Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jenny Han. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jenny Han. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 listopada 2016

"Ogień za ogień" Jenny Han, Siobhan Vivian



Dziękuję!

Plan Lilli, Mary i Kat był idealny. Wspólnie, w najgłębszej tajemnicy, ukarały swoich wrogów. Sprawiły, by cierpieli. Sprawiedliwości w końcu stało się zadość.
 Ale Bal Absolwentów nie potoczył się tak, jak sobie tego życzyły. Wszystko wymknęło się spod kontroli.
 Teraz, choć nęka je poczucie winy, dziewczyny muszą po prostu się pozbierać i zapomnieć o tym, co się wydarzyło, i o umowie, którą zawarły. Ale z cichą, łagodną Mary jest naprawdę źle. Przepełnia ją gwałtowny gniew, który może sprawić, że komuś stanie się krzywda.
 Raz rozpalonego ognia nie da się ugasić…

I nadeszła pora na kontynuację znanej za granicą i w większości lubianej książki "Ból za ból". Po zakończeniu tomu pierwszego, byłam niezmiernie ciekawa, jak to wszystko dalej się potoczy. Jak rozwinie się pewien wątek, który z pewnego względu jakoś nie bardzo pasuje mi do całości tej serii, ale w zasadzie to właśnie on daje jej pewnego rodzaju smaczku. Intryguje czytelnika i sprawia, że chce się odkryć tajemnicę jednej z dziewczyn i chce się dowiedzieć, jakim cudem to coś ma miejsce. Miałam nadzieję, że autorki fajnie to przedstawią i nie sknocą tego. Jak myślicie? Podoba mi się kontynuacja? Przekonajcie się sami. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią. 

Książkę czyta się w tempie ekspresowym. Ja nie miałam żadnego problemu z wdrożeniem się w fabułę, chociaż tom pierwszy czytałam w czerwcu. Myślałam, że będę miała problem z przypomnieniem sobie ważnych kwestii z tomu pierwszego, jednak o dziwo, wcale tak nie było. Z resztą, autorki zgrabnie przypomniały mi te ważne kwestie, za co oczywiście daję im plusa. Wspomniałam, że książkę czyta się szybko. Porównam to do oglądania dobrego filmu - bo właśnie takie wrażenie miałam, czytając "Ogień za ogień" - jakbym oglądała film, a nie czytała książkę.

"Ból za ból" było dobrym wprowadzeniem do serii o nastolatkach, które pragną zemsty. Natomiast "Ogień za ogień" jest dobrą jej kontynuacją, która wiele wyjaśnia, nieco mąci i intryguje. Często bywa tak, że kontynuacja jest słabsza, na szczęście nie tym razem. I chociaż pierwszy tom jakoś bardziej mi się spodobał, to drugi i tak oceniam wysoko. 

Wiecie, zemsta to taki tasiemiec, który drąży człowieka od środka. Zjada go kawałek po kawałeczku. Jenny Han oraz Siobhan Vivian fajnie i zgrabnie przedstawiły czytelnikowi motyw zemsty. Właściwie takiej zemsty niby niewinnej, która przeradza się w poważny problem. Zwłaszcza, kiedy emocje i działania wymykają się spod kontroli. Trzy dziewczyny, które często nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich działań. Trzy dziewczyny, które pragną zemsty... Każda z nich jest inna, osobno tworzą zupełnie różne światy, ale razem tworzą siłę, przed którą lepiej uciekać!

W tej części wiele się dzieje, przez co książka wciąga niesamowicie. Może nie wszystko mi pasuje, bo jeśli wziąć pod uwagę postaci, to Mary wypada w tym tomie słabo... Może nie tyle słabo, co (dla mnie) niezrozumiale. Zastanawiam się jaki autorki miały pomysł na tę postać, może ma ona zaskakiwać czytelnika? Dla mnie osoba Mary jest niezrozumiała i niekonsekwentna w charakteryzacji. Tyle.

Jeśli zastanawiacie się czy sięgnąć po "Ogień za ogień" to powiem Wam, że powinniście. Oczywiście jeżeli czytaliście tom pierwszy. Cała seria jest naprawdę interesująca, ale skierowana głównie w stronę młodzieży. Chociaż w zasadzie, starszym czytelniczkom też mogę ją polecić. 

