Moi drodzy, dzisiaj przychodzę do Was z moją "luźną" opinią na temat (niepotrzebnego?) serialu na podstawie serii książek Cassandry Clare - "Dary Anioła". Ten, kto czyta mojego bloga od dawna, wie jak bardzo uwielbiam książki Cassandry Clare. Jestem absolutną ich fanką i złej rzeczy nie powiem na ich temat. Ba! Nawet film był dobry - bez szału, ochów i achów, ale porównując go z serialem? Hm... Rewelacja? Tak. Jeśli porównać film z serialem, to film wygrywa w przedbiegach. I w ten oto sposób możecie się domyśleć, że serial mi się nie podoba. I uważam, że jest totalnym nieporozumieniem i totalną klapą. Ot co!
Jakoś specjalnie nie wyczekiwałam tego serialu, aczkolwiek byłam go niezmiernie ciekawa. Pierwszy odcinek obejrzałam z mniej więcej taką miną (poważnie!) CO ZA DRAMAT!
![]() |
| Nie no. To są chyba jakieś jaja. |
Po pierwsze, żeby nie było - wiem, że serial nie musi się opierać na pierwowzorze (chociaż Clare była obecna podczas nagrywania itp.), dlatego jeśli coś tam zmieniają i tak dalej to ok. Przecież to serial, założenie ekipy filmowej jest takie, aby ten miał kilka sezonów (aż się boję, co to może być). Jakoś to wszystko się musi kręcić. Ale czasami te ZUPEŁNIE INNE sytuacje na przykład jak: Clary dowiaduje się o swoim pochodzeniu, czy kiedy poznaje Jace'a są tak kompletnie niedopracowane, że głowa mała. Jak bajka dla dzieci. Chociaż w sumie nie. Bajki są lepiej skonstruowane.
Po drugie - aktorzy są w większości dobrze dobrani do bohaterów. Alec (Matthew Daddario) wygrywa wszystko! Simon (Alberto Rosende), Luke (Isaiah Mustafa), Raphael (David Castro), czy Valentine (Alan Van Sprang) moim zdaniem bardzo fajne wcielenia aktorów. Natomiast jeśli chodzi o Jace'a (Dominic Sherwood), który KOMPLETNIE mi do roli mojego książkowego ulubieńca nie pasuje, gra tragicznie. Chodzi jak jakiś Hardcorowy Koksu. Jest strasznie sztuczny i bez polotu. Ani grama w nim tego uroku osobistego, który roztaczał książkowy Jace. Strasznie mnie irytuje jego mimika (bądź jej brak, jak kto woli).
Teraz nasza pomarańczowłosa (nie, nie rudowłosa!) Clary (Katherine McNamara). Serio? Na początku taka spokojna, milusia cnotka, a za chwilę Jace daje jej mega seksowny skórzany kostium, który odkrywa to i owo, a ona tylko pisnęła, pokręciła głową i założyła bez mrugnięcia okiem. Poza tym jest strasznie irytująca. Taka słodka, że aż mnie mdli, jak na nią patrzę. Piszczy, wrzeszczy, cały czas zdziwiona i ciągle ucieka... Strasznie odważna dziewczyna. Naprawdę. MASAKRA! Reszty nie będę lepiej komentować.
Po trzecie - dialogi. Zero polotu, sensu... W ogóle czegokolwiek. Ja nie wiem kto im te dialogi tworzy... To jakby wejść do sklepu i:
Clary: jest masło?
Jace (jako sprzedawca): jest.
Fascynujące, prawda? Mniej więcej tak to odbieram, nawet na więcej nie licząc.
Po czwarte - co to kurde jest ta cała technologia? Kto z Instytutu Łowców zrobił NASA? No słów mi brak. Skąd tam tyle przypadkowych (zapewne nocni łowcy) osób? Jakoś nie pasuje mi to kompletnie i nie pojmuję tego. Instytut stracił swój urok.
Słyszałam i miałam nawet cichą nadzieję, że drugi odcinek jest lepszy. Pokusiłam się i obejrzałam. Moja reakcja?
Podsumowując: serial Shadowhunters to totalna klapa. Nie zamierzam się denerwować oglądając kolejne odcinki. Wolę drugą część filmu. A najlepiej książki i TYLKO KSIĄŻKI!.
Trochę boję się, że osoby, które nie czytały "Darów Anioła" a zabrały się za serial i tym samym wyrobili sobie zdanie o książkach - i pewnie nie sięgną po nie. A to jest ogromny błąd. Nie czyńcie tego! Czytajcie książki o Nocnych Łowcach!
Teraz nasza pomarańczowłosa (nie, nie rudowłosa!) Clary (Katherine McNamara). Serio? Na początku taka spokojna, milusia cnotka, a za chwilę Jace daje jej mega seksowny skórzany kostium, który odkrywa to i owo, a ona tylko pisnęła, pokręciła głową i założyła bez mrugnięcia okiem. Poza tym jest strasznie irytująca. Taka słodka, że aż mnie mdli, jak na nią patrzę. Piszczy, wrzeszczy, cały czas zdziwiona i ciągle ucieka... Strasznie odważna dziewczyna. Naprawdę. MASAKRA! Reszty nie będę lepiej komentować.
Po trzecie - dialogi. Zero polotu, sensu... W ogóle czegokolwiek. Ja nie wiem kto im te dialogi tworzy... To jakby wejść do sklepu i:
Clary: jest masło?
Jace (jako sprzedawca): jest.
Fascynujące, prawda? Mniej więcej tak to odbieram, nawet na więcej nie licząc.
Po czwarte - co to kurde jest ta cała technologia? Kto z Instytutu Łowców zrobił NASA? No słów mi brak. Skąd tam tyle przypadkowych (zapewne nocni łowcy) osób? Jakoś nie pasuje mi to kompletnie i nie pojmuję tego. Instytut stracił swój urok.
Słyszałam i miałam nawet cichą nadzieję, że drugi odcinek jest lepszy. Pokusiłam się i obejrzałam. Moja reakcja?
![]() |
| . |
Trochę boję się, że osoby, które nie czytały "Darów Anioła" a zabrały się za serial i tym samym wyrobili sobie zdanie o książkach - i pewnie nie sięgną po nie. A to jest ogromny błąd. Nie czyńcie tego! Czytajcie książki o Nocnych Łowcach!






