunek do tej osoby zmienia się diametralnie - nigdy nie będzie tak jak przedtem, bo niestety, ale u mnie nie ma drugich szans. 

2. Co motywuje Cię do pisania?
Czytelnicy. Moja pasja. Chociaż bywa też tak, że siądę przed komputerem nie mając wcale zamiaru napisania czegokolwiek, a mimo to potrafię napisać np. 2 posty :)

3. Czy Twoi znajomi i rodzina wiedzą, że prowadzisz bloga?
Wiedzą, aczkolwiek nie wszyscy go czytają. Zaledwie garstka.

4. Od czego zaczęła się Twoja miłość do czytania?
Od bajek opowiadanych i czytanych mi w dzieciństwie. 

5. Ostatnio obejrzany film?
Ostatnio oglądam namiętnie serial "Chirurdzy", ale jak pomyślę to ostatnim filmem, jaki oglądałam (już 2 raz) był "Kosogłos cz1" aczkolwiek szału nie ma. 

6. Czego najbardziej nie chciałabyś robić w życiu?
Pierwsze, co przyszło mi na myśl po przeczytaniu tego pytania, to praca w hospicjum (bądź na onkologii). Nie mogę.. nie potrafię patrzeć na cierpienie innych istot. Rozdziera mnie to od środka i cierpię z powodu cierpienia innych. Bardzo to wszystko przeżywam.

7. Uprawiasz jakiś sport? Jaki?
Czytanie książek :D Lubię jeździć na rowerze, ostatnio zaczęłam biegać, ale problemy zdrowotne mi w tym nie sprzyjają... Lubię również skakać na skakance, i uczę się kręcić hula - hop :D

8. Grasz bądź chciałabyś grać na jakimś instrumencie? Jakim?
Zawsze chciałam umieć grać na gitarze czy fortepianie. Ale niestety nie gram na żadnym instrumencie. Chyba, że nerwy innych się liczą ^^

9. Lubisz podróżować?
Jak w pierwszym pytaniu. Lubię odwiedzać ładne miejsca, zachwycać się pięknem przyrody, historycznych obiektów. Gdybym miała taką  możliwość, to na pewno odwiedziłabym wieeeele ciekawych miejsc.

10. Ulubione kwiaty?
Wszystkie kwiaty są piękne. Aczkolwiek ja osobiście jestem wierna jednemu, który jest ze mną od malusieńkiego kaktusiątka. Rozrosło się bydle:

11. Czy masz prawo jazdy?
Tak.

Znowu mogliście dowiedzieć się czegoś o mnie :)
Pozdrawiam ciepło!

piątek, 10 lipca 2015

Zdobycze wakacyjne!

Dzień dobry, cześć i czołem!


Dzisiaj nadszedł dzień... Ten dzień! Ten sam... Ten sądny dzień, w którym przedstawię Wam moje wakacyjne nabytki. Oczywiście mam cichą nadzieję, że jest to post "Zdobycze wakacyjne part 1" ale sama nie wiem jak to będzie. Się okaże. Może w sierpniu nie pojawi się kolejny stosik, a może nie.
Niemniej na dzień dzisiejszy przedstawię, Wam moje skarby!

Najpierw nabytki recenzyjne:
"Z Mgły Zrodzony" - od wydawnictwa MAG. Cudowna książka. Niecierpliwie czekam na kontynuację! Moja opinia: KLIK
"Robot w ogrodzie" - niespodziewana przesyłka z ciekawym listem i propozycją współpracy :)
"Uważaj o czym marzysz" - nowo nawiązana stała współpraca. Cieszę się bardzo, bo Pascal wydaje bardzo fajne książki!
"Ukryta Toskania" - jw. pachnie wakacjami
"O krok za daleko" - jw. W końcu będę miała okazję zapoznać się z tą serią.
"Lato w Rzymie" - przeczytana. Niebawem pojawi się post.
"Sny bogów i potworów" - mieliście okazję przeczytać moje wrażenia TUTAJ.