poniedziałek, 20 czerwca 2016

"Ból za ból" Jenny Han, Siobhan Vivian



Pierwsza część trylogii z listy bestsellerów New York Times’a.
Pocztówkowo idealna wyspa Jar jest pełna uroczych sklepików dla turystów, dziewiczych plaż i bajecznych domów. To na niej splatają się losy trzech dziewczyn, które kończą szkołę średnią, ale zdążyły już poznać gorycz zawodu na kimś bardzo ważnym. Jak inaczej mają zareagować na zdradę zaufania, na bezmyślne okrucieństwo czy karygodne traktowanie niż zemstą?! W pojedynkę żadna z nich nie mogłaby urzeczywistnić swoich planów. Ale razem… wszystko jest możliwe.
I gdy to wszystko zaczyna się realizować, rzeczywistość okazuje się bardziej złożona, niż się wydawało. Kto jest bardziej bezmyślny, okrutny i niewrażliwy? Łatwo jest zagubić się w ferworze rozpalonych emocji i meandrach relacji z prawdziwymi, czującymi ludźmi.
Znakomite postacie, przekonujące motywacje, silne emocje, prawdziwe dramaty.


Trochę obawiałam się, że książka "Ból za ból" będzie w stylu serialu (bo książki nie czytałam i jakoś mnie nie ciągnie) "Słodkich kłamstewek". Czyli infantylna historyjka o rozwydrzonych panienkach z bogatych rodzin. Historyjka mało konkretna i często irytująca. Na szczęście tak nie jest. Owszem kilka rzeczy by się zgadzało, jak bogate dziewczęta, trochę infantylności… 

Niemniej "Ból za ból", to książka, która mnie zaskoczyła, w pozytywnym znaczeniu. Wciągnęłam się w ten świat, jaki stworzyły autorki i świetnie się bawiłam czytając ich powieść. W dodatku można z niej wiele, że tak powiem wyciągnąć. Na pewno to, żeby nie krzywdzić innych, bo karma wraca. Albo to, że zemsta nie prowadzi do niczego dobrego. Tak wiem, Ameryki nie odkryłam, ale chodzi mi o to, jak autorki  ukazały nam konsekwencje, jakie niosą ze sobą złe uczynki…

"Ból za ból" to książka, która zastanawia czytelnika. Podsuwa mu pewne myśli dotyczące zachowań ludzkich, zemsty, cierpienia, wyobcowania, straty, poczucia przynależności… Czy aby na pewno warto? Czy to, co myślą o nas inni, rzeczywiście jest takie ważne? Dlaczego istnieje w młodzieży taka chęć dopasowania się grupie, często wbrew sobie? Dlaczego jest w ludziach tyle zawiści? I czy wybaczenie jest takie trudne? – tych pytań kołacze mi się o wiele więcej, ale nie będę ich tutaj wypisywała, jeśli przeczytacie książkę (do czego Was zachęcam), sami zrozumiecie. 

Powieść Han i Siobhan czyta się naprawdę super. Sama nie wiem, kiedy ją skończyłam. Styl, jakim posługują się pisarki jest lekki, przyjemny i nieskomplikowany. Czytając czasem czułam się jakbym oglądała dobry film. Sądzę, że jest to idealna powieść na lato. Powieść niezobowiązująca, podczas czytania której, możemy się w pełni oddać przyjemnemu wypoczynkowi. 

W kilku słowach o bohaterach. Może nie każda postać przypadła mi do gustu, ale co do ich kreacji nie mam nic do zarzucenia. Autorki świetnie poradziły sobie z przedstawieniem bohaterów, chociaż muszę przyznać, że nadal zastanawiam się… Kto jest dobry, a kto zły. Trochę mi namieszały z oceną, zaciekawiły i to bardzo. Interesuje mnie, co będzie dalej. Wręcz nie mogę się doczekać kolejnego tomu, bo ten skończył się nader interesująco!

środa, 29 października 2014

"Dla nas zawsze będzie lato" Jenny Han

Dziękuję!

Czy Belly wreszcie dokona wyboru między Justinem a Conradem?
Belly w swoim życiu kochała tylko dwóch chłopców, obu noszących nazwisko Fisher. Po dwóch latach spotykania się z Justinem była pewna, że znalazła bratnią duszę. Prawie. Conrad wciąż nie pogodził się z błędem, jaki popełnił, pozwalając jej odejść, Justin zawsze zaś wiedział, że Belly jest mu pisana. Ale kiedy postanawiają związać się już na zawsze, Conrad uświadamia sobie, że to ostatnia chwila, żeby wyznać jej miłość. W przeciwnym wypadku bezpowrotnie ją straci.
Belly musi przemyśleć swoje uczucia i zdecydować się na nieuniknione: jeden z nich będzie z nią, a drugi zostanie ze złamanym sercem…

Wcześniejsze dwa tomy trylogii Jenny Han zachwalałam. Niestety tym razem tak nie będzie. Ostatnia część pod tytułem "Dla nas zawsze będzie lato" okazała się najsłabszym ogniwem całości. Brakowało mi tutaj emocji, zaskakujących wydarzeń. Wszystko jest takie jednostajne, przewidywalne oraz czasami drażniące. Jak wcześniej historia Belly oraz braci Fisher była wzruszająca, tak tym razem niestety była banalna i mało ciekawa. A szkoda. Naprawdę wielka szkoda. Nie twierdzę, że trzeci tom jest beznadziejny, ale zwyczajnie jest słabszy od pozostałych. Przechodząc jednak do konkretów, zacznę od...

