niedziela, 29 grudnia 2013

"Mechaniczny anioł" i "Mechaniczny książę" Cassandra Clare


To, że ubóstwiam książki pisane przez panią Clare, nie powinno nikogo dziwić. Wszystko przez "Dary anioła", które czytałam po kilka razy, a niektóre fragmenty nawet po kilkanaście razy! "Diabelskie maszyny", to druga seria, a w zasadzie  prequel "Darów anioła", obok którego nie mogłam przejść obojętnie. Przyznać muszę, że przed przeczytaniem "Mechanicznej księżniczki" (którą zrecenzuję Wam niebawem w osobnym poście, gdyż tyle myśli kłębi mi się w głowie, że muszę ochłonąć i pozbierać je w spójną całość) zapoznałam się ponownie z dwoma wcześniejszymi tomami. Przypomniały mi one, czego w powieści Cassandry Clare brakowało, co mnie irytowało, a co niebywale intrygowało. Zatem zapraszam do zbiorczej recenzji: "Mechanicznego anioła" oraz "Mechanicznego księcia".

"Magia jest niebezpieczna, ale miłość jeszcze bardziej. Kiedy szesnastoletnia Tessa Gray pokonuje ocean, żeby odnaleźć brata, celem jej podróży jest Anglia za czasów panowania królowej Wiktorii. W londyńskim Podziemnym Świecie, w którym po ulicach przemykają wampiry, czarownicy i inne nadnaturalne istoty, czeka na nią coś strasznego. Tylko Nocni Łowcy, wojownicy ratujący świat przed demonami, utrzymują porządek w tym chaosie. Porwana przez Mroczne Siostry, członkinie tajnej organizacji zwanej Klubem Pandemonium, Tessa wkrótce dowiaduje się, że sama jest Podziemną z rzadkim darem zmieniania się w inną osobę. Co więcej, Mistrz - tajemnicza postać kierująca Klubem - nie zatrzyma się przed niczym, żeby wykorzystać jej moc. Pozbawiona przyjaciół, ścigana Tessa znajduje schronienie w londyńskim Instytucie Nocnych Łowców, którzy przyrzekają, że znajdą jej brata, jeśli ona wykorzysta swój dar, żeby im pomóc. Wkrótce Tessę zaczynają fascynować dwaj przyjaciele: James, którego krucha uroda skrywa groźny sekret, i niebieskooki Will, zniechęcający do siebie wszystkich swym sarkastycznym humorem i zmiennymi nastrojami… wszystkich oprócz Tessy. W miarę jak w trakcie swoich poszukiwań, zostają wciągnięci w intrygę, grożącą zagładą Nocnych Łowców, Tessa uświadamia sobie, że będzie musiała wybierać między ratowaniem brata a pomaganiem nowym przyjaciołom, którzy próbują ratować świat… i że miłość potrafi być najbardziej niebezpieczną magią."

 Muszę z przykrością stwierdzić, że spodziewałam się jednak zgoła czegoś innego, niż otrzymałam. Owszem książka wywarła na mnie wrażenie, jednak nie tak ogromne, jak z początku myślałam. Co prawda, od samego początku śledziłam losy Tessy z zapartym tchem, jednak później, gdy już trafiła do Instytutu Nocnych Łowców, nic tak bardzo porywającego się nie działo. Owszem, niektóre dialogi moje oczy pochłaniały pragnąc więcej, ale niektóre mnie nużyły. Skoro już się czepiam, to przyczepię się również tego, że pani Clare zbyt mało uwagi poświęciła przedstawieniu realiów XIX-wiecznego Londynu. Sądziłam, że ukaże go w lepszej krasie, a tutaj są tylko suknie z tej epoki, ukazanie kilku manier - podstawowych, i to, że w tamtych czasach jeździło się dorożkami. Jakoś nie w pełni czuję oddanie tego klimatu. 
"Marzenia potrafią być niebezpieczną rzeczą."
Postaci są strasznie podobne do tych z "Miasta kości". Zwłaszcza postać Tessy, która bardzo zlewała mi się z postacią Clary - trochę nieporadna, trochę zagubiona i rozdarta emocjonalnie. Na starcie właśnie tak myślałam o pannie Gray. Później, kiedy już bliżej przypatrywałam się nie tylko jej uczuciom, ale również i czynom, stwierdziłam, że nie do końca jest taka, za jaką ją miałam na początku. Co nie zmienia faktu, że nadal mam wrażenie, że postacie takie jak: Will i Tessa są bardzo, ale to bardzo podobne do Clary i Jace'a tyle, że ukazane w nieco innych realiach i nieco innym świetle.
"-Więc mówi pani, że mam rację. Ze to jest prawdziwe życie, a wcześniejsze było snem. - Tak. I pora się obudzić."
W pierwszym tomie cyklu "Diabelskie maszyny" spodziewałam się większej dawki emocji, której niestety nie otrzymałam. Co prawda napięcie, nerwy i kilka westchnień mi się wyrwało, jednak wielkiego szaleństwa nie było.  Pierwszy tom "Diabelskich Maszyn" może nie jest tak świetny, jak dwa kolejne, których opinie przedstawię Wam już niebawem, ale ma to COŚ! 