I cała reszta:
"Jesienne werble" - tej cegły nie zabieram, spokojnie. Aczkolwiek przymierzam się do jej przeczytania. Zapewne zostawię ją sobie na sierpień.
"Lato koloru wiśni" - mam zamiar zabrać ją na wakacje. Wydaje się idealna na błogie lenistwo :)
"Czerwone jak krew" i "Białe jak śnieg" - za takie pieniądze? Za takie pieniądze?! No jakżeż mogłabym sobie darować?
"Przypadki Callie i Kaydena" - przeczytana i powiem jedno. Bardzo dobra książka!
"Magisterium. Próba żelaza" - jakże mogłabym nie zaopatrzyć się w książkę, którą napisała Clare? No jak? Wiele osób porównuje ją do osławionego HP. ha ha ha. Dobrze, że ja HP nie czytałam i będę mogła zakochać się w świecie Magisterium bez obaw i uprzedzeń! 
"Mroczny Triumf" - efekty wymiany na LC
"Cudownie tu i teraz" - efekt wymiany na LC. Nie wiem czego się spodziewać, ale mam nadzieję, że będzie dobra.
"Anna i pocałunek w Paryżu" - jw.

Co prawda trochę tego jest, ale dla takiego książkomaniaka, jak ja, to i tak wciąż za mało. Przecież ja to przeczytam raz dwa! W najbliższym czasie możecie się spodziewać moich opinii na temat:
"Przypadki Callie i Kaydena", "Lato w Rzymie", "O krok za daleko", odpowiedzi na zabawę LBR, do której zaprosiła mnie Rose :) A w późniejszym czasie... Cała (a może nie?) reszta.

Życzę Wam miłego dnia i weekendu!

A na koniec dwie fajne nutki :)

czwartek, 9 lipca 2015

"Maybe someday" Collen Hoover

On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce…
"Maybe Someday" to opowieść o ludziach rozdartych między „może kiedyś” a „właśnie teraz”, o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem.
Colleen Hoover zna chyba większość czytelniczek. Jest to kolejna i najnowsza powieść wydana u nas. Wcześniejsze były dobre i lepsze, a więc jaka jest ta? Przyznam, że spodziewałam się czegoś nieco lepszego, co oczywiście nie znaczy, że książka jest słaba. Co to, to nie. Po prostu czytając pierwszych dwadzieścia stron stwierdziłam, że wow! To jest to! A później się odrobinkę skiełbasiło i wyszło jak zwykle. Czyli nieco przewidywanie, nieco schematycznie, mało zaskakująco. Niemniej jednak tak to już jest (nie zawsze, bo nie zawsze - wyjątki się zdarzają), że autorzy, którzy napisali po kilka książek/serii tracą swoją oryginalność w tworzeniu powieści i cała reszta wychodzi podobnie do poprzednich historii. Tego właśnie nie mogę nigdy przecierpieć. Chociaż z drugiej strony, co też można wymyślić tworząc powieści z gatunku New Adult, czy jemu pokrewnych? Wszystko już było: choroba, śmierć, cierpienie, molestowanie, znęcanie się itp. Jeśli jakiś autor/autorka mnie zaskoczy, to będę biła pokłony!

Nie będę się za bardzo rozwodziła na temat niniejszej lektury. Będzie krótko i na temat. A przynajmniej taki mam zamiar. Teraz, kiedy minęło już trochę czasu od przeczytania "Maybe someday", a moje odczucia względem książki się wyklarowały, trochę inaczej postrzegam kilka rzeczy...

Otóż mam wrażenie, że autorka trochę przesłodziła powieść i gdyby nie zawiłe relacje Ridga, Sydney i Maggie, to rzygałabym tęczą. Jest jeszcze kwestia problemów głównych bohaterów i może bym im współczuła, gdybym nie miała wrażenia (całkiem realnego i prawdziwego... więc chyba to nie jest tylko wrażenie), że to już było. Czytałam to i oglądałam. Dlatego też główni bohaterowie, mimo iż bardzo ich polubiłam, to jednak nie współczułam im zbytnio. I nie zapałałam jakąś szczególną miłością względem nich. NIECH MNIE TYLKO FANKI TEJ KSIĄŻKI NIE ZJEDZĄ. Chociaż z drugiej strony, jestem ciężkostrawna, więc śmiało ^^

Co mi się podobało i zarazem nie podobało? Teksty piosenek. Słodko pierdzące teksty piosenek i zachowanie głównych bohaterów, podczas ich współpracy. Taaak wiem, czepiam się. Jednak nic na to nie poradzę, a przecież o to chodzi, żeby opowiedzieć Wam o moich odczuciach. Czyż nie? Tak więc, jak z początku było to urocze i słodkie (nieprzesadnie), tak później już ciężko mogłam to zdzierżyć. Nie należę do słodkopierdzącychdziewcząttakwięcprzykromi. A nie, jednak nie. 

