"W Fellsmarchu nastały ciężkie czasy. Han Alister, do niedawna złodziej, zrobi niemal wszystko, by utrzymać siebie, matkę i siostrę Mari. Jak na ironię, jedyna wartościowa rzecz, jaką posiada, nie nadaje się do sprzedaży. Odkąd Han pamięta, zawsze miał na rękach grube srebrne bransolety z wygrawerowanymi runami. Wszystko wskazuje na to, że są magiczne - rosną wraz z nim i nie da się ich zdjąć. Życie Hana komplikuje się jeszcze bardziej po tym, jak chłopak zabiera potężny amulet Micahowi Bayarowi, synowi Wielkiego Maga. Amulet ten niegdyś należał do Króla Demona - czarownika, który przed tysiącem lat omal nie zniszczył świata. Bayarowie nie powstrzymają się przed niczym, by odzyskać tak potężny przedmiot. Tymczasem Raisa ana'Marianna, następczyni tronu Fells, toczy własną walkę. Właśnie wróciła na królewski dwór po trzech latach swobody u rodziny ojca, w kolonii Demonai, gdzie jeździła konno, polowała i uczestniczyła w słynnych targach klanowych. Po swoim święcie imienia szesnastoletnia Raisa będzie mogła wyjść za mąż, lecz nie jest zachwycona perspektywą poślubienia księcia z dużym zamkiem i małym móżdżkiem. Raisa pragnie być jak Hanalea - legendarna waleczna królowa, która pokonała Króla Demona i uratowała świat. Wygląda jednak na to, że jej matka ma inne plany - niebagatelną rolę odgrywa w nich zalotnik, łamiący wszelkie prawa, na których opiera się królestwo. Siedem Królestw zadrży w posadach, gdy losy Hana i Raisy zetkną się na kartach tej trzymającej w napięciu powieści."
Na serię o "Siedem królestw" miałam ochotę już od dawna. Nie tylko po przeczytaniu kilku pozytywnych opinii na jej temat, a głównie przez to, że ja lubuję się w fantastyce. Spodziewałam się, że będzie to mocne i typowe fantasy. Trochę minęłam się z prawdą, aczkolwiek wcale nie w sensie negatywnym. Byłam przygotowana na krwawą i nieco ciężką akcję, a otrzymałam ciekawą i trzymającą w napięciu opowieść, w której głównie znalazłam nastoletnich bohaterów. Krwawych jatek nie było, za to była przemyślana przygoda, która wciągnęła mnie w swoje odmęty już od pierwszej strony, tak. Cóż... Pokochałam dzieło Cindy Williams Chima i cieszę się, że nie zwlekałam dłużej z zapoznaniem się z tą świetną historią!
Autorka stworzyła cudowny świat, w którym siły nadprzyrodzone grają główne skrzypce. Intryga goni intrygę, niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem, a kilku młodych ludzi zaczyna walkę ze złem. Nakreśliła nam pięknie każde miejsce akcji, wszystko opisała w sposób obrazowy i dokładny. Nie ciężko było sobie to wszystko wyobrazić, ale i nie dała nam pełnego obrazu niektórych miejsc, zostawiając co nieco dla naszej wyobraźni.
Już od pierwszych stronic tejże historii sporo się dzieje. Poznajemy Hana i jego najlepszego przyjaciela, Tancerza Ognia, którzy wdają się w wymianę zdań z synem Wielkiego Maga, Micahem Bayarem i jego kompanami. Ówczesna rozmowa, a raczej, sprzeczka odbiła się później na życiu wszystkich młodzieńców, a zwłaszcza na Hanie. Trzeba przyznać, że chłopak potrafi napytać sobie biedy. Oj, potrafi. Niemniej jednak, muszę zaznaczyć, że książka ta jest wielowątkowym tworem. Dlatego pragnę Wam przybliżyć również wątek księżniczki Raisy, która toczy własną walkę. Otóż jej matka, królowa, będąc pod wpływem Maga, pragnie jak najprędzej wydać córkę za mąż i ograniczyć jej wolność. Jak łatwo można się tego domyśleć, Raisa po powrocie z kolonii Demonai, gdzie to poczuła smak wolności, zapragnęła być jak Hanalea - legendarna i poważana przez wszystkich królowa, która dzięki swojej waleczności pokonała Króla Demona i uratowała świat - taka przynajmniej jest oficjalna wersja tej legendy. Pewnego dnia odkrywa, że wszystko, co ją otacza w jej królestwie jest kłamliwą otoczką, wtedy coś się w niej zmienia...
Postaci są naprawdę świetnie wykreowane. Są charyzmatyczne, oryginalne, charakterne i pozostają na długo w naszej pamięci. Przyznać muszę, że dotąd nie znalazłam bohatera, którego chciałabym udusić własnymi rękoma, ale sądzę, że wszystko jest do czasu, a zazwyczaj zawsze taki śmiałek na kartach niemalże każdej powieści się napatoczy. Czarnych charakterów jest kilku, ale tak naprawdę tylko jeden rozdaje karty i jest on świetnie wykreowany przez panią Williams Chima. Widać, że na każdą ze swoich postaci autorka miała pomysł i wykorzystała go w pełni.
Pisarce udało się mnie wiele razy zaskoczyć i zachwycić swoim tworem. Od książki nie można się wprost oderwać, a przyznać muszę, iż obawiałam się, że mnie ona zanudzi. Nic podobnego, jak widać. Książkę czyta się z wielką przyjemnością i zaciekawieniem. Każdy rozdział kończy się tak, że nie sposób się oprzeć kolejnemu. Ja już zabieram się za tom kolejny, a Wam gorąco polecam "Króla Demona". Nie ma na co czekać.

