piątek, 13 lipca 2012

Lubię to! Czyli kolejna blogowa zabawa!

Witam Was serdecznie moi drodzy czytelnicy!  Tyle zabaw ostatnio blogowych i tak los zechciał, że pewne istotki mnie do nich zaprosiły za co im bardzo dziękuję! Są to: Nevermore, Foori,  Gosiarella oraz Gumciobook



Tak więc jak zwykle to bywa, należy przedstawić zasady tejże zabawy:
1. Banerem – jest owo zdjęcie, które pojawia się u mnie – i u każdej otagowanej dziewczyny/chłopaka
2. Napisz kto Cię oTAGował
3. Wypisz wszystkie drobne rzeczy, które przychodzą Ci do głowy, które lubisz, które czynią Cię szczęśliwą, te wszystkie drobnostki, dla których warto żyć. Szczególnie te najdrobniejsze i te, które wydają się zbyt banalne, by je wymienić, ale które poprawiają Ci humor.
4. Otaguj kilka osób

Tak więc co ja lubię? Wiele tego, wpadłam na pomysł żeby to posegregować. Tak więc zaczynajmy:

Jedzenie: Lubię żelki, pistacje, watę cukrową, lody czekoladowe i miętowe, niezdrowe jedzenie^^ KFC :D pierogi najlepiej z borówkami, gofry, naleśniki z owocami, makaron z owocami i o wiele więcej. I kocham czekoladę - Milkę jogurtową!

Picie: zieloną i czerwoną herbatę, kakao *_* i wodę niegazowaną

Przedmioty: Książki, moje autko, które nawet nazwałam :D  Lubię mojego bloga, mojego laptopa, mój telefon, 

Hobby: czytanie i kolekcjonowanie książek, kolekcjonowanie świec...czy to pachnące czy nie, czy to zwykłe, najzwyklejsze czy też zwydziwiane...wszystkie lubię :)

Czynności: słuchać dobrej muzyki - zazwyczaj klasycznego starego dobrego rocka, oglądać seriale - moje ulubione to Supernatural, Jak poznałem waszą matkę, Kości, Chirurdzy, House, lubię spacery,   lubię się uśmiechać, śmiać i poprawiać innym nastrój. Lubię oglądać Wasze stosiki. Lubię wygrywać w konkursach. Lubię grać w gry, ale nie te komputerowe...chyba, że są to wyścigi...dobra rywalizacja nie jest zła^^ jednak wolę planszowe, bądź słowne gry :) Lubię marzyć i śnić na jawie, wyobrażać sobie przyszłość i często lubię (co nie do końca jest fajne) rozpamiętywać to co było...dlaczego tak się stało, a nie inaczej, bo przecież mogło być lepiej.

Osobistości: Lubię moich znajomych - tych w świecie realnym jak i tych wirtualnych i tych blogowych (tak Was lubię! :D), moje psiaczki dwa lubię, uwielbiam moją wielką i zwariowaną rodzinkę <3 lubię też takiego głupola co mieszka hen hen daleko, ale potrafi mnie rozbawić :D

Inne: lubię to jaka jestem, nie chciałabym niczego w sobie zmienić. Jestem zdania, że jak komuś się coś nie podoba -  droga wolna. Taki ktoś nie jest mi do szczęścia potrzebny :P Lubię wszystko co paranormalne i dziwne. Lubię zimę i wiosnę... lato też lubię i jesień...ale mniej. Lubię niespodzianki - ale tylko te miłe. Lubię szczerość i prostolinijność. Lubię Anioły -te dobre, złe i jeszcze źlejsze :D Lubię zagadki.
P.S.Lubię o wiele więcej rzeczy, ale nie przychodzą mi akurat teraz na myśl:)

Kogo mogę otagować? Wszystkich, którzy chcą wziąć udział w zabawie, a jest ona fajna moim zdaniem, gdyż można się lepiej dzięki niej poznać:) Zapraszam!

UWAGA! Ogłoszenie parafialne!

Korzystając z okazji małe pytanie... Chcielibyście mały konkursik? Mam zamiar zorganizować, tylko jeszcze nie mam pomysłu na niego :) Książki już mam wybrane jako nagrody, mam nadzieję że Wam się spodobają :)

Pozdrawiam!

czwartek, 12 lipca 2012

"Głębia" Tricia Rayburn

Tytuł: "Głębia"
Autor: Tricia Rayburn
Tom: II
  Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2012

"Odkąd Vanessa Sanda odkryła, kto zamordował jej siostrę, a wszystko, co wiedziała o swojej rodzinie, okazało się kłamstwem, jej świat runął. Osobiste problemy bohaterki przestają jednak mieć znaczenie w obliczu powrotu żądnych zemsty istot z Winter Harbor. Teraz Vanessa musi zmierzyć się z przeszłością i zaakceptować fakt, że jest dokładnie taka sama jak one - równie kusząca i równie niebezpieczna..." opis wydawnictwa.

