wtorek, 17 stycznia 2017

"Projekt Mefisto" Marcin Mortka


 Dziękuję!
Opowieść o polskim miasteczku, któremu nawet zastępy piekielne nie dają rady.
Piekło świeci pustkami. Zygmunt, szeregowy pracownik, przybywa do Wyplut, miasteczka na prowincji Polski, by tam wdrażać projekt Mefisto 2.0, błyskotliwą strategię zarządu na pogrążenie ludzkości w grzechach. Cyniczny i przystojny diabeł nie przewidział jednak, że przyjdzie mu mierzyć się z ludźmi, którym Piekło może co najwyżej czyścić buty.

Plejada barwnych postaci, wspaniały obraz małomiasteczkowego życia, cięty humor i słowiańskie wierzenia – Marcin Mortka w najlepszym wydaniu!
Z Marcinem Mortką jest tak, że ja bardzo lubię jego przekłady, zwłaszcza książek z serii "Szklany tron". Byłam ciekawa jego twórczości własnej. Słyszałam o jego wcześniejszych książkach i kojarzę je, ale niestety nie znam, więc nie mogę porównać "Projektu Mefisto" do innych... Po tej spodziewałam się naprawdę wiele. Może dlatego, że autor ma niemały dorobek twórczy, może też dlatego, że opis naprawdę mnie przekonał i sprawił, że liczyłam na konkret. A i okładka dawała duże nadzieje. To nie tak, że "Projekt Mefisto" jest zły, po prostu liczyłam na nieco więcej. 

Spodziewałam się diabła z prawdziwego zdarzenia - przebiegłego drania, sprytnego lisa, sarkastycznego cwaniaczka... A otrzymałam takiego trochę melepetę, który mnie irytował swoją nieporadnością i brakiem pomysłowego działania, chociaż później się rozkręcił, ale nie zamazało to pierwszego wrażenia. Pewnie taki był zamiar autora, ale sądzę, że gdyby opis tego, czego się spodziewałam został wdrożony w niniejszą książkę, to zyskałaby ona naprawdę wiele. Przynajmniej w moich oczach. Niemniej z drugiej strony (chociaż nie przemawia to do mnie, to docenić muszę) autor pewnie chciał pokazać diabelskość w komicznym w nieco innym świetle, z przymrużeniem oka. I temu też zesłany diabełek został do takiego a nie innego miejsca, pełnego niezbyt inteligentnych ludzi, pijaczków i nieudaczników życiowych. 

Autor świetnie przedstawił pewną rzeczywistość małomiasteczkowych miejscowości. Może nie z każdego takiego małego miasteczka, czy wioski wyziera buractwo, menelstwo, chamstwo, fanatyzm kulturowy czy religijny, zabobony czy wszystkowiedzące Gienie, ale pewnie w większości tak i autor całkiem realnie to pokazał. Powiedziałabym nawet, że dobitnie.

Nie tylko kreacja głównego bohatera mi nie spasowała. Niestety. Jakoś tak... Całe to ukazanie diabelskiej korporacji mi nie pasowało... Spodziewałam się czegoś mocniejszego, bardziej fantastycznego i bardziej... Konkretnego. Niemniej tylko w połowie przyćmiło mi to cały odbiór powieści Marcina Mortki, a jest ona przyjemna, momentami zabawna, lekka i dobra na niejeden wieczór. Zwłaszcza jak akcja się rozkręci i wciągnie czytelnika. Ja z nią miałam słabsze i lepsze momenty, ale koniec końców stwierdzam, że jeśli macie ochotę przekonać się na własnej skórze czy "Projekt Mefisto" do Was przemówi, to powinniście sięgnąć.

niedziela, 15 stycznia 2017

"Zawód wiedźma" Olga Gromyko

Dziękuję!
  
"Zawód wiedźma" to pierwsza powieść Olgi Gromyko, a zarazem otwarcie cyklu Kroniki Belorskie, na który składa się kilka tomów opowieści osadzonych w magicznym świecie Belorii.
Ta seria to znak firmowy tej autorki – połączenie niezwykle wartkiej, pełnej fantastycznych przygód akcji z dużą dozą humoru i iskrzących relacji między bohaterami.

Wolha Redna to jedyna kobieta na typowo męskim wydziale magii Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Rudowłosa, wścibska, ciekawska... Posiadaczka wyjątkowego talentu do praktyk magicznych, nieprzeciętnej intuicji i inteligencji. Zapewne właśnie dlatego została wybrana przez mistrza do rozwiązania zagadki, która do tej pory pochłonęła już życie 13 osób, o wiele bardziej od niej doświadczonych.

W Dogewie, krainie zamieszkiwanej przez wampiry i inne stwory źle się dzieje. Umiera coraz więcej istot, a magicy wysyłani na ratunek nie powracają. Czy młodej wiedźmie uda się odkryć co, lub kto zabija, jeśli starsi i bardziej doświadczeni magowie polegli na polu bitwy?

