Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ona czyta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ona czyta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 kwietnia 2019

"Macocha" Natasza Socha


Przezabawna i ciepła opowieść o tym jak trudno pokochać obce dziecko. Szczególnie jeśli ono jest dorastającą panną, ma pryszcze i dość szczególny światopogląd…
Roma wzięła ślub z fajnym facetem. Mogli żyć długo i szczęśliwie gdyby nie to, że pewnego dnia w drzwiach ICH mieszkania stanęła JEGO córka...
Roma dobiega trzydziestki, kocha i jest kochana przez swojego męża - weterynarza Bruna.
Sielanka zostaje brutalnie przerwana przez wtargnięcie w ich spokojne życie czternastoletniej Kasi, córki Bruna z pierwszego małżeństwa.
Niezależna, czasami lekkomyślna i zupełnie do tego nieprzygotowana Roma zostaje z dnia na dzień macochą krnąbrnej i bezczelnej dziewczyny o niewyparzonym języku.
Czy uda im się do siebie zbliżyć? Czy dwie tak silne osobowości potrafią żyć pod jednym dachem?
Jak zachowa się w środku tego huraganu Bruno?
Dowcipna i wzruszająca powieść o nietypowej rodzinie w nietypowej sytuacji. 

Szukacie czegoś lekkiego i zabawnego? Czegoś, przy czym można się zrelaksować, nie myśleć, po prostu czytać? Mam takie coś. A jest to "Macocha" autorstwa rodzimej autorki, która zapewne znana jest większości czytelniczek - Natasza Socha. Na instastories wrzucałam kilka zabawnych tekstów z książki i za każdym razem miałam sporo wiadomości prywatnych z pytaniem "co to za książka?". Myślę więc, że sporo osób zainteresowałam na tyle, by po nią sięgnęli. 

Nie powiem, żeby tak do końca było sielankowo, bo główna bohaterka owszem, jest zabawna i bystra, ale bywa również chamska i wkurzająca. Ha! Nigdy nie może być za dobrze. Wiecie, Roma to taka lekko sfrustrowana kobieta, która chciałaby aby jej ukochany mąż poświęcał czas jej i tylko jej. A nie jakiejś wredocie, która wpakowała się w ich życie. A! Ta wredota, to córka męża Romy z poprzedniego małżeństwa. W sumie, nie dziwię się kobiecie, bo w każdy plan muszą wpisywać Kasię (w tej roli wspomniana wredota). Zero prywatności, zero wspólnych romantycznych wyjazdów we dwoje, bo jest jeszcze to trzecie. I te wszystkie sytuacje są przezabawnie opisywane. Wiele razy śmiałam się w głos! Co naprawdę podczas czytania książek, rzadko mi się zdarza. Autorko - wielki plus za humor!

Forma, jaką Natasza Socha przedstawiła nam swoje dzieło też jest ciekawa. Otóż całą historię poznajemy w taki sposób, jakbyśmy czytali dziennik głównej bohaterki. Mamy datę, dzień a czasem zdarzała się również i pora dnia. Z taką formą rzadko miałam do czynienia, więc było to tym bardziej ciekawe doświadczenie. 

Język lekki, przyjemny. Książkę czyta  się szybciutko, a nawet rzekłabym - ekspresowo! Świetnie spędziłam z nią czas i pewnie kiedyś jeszcze do niej wrócę. Może wtedy, kiedy będę potrzebowała czegoś, co mnie rozweseli, poprawi humor. Na takie ewentualności, ta książka jest w sam raz!

Jednak nie jest to tylko komedia pisana. Wiecie... W tej historii są dwie strony medalu. Jest to powieść słodka, ale i czasami gorzka, ale o tym dlaczego, musicie przekonać się sami. Osobiście polecam!


czwartek, 5 kwietnia 2018

"Lewa strona życia" Lisa Genova


Dziękuję!
Sarah Nickerson jest kobietą sukcesu, ucieleśnieniem marzeń o spełnieniu – świetna praca, szczęśliwa rodzina, piękny dom na przedmieściach Bostonu.
Bez przerwy w biegu, perfekcyjnie łączy obowiązki rekruterki w dużej korporacji z odwożeniem dzieci do żłobka i na zajęcia pozalekcyjne, będąc jednocześnie boginią domowego ogniska.


Jakimś cudem Sarah panuje perfekcyjnie nad każdą chwilą swojego życia. Do czasu.
Wystarczy sekunda, mgnienie oka, nieszczęśliwy zbieg okoliczności, by ten perfekcyjny układ rozsypał się, a jego tryby rozprysły się na wszystkie strony.


Na skutek wypadku samochodowego Sarah doznaje skomplikowanego urazu mózgu, na skutek którego traci zdolność postrzegania istnienia lewej strony. Połowa świata znika z jej świadomości i Sarah po raz pierwszy staje się zależna od innych. Walcząc o nową siebie, musi pożegnać starą tożsamość i życie, które już nigdy nie powróci. Musi odkryć nowe, czekające na nią przeznaczenie i przekonać się, że istnieją rzeczy większe i ważniejsze niż to, co do tej pory uważała za szczyt marzeń.

Książki tej autorki za każdym razem do mnie trafiają. Nie zdarzyło się jeszcze, żebym nad którąś kręciła nosem. Dlatego z ogromną przyjemnością poznawałam losy Sary oraz jej rodziny. Lewa strona życia, to kolejna historia, w której autorka pokazuje czytelnikom, jakie spustoszenie w organizmie człowieka oraz w jego życiu osobistym, sieje choroba. Przyznać muszę, że nie od samego początku wciągnęłam się w wątek i w ogóle, jakoś topornie szło mi czytanie pierwszych rozdziałów. Jednak kiedy już wsiąknęłam, to na dobre.