Styl Hoover, jak to styl Hoover. Język łatwy w odbiorze, nie za prosty, nie za trudny, a w sam raz. Książkę czyta się (pomimo kilku minusów) przyjemnie i szybko. I pomimo, iż nie wszystko mi pasowało, to jednak zapewne wrócę do "Maybe someday". Dlaczego? Bo tak. A komu polecam niniejszą pozycję? Na pewno fanom Hoover i nastoletnim (i nie tylko) dziewczętom. 

wtorek, 7 lipca 2015

"Sny bogów i potworów" cz.1 Laini Taylor


Dziękuję!

Na niebie Azji pojawił się legion aniołów i leci w dal, na zachód do Rzymu. Armia serafinów przedostała się do świata ludzi, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe. To zapowiedź wielkiego starcia, w którym i ludzie, i chimery, i serafini będą walczyć, ginąć, wierzyć i kochać. Pojawią się nowi, okrutni wrogowie. Powstaną niezwykłe, niewyobrażalne sojusze. A Karou i Akiva w samym sercu wydarzeń będą zmagać się ze swoją miłością, marzeniami i przeznaczeniem…

Dzisiaj przedstawię Wam moje wrażenia z lektury trzeciego tomu, a raczej pierwszej części trzeciego tomu, trylogii "Córka Dymu i Kości". Zacznę od tego, że seria jest specyficzna i nie każdemu może przypaść do gustu. Natomiast ja osobiście jestem jej fanką. Pierwszy tom był genialny, co możecie zauważyć czytając moją opinię na jego temat, która pojawiła się na moim blogu KLIK. Tom drugi pt. "Dni krwi i światła gwiazd", którego opinię możecie znaleźć tutaj: KLIK również przypadł mi do gustu. Trochę przyszło nam czekać na tom trzeci - szkoda, że podzielony na dwie części, ale co zrobić. Niemniej jestem zadowolona, bo... Ta część również bardzo mi się spodobała. 

Laini Taylor stworzyła nietuzinkowy i na pewno oryginalny świat. Sądzę, że jest to jedna z tych autorek, które nie powielają tematyki z innych książek. Postawiła na nowość i jakość. I cóż... muszę przyznać, że jej się to udało. Jeśli szukacie czegoś nowego i świeżego, to z pewnością powinniście sięgnąć po "Córkę dymu i kości", a jeśli oczaruje Was tom I, to na kolejnych się nie zawiedziecie, ponieważ autorka trzyma poziom.

W książce wiele się dzieje, wiele się zmienia, ale w gruncie rzeczy można powiedzieć, że wiele pozostaje również bez zmian. Na ten przykład relacje pomiędzy Karou i Akivą. Co prawda od pierwszego tomu, aż do trzeciego ich relacja ulega niewielkim zmianom, to jednak nie traci na wyrazistości. Autorka od samego początku misternie utkała nam tajemniczą sieć, którą owiała ich przeszłość. Na szczęście Taylor wie, jak odkrywać karty, aby czytelnik ciągle pozostał w napięciu, od pierwszej, aż po ostatnią stronę.

Lektura "Sny bogów i potworów" tak, jak i pozostałych tomów jest jednocześnie lekka i ciężka w odbiorze. Sama nie wiem jak mam to klarowniej przedstawić. Czyta się ją dosyć szybko, ale też nasza uwaga skupia się tylko i wyłącznie na wydarzeniach w niej zawartych. Nie jest to niezobowiązująca lektura, ale też nie przytłaczająca. Na pewno przyjemna i wciągająca. To z pewnością. 

Tak więc, jeśli chcielibyście wiedzieć, czy poleciłabym Wam niniejszą serię, to cóż ja mogę rzec? Polecam tym, którzy szukają oryginalności i niebanalnych postaci. Polecam tym, których wyobraźnia chce wkroczyć na wyższy level, bo moi drodzy... "Córka dymu i kości" jest dziełem, które pobudza wyobraźnię czytelnika i sprawia, że ta działa na najwyższych obrotach. 

środa, 1 lipca 2015

"Z Mgły Zrodzony" Brandon Sanderson

Dziękuję!