Czy tak naprawdę Wolha Redna okaże się królikiem doświadczalnym, ofiarą czy wybawicielką?
Na tę książkę polowałam już od dłuższego czasu, zwłaszcza, że główna bohaterka, to, jak sama nazwa wskazuje - wiedźma, w dodatku władająca ciętymi ripostami i ponadprzeciętną błyskotliwością. Cieszę się, że wydawnictwo Papierowy Księżyc wznowiło wydanie tego cyklu. W dodatku w ładniejszej okładce i... Uwaga! Nie poszło na ilość (dwa tomy, żeby zarobić więcej) a zrobiło tak, jak być powinno - jeden tom. Brawo! Przejdę może teraz do swoich odczuć na temat tej książki, a będzie pozytywnie, bo uwielbiam i autorkę, i "Zawód wiedźma".

Dlaczego zainteresowałam się książką? Lubuję się w takich klimatach, uwielbiam Olgę Gromyko i nie mogłabym przejść obojętnie obok tejże pozycji. Byłoby to wręcz niewybaczalne!
Na początek przedstawię nieco fabułę. Postaram się nie zdradzić wielu szczegółów. Jak wiadomo, nie po to się pisze recenzję, ażeby streszczać zawartość książki i w dodatku zdradzić potencjalnym czytelnikom najciekawsze kąski. Zaskoczenie jest elementem kluczowym, każdej książki/filmu etc. Część pierwsza...

Przedstawiam Wam Wolhę Redną, adeptkę VIII roku Magii Praktycznej w Starmińskiej Wyższej Szkole Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Wolha dostaje bojowe zadanie od swojego mistrza. Otóż zostaje ona wysłana do wioski wampirów, gdzie dzieją się cuda niewidy. Każdy mag, który podjął się tego zadania, nie wrócił, a słuch po nim zaginął. Zatem, czy opierzona wiedźma poradzi sobie z tajemniczym potworem i zdoła rozwikłać zagadkę?
Kiedy Wolha trafia do miasta wampirów istniejącego pod nazwą Dogewa, nie wie czego ma się spodziewać, bowiem w jej świecie niewiele mówi się o tych stworzeniach, a wszystkie księgi są oparte na baśniach i legendach, które z rzeczywistością (jak się sama bohaterka przekonuje) nie mają nic wspólnego.
Sam władca Dogewy wpada Rednej w oko, czego młoda wiedźma nie ukrywa. Wolha zostaje wtajemniczona w życie i standardy wampirów, ale o samym potworze mieszkańcy niewiele mówią. Tylko książę udziela zainteresowanej kilku istotnych szczegółów, które jednak nie rzucają wiele światła na sprawę. Zatem czy Wolha wyjdzie z tego cało? Czy odkryje co to za potworna magia sprawia, że ludzie znikają?
"-E, rozczarowałeś mnie. Czosnku się nie boisz, latać nie umiesz, na słońcu nie wyparowujesz... - Rzuciłam okiem pod nogi - Cień rzucasz.
- Przepraszam, postaram się poprawić - złośliwie obiecał wampir."
    Książkę czytało mi się wprost wyśmienicie dzięki pierwszoosobowej narracji, prowadzonej przez główną bohaterkę. Trzeba przyznać, że autorka ma ciekawy styl pisania, bowiem jej dzieło czyta się z zaciekawieniem od początku, aż po jego kres. W dodatku w zastraszającym tempie. Jak sama objętość wskazuje, książkę można pochłonąć dosłownie w jeden wieczór i przyjemnie go spędzić z bohaterami, jakie autorka zarysowała  na jej potrzeby.
 Skoro już zaczęłam o bohaterach... Wolha jest wprost niesamowita! Uwielbiam takie sarkastyczne i ziejące ironią bohaterki, z którymi nie sposób się nudzić. Jej poczynania i dialogi sprawiały, że czasami śmiałam się w głos. Olga Gromyko stworzyła taką, że tak pozwolę sobie rzec - swojską dziewczynę z sąsiedztwa, która ma w sobie tyle werwy i życia, że z łatwością można ją utożsamić z kimś z otoczenia. Sama chciałabym poznać taką Wolhę, jestem pewna, że dogadałabym się z nią wyśmienicie! Reasumując, Wolha to jedna z moich ulubionych bohaterek i nie mogę się doczekać, aby sięgnąć po kolejny tom, żeby poznać jej dalsze losy. Co do samego wampirzego księcia - kiedy już poznałam wiedźmę, nie miałam żadnych wątpliwości, że postać męska będzie równie ciekawa jak damska. Księcia jednak wyobrażałam sobie trochę inaczej, niemniej jednak nie jest to wampirza piękność, która ma siebie za wspaniałego i świecącego w słońcu lowelasa. Len jest strasznie sympatyczną postacią, której wprost chciało się więcej i więcej.
Reszta postaci jest tylko lekko zarysowana, to właśnie te dwie wymienione wiodą prym i to wokół nich toczy się cała akcja.

