środa, 20 września 2017

"Szamanka od umarlaków" Martyna Raduchowska



Medium ma w życiu przerąbane. Medium, które nie chce być medium, ma przerąbane w dwójnasób. Medium bez powołania, za to z awersją do duchów, ma przerąbane wzdłuż, wszerz i naokoło.
 Ida Brzezińska świetnie wie, czego chce: normalnego życia. I gdyby to od niej zależało, w jej rodzinie na pewno nie byłoby ojca maga, matki czarownicy, babki jasnowidzki ani ciotki medium. Ani bez mała dwudziestu pokoleń podobnych wariatów. Tymczasem jednak – o, zgrozo - są. A geny sumiennie robią swoje, obdarzając Idę równie nadprzyrodzonym co niepożądanym szóstym zmysłem. Do tego jeszcze wredny, podły Pech o sadystycznych skłonnościach z upodobaniem krzyżuje jej plany, wpycha w szpony apodyktycznej ciotki, nęka stałą obecnością umarłych i wplątuje w aferę, od której na kilometry czuć pieprzem i imbirem – zapachem czarnej magii.
Postawmy sprawę jasno - Ida nie ma Pecha.
To Pech ma Idę.

Zacznę może od tego, że nie miałam dotąd ulubionej polskiej autorki fantasy. Wszystko zmieniło się z dniem, kiedy przeczytałam Szamankę od umarlaków, Martyny Raduchowskiej. O tak! Genialna autorka, o której nie jest tak głośno, jak np. o Anecie Jadowskiej, z której stylem też już miałam okazję się zaznajomić. Jednakże, nie podbiła mojego serca, i choć jej seria o Dorze Wilk jest fajna, to jednak trochę... Jakby to rzec, banalna i przewidywalna. Za to Raduchowska pojechała po całości! Humor, główna postać, postaci poboczne, główny wątek, pomysł, wykonanie... Po prostu cud, miód i malinka - palce lizać.
Szczerze powiedziawszy miałam nie pisać mojej opinii na temat niniejszej pozycji, bo nie miałam jej w planie. Ale stanowczo za cicho jest o Szamance! Ledwo skończyłam tom I, a już mi mało. Chcę więcej. Dużo więcej przygód Idy. Wspomnę jeszcze tylko o jednej bardzo ważnej rzeczy: lubicie twórczość Olgi Gromyko czy Kiry Izmajłowej? A może Briggs, czy Andrews? Ha! Mamy taką jedną Raduchowską, co pisze bardzo podobnie, jak wyżej wspomniane panie (i pan).

Humor, humor i jeszcze raz humor! Uwielbiam taki specyficzny humor w książkach! Właśnie taki sam znaleźć można w powieściach wyżej wymienionych autorów. I właśnie dlatego, że jest w nich taki humor - są one moimi ulubionymi książkami. Wniosek? Prosty. "Szamanka od umarlaków" również trafiła do grona ulubionych, ot, co! W dodatku postaci. Główna bohaterka, Ida Brzezińska należy do tych postaci kobiecych, które ja osobiście bardzo lubię. Przebojowa, wie czego chce, zabawna, no po prostu twarda sztuka. Bohaterowie drugoplanowi są równie dobrze dopracowani i tak samo charakterystyczni.

Podobało mi się również to, jak autorka rozbudowuje napięcie, rozwija powieść. Nie ma niczego na tak zwane hop siup. Wszystko dzieje się metodycznie, a dzięki temu czytelnik ma możliwość spokojnie wdrożyć się w fabułę, niczego nie tracąc. Co mam na myśli mówiąc "tracąc"? Ano często bywa tak, że czytając książki, gdzie wszystko, albo przynajmniej większość - rozgrywa się na wariackich papierach, ja przez to tracę wątek, zamazuje mi się obraz postaci, czy po prostu nie odczuwam emocji związanych z wydarzeniami głównych bohaterów. Na szczęście "Szamanka od umarlaków" jest świetnie skonstruowana i za to ogromny plus.

