Od kiedy tylko wydawnictwo Jaguar postanowiło wydać „Ryzykowny układ”, a ja znalazłam na ich stronie zapowiedź tej książki, bardzo chciałam ją zdobyć i przeczytać (najlepiej już, dziś, dziś!) Spodziewałam się szybkiej i porywającej akcji. Postaci, które mną „zawładną” . Fabuły godnej miana wspaniałej. Zwłaszcza, że „Cierń”, który miałam okazję przeczytać
KLIK, bardzo mi się spodobał i był oryginalny. Niestety, ale jeżeli chodzi o serię Czarny Londyn, to się zawiodłam. Może nie na całej linii, ale jednak.
Zacznijmy od fabuły, która w opisie zapowiada się naprawdę zacnie. Jednak w praktyce okazało się nieco inaczej… Poznajcie inspektor Pete Caldecott i Jacka Wintera. Duet iście wybuchowy. Ona, prawa pani detektyw, która jest charakterną czarnowłosą, piękną kobietą. On, cyniczny odludek, który para się magią. Chociaż słowo „para” nie oddaje całej prawdy. Jack jest magiem. Całkiem potężnym magiem, który ucieka od rzeczywistości, po prostu dając sobie… w żyłę. Kiedyś on i pani detektyw, jako nastolatkowie byli sobie bliscy, ale wystarczyło jedno wydarzenie, żeby ich drogi się rozeszły, a oni sami przeszli totalne metamorfozy. Po wielu latach dochodzi do spotkania. Bynajmniej nie przyjacielskiego. Raczej służbowego. Chociaż tak również bym tego nie nazwała. Pani detektyw dostaje tajemniczą sprawę w której tylko magiczne zdolności Jacka mogą pomóc. Otóż dochodzi do porwań dzieciaków… Po co ktoś porywa dzieci? Oto jest pytanie! Okazuje się, że osoba, która je porywa, nie jest zwykłym śmiertelnikiem i tutaj zaczyna się zabawa…
Nie powiem, że niniejsza fabuła jest oryginalna, jednak nie należy również do tych (do bólu) schematycznych. Główne skrzypce gra wątek kryminalny/detektywistyczny, ale również wątek paranormalny, którym parają się postaci książki jest kluczowym elementem całości. Ogólnie rzecz biorąc, fabuła jest dobra, jednak dla mnie to za mało. Brakowało mi tego czegoś (czego oczywiście nie umiem nazwać). Brakowało mi porywających akcji, napięcia, zżycia się z bohaterami… Po prostu coś tutaj było nie tak.
Jeżeli o postaciach wspomniałam, to powiem o nich coś więcej. Moim zdaniem postać Pete nie jest dobrze wykreowana. Nie podobała mi się zupełnie. Niby taka twarda babka, a jednak trochę ta jej postawa typu „nie podchodź do mnie, bo zabiję cię na dziesięć różnych sposobów” wydawała mi się wymuszona i aż śmieszna. Zaś sam Jack to taka bardziej sierota niż prawdziwy facet. Przekleństwa i wygrażanie się wszystkim na około wcale nie czyniło go takim fajnym, jak mogłoby się autorce wydawać. Sama Pete była bardziej męska, niż kobieca. Jeżeli więc chodzi o postaci, to strasznie słabo je oceniam.
„Ryzykowny układ” to książka kierowana do starszej młodzieży i osób pełnoletnich. Sądzę, że młodszy odbiorca może czuć się nieusatysfakcjonowany niniejszą serią. Książka mimo, iż ma kilka niedociągnięć, to jest moim zdaniem godna uwagi, a ja sama na pewno zapoznam się z kolejnym tomem. Chociażby z czystej ciekawości, jak to się wszystko dalej rozwinie.
Zacznijmy od fabuły, która w opisie zapowiada się naprawdę zacnie. Jednak w praktyce okazało się nieco inaczej… Poznajcie inspektor Pete Caldecott i Jacka Wintera. Duet iście wybuchowy. Ona, prawa pani detektyw, która jest charakterną czarnowłosą, piękną kobietą. On, cyniczny odludek, który para się magią. Chociaż słowo „para” nie oddaje całej prawdy. Jack jest magiem. Całkiem potężnym magiem, który ucieka od rzeczywistości, po prostu dając sobie… w żyłę. Kiedyś on i pani detektyw, jako nastolatkowie byli sobie bliscy, ale wystarczyło jedno wydarzenie, żeby ich drogi się rozeszły, a oni sami przeszli totalne metamorfozy. Po wielu latach dochodzi do spotkania. Bynajmniej nie przyjacielskiego. Raczej służbowego. Chociaż tak również bym tego nie nazwała. Pani detektyw dostaje tajemniczą sprawę w której tylko magiczne zdolności Jacka mogą pomóc. Otóż dochodzi do porwań dzieciaków… Po co ktoś porywa dzieci? Oto jest pytanie! Okazuje się, że osoba, która je porywa, nie jest zwykłym śmiertelnikiem i tutaj zaczyna się zabawa…
Nie powiem, że niniejsza fabuła jest oryginalna, jednak nie należy również do tych (do bólu) schematycznych. Główne skrzypce gra wątek kryminalny/detektywistyczny, ale również wątek paranormalny, którym parają się postaci książki jest kluczowym elementem całości. Ogólnie rzecz biorąc, fabuła jest dobra, jednak dla mnie to za mało. Brakowało mi tego czegoś (czego oczywiście nie umiem nazwać). Brakowało mi porywających akcji, napięcia, zżycia się z bohaterami… Po prostu coś tutaj było nie tak.
Jeżeli o postaciach wspomniałam, to powiem o nich coś więcej. Moim zdaniem postać Pete nie jest dobrze wykreowana. Nie podobała mi się zupełnie. Niby taka twarda babka, a jednak trochę ta jej postawa typu „nie podchodź do mnie, bo zabiję cię na dziesięć różnych sposobów” wydawała mi się wymuszona i aż śmieszna. Zaś sam Jack to taka bardziej sierota niż prawdziwy facet. Przekleństwa i wygrażanie się wszystkim na około wcale nie czyniło go takim fajnym, jak mogłoby się autorce wydawać. Sama Pete była bardziej męska, niż kobieca. Jeżeli więc chodzi o postaci, to strasznie słabo je oceniam.
„Ryzykowny układ” to książka kierowana do starszej młodzieży i osób pełnoletnich. Sądzę, że młodszy odbiorca może czuć się nieusatysfakcjonowany niniejszą serią. Książka mimo, iż ma kilka niedociągnięć, to jest moim zdaniem godna uwagi, a ja sama na pewno zapoznam się z kolejnym tomem. Chociażby z czystej ciekawości, jak to się wszystko dalej rozwinie.
Za lekturę dziękuję serdecznie Księgarni dobreksiazki.pl i zapraszam do zapoznania się z jej ofertą!
Recenzja ukazała się również na portalu literatura.juventum.pl