Co do akcji. Tutaj muszę z przykrością stwierdzić, że specjalnego szału nie ma. Fabuła toczy się swoim leniwym tempem, co zupełnie mi nie przeszkadzało, gdyż dialogi i śmieszne sytuacje nadrabiały wszystko. Trzeba również wziąć pod uwagę, że to jedynie początek historii Wolhy, gdyż jej dalsze losy (jak i może żwawsza akcja) toczyć się będą w kolejnych częściach: Zawód: Wiedźma. Część 2, Wiedźma opiekunka. Część 1, Wiedźma opiekunka. Część 2, Wiedźma naczelna. Tak więc, jak mniemam akcja dopiero rozkręci się w kolejnych częściach, a tutaj mieliśmy jedynie zarys całej sytuacji i zapoznanie się z bohaterami, którzy będą nam towarzyszyli jeszcze przez kolejne 4 tomy. Jestem jak najbardziej na TAK!
Książkę polecam gorąco. Nie będziecie się nudzić podczas jej czytania - to zapewni Wam sama główna bohaterka. Każdy kto lubi wiedźmy i świetny wyszukany humor powinien sięgnąć właśnie po tę pozycję.

Pierwszą częścią byłam zachwycona. Lubię takie wiedźmie klimaty. Czary, smoki, trolle, nietypowe wampiry, śmieszne gagi (to przede wszystkim) oraz nieźle zakręcona przygoda. W tej książce wiele rzeczy mnie zaskakuje, wiele trzyma w lekkim napięciu. Np. taki smok, który przechodzi na dietę... Czy też, podryw na trolla. A może jeszcze wampir i wilk w jednym? Zastanawiałam się, ile mogę znaleźć ciekawych rzeczy w tak cienkiej książce. Jak się później okazało - całą masę. Lubię takie książki i będę je zachwalała ot co!
Przejdźmy jednak do samej fabuły części drugiej (tej, która była poprzednio wydana osobno). Niby pomysł oklepany - bo przecież o wiedźmach książek cała masa. Wampiry przewijają się w większości paranormali, czy to sporadycznie, czy też mają główne role. Magia również w nich góruje, a jednak Olga Gromyko stworzyła coś, czego nie mogę nazwać schematyczną historią. Niby z pozoru szału nie ma, ale jak się zacznie czytać to czapki z głów. 
   
Wolha sądziła, że Len nieprędko znowu zaprzątnie jej głowę i skradnie wolny czas, się dziewoja pomyliła! Oto i on, wkracza za mury Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Niby tylko dla rozrywki, tudzież w celach reprezentacyjnych, ale kto go wie po co się przypałętał? Otóż Wolha wie, że Len na pewno ma interes i niebawem dowiaduje się jaki.
I w taki oto sposób Wolha, Len i trolli najemnik imieniem Wal wyruszają na "podbój" świata, a radochy przy tym wszystkim cała masa.
"W dawnych czasach mężczyźni przepuszczali kobiety przodem albo wręcz wnosili do domu na rękach. A już na pewno się nie przepychali.
- Przyjąłem do wiadomości - obiecał Len, łapiąc mnie na ręce.
- Hej no, puszczaj, żartowałam!
Ale on jeszcze nie skończył. Nie zwracając uwagi na wściekły opór, zarzucił mnie na ramię, brzuchem do dołu.
- A jeszcze wcześniej - kontynuował niewzruszenie, przytrzymując jedną ręką moje wierzgające nogi - kobiety wnoszono do jaskini w ten właśnie sposób. Uprzednio ogłuszywszy maczugą przez łeb. I właśnie stąd wzięła się owa tradycja."
 Autorka z lekkością włada językiem, dzięki czemu książkę czyta się z wielką przyjemnością. Humor jakim się posługuje, jest idealnie wpasowany w mój, a bohaterowie są przesyceni barwami i charyzmą. Sama Wolha skradła moje serce w pierwszym rozdziale, części pierwszej. Natomiast Len - lekko zdystansowany, dowcipny i wyrazisty - no czego chcieć więcej? Do tego Wal (troll) trochę agresywny, trochę stuknięty, ale z głową na karku. Poboczne postaci schodzą na drugi tor, ale nie mam nic przeciwko, bo akurat ja łaknę Lena i Wolhy, a reszta może być jedynie dodatkiem w tej kompozycji!
Ja bardzo sobie chwalę książki pani Gromyko i mam nadzieję, że pozostałe części nadal będą mnie zachwycać i, że się nie zawiodę, bo oczekiwania rosną! Polecam każdemu, kto lubuje się w wiedźmich tematach, szuka ciekawej i bogatej w humor akcji, chce przeczytać coś, co pozwoli mu się odprężyć i oczywiście spędzić przyjemnie czas!
 

