piątek, 17 listopada 2017

"Magia Kąsa" Ilona Andrews Wznowienie!

Dziękuję!

 "Atlanta przyszłości. Arena walk magii i technologii. Wampirze hordy na usługach Panów Umarłych grasują po mieście. 

Kate Daniels ? pyskata dziewczyna, w której żyłach płynie krew i magia ? dowiaduje się o śmierci swojego opiekuna. Musi dokonać wyboru ? komu zaufać, z kim współpracować. Spojrzeć w oczy Władcy Bestii i dołączyć do Gromady? Wejść w układ z kotołakami i szczurołakami? Ofiara woła o pomszczenie, krwawa zagadka o rozwikłanie."
Za serię pani duetu Andrews zabrałam się po raz... Uwaga... trzeci. Tak. To moja ulubiona seria Urban Fantasy!  Sam tytuł mnie zaintrygował, bowiem wszystko co z magią związane, przyciąga mnie jak magnes. W dodatku opinie typu "niesamowita" tudzież "wciska w fotel" przekonały mnie, że seria jest godna uwagi. Dodatkowym i dopełniającym elementem był gatunek Dark Fantasy. Lubuję się ogólnie w Fantasy, więc wiele nie trzeba było, by ta pozycja zwróciła moją uwagę.
Główna bohaterka - Kate Daniels - to tajemnicza kobieta, która posiada pewien sekret związany ze swoim pochodzeniem. Jest również niezależną najemniczką, która walczy ze skutkami źle użytej magii. Kiedy dowiaduje się, że jej przyjaciel i obrońca Greg zostaje zamordowany, w dość dziwnych okolicznościach, postanawia dociekać prawdy dotyczącej jego morderstwa. Postanawia prowadzić prywatne śledztwo, które prowadzi ją na nieznane tereny i rzuca w wir niebezpiecznych przygód.
Przyznam szczerze, że spodziewałam siętrochę więcej akcji i zawrotnego tempa już w pierwszym tomie, jednak autorka postawiła na stonowane opisy wydarzeń. W pierwszym tomie mamy więcej opisów i wyjaśnień różnych skomplikowanych wątków. Swoją drogą to jest plus, może i porywów akcji nie było wiele (nie mówię, że wcale ich brak), ale za to mamy idealne wprowadzenie w całą serię o Magii. Jeżeli już o opisach wspomniałam, to powiem o nich coś więcej. Otóż opisy są bardzo rozbudowane i dokładne. Przyznam, że w większości przypadków takie opisy w innych książkach mnie nudziły, ale w tej tak nie było. O nie! Tutaj autorka stworzyła je tak, aby czytelnik był ciekaw każdego szczegółu i łaknął tym samym więcej i więcej. 
"- Jeszcze jedno, Wasza Wysokość. - To miało zabrzmieć troszkę złośliwie. - Muszę napisać raport o naszym spotkaniu i pisząc o tobie, będę musiała użyć jakiegoś imienia. Wolałabym nie wystukiwać za każdym razem "Przywódca Południowej Gromady Zmiennokształtnych". Jak więc mogę cię nazwać nieco krócej?

- Władca.

Przewróciłam oczami z udawanym oburzeniem . Nie przejął się tym zupełnie.