Komu mogę polecić niniejszą pozycję? Ano na pewno komuś, kto lubi niebanalny humor, oryginalne powieści i lubi się pośmiać podczas czytania książek. Polecam również wszystkim fanom wyżej wymienionych autorów. "Szamanka od umarlaków" rządzi!

wtorek, 19 września 2017

"Zachód słońca w Central Parku" Sarah Morgan


Dziękuję!
Frankie jest konkretna i rzeczowa, nie lubi wylewności, nie wierzy też w romantyczne związki. Ale choć wygląda na silną i opanowaną, kłębi się w niej mnóstwo emocji. Rozwód rodziców i złośliwość rówieśników mocno ją zraniły, dlatego Frankie ukrywa się za pozą twardzielki i za okularami. Nie może jednak udawać i maskować się w nieskończoność. Na szczęście może liczyć na przyjaciółki, a zwłaszcza brata jednej z nich, Matta, który szczególnie ją lubi. Lecz co robić, kiedy to właśnie Matt, najlepszy przyjaciel, staje się problemem, odkrywając przed nią własne sekrety? 

Zachód słońca w Central Parku, to moje drugie spotkanie z twórczością Sarah Morgan. Jej poprzednia powieść Bezsenność na Manhattanie (link do mojej opinii KLIK) wyśmienicie rozpoczęła cykl: Pozdrowienia z Nowego Jorku. Cykl o piątce przyjaciół, których łączą relacje zawodowe, życiowe i miłosne. W pierwszym tomie byliśmy świadkami perypetii Paige oraz Jake'a. Świetnie bawiłam się podczas czytania ich historii i byłam niezmiernie ciekawa, jak autorka pociągnie losy pozostałych bohaterów. Każdy jest inny i każdy szuka czegoś innego, a to zwiastuje wiele emocji!

Po Paige przyszła pora na Frankie. Piękną, uroczą, zabawną i kochającą rośliny. Przynajmniej tak dała nam ją poznać autorka. Już w pierwszej części dało się wyczuć, że Frankie i Matta coś do siebie ciągnie. Cieszę się, że autorka rozwinęła tak fajnie ich wątek. Subtelnie, zabawnie i ujmująco. Nie wprowadziła urozmaiconego zamętu, poprowadziła tę historię przyziemnie i bez przesady.

Zachód słońca w Central Parku, przybliżył nam życie Matta i Frankie. Dzięki tej części poznajemy ich lepiej. Co prawda, moim zdaniem Frankie lubi dramatyzować, przez co zachowuje się tak, a nie inaczej, niemniej taki jej urok. Matta nie da się nie lubić, tak sympatyczny mężczyzna, pełen troski, ciepła... Taki męski i charakterny, po prostu w punkt. Poza tym ciągle mamy wgląd w życie pozostałych bohaterów. Wiemy co dzieje się u Paige i Jack'a, autorka nakreśla nam przyszłość Eve, której losu jestem niezmiernie ciekawa!

W książkach Sarah nie ma co doszukiwać się przesłań, drugiego dna i wybitnych lotów. To książki, które mają nam uprzyjemnić wieczór po ciężkim dniu, albo zająć przez chwilę czas, kiedy się nudzimy. To historie, które polecam z przyjemnością moim znajomym. Są to powieści niezobowiązujące, ale mam wrażenie, że nie "na jeden raz", bo ja sama chętnie do nich wrócę, kiedy będę potrzebowała oderwania myśli od codzienności.  Książki Sarah Morgan są książkami dla kobiet, które szukają lekkiej, przyjemnej i zabawnej historii o miłości. Dlatego też, to właśnie im polecam powieści tej autorki. Sama nie mogąc doczekać się historii Evy.

niedziela, 17 września 2017

"Światło nie może zgasnąć" Diane Chamberlain


Dziękuję!

Czy warto strzec tajemnic za wszelką cenę?
Czy zemsta przynosi ulgę?
Czy można wybaczyć zdradę?

Doktor Olivia Simon kończy właśnie dyżur na pogotowiu. Mąż czeka na nią ze świąteczną kolacją. Od miesięcy między nimi się nie układa. Ona stara się ratować swoje małżeństwo, ale Paul nie ukrywa swojej fascynacji artystką Annie O’Neill.

