Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grupa Wydawnicza Publicat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grupa Wydawnicza Publicat. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 marca 2019

"Dzieci krwi i kości" Tomi Adeyemi


Niegdyś kraina Orisza tętniła życiem i magiczną mocą, ale to już przeszłość. Teraz, pod rządami bezwzględnego władcy, magowie są ofiarami okrutnych prześladowań. Zélie straciła matkę, a jej lud – wszelką nadzieję. Kiedy jednak nadarza się okazja, aby pokonać monarchę, dziewczyna nie zamierza się poddać! Z pomocą zbuntowanej księżniczki planuje przechytrzyć następcę tronu, który chce położyć kres istnieniu magii.
Orisza to niebezpieczna kraina, królestwo złowrogich śnieżnych lampartusów i mściwych duchów. Ale największym zagrożeniem dla Zélie jest ona sama, musi bowiem zapanować nad własną mocą i coraz silniejszym uczuciem do wroga…

Och! Jakie to było dobre. Tak, bardzo dobre fantasy. Przymierzałam się do zakupu tej książki w oryginale, bo szczerze powiedziawszy nie wiedziałam, że zostanie wydana u nas. Nie wiem, jak mogło mi to umknąć. Tym bardziej się cieszę, że grupa wydawnicza Publicat postanowiła wydać tę perełkę. W dodatku w oryginalnej szacie graficznej. Podczas czytania "Dzieci krwi i kości" bawiłam się wyśmienicie. Niektórzy psioczyli na pewną przewidywalność czy schematyczność. A ja powiem Wam szczerze, nie zwróciłam na to uwagi! Ba! Uważam, że to będzie jedna z książek, jaką umieszczę w moim top 2019 r. jeśli chodzi o powieści fantastyczne. Tak, tak bardzo mi się podobała. 

Mamy tutaj trzy główne postaci, chociaż trochę żałuję, że nie cztery, bo jednak Tzain też mógłby zostać wybrańcem autorki. Chciałabym poznać historię z jego punktu widzenia, tak, jak miało to miejsce w przypadku Amari, Zelie czy Inana. W końcu on przez cały czas towarzyszy reszcie i jest w każdej sytuacji wspominany. Niemniej, nie będę już na to marudzić, to taki mój maluteńki wywodzik. 

Walka dobra ze złem? Tylko kto jest tym złym. Niby wszystko wydaje się jasne, ale... No właśnie, później okazuje się, że pojawia się wiele wątpliwości. Nie tylko w głowach czytelników, ale również w głowach samych bohaterów. Można by tutaj się pokusić o stwierdzenie: no tak, znowu dobro i zło, co za schemat. A jednak nie do końca, bo widzicie...  W tej książce dzieje się naprawdę wiele. Nie można się nudzić podczas jej lektury i niby wydaje się, że coś wiemy, że czegoś jesteśmy pewni, a po chwili sami zadajemy sobie pytanie "czy aby na pewno?!". Nawet jeśli wziąć pod uwagę relacje między bohaterami, nie można powiedzieć, że są one schematyczne... Może tylko troszeczkę. Tak, ciut, ciut.

Świat pełen magii, ciekawych zwrotów akcji, barwnych postaci, wielu zagadek, walki o swoje prawa, o lepsze życie. Historia miłości, poświęcenia, przyjaźni i straty. To wszystko i wiele więcej, znajdziecie w książce Tomi Adeymi.

Jest to oczywiście fantasy młodzieżowe, ale ja jako dorosły czytelnik, który lubuje się w fantastyce bardziej dla dorosłych, bawiłam się wyśmienicie. Dlatego myślę, że spodoba się każdemu, kto rozpoczyna swoją przygodę z tym gatunkiem, ale również takim czytelnikom, którzy kochają fantasy. Myślę, że się nie zawiedziecie. Zakończenie zwiastuje kolejny tom, czy się nie mylę? Bardzo chciałabym przeczytać kontynuację. Oj, bardzo!

środa, 21 czerwca 2017

"Coś o tobie i coś o mnie" Julie Buxbaum

Dziękuję!

Po śmierci matki Jessie musi opuścić przyjaciół i dom w Chicago, ponieważ jej ojciec powtórnie się ożenił – z bogatą hollywoodzką producentką. Dziewczyna przeprowadza się do Los Angeles i zamieszkuje w bezosobowym pokoju gościnnym, jednym z wielu w rezydencji Rachel i jej mało sympatycznego syna Theo. Jessie jest bardzo samotna, a sytuacji nie poprawia wcale fakt, że w ekskluzywnej prywatnej szkole, pośród dzieci bogaczy, czuje się zupełnie nie na miejscu. Nie ma przyjaciół, rówieśnicy się z niej wyśmiewają. Sytuacja zmienia się, gdy Jessie otrzymuje e-mail od chłopaka podpisującego się jako Ktoś/Nikt. Kontynuuje korespondencję – najpierw mailową, później na komunikatorze. Przez pierwsze trudne tygodnie szkoły, chłopak jest dla niej jedynym przyjacielem...


Na instagramie okrzyknęłam ją jedną z najlepszych książek młodzieżowych, jakie czytałam. Dodałam również, że totalnie mnie oczarowała. I po kilkunastu dniach od napisania tych słów, nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nadal uważam, że Coś o tobie i coś o mnie, jest świetną książką młodzieżową, której mam nadzieję, nigdy nie zapomnieć. Na pewno jeszcze do niej wrócę, bo jest przeurocza i ciepła, a takie książki (jak dla mnie) zawsze są na czasie.

Jessie rozpoczyna nowe życie, po przeprowadzce do nowego miejsca, zaczyna naukę w nowej szkole, gdzie nikogo nie zna. A mało tego, jest to prywatna szkoła, gdzie uczęszczają raczej same bogate dzieciaki. Dziewczyna czuje, że ciężko będzie się jej tam odnaleźć i właściwie nie mija się z prawdą. Pewnego dnia dostaje tajemniczego i całkiem zabawnego maila od kogoś o nicku Ktoś/Nikt. Ten ktoś daje jej całkiem przydatne rady i całkiem wyraźny obraz tego, jaka jest sytuacja w szkole. Jessie zastanawia się, czy przypadkiem nie jest to jakieś bogate "dzieciątko" ze szkoły, które obrało sobie ją jako cel do wyśmiewania. Szybko okazuje się, że J. się myli. Ktoś/Nikt okazuje się jej bratnią duszą, przyjacielem, którego aktualnie nie ma przy sobie. Jednak ciągle pozostają w bezpiecznej sferze komunikowania się ze sobą w świecie internetu. Czy narodzi się z tego coś większego?

Coś o tobie i coś o mnie, jest zabawną, ciepłą i pełną niewinnego uroku książką, która od pierwszych stron przypadła mi do gustu. Mam słabość do tego typu powieści, gdzie znajomości zaczynają się od komunikacji internetowych i przeradzają ze zwykłej znajomości w przyjaźnie, a nawet miłość. Każda książka, która była z takim motywem, przypadła mi do gustu. Nie przypominam sobie, żeby było inaczej. 