Głębia to kolejna cześć cyklu o syrenach, którą pragnę Wam zrecenzować. Sięgnęłam po nią, gdyż pierwsza część bardzo mnie urzekła swoją nietuzinkowością. Hmm... jednak druga część, z resztą zobaczcie sami.

Vanessa wraz z przyjaciółmi pokonała potworne syreny, które zabijały mężczyzn w Winter Harbor, jednak czy oby na pewno wszystko poszło po jej myśli? Wraz z Paige wracają do Bostonu i zaczynają przygotowywać się na studia. Muszą się zdecydować na jedną z uczelni, toteż umawiają się na różne spotkania rekrutacyjne, które im w tym pomogą. Wszystko z pozoru wygląda normalnie, jednak nasza główna bohaterka boryka się z pewnym niemałym problemem - przeszła pełną przemianę i nie jest już zwykłą dzieczyną, co nie ułatwia jej normalnego życia. Obawia się wyjawić komukolwiek swojej tajemnicy, bo przecież syreny to zło, które sama wytępiła. Nie jest to jednak jedyny problem naszej bohaterki, ponieważ w Bostonie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Umierają mężczyźni. Szkopuł w tym, że nie w sposób normalny, a z błogim uśmiechem na twarzy. Mówi wam to coś? Nasuwa się jedno słowo, jedna myśl - Syreny. Jak to możliwe, przecież one zostały zniszczone, czyż nie?

Głębia nie pochłonęła mnie w takim stopniu jak część pierwsza. Nie mówię, że czytałam ją bez zainteresowania. Autorka jak już wspomniałam w poprzedniej recenzji ma dar pisania w sposób taki, że potrafi zaintrygować czytelnika, a ten nie może się oderwać od książki. Niestety pomimo wszystko brakowało mi jakiejś akcji, dreszczyku emocji. Autorka pod sam koniec dopiero zaczęła rozkręcać akcję, co jest pewnym minusem, bo przecież w książce musi się coś dziać również w jej rozwinięciu. Tego mi więc brakowało. Za to była irytacja główną bohaterką i lekkie rozczarowanie jej płytkością.

Jeżeli już wspomniałam o bohaterach to zacznę wątek o nich. Sama Vanessa...hmm nie wiem dlaczego autorka zrobiła z niej taką płytką dziewczynę. Strasznie mnie irytowała jej samolubność i zachowanie. W części pierwszej bardzo polubiłam tą postać, natomiast przeczytanie części drugiej sprawiło, że sporo straciła w moich oczach. Nie lubię dziewczyn, które same nie wiedzą czego chcą, a właśnie Vanessa sprawia takie wrażenie. Mało mi było Simona i Caleba. Wszystko bowiem kręci się wokół Vanessy. Mało mi było również s Głębi samej Paige, która również zaskarbiła sobie moją sympatię.

Styl autorki się nie zmienił, język prosty i łatwy w odbiorze. Pani Rayburn ma sposobność pisać powieść tak, aby czytelnik bez problemu mógł się wczuć w rolę Vanessy, śmiem również powiedzieć, że w rolę każdego innego bohatera z jej książki też nie jest to trudne. Bowiem uczucia ich wszystkich są ładnie ukazane i ja osobiście nie miałam problemu z wczuciem się w sytuację np. Simona. Co jest ogromnym plusem pani Rayburn.
Mimo braku akcji, czy też niespecjalnej jej wartkości książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nie nudziłam się podczas jej czytania, gdyż autorka stopniowo wyjawiała tajemnice, których zalążek był ukazany już w Syrenie i ciekawie było dowiadywać się co i jak.

Podsumowując: brak akcji i irytująca główna bohaterka nie nastrajają dobrze, ale mimo wszystko sądzę, że warto sięgnąć po kolejną część, jeżeli się przeczytało Syrenę, gdyż można poznać odpowiedzi na nurtujące pytania. Ja z pewnością sięgnę po kolejną część cyklu, gdyż sama jestem ciekawa co dale. Autorka ma ciekawą i przyznam - fajną zdolność kończenia książek tak, aby rozbudzić ciekawość w czytelniku w takim stopniu, aby ten miał chęć sięgnąć po kolejną część. Głębia mimo wszystko według mnie  jest udaną kontynuacją cyklu o syrenach.
Moja ocena tej pozycji wynosi 4/6


A teraz UWAGA!