- O co chodzi? Przecież to bardzo krótko."
   Kate Daniels jest dosyć specyficzną kobietą, która należy do tej grupy bohaterek, które sobie bardzo cenię. Niezależna, z ciętym językiem, silna, czasami arogancka, wiedząca czego chce oraz inteligentna. Jest typową wojowniczką, która w obliczu niebezpieczeństwa nie boi się stawić czoła przeciwnikowi. Nie jest jednak na tyle głupia, żeby prowokować go, jeżeli ten jest silniejszy. Jest też On. Władca Bestii - arogancki, przystojny, silny, twardo stąpający mężczyzna. Curran to bardzo charyzmatyczna postać, jak i sama Kate. Jego puszystość, to mój mąż książkowy numer jeden. Zdecydowanie! Kiedy postaci w danej książce są ciekawe, to i mnie czyta się ją bardzo przyjemnie. Nie lubię mdłych i nic nie wnoszących bohaterów, których kreacja zupełnie nie jest dopracowana. Dlatego uważam, że duet Andrews poradził sobie ze swoimi postaciami wyśmienicie. Stworzył ciekawą gamę różnych charakterów, z których każdy na swój sposób pasuje do fabuły. Poboczne postaci również na pewno nie dadzą o sobie zapomnieć. 
"Wiem, o czym mówił. Opisywał ten moment, kiedy człowiek uświadamia sobie, że jest samotny. Przez jakiś czas jesteś sam, czujesz się z tym świetnie i nawet nie przyjdzie ci do głowy, że twoje życie mogłoby wyglądać inaczej, a potem, pewnego dnia, spotykasz kogoś i nagle dochodzisz do wniosku, że doskwiera ci samotność. To uczucie jest jak uderzenie, sprawia niemal fizyczny ból, czujesz się jednocześnie skrzywdzony i zły - pokrzywdzony, bo bardzo chciałbyś być z tą osobą i zły, bo jej nieobecność sprawia, że cierpisz."
Książkę czytało mi się bardzo dobrze, a wszystko za sprawą bardzo lekkiego i przystępnego języka, jakim została ona napisana, jak i dobremu tłumaczeniu, które zasługuje na wielki plus. Żadnych błędów, czy też literówek nie wyłapałam, a to już coś. Ostatnio zauważyłam, że w większości czytanych przeze mnie książek znajdzie się parę błędów. Tutaj jak mówię, ich brak. Co jeszcze wpływało na płynność i przyjemność czytania? Na pewno pierwszoosobowa narracja. Kate bowiem, jest naszymi oczami i dzięki niej śledzimy losy bohaterów, mamy wgląd w jej emocje i uczucia. 
"Czy mogłabyś powtórzyć? Przegapiłem tę część, która miała zrobić na mnie wrażenie."
Jeżeli chodzi o mnie, to wiele już czytałam książek o zmiennokształtnych, wampirach, silnych bohaterkach. Nie wszystkie te książki mnie urzekły na tyle, aby sięgnąć do nich ponownie. Z książką Magia Kąsa jest inaczej. Dlaczego? Dlatego, że moim zdaniem posiada ona więcej plusów, w porównaniu z tamtymi dziełami. Ta książka niewątpliwie posiada to "coś", czego tamtym najwyraźniej brakowało.
 Dużych plusów książki naliczyłam kilka, zalicza się do nich między innymi sama główna bohaterka - Kate, świat w którym żyją i ludzie, jak i mroczne istoty, język oraz narracja. Świat stworzony przez autorów wciągnie niejednego czytelnika!
Pierwszy tom o Kate Daniels uważam za bardzo udany i godny polecenia. Polecić go mogę tym, którzy lubują się w wszelakiego rodzaju fantasy i paranormalach. Ja osobiście mam nadzieję, że drugi tom będzie obfitował w większą dawkę akcji i humoru. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, którego okładka jest przepiękna!

wtorek, 14 listopada 2017

"Ciężko być najmłodszym" Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa


Ciężko być najmłodszym to pierwszy tom trylogii Książę Ciemności napisanej przez duet autorek: Ksenię Basztową i Wiktorię Iwanową.
Dużo magii, przygód i wartkiej akcji, okraszonej wyjątkowym humorem tak lubianym przez wszystkich miłośników rosyjskiej fantastyki.

Naprawdę trudno jest być najmłodszym, szczególnie w rodzinie Mrocznego Władcy. Szczególnie kiedy cała reszta braci prowadzi już samodzielne życie, a ciebie nadal próbują karmić z łyżeczki. Jedyna możliwość to uciec z domu, najlepiej do jakiejś szkoły magii. A żeby nie było za nudno to zawsze można zabrać do towarzystwa drużynę bohaterów, siedzących w zamkowych lochach... i chyba lepiej zrobić to incognito, tak na wszelki wypadek.

Uwielbiam książki Olgi Gromyko, a słyszałam, że ta trylogia ma podobny klimat i humor. I wiecie co? Poszłam w ciemno. Czuję klimat rosyjskiego i ukraińskiego fantasy, jest zupełnie inny od amerykańskiego czy polskiego. Ma to coś, co... Sama nie wiem, jak to określić. Coś, co wprawia mnie w taki nastrój, którego nie potrafię opisać. Z każdym razem czytając książki Gromyko, przenosiłam się do świata przez nią stworzonego, oddychałam tymi historiami i miałam nadzieję, że tym razem będzie tak samo.
 
Ah! Jak mi brakowało świata fanasy! Połknęłam Ciężko być najmłodszym niemalże za jednym razem. Dawno nie przekroczyłam fantastycznego świata, pełnego magii. Czemu? Nie wiem kurczę, jakoś ciągle  było mi z nim nie po drodze, ale teraz, dzięki tej przerwie jeszcze bardziej doceniłam pierwszy tom trylogii Księcia Ciemności. I już nie mogę się doczekać kolejnego! Błagam, chcę już drugi tom!

Chociaż... Przyznaję, przez pierwsze ok. 50 stron przewracałam oczami, wkurzałam się i cmokałam z niezadowoleniem. Dlaczego? Jakoś wydaje mi się to na wyrost. Pierdyliard niepotrzebnych wykrzykników typu "dlaczego ja?!!!!!" - czy nie jest to wkurzające? Myślę, że można by spokojnie zostawić jeden wykrzyknik, a czytelnik nie jest na tyle upośledzony i na pewno by zrozumiał. Na pewno! Nie wiem z czego to wynika, ale później, jakby wszystko się uspokoiło... Jakby te kilkadziesiąt stron było z innej bajki, aniżeli cała reszta. Czytając te kilkadziesiąt pierwszych stron, zastanawiałam się, kiedy będzie lepiej, kiedy ten dziki szał wykrzyknikowo - pytajnikowy się skończy. Na szczęście się skończył. Druga sprawa, z początku nie łapałam humoru... Kompletnie nie pasował mi styl, jakim została napisana ta książka. Na szczęście, później jakby znowu zupełnie inna bajka humorowa, bum... czuję książkę, czuję postaci, rewelacyjnie mi się czytało. To tyle, jeśli chodzi o moje "pretensje". Teraz same superlatywy, przygotujcie się!