W swojej książce Buxbaum porusza problem aklimatyzacji w nowym miejscu, ale pokazuje na przykładzie Jessie, jak ważne jest by od początku do końca być sobą. Nie przejmować się tym, co mówią inni. Tym, jak nam dokuczają tylko dlatego, że różnimy się od innych. Jessie to cholernie twarda dziewczyna, która mogłaby być brana na przykład dla innych nastolatek. Serio, silna, inteligentna, zabawna i wrażliwa dziewczyna, to piękna kombinacja. Dlatego główną bohaterkę polubiłam już na starcie. Poza tym ten cały Ktoś/Nikt, również przypadł mi do gustu. Co prawda domyśliłam się (bo w zasadzie ciężko jest się nie domyślić) niemalże od początku, kim jest ten ktoś. Niemniej bardzo ucieszyło mnie to, że to właśnie ta osoba. Autorka poruszyła również motyw straty i to, jak ciężko sobie z nią poradzić. Jak ciężko jest zacząć od nowa i w nowym miejscu. Jak ludzie oceniają innych przez pryzmat plotek, wyglądu czy zachowania. Można więc powiedzieć, że Coś o tobie i coś o mnie, jest bardzo wartościową młodzieżówką, która spodoba się nie tylko samej młodzieży.

Jeśli szukacie mądrej, poruszającej i zabawnej historii, która jest naprawdę dobra, to gorąco polecam Wam Coś o tobie i coś o mnie. Mnie się cholernie podobała i mam nadzieję, że jeśli dacie jej szansę, Wam też się spodoba. 

środa, 15 czerwca 2016

"Ponad wszystko" Nicola Yoon

Dziękuję!

Maddy jest uczulona dosłownie na wszystko. Nigdy nie opuszcza domu, a jedynymi osobami, które widuje, są jej mama i pielęgniarka. Ale pewnego dnia musi zmierzyć się ze światem zewnętrznym i wtedy spotyka Olly’ego. Czy podejmie największe ryzyko w swoim życiu?

"Ponad wszystko", to jedna z najbardziej uroczych powieści, jaką dane mi było przeczytać. Uroczych, ale i w pewnym sensie zastanawiających. Przyznam, że trochę podejrzewałam, że w fabule tak wyjdzie, a nie inaczej. Niemniej to, że była ciut przewidywalna, wcale nie umniejsza jej ocenie. Wiem jak reagują na nią zagraniczni czytelnicy i przyznam, że ja zareagowałam na nią w podobny sposób. Naprawdę mi się podobała, a historia Maddy zauroczyła mnie. I to bardzo.


Książka Yoon, to książka głównie dla młodzieży. Co oczywiście nie znaczy, że taki dorosły odbiorca (na ten przykład ja), nie może się nią zainteresować i jej pokochać. Już samą okładką złapała mnie za serce. Tylko spójrzcie. Poza tym, jest to książka idealna na okres letni. Lekka, przyjemna, niezobowiązująca - pomimo tematu. Właściwie nie jest on wcale z tych tematów "ciężkich", co mogłoby się zdawać po opisie. Zaciekawił mnie temat tajemniczej choroby Maddy... Nigdy nie czytałam książki o takiej chorobie i byłam zainteresowana tym, jak autorka sobie poradzi. Może nie zagłębiała się specjalnie w samą chorobę, niemniej nie o to w jej książce chodziło.

Właściwie Nicola Yoon w swojej powieści ukazała nam dwie ciężkie choroby, z tym, że tę drugą odkrywamy po czasie. Jest tutaj oczywiście motyw miłosny, który jest słodki, ale nie przesłodzony. Został również poruszony temat przemocy, tudzież patologii w rodzinie... Niby okładka śliczna, a książka zawiera treść nie do końca śliczną. Niemniej w ogólnym rozrachunku oceniłam ją jako uroczą. 

"Ponad wszystko" to książka, którą warto polecić, co też właśnie czynię. Polecam ją gorąco, ponieważ jest interesująca i na pewno intrygująca. Nie mogę się doczekać kolejnej książki autorki, którą zapowiada Wydawnictwo Dolnośląskie!


niedziela, 8 marca 2015

"Kocham cię nad życie" Jill Mansell

Dziękuję!

Nie pamiętam kiedy ostatnio pierwsze pięć stron książki mnie wzruszyło, tak jak było w przypadku "Kocham cię nad życie". Po przeczytaniu pierwszego rozdziału, byłam przekonana, że książka bardzo mi się spodoba. Mam za sobą już kilka książek Jill i każda trafiła w moje gusta, więc kiedy zobaczyłam w nowościach jej dwie kolejne powieści, musiałam się z nimi zapoznać. Autorka ponownie mnie nie zawiodła. Spodziewałam się przyjemnej treści, która pozwoli mi się odprężyć i właśnie to otrzymałam.

Wyobraź sobie, że kochasz kogoś nad życie, planujecie wspólną przyszłość i, ten ktoś nagle ginie w wypadku. Jak sobie poradzisz z taką tragedią? Z tym wszechogarniającym cierpieniem? Ja sobie nawet nie wyobrażam czegoś podobnego. Ciężko nawet pomyśleć o czymś takim, a co dopiero coś takiego przeżyć, przetrwać... Przeboleć. Czas nie leczy ran, on je tylko w małym stopniu pomaga zagoić. Zaś wspomnienia potrafią je na nowo otworzyć. Taką tragedię przeżyła Ellie, główna bohaterka "Kocham cię nad życie". Ellie jest młoda, atrakcyjna i może ułożyć sobie na nowo życie, jednak ciężko jej pomyśleć, że mogłaby to zrobić. To tak jakby zdradzała swojego nieżyjącego męża. Wszystko się jednak zmienia, kiedy Ellie dostaje nową pracę.

Postać Ellie jest postacią wiodącą w niniejszej pozycji, jednak nie tylko jej perypetie śledzimy. Poznajemy lepiej wątki pobocznych bohaterów. Często jest tak, że drugoplanowe postaci są po prostu tłem tej głównej. W tym przypadku jest inaczej. Autorka pozwala nam wczuć się w sytuację nie tylko Ellie, ale również jej przyjaciół, teścia i pracodawcy, co uważam za duży plus.

Lekki styl autorki przypadł mi do gustu już dawno i na szczęście Mansell nadal nie pisze niczego na siłę. Mam tutaj na myśli to, z jaką lekkością prowadzi dialogi, życie bohaterów, wątki... W ogóle całość. Czytając romanse obyczajowe, nie lubię wczytywać się w tekst i doszukiwać jakichś głębszych znaczeń. Lubię płynąć przez treść i nie skupiać się na siłę na opisach. Na szczęście czytając niniejszą pozycję mogłam jedynie się relaksować i przyjemnie zaczytywać wieczorami. Może to też ze względu na to, że powieść nie należy do wymagających, ale w końcu taka właśnie ma być.

Powieść jest kierowana głównie w stronę płci pięknej, więc moje drogie Panie jeśli szukacie odprężającej, wzruszającej a zarazem zabawnej historii, to gorąco Wam polecam „Kocham cię ponad życie”. Nie zawiedziecie się.

Poprzednie książki Mansell, które zrecenzowałam:

niedziela, 2 lutego 2014

"MISSja survival" Libba Bray


Dziękuję!

Libba Bray podbiła moje serce trylogią "Mroczny sekret", którą gorąco Wam polecam. Następną jej książką, którą miałam przyjemność czytać i, którą również polecam jest książka "Wróżbiarze". Obie te historie wywarły na mnie niemałe wrażenie, i obie trzymały wysoki poziom. Kiedy więc na rynku wydawniczym pojawiła się książka pt. "MISSja survival", która zupełnie nie przypomina swoją historią i stylem pisarskim poprzednich książek pani Bray, mimo to z zaciekawieniem zapoznałam się z jej treścią. Jednak nie do końca mi się spodobała. Osobiście wolę, kiedy autorka wprowadza w swoich książkach swoistą nutę mroczności, napięcia i magii. Tego wszystkiego zabrakło mi w "MISSja survival"...