Pan Marcin Zwierzchowski i Serwis Poltergeist prezentują zbiór tegorocznych opowiadań nominowanych do nagrody im. Janusza A. Zajdla.
Wszystkie opowiadania nominowane do tegorocznych Zajdli są dostępne za darmo w sieci. Więcej informacji : [KLIK]


wtorek, 10 lipca 2012

"Syrena" Tricia Rayburn



Witajcie! Jakiś czas mnie nie było, nie dodawałam niczego na swojego bloga, co aż nie jest do mnie podobne, ale siła wyższa czyli impreza w moim mieście trwająca aż trzy dni zmusiła mnie do odłożenia lapka na drugi plan. Były koncerty, karuzele, wata cukrowa *_* mniam! No i był Enej, którego 
powiem szczerze, że wcześniej nie lubiłam. Nawet do soboty nie pamiętałam jakim hitem zasłynęli. Jednak w chwili kiedy zaczęli koncert polubiłam ich i ich piosenki. Są strasznie sympatycznymi i wesołymi chłopakami!
Jak nie przepadam za polskimi piosenkami, tak parę wpadło mi w ucho, aż dziw bierze mnie samą :D 
No, ale mniejsza. Dzisiaj chciałam Was uraczyć recenzją:


Tytuł: "Syrena"
Autor: Tricia Rayburn
Tom: I
  Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2011

Pierwsza część mrocznej romantycznej serii o syrenach.

"Dla Vanessy i Justine Sands miały to być zwyczajne wakacje w miasteczku Winter Harbor, w gronie starych przyjaciół. Jednak kiedy Justine, po wielkiej rodzinnej kłótni, wybiera się nad urwisko, by poskakać do wody, a nazajutrz fale wyrzucają jej ciało na brzeg, Vanessa nie ma wątpliwości, że to coś więcej niż nieszczęśliwy wypadek. Nagle całe nadbrzeżne miasteczko wpada w popłoch, kiedy rozgrywa się seria ponurych związanych z wodą zdarzeń – fale wyrzucają na brzeg ciała mężczyzn z twarzami zastygłymi w szerokim uśmiechu… Czy to, co odkryje Vanessa, może oznaczać koniec jej wakacyjnej miłości, a nawet życia, takiego, jakie znała dotychczas?"



Cześć. Mam na imię Vanessa i moje życie zmienia się zupełnie w chwili śmierci mojej jedynej siostry, na której polegać mogłam zawsze i jak się okazuje po śmierci również. Moja historia zaczyna się w chwili moich narodzin...Jednak jest też historia inna. Mrożąca krew w żyłach i okazująca strach ze śmiechem na ustach. Dosłownie. Dlaczego właśnie Justine musiała stracić życie? Dlaczego to nie byłam ja. Nie wierzę, że skoczyła z własnej woli, po prostu nie wierzę, że moja starsza siostra, która była dla mnie oparciem przez całe moje życie od tak sobie skoczyła. Po prostu nie wierzę i dowiodę swojej racji. Coś jest nie tak, czuję to. Muszę wrócić do Winter Harbor, gdzie to wszystko się zaczęło i gdzie miało swój koniec i dowiodę prawdy. Pomoże mi w tym Sam, nasz przyjaciel od zawsze. Mam nadzieję, że jego brat Caleb pomoże mi i powie co tak naprawdę się wtedy stało. Przecież był wtedy z Justine, więc musi coś wiedzieć. Prawda?
Problem w tym, że Caleb zapada się pod ziemię, a w Winter Harbor dzieją się niewytłumaczalne rzeczy. Ja wiem, że to ma związek z moją siostrą. Po prostu to czuję. Jestem świadkiem strasznych odkryć, nie tylko mających związek z samymi dziwnymi zgonami, ale również związanych bezpośrednio z moim życiem. Dowiaduję się kim jestem i co muszę zrobić, żeby przeżyć.

Miały to być nasze kolejne wspaniałe wakacje. Los chciał inaczej...

Sięgając książkę miałam mylne wrażenie, że wiem czego się spodziewać. W związku z tytułem, motywem przewodnim będą syreny - powiedziałam sobie. Jednak autorka nie pokazała nam typowych syren, z rybim ogonem, słodkich kobietek, które wychodząc na ląd zamieniają się w ludzkie piękności. Zupełnie mnie zaskoczyła opisem tych mitycznych stworzeń, przedstawiając je jako zimne i pozbawione serca stworzenia, których celem jest wzbudzać w mężczyznach najgłębsze uczucie jakim jest miłość, a następnie trach. Stworzyła zupełnie inny obraz od słodkiej syrenki Arielki, z którą to właśnie od dzieciństwa kojarzyły mi się syreny.
Powiem szczerze, że nie sądziłam jednak, iż książka wywoła we mnie takie emocje. Napięcie towarzyszyło mi od początku do samego jej końca, czyli coś co uwielbiam czytając książki. Porywa i dozuje rozwikłanie tajemnic tak, aby czytelnik chciał jeszcze i jeszcze. Przynajmniej jeżeli chodzi o mnie to właśnie tak było. Nie mogłam się oderwać od powieści i przeczytałam ją w zawrotnym tempie.