Postaci niewątpliwie przeszły pewną metamorfozę. Wiele w ich życiu się zmieniło, każdy przeszedł swoje większe lub mniejsze piekło. Ciężko było im się pozbierać z tego, co zgotował im los, jednak niektórzy mimo wszystko nie docenili tego, co zyskali. Mam tutaj na myśli główną bohaterkę, która mimo tego wszystkiego, co działo się w przeszłości nie dojrzała do prawdziwego związku, a jej emocjonalność i dziecinne zachowanie często dawały mi się we znaki.

Styl językowy autorki się nie zmienił. Jenny Han tworzy swoje powieści z lekkością, dlatego szybko się je czyta i łatwo przyswaja wszystko, co przekazuje czytelnikowi. Język jest nieskomplikowany, łatwy w odbiorze, co jest oczywiście plusem. "Dla nas zawsze będzie lato" to niezobowiązująca kontynuacja, która może i nie wnosi wiele w życie czytelnika, ale za to jest uzupełnieniem historii. Jej zakończeniem. Może nie satysfakcjonującym, ale jednak potrzebnym. Dlatego każdy, kto zapoznał się z poprzednimi tomami tejże historii, powinien przeczytać również jej finał. 

czwartek, 2 października 2014

"Do wszystkich chłopców, których kochałam" Jenny Han

Dziękuję!

Ostatnio mieszam książki, to znaczy czytam raz o nastolatkach i raz o dorosłych. Muszę stwierdzić, że nie każda książka o nastolatkach jest naiwna i nie każda nastoletnia postać ma fiu bździu w głowie. Za to (i to może niektórych zaskoczę) w książkach, gdzie główną rolę odgrywają dorośli, to właśnie częściej oni mają wspomniane fiu bździu, a ich zachowanie jest absurdalne, a czasami nawet komiczne. Dzisiaj kilka słów o książce Jenny Han, która przekonała mnie do swojej twórczości serią KLIK. Przyznaję, że „Do wszystkich chłopców, których kochałam” podobała mi się nieco bardziej od wspomnianej wcześniej trylogii.
Wyobraź sobie, co by się stało, gdyby wszyscy faceci, w których się kiedykolwiek kochałaś, dowiedzieli się o tym w tym samym czasie…
Lara Jean Song przechowuje swoje listy miłosne w pudełku na kapelusze, które dostała od mamy. Nie są to jednak wyznania miłosne jej adoratorów, ale listy, które sama napisała do obiektów swoich uczuć – jeden list do każdego chłopca, w którym była kiedyś zakochana. W sumie pięć. Pisząc je, Lara bez oporów przelewała wszystkie swoje uczucia na papier i zupełnie szczerze, bez żadnych zahamowań formułowała zdania, których nigdy nie ośmieliłaby się wypowiedzieć na głos, ponieważ listy te były przeznaczone wyłącznie dla jej oczu i nigdy nie miały dotrzeć do adresatów. Pewnego dnia okazuje się jednak, że jakimś cudownym sposobem zostały wysłane. Od tej chwili wszystko w życiu Lary staje na głowie i wymyka się spod kontroli.
Książka ta należy do tych lekkich, niezobowiązujących. Do tych, przy których łatwo jest się nam odprężyć i zapomnieć o smutkach dnia codziennego. Lekkość z jaką została napisana sprzyja szybkiemu czytaniu, a humoru jest w niej całkiem spora dawka. Szczerze Wam powiem, że nawet nie wiem kiedy ją przeczytałam. Tak mnie pochłonęła historia bohaterów, że czas zleciał niesamowicie szybko. A szkoda, bo naprawdę zżyłam się z postaciami, jakie nakreśliła nam autorka. Są one prawdziwe, zabawne i każda z nich wyróżnia się na tle innych. Nie mogę wybrać kogo polubiłam najbardziej, a i nie znalazłam osoby, która dałaby mi się we znaki. Żadna postać mnie nie irytowała, wręcz przeciwnie, polubiłam je wszystkie.