Zacznę od omówienia fabuły niniejszej pozycji. Jest ona na pewno nieschematyczna i oryginalna. Przyznać muszę, że pierwszy raz spotkałam się z książką, gdzie na bezludnej wyspie rozbija się samolot z (uwaga) pięćdziesięcioma laureatkami młodzieżowego konkursu miss. Przedstawicielki wszystkich stanów Ameryki muszą przetrwać, ale od czego zacząć? Połamane paznokcie, rozmazany tusz, czy też zmierzwione włosy to przecież koniec świata! A co dopiero przetrwanie... Jak się później okazuje, wyspa, na której znalazły się dziewczęta, wcale nie jest bezludna... Tak pokrótce prezentuje się fabuła. Główny cel? Przetrwać i wrócić do domu... Jednak, czy na pewno?

Przyznam, że z początku ciężko było mi się przekonać do nowej powieści pani Bray. Po krótkim czasie zmieniłam zdanie i zaczytywałam się w fabule. Z początku ciekawa, zabawna i interesująca przygoda, przerodziła się w trochę mniej ciekawą, mniej zabawną i mniej interesującą. Niestety nie przekonałam się do tej "odsłony" Libby Bray. Wciągu dalszym wolę ją w książkach z wątkiem paranormalnym, gdzie to postaci są takie... majestatyczne. Nie mogę jednak powiedzieć, że postaci z "MISSja survival" nie są barwne i nieciekawe. Co to, to nie. Autorka postarała się jeśli chodzi o kreację swoich bohaterów. Aczkolwiek niestety nie przypadły mi one zbytnio do gustu.

Humoru w książce jest bez liku, o ile każdemu odpowiada właśnie taki humor. Mnie bawił do momentu... w którym zwyczajnie przestał mnie bawić. Co jest plusem? Na pewno pomysł, lekka nuta tajemniczości (szkoda, że tylko lekka), całkiem przyjemny język, dzięki któremu książkę czytało się szybko, chociaż to pewnie również dzięki akcji, która nie dawała wytchnienia.

Ogólnie rzecz biorąc książka jest przyjemna i bogata w dynamiczną akcję. Może nie zachwyciła mnie zbytnio, ale ja, to ja. Nie wszystko musi mnie zachwycać. Sądzę jednak, że większości z Was powieść ta może się spodobać. Ba! Znajdzie zapewne swoich fanów. Dlatego polecam ją tym, którzy szukają chwili wytchnienia przy książce, "MISSja survival" idealnie się do tego nadaje. Książka jest idealna na lato, chociaż w te zimowe dni przyniosła mi taki... Wakacyjny nastrój.

niedziela, 22 grudnia 2013

"Wołanie kukułki" Robert Galbraith

Dziękuję!

"Ciało supermodelki Luli Landry zostaje znalezione pod oknem balkonu jej londyńskiej rezydencji. Policja stwierdza samobójstwo, ale brat celebrytki w to nie wierzy, dlatego zatrudnia prywatnego detektywa, Cormorana Strike’a.
Strike jest weteranem wojennym, podczas służby w Afganistanie ucierpiał i fizycznie i psychicznie. Ma kłopoty finansowe i właśnie rozstał się z kobietą swojego życia. Sprawa Luli jest dla niego szansą na odbicie się od dna, ale im bardziej detektyw wikła się w skomplikowany świat wyższych sfer, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo.
Wciągająca, elegancka intryga zanurzona w atmosferze Londynu - od spokojnych uliczek Mayfair, przez ciasne bary East Endu, aż po zgiełk Soho - sprawia, że "Wołanie kukułki" jest nadzwyczajną książką."
To pierwsza powieść z Cormoranem Strikem napisana przez J.K. Rowling pod pseudonimem "Robert Galbraith"

I przyszedł czas na mnie... Mam na myśli to, że w końcu i ja zapoznałam się z twórczością Rowling, kryjącej się za pseudonimem "Robert Galbraith" czy jestem pod wrażeniem? Jestem, ale nie ogromnym. Jakoś nie mam sentymentu do książek tejże autorki. Ba! Przyznam, że HP nie czytałam i nie mam zamiaru czytać - kompletnie nie moja bajka. Jednak "Wołanie kukułki" to coś zupełnie innego, coś z czym chętnie się zapoznałam
i bardzo mi się podobało, w dużej mierze ze względu na głównego bohatera. Ale o tym nieco niżej. 

Detektywistyczne wątki lubię bardzo. Zwłaszcza w serialach. Dlatego z miłą chęcią zapoznałam się z typowym i zarazem głównym wątkiem detektywistycznym w książce.

Postaci są bardzo charakterne. Zwłaszcza postać Cormorana Strike’a, który rozwalił mnie (w pozytywnym sensie) swoim podejściem do życia. Zaliczyłam go do postaci tak oryginalnych jak charaktery filmowe np. Dr House czy Sherlock Holmes z serialu Elementary (który bardzo lubię). Skojarzył mi się z tymi indywidualnościami dlatego, że posiada i cechy House'a i Sherlock'a, co bardzo przypadło mi do gustu. W istocie nie jest on ani jednym, ani drugim, ale to połączenie tych dwóch postaci wydaje się bardzo interesujące. Niemniej Cormoran, to Cormoran i basta! Piszę postaci, a wspominam tylko o głównej... Już naprawiam swój błąd. Otóż mamy również Robin, która miała tylko tymczasowo pracować dla naszego detektywa, ale... Ale została na dłużej. Bardzo fajna postać, szkoda, że autorka nie poświęciła jej trochę więcej uwagi. Jednak nie narzekam.

Cała ta sprawa z samobójstwem/morderstwem Luli była od początku do samego końca dopracowana, trochę zamieszana, ale na pewno nie przewidywalna. Typowa detektywistyczna zabawa, która zmusza nasz mózg i wyobraźnię do działania, do myślenia odkrywcy. Autorka rzuca nam, że tak powiem ochłapy/strzępki informacji, ale robi to w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie dzięki nim rozwikłać sprawy tego morderstwa - co też jest ogromnym plusem tejże książki. Ciekawość, która zawładnęła mną już od samego początku, trwała aż po kres powieści. Z tego, co wiem, "Wołanie kukułki" to zaledwie przedsmak tego, co jeszcze nas czeka. Autor/autorka stworzyła nam cały cykl o tej indywidualności, jaką jest  Cormoran Strike.

Akcja biegła swoim nienachalnym torem. Co chcę powiedzieć, przez słowo "nienachalny"? Nie była przytłaczająca, co często spotykam w kryminałach i książkach, gdzie dzieje się wiele. To znaczy, nie jesteśmy zarzuceni całą masą faktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić i, nie możemy się połapać: co, kto, jak, gdzie i po co. "Wołanie kukułki" zaciekawiło mnie od początku. Byłam ciekawa, co z tego śledztwa wyniknie, a akcja nie tylko nie była nachalna, ale wielkim plusem jest to, że nie była nużąca.