"W magicznym podziemnym świecie wiktoriańskiego Londynu Tessa znalazła bezpieczne schronienie u Nocnych Łowców. Jednakże bezpieczeństwo okazuje się nietrwałe, kiedy grupa podstępnych członków Clave zaczyna spiskować, żeby odsunąć jej protektorkę Charlotte od kierowania Instytutem.

Kiedy troje przyjaciół spotyka mechanicznego demona, który przekazuje Willowi ostrzeżenie, uświadamiają sobie oni, że Mistrz wie o każdym ich kroku… i że ktoś ich zdradził. Tessa zaczyna zdawać sobie sprawę, że jej serce bije coraz mocniej dla Jema, choć nadal dręczy ją tęsknota za Willem, mimo jego mrocznych nastrojów. Coś jednak zmienia się w Willu, kruszeje mur, który wokół siebie zbudował. Czy odnalezienie Mistrza uwolni Willa od sekretów i da Tessie odpowiedzi na pytania, kim jest i dlaczego się urodziła? Kiedy poszukiwania Mistrza i prawdy narażają przyjaciół na niebezpieczeństwo, Tessa odkrywa, że połączenie miłości i kłamstw może zdeprawować nawet najczystsze serce."

Powiem tak, "Mechaniczny Książę" w porównaniu z "Mechanicznym Aniołem", to wisienka na torcie. Emocje gonią emocje. Tajemnice są zastępowane przez kolejne. Napięcie towarzyszy czytelnikowi od początku do końca. 

Większość treści, o ile nie cała, moim zdaniem opiera się na Williamie. Co zupełnie mi nie przeszkadzało. W "Mechanicznym aniele" prawdę powiedziawszy postać Willa była jedynie zarysem. Przekąską. Teraz mamy danie główne proszę państwa. Odkrywamy tajemnice Willa. Podążamy ścieżkami jego przeszłości i dowiadujemy się rzeczy mrożących krew w żyłach. Bardzo emocjonujący wątek. Wiele razy łza w oku się zakręciła... Serce waliło o żebra bardzo mocno, a napięcie towarzyszyło od samego początku, aż po sam koniec. 
"Mówią, że czas leczy rany, ale to nie oznacza, że znika przyczyna smutku. A u mnie rana jest codziennie świeższa."
W postaciach zaszły pewne zmiany, co wcale mnie nie dziwi, gdyż pani Clare stworzyła tak złożone postaci, w których zmiany wprost muszą następować. Główną postacią, która przechodzi wielką metamorfozę jest niezaprzeczalnie Will. Natomiast Tessa, czy też sam Jem - owszem ich poglądy i uczucia się zmieniają, ale nie w tak dużym stopniu. Muszę przyznać, że autorka wykreowała nam (ponownie) całą gamę różnych i ciekawych bohaterów borykających się nie tylko z demonami świata cieni, ale również z własnymi demonami jestestwa. Charlotte, Jem, Will, Tessa, Sophie, Henry, Jessie oni wszyscy tworzą niebanalną ekipę.

Styl autorki nadal jest nienaganny. Oba tomy czyta się bardzo szybko i z wielką przyjemnością przewracając kartki w poszukiwaniu kolejnych słów, które nami zawładną. Tak więc, serię tę polecam szczególnie fanom Darów Anioła. Jednak również tym, którzy z Darami się nie spotkali, a uczynić to pragną w przyszłości oraz tym, których interesuje świat Nefilim opisany w sposób ciekawy i trzymający w napięciu od początku do końca.

Podoba mi się, że pani Clare w swoich książkach nakreśla wiele wątków, ale w taki sposób, że nie idzie się pogubić. W dodatku są one ze sobą połączone i tworzą piękną, spójną całość. Sądzę, że gdyby cała książka skupiała się na jednym wątku, w końcu straciłabym zainteresowanie. Na szczęście pani Clare zapewniła mi rozrywkę nie tylko wieloma wątkami, ale również niebywale zacnym humorem. Niektóre dialogi sprawiały, że na mych ustach pojawiał się szeroki uśmiech. Natomiast zakończenie było wprost spektakularne! 