Olivię zatrzymuje jednak w pracy nagły przypadek. Kobieta postrzelona w klatkę piersiową, w której lekarka rozpoznaje piękną Annie O’Neill. Stan rannej jest
krytyczny, dlatego Olivia decyduje się na natychmiastową operację. Mimo to Annie umiera. Czy Olivia zrobiła wszystko, by ją uratować? To pytanie zadaje jej Paul, obsesyjnie zakochany w Annie. O to zapyta ją także Alec O’Neill, który widział w Annie idealną żonę i matkę. A czy sama Olivia pewna jest odpowiedzi? Stara się podążać śladami swojej rywalki, by zrozumieć fascynację swojego męża. Annie dopiero po śmierci pozwala bliskim zrozumieć, jaka była naprawdę. Poznają jej pilnie strzeżone tajemnice, które odmienią ich życie na zawsze.

Książki Diane Chamberlain zawsze do mnie przemawiają. Kiedy widzę w zapowiedziach jej powieści, to zacieram rączki, bo wiem, że je przeczytam. Nie ma innej opcji. Autorka świetnie tworzy kobiece powieści, a te przemawiają do mnie po całości. Mam za sobą kilka jej historii i każda z nich była inna, niosła ze sobą inny przekaz, była poruszająca, szokująca... Po prostu dobra. Czy Światło nie może zgasnąć, również zalicza się do tych dobrych? 

Jasne, że tak! Światło nie może zgasnąć, to kolejna poruszająca, ciepła i zarazem smutna historia stworzona z myślą o dojrzałych kobietach. Książka, która wciąga, trzyma w niepewności i napięciu. Dlatego już na samym początku mojej opinii, zachęcam Was, Drogie Panie, abyście po nią sięgnęły i oddały się przyjemności czytania. Kto wie, może właśnie dzięki tej historii rozpocznie się Wasza przygoda z powieściami Chamberlain. Taką mam nadzieję.

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, zastanawiałam się jaki będzie jej wydźwięk. Co autorka przekaże swojemu czytelnikowi, bo każda jej poprzednia książka była... Mocna. Tak, to chyba dobre słowo. Zaczytywałam się w historii kobiety, która żyje w cieniu tej drugiej. Kobiety, która straciła męża i nie wie co tak naprawdę powinna zrobić, żeby ten do niej wrócił. Kiedy poznałam Olivię i śledziłam jej poczynania, nie byłam pewna, czy ta obrała dobrą drogę. Dlaczego chce stać się kimś, kto odebrał jej wszystko... Dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. I wtedy pojęłam, że ona po prostu, jako zagubiona w tym wszystkim, co się wydarzyło, pragnie zrozumieć dlaczego to się stało. Osobiście polubiłam Olivię od samego początku, autorka stworzyła silną, pewną siebie i swoich racji kobietę, której świat trochę się zatrząsł, ale mimo to, ona walczyła dalej. Natomiast bardzo nie polubiłam Annie... Tej, którą wszyscy kochali i, nad którą piali z zachwytu. Od samego początku coś mi w niej nie grało, a z biegiem fabuły, wychodziły na jaw jej paskudne sekreciki. Nie polubiłam jeszcze męża Olivii, słabego, wiecznie niezadowolonego mężczyznę, który tylko ją unieszczęśliwiał. Na szczęście pojawił się ktoś godny głównej bohaterki. Męski, wrażliwy, wyrozumiały i szczery. Ktoś idealny dla Olivii.

Światło nie może zgasnąć, to książka o poszukiwaniu samego siebie, spojrzeniu na wszystko z dystansu i dojrzeniu pewnych niejasności... Przejrzeniu na oczy, bo nie wszystko, co jest wiecznie okraszone zachwytami, jest godne tych zachwytów. Diane Chamberlain rzuciła tytułowe światło na życie swoich bohaterów i zmieniła to życie o 180 stopni. Bohaterowie, jakich stworzyła wydają się prawdziwi, wraz z tymi ich historiami. Zresztą Chamberlain zawsze stara się w swoich powieściach (takie mam wrażenie) pokazać coś prawdziwego i namacalnego. Nie wiem czy czerpie te historie z życia, ale na takie wyglądają. I dlatego tak lubię jej powieści.

Jeśli szukacie czegoś bardziej przyziemnego, dobrego, wciągającego, poruszającego i lekko szokującego, to polecam Wam Światło nie może zgasnąć. W tej książce jest miłość, i są zawody miłosne. Jest utrata, przyjaźń, smutek i nadzieja. Ja jestem zadowolona z lektury i to bardzo.