Ogólnie rzecz biorąc, niniejsza pozycja jest ciekawym kąskiem i na pewno spodoba się osobom, które lubują się w kryminałach, zagadkach i powieściach detektywistycznych. Dlatego właśnie takim osobom pragnę polecić ją najpierw, a i zachęcam całą resztę do zapoznania się z "Wołaniem kukułki".

niedziela, 8 grudnia 2013

"Milion słońc" Beth Revis

Dziękuję!
"Misja trwa. Po obaleniu dyktatora na pokładzie „Błogosławionego” zapanowała radość. Nie trwa jednak długo, gdyż okazuje się, że załoga statku skrywała tajemnicę, która może przesądzić o losach wyprawy. Niespodziewanie nowa fala morderstw staje się zalążkiem buntu. Rozpoczyna się walka o przetrwanie. Amy rusza tropem tajemniczych wskazówek pozostawionych przez jednego z uczestników misji, a Starszy mierzy się z nowymi wyzwaniami, które stanęły przed nim jako przywódcą. Nikt nie zna odpowiedzi na pytanie, czy kiedykolwiek pasażerowie „Błogosławionego” dotrą do nowej Ziemi…"
Bardzo dobrze pamiętam, jak duże wrażenie wywarła na mnie książka „W otchłani”. Bardzo miło wspominam pierwszy tom. Dlatego też oczekiwałam, że kontynuacja sprosta moim oczekiwaniom i będzie równie olśniewającym tworem. Zawiodłam się czy też nie? Przekonacie się sami. Chciałabym jednak zaznaczyć, że jak dotąd żadna inna książka o kosmosie nie podobała mi się bardziej od serii pani Revis!

Akcja (w ciągu dalszym) rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej na pokładzie statku o nazwie „Błogosławiony”. Zarówno z części pierwszej, jak i tej dzisiaj omawianej nie będę zdradzała Wam fabuły, gdyż nie lubię nikomu psuć zabawy i przeszkadzać tym samym w odkrywaniu tajemniczych wydarzeń, jakie mają miejsce na tym pełnym mrocznych tajemnic pokładzie. Niemniej jednak muszę powiedzieć, że autorka zostawiła sobie duże pole do popisu i świetnie je wykorzystała. Co do tego nie mam żadnych zastrzeżeń. Czy ja w ogóle będę miała jakiekolwiek tzw. „ale” względem tej książki? Raczej wątpliwe.

Sami przyznacie, że mieszanka science fiction, lekkiego kryminału i dystopii jest czymś intrygującym. Nieprawdaż? A właśnie tym raczy swoich czytelników pani Beth Revis. Idealnie odnalazła się w połączeniu tych wątków i świetnie przedstawiła je jako zarówno spójną, jak również logiczną całość. Zarzuciła nas tajemnicami i wieloma zagadkami, które wbrew pozorom wcale nie były tak łatwe do rozgryzienia. „W otchłani” porwało mnie już od samego początku. Przyznam, że „Milion słońc” swój początek miało lekko nużący, lecz nie minęła dłuższa chwila, a akcja rozkręciła się i porwała mnie całkowicie.

Postaci są skrupulatnie dopracowane i podobają mi się zmiany, jakie w nich zachodzą. Nic jednak dziwnego, gdyż to, co przechodzą podczas wędrówki w przestrzeni kosmicznej, zmieniłoby chyba każdego człowieka. Dlatego do kreacji bohaterów również nie mam zastrzeżeń. Polubiłam główne charaktery już w tomie pierwszym i nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Reasumując, stwierdzam, że książka „Milion słońc” spełniła moje oczekiwania. Nie nudziłam się podczas jej czytania, a wręcz przeciwnie. Siedziałam jak na szpilkach, oczekując, co też wydarzy się w kolejnym momencie. Polecam ją wszystkim osobom lubującym się właśnie w takich fabułach: zarówno tym, co czytali „W otchłani”, jak i każdemu, kto tylko ma ochotę na ciekawą i oryginalną książkę, której akcja dzieje się w przestrzeni kosmicznej.
Recenzja ukazała się również na portalu literatura.juventum.pl

poniedziałek, 11 listopada 2013

Wyczekiwane!

Cześć!

Ale dzisiaj zimno i szaro... Nic, prócz spania mi się nie chce, a i tak napisałam dwie recenzje, z czego jedna jeszcze nie jest dopracowana, a będzie mega obszerna :) Dzisiaj jednak nie z recenzją, a z premierami do Was przybywam. Listopad jest piękny pod względem premier książkowych, a mnie aż się oczy cieszą, a portfel płacze, jak na nie wszystkie patrzę. Jednak nie tylko premiery listopadowe, ale również październikowe tutaj znajdziecie.

Przedstawię Wam tylko te pozycje, którymi sama jestem zainteresowana:

Co oferuje nam w listopadzie wydawnictwo MAG?

Seria Cassandry Clare w nowych okładkach, które są o wiele, wiele ładniejsze od tych spolszczonych. W dodatku "Mechaniczna księżniczka" tak bardzo wyczekiwana przeze mnie, że aż boli! Cieszę się niezmiernie, z obu faktów. 1. Wydawnictwo postanowiło wznowić piękne wydanie. 2. "Mechaniczna księżniczka" wyjdzie już w listopadzie, a nie w 2014 roku!

Od Grupy Wydawniczej Publicat wybrałam:

Kosmiczną kontynuację "W otchłani" - "Milion słońc"
Również wyczekiwana kontynuacja, okładka jest bardzo ładna, ale sądzę, że tom pierwszy miał ładniejszą :)

Tych dwóch premier z wydawnictwa Uroboros pragnęłam najbardziej! Obie pozycje rodowitych autorek. Ciekawe, co to będzie. Nie mogę się doczekać, aż wpadną w moje łapki!

Egmont jak zwykle olśnił mnie szatą graficzną swoich książek :)
Jest rok 2264. Mroczna Zima już minęła. Średnia długość życia to sto pięćdziesiąt lat. Większość prac wykonują roboty. Ludzie posługują się mózgołączem, które pozwala im na zapisywanie wspomnień w globalnej bazie danych. Zaimek osobowy „ja” wyszedł z użycia. W tym stechnokratyzowanym społeczeństwie miłość jest czymś niepożądanym.
~ książka o przyszłości? Wchodzę w to!

Media Rodzina również zaskoczyła mnie swoją nowością, której okładka jest tajemnicza, a opis bardzo kuszący :)

To chyba na tyle, aczkolwiek listopad może mnie jeszcze zaskoczyć jakąś nowością, której wcześniej nie widziałam, tudzież przeoczyłam.
Co prawda niewiele tych książek, ale jak wspomniałam, są to tylko te, które mnie najbardziej zainteresowały z nowości.
Znaleźliście coś, co sami chcielibyście mieć u siebie na regale?


środa, 6 listopada 2013

"W siódmym niebie" Alyson Noel

Dziękuję!


Po książki lekkie, niezobowiązujące z wątkiem romantycznym lubię sięgać chociażby z prostego powodu, a nawet dwóch: poprawiają mi humor i czasem warto oderwać się od świata fantastycznego, żeby urozmaicić sobie książkową sferę. Nie sięgam po nie jednak często, ale zazwyczaj podobają mi się książki tego typu wydane nakładem Grupy Wydawniczej Publicat. Jest to już (o ile dobrze liczę) czwarta książka, którą miałam przyjemność czytać z serii "Do torebki", którą sobie bardzo chwalę.