Przez tysiąc lat popiól zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, „Skrawek Nieskończoności” rządził władzą absolutną i ostatecznym terrorem, niezwyciężony jak bóg. A kiedy nadzieja została porzucona już tak dawno, że nie pozostały z niej nawet wspomnienia, pokryty bliznami pół-skaa ze złamanym sercem odkrywa ją na nowo w piekielnym więzieniu Ostatniego Imperatora. Tam poznaje moce Zrodzonego z Mgły. Znakomity złodziejaszek i urodzony przywódca, wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.
Brandon Sanderson - tego autora nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Znają go wszyscy (a ci, co nie znają - poznać powinni, bo to wstyd!). Kochany jest za granicą i w Polsce. Czemu tutaj się dziwić? Sanderson jest moim mistrzem jeśli chodzi o autorów wybitnych dzieł z gatunku fantasy. Jak dla mnie, jest on na pierwszym miejscu na mojej liście najbardziej cenionych przeze mnie pisarzy. Ktoś zapytać może: dlaczego? Wtedy ja odpowiem: a dlatego, że jego wyobraźnia nie zna granic. Dlatego, że czytając jego powieści, mam wrażenie, że przenoszę się w inny wymiar. Cudowny, majestatyczny świat, w którym zatracam się strona, po stronie. Dlatego, że jego dzieła zawsze oceniam wysoko, bo dla mnie są to arcydzieła. Możecie pomyśleć, że przesadzam, ale ja wiem swoje. Sanderson to mistrz i basta!

Zacznę od zachwytów nad okładką. Jest to jedna z najpiękniejszych (epickocudownych) okładek, jakie kiedykolwiek widziałam. Ilustracja na okładce: Dominik Broniek - wielkie brawa! Opracowanie graficzne okładki: Dark Crayon - pokłon. Widziałam już dzieła Crayona. Człowieku, jesteś niesamowity!
Kolejne brawa należą się Aleksandrze Jagiełowicz, która rewelacyjnie przełożyła powieść. Ludzie, chapeau bas! 

Skoro słowa uznania poszły w stronę tych, raczej zawsze pomijanych, to teraz mogę przejść do moich wrażeń na temat książki. Jakżeż fenomenalnej książki. Kiedy tylko wpadła w moje ręce, wszystkie plany czytelnicze poszły w odstawkę (sorry, ale to Sanderson). I co? I przepadłam już po pierwszych stronach. Pochłaniając całość w dość przyzwoitym tempie. Styl autora? Oszałamiający. Nie ma co się rozpisywać. Po prostu autor wyśmienicie tworzy swoje historie, a  tłumacz rewelacyjnie poradził sobie z przekładem.

Często narzekam na długie opisy w książkach. Może dlatego, że nikt nie potrafi tworzyć tak zgrabnych i interesujących opisów, jak autor książki "Z Mgły Zrodzony"? Czytając tak dokładne opisy miejsc, wygląd postaci czy dialogi, miałam wrażenie jakbym sama uczestniczyła w wirze wydarzeń, i to zaraz obok postaci. 
Uwielbiam to, jak autor tworzy w mojej głowie idealny obraz tego, co sam opisuje. Moja wyobraźnia podczas czytania, działa na najwyższych obrotach.  To właśnie ten wymiar, o którym wspomniałam niemalże na samym początku niniejszej recenzji. Każda książka Sandersona to inny wymiar, jednak kunszt pisarski zawsze jest ten sam. Niezmiennie idealny.

Nie będę się szczególnie rozwodziła na temat postaci, które są wprost idealnie stworzone. Wygląd, charakter, zachowanie... Zaznaczę również, że każda z postaci zagarnęła dla siebie cząstkę mojego serca. Czy to niepozorna, sprytna i nieufna Vin, czy też Kelsier, który pomimo tego co go spotkało nadal wierzy w ludzi. Jest jeszcze Breeze i Hammond, których potyczki słowne rozbawiały mnie co po chwila. Jakże mogłabym zapomnieć o Sazedzie? I o czarującym Elendzie Venture, który skradł odrobinę większy skrawek mojego serca. Nie sposób wymieniać tych wszystkich postaci i opisywać, za co je lubię. A wierzcie mi, jest ich całkiem sporo, bo sam autor słynie z tego, że lubuje się w budowaniu wielowątkowych fabuł, na które składa się grupa charakterystycznych postaci. O tak, Sanderson potrafi kreować charakterystyczne postaci, które nie sposób zapomnieć po odłożeniu książki, przez baaardzo długi czas. I za to też go wielbię!

Zapewne nie umknęło Waszej uwadze, że w mojej opinii na temat omawianej lektury używałam słów typu: idealny, arcydzieło, wyśmienity, oszałamiający, rewelacyjny itp. Sami widzicie, że zakochałam się w tej książce i nie mogę się doczekać kontynuacji kolejnych tomów, bo na pewno będę zachwycona. A Wam mogę tylko z ogromną przyjemnością polecić książkę"Z Mgły Zrodzony".