Jeżeli chodzi o bohaterów jakie stworzyła nam pani Rayburn stwarzają wrażenie powtarzalnych. Kolejna dziewczyna z problemami, której pomaga chłopak w którym notabene się zakochuje. Na horyzoncie ich miłości pojawia się inna dziewczyna nienawidząca głównej bohaterki i komplikująca jej życie. Wszystko to może dawać mylne wrażenie typu : ale to już było, ale to jest w każdej książce. Może i tak, jednak jeżeli bardziej przyjrzymy się Vanessie, Zarze, Simonowi i całej reszcie i damy im szansę, pozwolę sobie rzec, że się nie zawiedziemy. Uczucie pomiędzy dwojgiem bohaterów nie jest przesłodzone, a napięcie między dwiema niedarzącymi się krztą sympatii dziewczynami nie sprawia wrażenia wymuszonego. Wszystko jest zgrabnie i lekko opisane. Podoba mi się bardzo kreacja postaci Caleba. Od samego początku zaskarbił on sobie moją sympatię. Szczere uczucie jakim darzył Justine, nawet po jej śmierci się potęguje i nawet najpiękniejsza dziewczyna w okolicy go nie zmąciła przystawiając się do niego. Wniosek? Ideał !

Autorka ma niesamowitą zdolność w tworzeniu zagadek i potęgowaniu ekscytacji w czytelniku. Idealnie wkomponowała wątek kryminalny w powieść paranormal. Można by rzec, że uczyniła to z niebywałą lekkością. Podobało mi się również nawiązanie do Odysei, z jak mi się wydaje zaczerpnęła trochę pomysłu na postać syren, gdzie to stworzenia obrały sobie za cel zwodzenie śpiewem żeglarzy, a następnie ich zabijały.

Chciałabym też wspomnieć o okładce, a zwłaszcza na słowach wypisanych na samej górze.Wydaje mi się, że z tym iż książka jest pełna grozy to trochę przesadzili, groza kojarzy mi się z gęsią skórką na rękach, strachem więc śmiem twierdzić, że grozy nie dostrzegłam w danej pozycji. Czy książka jest tajemnicza? Owszem. Czy jest romantyczna? Jak najbardziej, jednak też nie przesadzałabym z tym stwierdzeniem, bo co jest romantycznego w tym, że kobieta zwabia mężczyzn na pewną śmierć? Sądzę jednak, że chodzi tutaj o romantyczność pomiędzy Vanessą a Samem - z tym się zgodzić mogę.
Co do samej szaty graficznej...Bardzo mi się podoba. Jest śliczna i subtelna, a czcionka jaką napisano tytuł jest bardzo, ale to bardzo ładna. Lubię okładki ze skrzydełkami. Nie wiem czemu, po prostu mi się podobają i okładka wydaje się, że tak to ujmę mocniejsza? Mniej podatna na zniszczenia = grubsza.
Pozwoliłam sobie pokazać wam inne okładki tejże książki. Wszystkie mnie urzekły swoją oryginalnością i pięknem. Nie mogę się zdecydować, która podoba mi się najbardziej :)

Podsumowując, książka która jak nas mamią na okładce powinna być pełna grozy, a nie jest. Nie wiem czy we wszystkich egzemplarzach tak było, ale w moim tak - mianowicie brak wcięcia akapitowego nie ułatwiał mi czytania. Zawsze w książkach spotykam się z tym, dla mnie ważnym elementem, bowiem ułatwia mi on czytanie. Z minusów to chyba tyle, nie dopatrzyłam się już żadnych konkretnych uchybień, też specjalnie na siłę ich nigdy nie szukam więc to chyba tyle. Plusów jest całkiem sporo, mianowicie samo uchwycenie syren, ciekawa i nie nużąca fabuła, język oraz kreacja bohaterów. Książkę polecić mogę młodzieży, tej młodszej jak i tej starszej. Sama nie należę już do młodzieży, a książka mi się podobała -wniosek? Starszym czytelniczką też polecam, jeżeli lubią paranormale i przyjemną, lekką lekturę. Mężczyzną nie polecam, gdyż sądzę, że akurat im nie przypadnie ona do gustu.
Moja ogólna ocena to 5+/6

Wspominałam o Enej, ale na koniec piosenka, która mną zawładnęła. Coś naszego polskiego i dobrego!
Przed państwem Bracia i  Edyta Bartosiewicz