Poznajcie nieźle zakręconą Hailey Lane, które życie jest... Równie zakręcone, jak ona sama. Hailey jest stewardessą, która dzięki swojej pracy zwiedziła wiele ciekawych miejsc, poznała masę mniej lub bardziej interesujących ludzi, a jej życie szło w dobrym kierunku. Otóż nasza bohaterka mylnie oceniła swoją sercową sytuację. Jakżeż mylnie! Okazało się bowiem, że jej chłopak ogląda się za... Mężczyznami! A to ci los. Panna Lane nie daje jednak za wygraną i szuka swojego szczęścia gdzie indziej, z kimś innym. Zapomniałabym wspomnieć, że Hailey jest pisarką! Z tym wiąże się cała reszta jej wciągających i humorystycznych przygód.

Panią Noel znam z serii "Ever" - co prawda czytałam na razie tylko tom pierwszy, ale i tak mi się spodobał - styl moim zdaniem nieco inny. Na pewno wynika to z tego, że "Ever" to paranormal młodzieżowy, a "W siódmym niebie" to romantyczna i zabawna historia zwyczajnych ludzi - zero paranormalności. Niemniej, sama nie wiedziałam czego do końca mam się po niej spodziewać. Z początku książka przypominała mi pewien film - nie pamiętam tytułu, ale niektóre sytuacje strasznie mi go przypominały. Myślałam nawet, że nakręcono go na podstawie książki, gdyż na okładce widnieje informacja, że książka miała być zekranizowana. Jednak mniejsza z tym. Przyznać muszę, że powieść pani Noel jest powieścią dosyć przewidywalną, nie przeszkadzało mi to jednak wcale... Wręcz przeciwnie. Sądzę, że w takich czasoumilaczach, które mają nas odprężyć i oderwać od rutyny nie chodzi wcale o to by rozgryzać problematyczność książki. Jaki byłby tego sens? Ja oczekiwałam zabawnej, lekkiej i optymistycznej książki, przy której nie będę musiała wysilać swoich zwojów mózgowych i właśnie taką otrzymałam. 

Masa zabawnych i śmiesznych sytuacji, które są głównym czynnikiem rozluźniającym czytelnika, któremu po dniu pracy i zmagania się z codziennymi problemami, właśnie takie rozluźnienie się przyda. Głównie mam tutaj na myśli płeć piękną - wiadomym jest, że głównie panie sięgają właśnie po taką lekturę.
Jeśli więc poszukujecie przyjemnej i odprężającej treści, to na pewno znajdziecie ją w niniejszej pozycji. 

wtorek, 15 października 2013

"To tylko plotki" Jill Mansell

Dziękuję!

Drodzy czytelnicy, macie czasami tak, że zasiadacie wygodnie z jakąś książką i tracicie poczucie czasu? Ja miewam takie chwile dosyć często z książkami fantastycznymi, aż tu nagle – niespodzianka – zwykły obyczajowy romans sprawił, że zapomniałam o mijającym czasie. Powiem Wam, że takie niezobowiązujące, acz przyjemne i lekkie lektury, to dobre czasoumilacze, które oderwą nas od rzeczywistości, kiedy bardzo tego potrzebujemy. Tytuł „To tylko plotki” właśnie do takowych czasoumilaczy należy. Nie twierdzę jednak, że jest to książka wybitna i powalająca, ale przecież nie tego spodziewałam się po tytule. Chciałam raczej odprężyć się, a treść bardzo mi w tym pomogła. Zacznijmy jednak od samej fabuły, którą pragnę Wam nieco przybliżyć.

Poznajcie Tilly Cole, która stała się singielką z wyboru – jak sama o sobie sądzi. Twierdzę jednak, że nie do końca tak jest, gdyż na początku książki Tilly rzuca chłopak – więc raczej nie z wyboru, a z konieczności nasza bohaterka została singielką. Nieprawdaż? Tak więc panna Cole po tym incydencie postanawia podjąć pewne kroki, zmierzające do kompletnej zmiany w jej życiu. Przeprowadza się do małego prowincjonalnego miasteczka w Anglii. Wiadome jest, że w takich małych mieścinach plotka goni plotkę i każdy o każdym wie wszystko – takie są uroki mieszkania na wsi. Właśnie w takim miejscu przebywa najlepsza przyjaciółka Tilly, która również z mężczyznami miewała już różne przeboje. Panna Cole znajduje pracę u pewnego dekoratora wnętrz, który ma wspaniałą córeczkę i jest… gejem. Jak to w romansach bywa – jest i on. Przystojniak, który łamie serca wszystkich dam w okolicy. W tej książce okazuje się nim Jacka Lucas, który ma opinię bawidamka i gorącego flirciarza, zaliczającego każdą pannę w miasteczku. Łatwo można się domyślić, że Jack i Tilly zapałają do siebie czymś więcej niż zwyczajną sympatią. Jednak czy na pewno naszą niepozorną Tilly łatwo uwieść?

Nie byłam wielce wymagająca w stosunku do tej pozycji. Znam już styl pani Jill Mansell, ponieważ miałam przyjemność czytać jej dzieło pt. „Tylko ty!” Powieść ta przypadła mi do gustu i wiedziałam, że nie zawiodę się na kolejnej książce tej autorki. Jak wspomniałam – wiedziałam, czego się spodziewać, i jestem zadowolona, że poznałam kolejną powieść pani Mansell. Język powieści jest przyjemny i nieskomplikowany. Humoru w treści oczywiście nie brakuje, co moim zdaniem działa jak najbardziej na plus.

Postaci są dobrze stworzone, aczkolwiek niestety sztampowe – jak i główny wątek. Niemniej muszę przyznać, że ich kreacja mnie osobiście się podobała. Jack to mężczyzna po przejściach, który kryje się pod skorupą macho; zaś Tilly to zdecydowana i bezkonfliktowa kobieta, która dla bliskich jest w stanie zrobić wszystko. W sumie powiedziałabym, że szablonowy jest tylko ten ich romans, gdyż cała reszta może nie jest czymś nowym w literaturze obyczajowej, ale nie jest też czymś nudnym i po stokroć powielanym. Pragnę również zaznaczyć, iż książka jest wielowątkowa. Brak w niej tylko jednej gry pomiędzy Tilly i Jackiem, znaleźć można również wiele innych, równie wciągających, wzruszających i zaskakujących, wątków.

Przechodząc do końcowego podsumowania, książkę mogę polecić każdej kobiecie. Drogie panie, wywoła ona u Was uśmiech, a czasem może nawet łzy, ale przede wszystkim dzięki niej zrelaksujecie się i zapomnicie o codziennych troskach. Jak najbardziej pozytywne czytadło.


niedziela, 15 września 2013

"Greckie wakacje" Alyson Noël


Poznajcie Colbie, nastolatkę, której życie zmienia się o 180 stopni, a wszystko przez to, że jej rodzice postanawiają się rozwieźć. Żeby Colbie nie odczuwała skutków tej nieprzyjemnej atmosfery, ciągłych kłótni itp. rodzice wysyłają ją na wakacje do ciotki, do Grecji. Dziewczyna nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw, gdyż miała wcześniejsze plany. Dopiero co wpasowała się w nowe towarzystwo, o które zabiegała od dawna, a tutaj rodzice wysyłają ją w nieznane. Nastolatka, chcąc nie chcąc musi lecieć na wyspę, która jest jej zupełnie obca - klamka zapadła. Na wyspie Tinos ciężko jej się odnaleźć. Wszystko jest obce, nie ma jej znajomych, o zgrozo! Internetu i żadnych rozrywek. Jednym zdaniem: dla nastolatki to istna tragedia. Colbie znajduje kafejkę internetową - cuda się zdarzają - i postanawia pisać bloga, na którym dzieli się ze światem swoimi przemyśleniami na temat tego okropnego miejsca. Wszystko się zmienia, kiedy poznaje pewnego przystojnego Greka.