piątek, 13 stycznia 2017

"Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman


Dziękuję!
Najsłynniejsza powieść Neila Gaimana, która zdobyła serca czytelników na całym świecie. „Amerykańscy bogowie” to opowieść o współczesnym świecie, o przemijaniu wartości, konflikcie pomiędzy tym co nowe a tradycjami, które powstawały przez wieki. Opowiada o pasji, miłości, nienawiści i śmierci, o codziennych problemach i rozterkach trapiących nas ludzi na początku nowego tysiąclecia.
Po trzech latach spędzonych w więzieniu Cień ma wyjść na wolność. Ale w miarę jak do końca odsiadki pozostają tygodnie, godziny, minuty, sekundy, czuje narastający niepokój. Na dwa dni przed zakończeniem wyroku, jego żona, Laura, ginie wypadku samochodowym w tajemniczych okolicznościach – wszystko wskazuje na zdradę małżeńską. Oszołomiony Cień powraca do domu, gdzie spotyka tajemniczego Pana Wednesday, twierdzącego, iż jest uchodźcą wojennym, byłym bogiem i królem Ameryki. Razem wyruszają oni w niesamowitą podróż przez Stany, rozwiązując zagadkę morderstw, które co zimę są dokonywane w małym amerykańskim miasteczku. Jednak podąża za nimi ktoś, z kim Cień musi zawrzeć pokój... 


"Amerykańscy bogowie", czyli kolejna, pięknie wydana książka Neila Gaimana, która bardzo mi się spodobała. Gaiman ma ciekawy styl i nieprzeciętną wyobraźnie, co przekłada się na ciekawe historie.
 O tej książce słyszałam wiele dobrego, chyba nie spotkałam się z negatywną opinią na jej temat, co jeszcze bardziej zachęciło mnie do jej przeczytania. A, nie! Jednak spotkałam się z nielicznymi słowami krytyki, ale naprawdę nielicznymi. Więcej było zachwytów... Oczywiście nazwisko autora również zrobiło swoje, ale nie będę ukrywać, że to piękne wydanie podziałało na mnie jak błyskotka na srokę. Lubię piękne wydania, a wydawnictwo stanęło na wysokości zadania, bezapelacyjnie.

Przechodząc do samej treści. Sam początek mocno mnie zaintrygował i szybko wciągnęłam się w historię nietuzinkowych bogów i samego Cienia. I chociaż historia ta jest zawiła, lekko, ale pozytywnie zakręcona, to czytało się ją naprawdę dobrze i całkiem szybko, pomimo drobnego druku oraz sporej liczby stron. 

"Amerykańscy bogowie" to oryginalna książka, która albo zawróci czytelnikowi w głowie, albo sprawi, że ten nie odnajdzie się w fabule. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że "Amerykańscy bogowie" to przerost formy nad treścią, czy za bardzo przekombinowane i nie będę tego negować. Każdy ma swoje zdanie, chociaż ja nie do końca akurat z tym się zgadzam. Zależy chyba od tego, czego oczekuje się od lektury i czy zna się autora z jego wcześniejszych powieści. Gaiman nigdy nie pisał dzieł, które można by porównać z innymi. Każde ma to coś, każde jest oryginalne i pokuszę się nawet o stwierdzenie, że ponadczasowe. 

Gaiman pokusił się o - że tak powiem - unowocześnienie mitycznych bóstw, bogów i innych duchów. Jesteście ciekawi jakie mitologie wykorzystał autor? Hm... Ciężko byłoby wymienić, chyba wszystkie ogólnie znane. Mitologia grecka, nordycka, słowiańska, egipska i inne. Gaiman ma obeznanie w temacie i błyskotliwie to wykorzystał w swojej książce, która omamiła mnie tymi mitologiami. Wszak uwielbiam mitologie! Cieszę się, że tak skrzętnie i ciekawie je wykorzystał, kupił mnie tym całkowicie. Żeby jednak nie było zbyt pięknie, to czepiam się troszeczkę niektórych opisów, które trochę mi mieszały w głowie i mogłabym się nawet pokusić o stwierdzenie, że nie musiałoby ich być, a fabuła nie straciłaby wiele. 

Inteligentny humor, ciekawa akcja, świetnie wykreowani bohaterowie i interesujący świat, jaki przedstawił nam autor - to wszystko powinno Was przekonać, abyście sięgnęli po "Amerykańskich bogów". Niedawno na instagramie pewna dobra duszyczka oświeciła mnie, że na podstawie tejże książki ma powstać serial... Tak więc czekam z niecierpliwością!