Zacznę od głównego bohatera, charakternego, niezwykle sprytnego, inteligentnego i pewnego siebie, księcia ciemności, któremu na imię Diran. Uwielbiam tego chłopaka, serio. Już za nim tęsknię. W ogóle za tą różnorodną grupką, w której swoje miejsce znalazł krasnolud, elfka, zwierzołak, kapłanka i... jeszcze inne ciekawe osobistości. 

Dużo magii, dużo śmiechu, dużo akcji, dużo przygód. Wszystkiego dużo, prócz ilości stron... Ja to bym chciała, żeby ta książka miała co najmniej 1000 stron. Poważnie. Tak bardzo mi się podobała i (czy ja już o tym nie wspominałam?) chcę kolejny tom. Już, teraz, natentychmiast. 
Czy i komu polecam? Polecam, a jakże! Komu? Tym, którzy lubują się w rosyjskim fantasy, czują ten specyficzny klimat i szukają czegoś innego, oryginalnego. Ja pomimo drobnych, początkowych spięć z tą historią, pokochałam ją całym czytelniczym serduchem.

poniedziałek, 13 listopada 2017

"Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta" W. Bruce Cameron



Dziękuję!

Najnowsza powieść autora bestsellerowej książki „Był sobie pies”

Josh Michaels z oburzeniem odkrywa, że sąsiad podrzucił mu pod drzwi ciężarną suczkę Lucy. Nie może jednak oprzeć się uroczemu spojrzeniu brązowych ślepi i chociaż nigdy nie miał zwierzęcia domowego, postanawia przygarnąć psiaka.


Kiedy na świat przychodzi pięć niesfornych szczeniaczków, Josh zgłasza się po pomoc do lokalnego schroniska. Tam poznaje uroczą i kochającą zwierzęta Kerri, która z zapałem uczy go, jak dbać o psią rodzinkę. Wspólnie przygotowują szczeniaki do adopcji w ramach świątecznego programu szukania nowych domów psiakom ze schroniska.

Wraz z upływem czasu Josh zaczyna darzyć dziewczynę coraz cieplejszym uczuciem. Im bardziej zakochuje się w Kerri, tym bardziej przywiązuje się do futrzaków, które wniosły w jego życie mnóstwo miłości.
Kiedy zbliżają się święta i nieuchronny termin oddania szczeniaków, Josh zastanawia się, czy będzie w stanie bez nich żyć.


Książki o zwierzętach zawsze przykuwały moją uwagę. Kocham zwierzęta i uwielbiam o nich czytać. Poprzednia książka autora, wywarła na mnie ogromne wrażenie. Pokochałam ją całym sercem i kiedy zobaczyłam zapowiedź jego nowej książki, z tą przeuroczą okładką, przepadłam. Ba! Kiedy zaczęłam czytać, to dopiero przepadłam. Zakochałam się w tej psiej historii, która napełniła mnie spokojem i klimatem świątecznym, który tak uwielbiam. Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta nie jest historią, którą możecie czytać tylko w okresie świątecznym. Chociaż wtedy, czuje się już magię zbliżających się świąt…

Wyobraźcie sobie, że w pewnych okolicznościach ktoś podrzuca Wam suczkę w ciąży, a Wy kompletnie nie wiecie jak się zająć takim psem, nie mieliście wcześniej styczności ze szczeniącą się psiną. Ba! W ogóle nie mieliście zwierzaka i nie wiecie, co i jak… Mało tego… wszystko się komplikuje jeszcze bardziej. Znajdujecie pudło małych, wyziębionych szczeniaków. Macie cały pakiet i co teraz? Z takim dylematem boryka się główny bohater książki Psiego najlepszego. 

Przyznaję, że spodziewałam się jakiegoś potoku łez, jak było w przypadku poprzedniej książki autora Był sobie pies, ale nic takiego nie nastąpiło. Oczywiście, książka mnie poruszyła, wprawiła mnie w taki fajny, spokojny nastrój. Sprawiła, że uśmiech nie schodził mi z twarzy, podczas jej czytania. Czasami pojawiał się żal, pewnego rodzaju wyrzut do niektórych bohaterów... Na pewno Psiego najlepszego, jest książką ciepłą, wyjątkową, emocjonującą i z całą pewnością godną uwagi. Dla każdego miłośnika tych czworonogów, ufnych, wiernych i kochanych, ta książka będzie nie lada gratką. Ja jestem nią zachwycona.

Cóż ja więcej mogę o niej napisać. Polecam gorąco i z całego serca. Cameron po raz kolejny pokazał nam, jak wielka miłość łączy psiego przyjaciela z człowiekiem. Jak człowiek może zatracić się w tej miłości. Jak wielkie oparcie może mieć w tym małym stworzonku, jak wielką siłę daje mu świadomość tego, że nie jest sam.  Coś pięknego! Jeszcze raz POLECAM!