Postaci, jakie nakreśliła nam pisarka są sympatyczne. Jednak też ciężko mi dokładnie określić kogo polubiłam najbardziej, a kogo mniej, gdyż książka jest napisana w dosyć specyficzny sposób. Treść przyswajamy sobie pod postacią pamiętnika, bloga, listów oraz mailów - przez to właśnie, ciężko mi było poznać resztę postaci. Colbie poznałam bardzo dobrze ze strony psychicznej i emocjonalnej, wszystko dzięki temu, że to ona "nakręcała" całą powieść. Nie powiem, że mi się taki styl nie podoba, bo jest w nim coś nowego, coś co sprawia, że jest w pewien sposób oryginalny, ale minusem jest to, że nie mamy okazji poznać reszty postaci.

Autorkę znam z serii "Nieśmiertelni", więc jej styl nie jest mi obcy. Powiem więcej, jest bardzo przyjemny i prosty w odbiorze. Pani Noël nie miesza w swoich książkach potrzebnego z niepotrzebnym, mam na myśli to, że nie upycha w swoich powieściach banalnej i nic nie wnoszącej treści. Książkę czyta się bardzo dobrze i szybko - co może być również wynikiem tego, że nie zawiera ona dużo stron. Chciałabym wiedzieć, jak potoczą się losy bohaterów. Kto wie, może będzie ciąg dalszy? Ja osobiście na to liczę.

Książka pani Noel jest dobrym przykładem lektury, która czytelnika odpręża, sprawia, że ten przenosi się w świat jej treści i zapomina o swoich troskach. Autorka stworzyła przyjemną i niezobowiązującą lekturę, która bardzo mi się podobała. Lekka, przyjemna, ale również lekko zmuszająca do refleksji obyczajówka - nie tylko! - dla młodzieży.

niedziela, 8 września 2013

Tego dawno nie było...

Czyli garść zapowiedzi. Nie tylko na ten, ale i na przyszły miesiąc. Tutaj znajdziecie rozpiskę książek, które ukażą się u nas niebawem, a na które będę szczególnie zwracała uwagę.
Na pierwszy ogień idzie książka Fabryki Słów, którą wprost muszę mieć! Niestety w tym miesiącu jej nie nabędę, nad czym ubolewam :(
Posępna Litość
Robin LaFevers

Po co być owcą, skoro można być wilkiem.
Zakłamanie, żądze i zdrada.
Sam bóg śmierci naznaczył 17-letnią Ismae niezwykłym brzemieniem i zdolnościami.
Jako assassin, może uchronić swój lud przed zatraceniem i zdradą. Jednakże, aby tego dokonać, musi zabijać. Nawet tych, których kocha.
Noszę ciemnoczerwone piętno, biegnące od lewego ramienia po prawe biodro, ślad po truciźnie, którą matka dostała od znachorki, by pozbyć się mnie ze swego łona. Według znachorki, fakt, że przeżyłam, to nie żaden cud, a znak, że zostałam poczęta przez samego boga śmierci.

data wydania: 2013-09-20
tytuł oryginału: Grave Mercy
ISBN-13: 978-83-7574-882-6

Co serwuje nam Egmont po przerwie wakacyjnej? Same smakowite kąski!


Alchemia miłości
 Data premiery: 25 września

Kiedy w 1582 roku młody Will Lacey został hrabią Dorset, czekało go trudne zadanie. Zmarły ojciec zostawił majątek w ruinie i Lacey musiał jak najszybciej ożenić się z posażną panną, aby uratować swój ród. Na dworze Elżbiety I pełno było takich dam, lecz serce Willa biło mocniej tylko dla Ellie – ślicznej, uczonej dziewczyny, która nie posiadała nic poza bezwartościowym hiszpańskim tytułem. Gdy rodzina nalegała, aby Will poślubił lady Jane, piękną i bogatą szlachciankę, której majątek mógłby podnieść ich ród z upadku, młody hrabia stanął przed odwiecznym wyborem – serce czy rozum? Książka Eve Edwards jest mądrą opowieścią o miłości w trudnych czasach, podległych wielkiej polityce. Anglia, której król Henryk VIII narzucił przejście na protestantyzm, pod władzą Elżbiety I żyje obsesją katolickich szpiegów i zagrożenia ze strony Hiszpanii. Szlachcic z dworu królowej, który zakochał się w dziewczynie z hiszpańskim tytułem, wiele ryzykował…

Lucy Maud Montgomery
Błękitny zamek
 Data premiery: 25 września

Błękitny zamek: Valancy Striling ma ciężki los. W wieku dwudziestu dziewięciu lat ciągle mieszka z matką i ciotką, które traktują ją jak dziecko. Reszta krewnych dokucza jej z powodu staropanieństwa. Przed szarą rzeczywistością dziewczyna ucieka w świat fantazji – tam, w Błękitnym Zamku, adorują ją najprzystojniejsi rycerze. Kiedy Valancy otrzymuje list o krytycznym stanie swojego zdrowia, postanawia zwalczyć nieśmiałość i zacząć żyć pełnią życia. Czy uda jej się usamodzielnić? Czy przeżyje szaloną przygodę rodem z powieści jej ulubionego autora? I czy odnajdzie miłość?Niezwykła opowieść o sile charakteru, którą każdy może w sobie odkryć.  Błękitny zamek po raz pierwszy ukazał się w 1926 roku, ale pełnego polskiego wydania doczekał dopiero blisko siedemdziesiąt lat później. Nakładem Wydawnictwa Egmont książka ukazuje się w tłumaczeniu nieskróconym, wiernym oryginałowi.

Peter van Olmen
Odessa. Żyjąca książka
Data premiery: 9 października

Odessa ma trzynaście lat, głowę pełną pomysłów i jedno pragnienie – chciałaby odszukać ojca, którego nigdy nie poznała. Pewnego dnia znajduje książkę wydzielającą z siebie dziwne światło. Chwilę później matkę dziewczynki porywają dziwne stwory. Córka musi ją ratować.
Trop prowadzi do Skrybopolis, miasta pisarzy, w którym prawdopodobnie przebywa również… ojciec. Niestety w mieście dzieje się źle – upadły pisarz Mabarak chce przejąć władzę i robi wszystko w swojej mocy, by pozbawić pisarzy inspiracji. Jak będą się bronić Szekspir, Dostojewski i Kafka? Co grozi Skrybopolis, w którym zadomowiły się stworzenia wypuszczone z najstraszniejszych historii? I jaką rolę
w tym wszystkim odegra Odessa i towarzyszący jej nieznośny, gadający kanarek?
Odessa to niezwykła podróż przez świat postaci i motywów literackich, pełna humoru, magiczna opowieść o tym, co się dzieje, kiedy rzeczy opisane w książkach zdarzają się naprawdę.