Za tę pasjonującą lekturę dziękuję serdecznie Wydawnictwu MAG!


piątek, 27 grudnia 2013

"Tajemnica diabelskiego kręgu" Anna Kańtoch

Dziękuję!
Zło czai się wszędzie. Potworów nie znajdziesz tylko pod łóżkiem, czy w szafie. Potwory są w nas samych, a diabeł? Diabeł śmie przybierać wiele postaci. Taki już jest. Są też anioły. Piękne skrzydlate postaci, przybyłe prosto z niebios. Im ufamy, do nich się modlimy, w nie wierzymy. Istnieje dobro, więc musi istnieć również zło. Tak skonstruowany jest ten świat…
Źródło
Zbyt wiele razy zawiodłam się na książkach pisanych przez rodowitych autorów. Niemniej z kolejną polską pozycją daję kolejny kredyt zaufania i mam nadzieję, że się nie zawiodę. Ostatnio znowu uwierzyłam w naszych autorów dzięki „Drugiej Szansie”, autorstwa pani Miszczuk. Tym razem postawiłam na Annę Kańtoch i jej najnowszą książkę pt. „Tajemnica diabelskiego kręgu”. Przyznam szczerze, że oczekiwałam po tej pozycji dosyć sporo i na szczęście pani Kańtoch mnie nie zawiodła. Chociaż mogło być nieco lepiej.

Zacznijmy od intrygującego tytułu, który ma swoje odzwierciedlenie w treści. Diabelski krąg to mroczny skrawek na obrzeżach tajemniczego klasztoru znajdującego się w miejscowości Markoty, w którym zgromadzono dzieciaki o pewnych zdolnościach, które stopniowo dają o sobie znać. W klasztorze ukrywa się anioł Azkiel, który pokłada w dzieciakach pewną nadzieję. Wszystko to jest owiane dużą dozą tajemnicy. Dzieciaki pragną poznać prawdę odnośnie tego, czego oczekuje od nich skrzydlata postać, jednak Azkiel nie jest skory do zwierzeń. A w ciemnościach czai się niebezpieczeństwo…

Powieść pani Kańtoch jest przepełniona bardzo ciekawymi osobowościami. Zaznaczam, że w książce przeważają dzieciaki, a dorosłych jest zaledwie garstka. Jednak dzieciaki te są nad wyraz rozgarnięte i charakterne. Główną postacią jest trzynastoletnia Nina, która w wieku zaledwie ośmiu lat była świadkiem czegoś niezwykłego. Czegoś, co odmieniło jej życie i kilka lat później sprawiło, że znalazła się w mrocznym klasztorze, gdzie dzieją się naprawdę mrożące krew w żyłach wydarzenia. Nie powiem, że główna bohaterka nie posiada wad. Niby jest ich niewiele, ale akurat te działały mi na nerwy. Otóż Nina jest strasznie naiwna, co sprowadza na nią same kłopoty, gdyż dziewczyna ma strasznie długi jęzor i to, co powinna zachować dla siebie, rozpowiada wszem i wobec. Ja rozumiem, że postać Niny ma tylko trzynaście lat i dzieciaki właśnie takie w tym wieku są. Niemniej mnie to strasznie drażniło i nic na to nie poradzę. Cała reszta, czyli pani Celina (opiekunka dzieciaków), Staszek, Tymek, Lidka, Artur, Mariusz, Tamara, Karolina, Małgosia, Adam, Jacek, Hela, milczący Remigiusz i nerwowa Sylwia – jak już wcześniej wspomniałam, każda z tych postaci jest na swój sposób nietypowa i wyrazista – o czym przekonać możecie się sami, czytając „Tajemnicę diabelskiego kręgu”. Zapraszam do lektury.

Źródło

Wyobraźcie sobie moje zdumienie, kiedy przeczytałam prolog i odkryłam, że w powieści główny wątek rozgrywa się wokół anielskich postaci. Ja, osoba, która wprost uwielbia wszystko co anielskie byłam zachwycona, gdyż w opisie nie znalazłam wzmianki o aniołach. Naprawdę, autorka świetnie przedstawiła swoją wizję skrzydlatych. Bardzo mi się podobało, ot co! Duża ilość magii, tajemnic i wciągająca przygoda, chociaż niektóre wątki były naciągane, ale przymykam na to oko... Naprawdę książka pani Kańtoch jest warta uwagi. Książka jest dobra i ciekawa, a jeśli lubicie odkrywać tajemnice, to z pewnością Wam się spodoba. W dodatku język, jakim posługuje się autorka, jest przyjemny. Pani Kańtoch ma swój nienaganny styl i to się chwali. Nie znajdziecie tutaj nijakich opisów i infantylnych wypowiedzi. Jest to już druga książka rodzimej autorki, która przywróciła mi wiarę w naszych pisarzy. Z ogromną przyjemnością sięgnę po inne dzieła Anny Kańtoch. A Wam polecam niniejszą pozycję.