Mam nadzieję, że jest kontynuacja tejże historii, ponieważ zakończenie pozostawiło pewien smaczek na więcej. Jestem ciekawa jak rozwiną się wątki dwóch starszych sióstr, chcę więcej słodkiej i mądrej Kitty. Chcę po prostu wiedzieć, jak potoczą się losy bohaterów, które zdobyły moją sympatię.

piątek, 12 września 2014

"Tego lata stałam się piękna" i "Bez ciebie nie ma lata" Jenny Han

Dziękuję!

Jest wiele książek o utracie najbliższych. O sposobach radzenia sobie z cierpieniem. O niewyobrażalnym bólu zarówno psychicznym, jak i fizycznym, z którym naprawdę ciężko sobie poradzić. I guzik prawda, że czas leczy rany, że z biegiem czasu uczucie straty mija. Nie wiem kto w to wierzy, chyba ten szczęściarz, który nie stracił nikogo mu bliskiego, albo ten twardziel, który nie posiada czegoś takiego jak uczucia. Po pierwsze: stratę bliskich każdy przeżywa inaczej. Nie będę się wypowiadała za wszystkich, ale sądzę, że osoba po śmierci kogoś bliskiego czuje ogromną pustkę, samotność, rozdzielający ból i smutek. Człowiek nie wie co ze sobą zrobić. Nie może znaleźć miejsca dla siebie. W głowie kłębią się wspomnienia, w oczach stają łzy, a w gardle rośnie ogromna gula, tak ciężka do przełknięcia, że człowiek się dusi. Powstaje wiele pytań, wiele niewiadomych. Wiele wyrzutów sumienia... Wiele niedokończonych rozmów i przygód.

Stracić bliskich można na wiele różnych sposobów. Najgorszym z nich jest śmierć. Owszem ta nagła  - wypadek - również jest ciężka. Jednak sądzę, że patrzenie na cierpienie kogoś bliskiego - długotrwała choroba - i bezsilność, która nas ogranicza jest najgorsza. Wyobraźcie sobie, że wasza bliska osoba z dnia na dzień znika. Dosłownie. Jej uśmiech nie jest taki sam jak kiedyś, blask w oczach zostaje zastąpiony przez mgłę bólu i strachu. Jej ciało się zapada, a siła niknie. Wmawiamy sobie, że będzie dobrze, że on/ona z tego wyjdzie, że z dnia na dzień jest tak jakby lepiej... Sami siebie okłamujemy. Pewnego dnia przychodzi ta godzina, kiedy jeden oddech jest tym najcenniejszym. Jest ostatnim oddechem, który dane jest nam usłyszeć. Ostatni oddech o którym myślimy. Potem jest tylko rozpacz.

Taki wstęp trochę melodramatyczny mi wyszedł, ale upuściłam trochę emocji. Książka Jenny Han może i nie należy do wybitnych. Może i ma słabe oceny, ale kurczę! Do mnie przemówiła i bardzo przypadła mi do gustu. Przeczytałam dwie części i właśnie je w dzisiejszym poście postaram się ocenić. Z opisu może się wydawać, że jest to lekka i niezobowiązująca historia pełna schematów, i niezbyt ciekawa. Ja wyszukałam w niej to coś, co sprawiło, że się wzruszyłam. Przypomniałam sobie beztroskie chwile, które praktycznie zawsze towarzyszyły mi w lecie. To lato dla bohaterów książki Han nie było do końca szczęśliwe. Powiedziałabym, że to była beztroska okraszona lekką goryczą.

Bohaterowie trylogii Jenny Han nie wyróżniają się niczym specjalnym na tle innych książek, ale mnie się podobali. Nie uważam, żeby zachowanie Conrada było głupie. Sądzę, że odpychanie od siebie Belly, było całkowicie uzasadnione. Człowiek, który traci kogoś bliskiego jemu sercu odsuwa się na bok. Nie chce przeżywać ponownej straty, mimo  widzi szansę na szczęście boi się go. Zawsze pozostaje ten strach. A co jeśli się przywiążę do tej osoby? Pokocham ją, a ona mnie zrani? Owszem kto nie ryzykuje, ten nic nie traci. Warto czasem spróbować, może to ryzyko się opłaci. Dlatego rozumiem postępowanie Conrada, mimo iż strasznie mnie irytowało to, jak traktował Belly. Jednak ona swoją dziecinnością drażniła mnie najbardziej. Uwielbiłam sobie Jeremiego. Cud chłopak!

Na chwilę obecną dozowałam sobie historię przyjaciół z plaży Cousins. Czeka na mnie tom ostatni, którego się obawiam. Jak tylko się z nim zapoznam, to na pewno zdam Wam relację! Książka porusza ważny temat, ale jest napisana trochę zbyt naiwnie. Może i historia jest przewidywalna, może i jest młodzieżowa, lecz to nie zmienia faktu, że  bardzo dobrze mi się ją czytało.