Neal Shusterman, Eric Elfman
Strych Tesli
seria: Stowarzyszenie Accelerati
premiera e-book 29.08.2013 r.
premiera książki 23.10.2013r.

Tajni agenci na tropie szalonych pomysłów genialnego wynalazcy!
 Czternastoletni Nick wraz z ojcem i bratem przeprowadza się do starego, wiktoriańskiego domu. Po niefortunnym wypadku z tosterem cała trójka postanawia pozbyć się zalegających na strychu gratów. Na wyprzedaż przybywają niespodziewane tłumy sąsiadów. Tego samego dnia Nicka odwiedzają podejrzani mężczyźni w garniturach. To daje początek serii dziwnych wydarzeń. Chłopiec odkrywa, że urządzenia, które sprzedał, działają zupełnie inaczej, niż powinny – aparat uwiecznia sceny z przyszłości, ogniwo ożywia umarłych, magnetofon zaś nagrywa… myśli. Czy Nick i jego nowi przyjaciele rozwikłają zagadkę strychu, zanim będzie za późno? I czy dowiedzą się, do kogo należą inicjały „NT”, widniejące na każdym z przedmiotów?
 Pierwszy tom nieprawdopodobnej serii. Wciągająca fabuła, wielka dawka nietuzinkowego poczucia humoru, a do tego wszystkiego tajemnicze wynalazki i pytanie – czy to jeszcze nauka, czy już magia?

Teraz coś od Jaguara:
Magia Złota
Tamora Pierce
             16 październik 

Becca Cooper nie jest już szczenięciem – jest jednym z psów, pełnoprawnym członkiem Gwardii. Jej zadaniem jest strzec porządku w Corus. Jednak obowiązki psów nie ograniczają się tylko do patrolowania ulic. Nieoczekiwanie problemem stają się nie przestępcy, ale fałszywe monety, które zalewają miasto.
Becca i Goodwin wyruszają do Coynn, portowego miasta, skąd pochodzi fałszywe złoto. Tak, wśród szulerów, łajdaków i handlarzy, spotykają czarującego Dale’a Rowana, mężczyznę zdolnego zawrócić w głowie każdej kobiecie. Choć Becca nie jest odporna na urok Rowana, nie pozwoli, by uczucia przeszkodziły jej w wykonaniu zadania.

Petrodor
Joel Shepherd
             25 wrzesień

Drugi tom tetralogii fantasy porównywanej przez krytyków do "Pieśni lodu i ognia" George'a R. R. Martina. 
Sasha, znakomita wojowniczka i księżniczka Lenayin, znalazła się daleko od domu. Przebywa w Petrodorze, portowym mieście pełnym ciemnych zaułków, bogactwa i zbrodni. Zamożne, wpływowe centrum handlowe jest kluczem do utrzymania pokoju między Lenayin i Bacosh. Sasha i Keslig starają się przejrzeć polityczne intrygi i znaleźć sposób, by zapobiec wojnie.


Milion słońc
Beth Revis
23 październik 

Drugi tom bestsellerowej powieści Beth Revis „W otchłani”.

Na statku zapanowała radość z powodu obalenia dyktatury dotychczas kierujących misją. Nie trwała ona jednak długo. Zwycięzcy przekonują się, że sprawowanie władzy nad kilkoma tysiącami ludzi uwięzionych wewnątrz stalowych ścian nie jest prostym zadaniem. Po pełnych napięcia chwilach misja zdaje się zdążać ku końcowi. Jednak odnaleziony tajemniczy dziennik podróży znów postawi Amy i Starszego przed trudnym dylematem. Czy uda im się postawić stopę na upragnionym lądzie?



Morza wszeteczne
Marcin Mortka
 25 wrzesień 

Historie o piratach często zaczynają się w ten sam sposób: kapitan wskutek wyczerpującej walki traci swój statek oraz większość załogi. Zostają tylko ci najwierniejsi. Zaraz, zaraz – czy aby na pewno najwierniejsi, a nie ci mniej zaradni, którzy nie mieli pomysłu, aby zrobić ze sobą coś lepszego? To okazuje się zwykle w toku dalszych przygód.

Kapitan Roland niby znalazł się w podobnej sytuacji, ale jednak nie do końca. Bo czy każda banda piratów, tak jak ta grasująca po Morzach Wszetecznych, rekrutuje się spośród goblinów, półgoblinów, satyrów oraz szamanów, a w dodatku wszystkich tak zaciekłych, bezlitosnych, dzikich i zgoła nie najmądrzejszych? Otóż nie. Takich awanturników jak załoga dość podejrzanego, ale za to wyjątkowo szybko znalezionego nowego statku nazwanego Błędnym Rycerzem nie spotyka się nigdzie indziej niż w okolicach dziwnie wymarłego miasta portowego Necroville.

Trudno co prawda spodziewać się, że rejs pirackim okrętem może być doświadczeniem przewidywalnym, w tym jednak wypadku trzech rzeczy czytelnik może być całkowicie pewien: wartkiej akcji, krwawej jatki i salw śmiechu.

Jesteście zainteresowani czymś z powyższych zapowiedzi? 
Pozdrawiam!

czwartek, 8 sierpnia 2013

"Studnia wieczności" Libba Bray


"Upłynął już prawie rok od przbycia Gemmy Doyle do Akademii Spence. Wiele się w tym czasie wydarzyło. Dziewczyna ma nadzieję, że będzie mogła zająć się już tylko przygotowaniami do debiutu na londyńskich salonach. Niestety kolejne zdarzenia przekreślają jej plany. Gemma ma teraz poważne powody do obaw o swoje zdolności magiczne. Nie dają jej spokoju tajemnicze wizje. Kim jest dama w lawendowej sukni? Co oznacza Drzewo Wszystkich Dusz? To tylko niektóre z pytań, na które nie zna odpowiedzi. W poszukiwaniu przeznaczenia nie może sobie pozwolić na błędne decyzje - musi przecież chronić świat i najbliższych."

    Libba Bray podbiła moje serce niniejszą serią o "Magicznym Kręgu". Przepadłam już podczas czytania pierwszego tomu. Drugi był jeszcze lepszy, a trzeci? Nie ukrywam, że odciągałam nieco sięgnięcie po tom III, gdyż naprawdę nie chciałam zakończyć mojej przygody z Gemmą Doyle i jej przyjaciółkami, które dzięki magii przeżywały niezapomniane przygody. Zatem czy w tomie ostatnim, zamykającym tę mroczną trylogię, autorka umieściła wszystko to, co powinna? Czy ostatni tom godnie zakończył trylogię, która podbiła wiele czytelniczych serc? Nie powiem, obszerna treść nie pozostawia wątpliwości, co do tego, iż autorka postarała się i rozbudowała nie tylko napięcie, ale i całą akcję.

    Zacznijmy od początku, który - nie ukrywam - zainteresował mnie bardzo, ale też z czasem znudził. Za dużo zbędnych opisów, jak dla mnie. Jednak! Po chwili, kiedy już zaczęło się coś dziać i magia znowu zagościła w Academi Spence, przygoda dziewczyn wciągała mnie coraz bardziej. Niemniej, w tym wszystkim za mało mi Kartika, nad czym bardzo ubolewam. Tak, więc początek lekko nużący, ale nie na długo. Autorka ma dar, którym czaruje czytelnika tak, aby ten nie mógł oderwać się od historii, jaką ona serwuje. Darem tym jest budowanie napięcia - to raz, dwa - niezwykle ciekawy i przyjemny język, który jest dostosowany do czasów, w jakich rozgrywana jest akcja. Trzy - różnorodne postaci, które wywołują w czytelniku mieszane uczucia. Cztery - rewelacyjnie skonstruowany świat, w którym magia gra kluczową rolę. Pięć - akcja, która może nie  rusza z kopyta tuż na początku, ale jak już ruszy, to pędzi szalonym tempem.