Recenzję znajdziecie również na literatura.juventum.pl

niedziela, 22 grudnia 2013

"Wołanie kukułki" Robert Galbraith

Dziękuję!

"Ciało supermodelki Luli Landry zostaje znalezione pod oknem balkonu jej londyńskiej rezydencji. Policja stwierdza samobójstwo, ale brat celebrytki w to nie wierzy, dlatego zatrudnia prywatnego detektywa, Cormorana Strike’a.
Strike jest weteranem wojennym, podczas służby w Afganistanie ucierpiał i fizycznie i psychicznie. Ma kłopoty finansowe i właśnie rozstał się z kobietą swojego życia. Sprawa Luli jest dla niego szansą na odbicie się od dna, ale im bardziej detektyw wikła się w skomplikowany świat wyższych sfer, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo.
Wciągająca, elegancka intryga zanurzona w atmosferze Londynu - od spokojnych uliczek Mayfair, przez ciasne bary East Endu, aż po zgiełk Soho - sprawia, że "Wołanie kukułki" jest nadzwyczajną książką."
To pierwsza powieść z Cormoranem Strikem napisana przez J.K. Rowling pod pseudonimem "Robert Galbraith"

I przyszedł czas na mnie... Mam na myśli to, że w końcu i ja zapoznałam się z twórczością Rowling, kryjącej się za pseudonimem "Robert Galbraith" czy jestem pod wrażeniem? Jestem, ale nie ogromnym. Jakoś nie mam sentymentu do książek tejże autorki. Ba! Przyznam, że HP nie czytałam i nie mam zamiaru czytać - kompletnie nie moja bajka. Jednak "Wołanie kukułki" to coś zupełnie innego, coś z czym chętnie się zapoznałam
i bardzo mi się podobało, w dużej mierze ze względu na głównego bohatera. Ale o tym nieco niżej. 

Detektywistyczne wątki lubię bardzo. Zwłaszcza w serialach. Dlatego z miłą chęcią zapoznałam się z typowym i zarazem głównym wątkiem detektywistycznym w książce.

Postaci są bardzo charakterne. Zwłaszcza postać Cormorana Strike’a, który rozwalił mnie (w pozytywnym sensie) swoim podejściem do życia. Zaliczyłam go do postaci tak oryginalnych jak charaktery filmowe np. Dr House czy Sherlock Holmes z serialu Elementary (który bardzo lubię). Skojarzył mi się z tymi indywidualnościami dlatego, że posiada i cechy House'a i Sherlock'a, co bardzo przypadło mi do gustu. W istocie nie jest on ani jednym, ani drugim, ale to połączenie tych dwóch postaci wydaje się bardzo interesujące. Niemniej Cormoran, to Cormoran i basta! Piszę postaci, a wspominam tylko o głównej... Już naprawiam swój błąd. Otóż mamy również Robin, która miała tylko tymczasowo pracować dla naszego detektywa, ale... Ale została na dłużej. Bardzo fajna postać, szkoda, że autorka nie poświęciła jej trochę więcej uwagi. Jednak nie narzekam.

Cała ta sprawa z samobójstwem/morderstwem Luli była od początku do samego końca dopracowana, trochę zamieszana, ale na pewno nie przewidywalna. Typowa detektywistyczna zabawa, która zmusza nasz mózg i wyobraźnię do działania, do myślenia odkrywcy. Autorka rzuca nam, że tak powiem ochłapy/strzępki informacji, ale robi to w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie dzięki nim rozwikłać sprawy tego morderstwa - co też jest ogromnym plusem tejże książki. Ciekawość, która zawładnęła mną już od samego początku, trwała aż po kres powieści. Z tego, co wiem, "Wołanie kukułki" to zaledwie przedsmak tego, co jeszcze nas czeka. Autor/autorka stworzyła nam cały cykl o tej indywidualności, jaką jest  Cormoran Strike.

Akcja biegła swoim nienachalnym torem. Co chcę powiedzieć, przez słowo "nienachalny"? Nie była przytłaczająca, co często spotykam w kryminałach i książkach, gdzie dzieje się wiele. To znaczy, nie jesteśmy zarzuceni całą masą faktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić i, nie możemy się połapać: co, kto, jak, gdzie i po co. "Wołanie kukułki" zaciekawiło mnie od początku. Byłam ciekawa, co z tego śledztwa wyniknie, a akcja nie tylko nie była nachalna, ale wielkim plusem jest to, że nie była nużąca.

Ogólnie rzecz biorąc, niniejsza pozycja jest ciekawym kąskiem i na pewno spodoba się osobom, które lubują się w kryminałach, zagadkach i powieściach detektywistycznych. Dlatego właśnie takim osobom pragnę polecić ją najpierw, a i zachęcam całą resztę do zapoznania się z "Wołaniem kukułki".