Okładka Australijska - najpiękniejsza!


   O samych postaciach powiem coś więcej, gdyż  sądzę, że każdemu elementowi książki trzeba poświęcić chociaż tych kilka słów, które może nie do końca opiszą moje odczucia (zbyt wiele ich), niemniej spróbuję.  Tak więc główna bohaterka 
    Gemma Doyle - jest to postać, która od razu wzbudza sympatię i, mimo, że czasami ma wzloty i upadki, czasem irytuje i osłabia, to jest to jedna z bardzo charyzmatycznych postaci. Na pewno wyróżnia się na tle innych bohaterek z książek dla młodzieży, jakie znajdziecie na rynku wydawniczym.
   Felicity - chyba najbardziej podobała mi się kreacja właśnie tej postaci, która jest najbardziej wyrazista w tej książce. Felicity należy do bohaterek, które zaliczają się do tych silnych i wiedzących czego chcą. Polubiłam ją bardziej od Gemmy. Felicity bardzo rzadko mnie irytowała, a często dodawała rozpędu całej akcji, w momentach, gdzie ta zahaczała o nudę.
   Ann - wiecznie użalająca się nad sobą panienka, która osłabiała mnie z każdą chwilą. We wcześniejszych tomach nie działała mi aż tak na nerwy, ale w tomie III moja irytacja jej osobą wzrosła i po prostu jej nie mogłam zdzierżyć!
   Pippa - mroczna postać. Jak najbardziej lubię! Widać gołym okiem, że autorka  od samego początku miała pomysł na tę postać i wykorzystała go w pełni. Jeśli czytaliście, to zapewne wiecie o co mi chodzi - nie zdradzę więcej.
   Tom - brat Gemmy, hmm ta postać była dla mnie zagadką od samego początku. Ciesze się, że autorka w tomie III pokazała nam więcej Toma, szkoda tylko, że jego wątek nie został bardziej rozwinięty.
  Kartik - bezsprzecznie moja ulubiona postać w tej książce. Dlatego tez ubolewam, że go tak mało! Tajemniczy, (nie)przeciętny chłopak, który zmienia się w poważnego i odpowiedzialnego mężczyznę. Ta postać przechodzi chyba największą metamorfozę, porównując pierwszy, a ostatni tom.

    Podsumowując, jak widać, w książce przewija się wiele postaci i, o żadnej z nich autorka nie zapomniała. Każda ma swój "czas" w treści, i każda wnosi w fabułę coś ważnego. Podziwiam panią Bray za to, jak barwnie stworzyła swoje postaci i za to, jak je ożywiła.

Okładka Hiszpańska
   Fabuła i pomysł: może i książek o magii jest cała masa, ale niezaprzeczalnie "Magiczny krąg" posiada to "coś". Sam pomysł może i nie jest do końca oryginalny, ale za to wykonanie owszem! Te wszystkie motywy, wydarzenia i przygody - jak najbardziej na plus! Autorka potrafi zaskoczyć obrotem wydarzeń, oj potrafi. W dodatku czas akcji  XIX wiek - jestem zachwycona. Pani Bray nie opisała nam zdawkowo realiów, jakie niesie ze sobą XIX wiek, ale odczuwamy dogłębnie ten klimat epoki wiktoriańskiej. Wszystkie te stroje, lekcje etykiety, kultura, codzienne nabożeństwa, bale, powozy, slang jakim posługują się londyńczycy w XIX wieku. Obrazowy, barwny i dostosowany język, jakim posługuje się autorka jest rewelacyjny! I nic więcej nie dodam.

   Na koniec odpowiem na dwa pytania, jakie sama zadałam we wstępie. Autorka postarała się pisząc bardo dobre zakończenie "Magicznego Kręgu", wyjaśniła czytelnikowi wiele spraw, których ten mógł się jedynie domyślać. Osobiście sądzę, że "Studnia wieczności" to godne zakończenie trylogii, ale... Mam jedno "ale". Otóż sądzę, że zakończenie mogłoby być lepsze. Niemniej, "Magiczny krąg" to niesamowita trylogia, która jest jedną z moich ulubionych! Polecam każdemu, kto lubi magię, ciekawe i wciągające przygody oraz ceni sobie oryginalne motywy.

Recenzje poprzednich tomów:
~.~ "Mroczny sekret" ~.~ "Zbuntowane Anioły"~.~

niedziela, 28 lipca 2013

"Bogini Oceanu" P.C. Cast


Cykl: "Wezwanie bogini"
 Rok wydania: 2011
Liczba stron: 408
 Wydawnictwo: Książnica 

    Okładka "Bogini oceanu" jest naprawdę magiczna i to właśnie ona, jako pierwsza, zwróciła moją uwagę. Następnie przemówiła do mnie treść, jaka widnieje na skrzydełkach okładki. Zaciekawiła mnie ona do tego stopnia, że nie zwracałam już nawet uwagi na nazwisko autorki, za którą niestety nie za bardzo przepadam. P. C. Cast możecie kojarzyć z serii "Dom Nocy", który wyszedł również nakładem Grupy Wydawniczej Publicat. Czy "Bogini oceanu" porwała mnie w odmęty swojej historii?

    Mam wrażenie, że w tej książce wszystko dzieje się zbyt szybko. Nie ma żadnego fajnego wprowadzenia, rozwinięcia, tylko tak na "hop siup". Poznajemy Christine Canady - C.C. ale tak naprawdę jej nie znamy. Autorka niezbyt dokładnie przybliżyła nam jej osobę, dlatego też zupełnie nie odczuwałam do tej bohaterki jakiejkolwiek empatii. Za to często mnie irytowała jej dziecinność. Dziewczyna ma 25 lat, a jej zachowanie temu przeczy. 
    Postać C.C. jest pełna sprzeczności, które nie do końca mi odpowiadają. Bardziej nadawałaby się do takiej roli nastoletnia bohaterka, z tym, że nie mogłaby pracować w Siłach Powietrznych - taki drobny szczegół, niewiele znaczący. Christine pragnie zmian w swoim życiu, ucieka się do magii i jednego wieczoru wykonuje pewien rytuał, który zmienia całe jej życie...

    Podoba mi się znaczący motyw mitologii, jakim posłużyła się autorka. Ja osobiście uwielbiam wszystko, co ma związek z mitologią, dlatego też te wątki pochłaniałam z zapartym tchem. Mitologia to na pewno jeden z plusów tej książki. Kolejnym plusem jest całkiem przyjemny język, jakim posługuje się autorka. Nie jest skomplikowany, jest prosty, a czasami nawet zbyt prosty, niemniej bardzo obrazowy.

    Phyllis Christine Cast stworzyła przyjemną książkę, która spodoba się zapewne nie tylko tym, którzy lubują się w mitologii, ale sądzę, że również fani autorki i "Domu nocy" znajdą w niej wiele dobrego. Ogólnie rzecz biorąc, książka nie jest zła i ciekawa jestem jak potoczyłyby się dalsze losy głównej bohaterki.