Sarah wiodła życie w bardzo szybkim tempie… Można powiedzieć, że w pracy, to taki wyścig szczurów, w sumie czemu się dziwić, w korporacjach tak zazwyczaj bywa. Ambitna, przebojowa i twarda babka, która musiała wiele razy udowodnić, że bycie kobietą na tak wysokim stanowisku powinno być czymś normalnym. Często musiała dosłownie się zaharowywać, żeby utrzymać przed przełożonymi, że daje sobie świetnie radę. Przez to w domu miała niewiele czasu dla dzieci i męża, i póki nie stało się to, co się stało, nie była świadoma tego ile ją omija. Pewnego dnia wszystko staje pod znakiem zapytania.

Bardzo, ale to bardzo podoba mi się kreacja bohaterów. Sama główna bohaterka, która żyje bez swojej lewej strony życia, jest silną, mądrą, zdeterminowaną i sympatyczną kobietą. Zaś jej rodzina, dwójka dzieci, mąż i matka – jest dla niej ogromnym wsparciem i powodem do życia. Autorka świetnie to wszystko ukształtowała w jedną, wzruszającą i podnoszącą na duchu całość.

Ta książka daje do  myślenia. Czy naprawdę musi stać się coś strasznego, jakaś tragedia, by ludzie przejrzeli na oczy i zobaczyli, co jest ważne w życiu? Nie praca, nie kasa kasa kasa, ale rodzina, uczucia, emocje… Dobrym przykładem na to, jest właśnie Lewa strona życia. Polecam ją głównie kobietom dojrzałym, świadomym własnego życia, wartości, zdrowia… Myślę, że właśnie takie Panie ją docenią, a książka ta, niewątpliwie zasługuje na to, aby ją docenić.

sobota, 4 listopada 2017

"Jesteś moim zawsze" M. Leighton


Dziękuję!
– Dobranoc, księżycu. Gwiazdki, dobranoc – mamroczę, dotykając palcami niewielkiego okienka. – Dobranoc, świetliki, przylećcie znów rano.
Ta książka nie jest baśniowym romansem. To podróż pełna cierpienia i straty, nadziei i szczęścia. Jest zarówno boleśnie tragiczna jak i niesłychanie piękna. To historia miłosna. Opowiada o prawdziwym uczuciu – takim, które dostrzega Cię w nocy i tuli, gdy płaczesz. O miłości, z której nie chcesz zrezygnować i odpuścić – takiej, o której wszyscy marzą, ale tylko nieliczni ją znajdują. Oto nasza historia. Prawdziwa opowieść o łączącej nas miłości.

Kolejna mocna i wzruszająca książka od wydawnictwa Filia. Nie wiem skąd w Internecie biorą się porównania do Promyczka, skoro jest to zupełnie inna powieść, inny przekaz, inne postaci, inaczej ukazane emocje i po prostu zupełnie inny obraz choroby. Jedyne co jest podobne to to, że książka jest emocjonująca, smutna i to, że główna bohaterka cierpi na nieuleczalną chorobę. Niemniej proszę moich czytelników, aby nie patrzyli na powieść Leighton przez pryzmat Promyczka. Absolutnie nie!

Jesteś moim zawsze ujęła mnie już samym tytułem, okładka zrobiła swoje, natomiast opis nie do końca mnie przekonał… Wydawał mi się taki infantylny, za słodki i mało mówiący o treści książki, która naprawdę jest dobra, a z infantylnością nie ma za wiele wspólnego. Przyznać muszę również to, że początek książki (gdzieś do ok 80 str.) dawał mi w kość. Nachodziły mnie myśli, że książka mi się nie spodoba. Dlaczego? Główna bohaterka ciągle wspominała o tym co ma nastąpić, wspominała o chorobie, aczkolwiek autorka nie wyjaśniła na co choruje jej bohaterka, przez co te podchody wydawały mi się co najmniej śmieszne i drażniące. Później, kiedy już wyjaśniło się na co choruje Lena, było dużo lepiej. Brak dziwnych zagadek – jak najbardziej na plus.

Teraz przejdę do tego, że autorka bardzo fajnie ukazała nam rzeczywistość ciężkiej choroby, z jaką zmagała się główna bohaterka. Chociaż obyło się bez szczegółów i można byłoby to dopracować, to jednak punkt widzenia Leny i tego, co przechodziła, jak najbardziej na plus. Nie można nie wspomnieć o cierpieniu Nathana, który bezsilnie musiał patrzeć na cierpienie żony i ze strachem rozmyślał o tym, co będzie. Ta ich miłość i więź, pomimo lekkiego odrealnienia, była naprawdę czymś wspaniałym. Takiej ciepłej i pełnej empatii książki potrzebowałam. Takiego bumu emocjonalnego i Jesteś moim zawsze ten bum mi zapewniła. Nie napiszę, że się nie wzruszyłam i, że łzy nie poleciały, bo poleciały. Co prawda pojawiły się dopiero pod koniec książki, niemniej ważne, że były.

Wiecie… Są takie choroby, które niszczą człowieka, ale również jego bliskich. Odbierają mu nadzieję, kradną czas, siły, wspomnienia. Są złodziejami wszystkiego, co dobre. Ktoś, kogo nie dotyczy ten temat, ponieważ nie stracił bliskich, nie patrzył na ich cierpienie, pewnie nie zrozumie przesłania tej książki. Natomiast sądzę i jednocześnie mam nadzieję, że pozostali je zrozumieją.

Czy polecam? Wrażliwcom i tym, którzy lubią takie historie. Polecam. Warto się z nią zapoznać.

niedziela, 1 października 2017

"Drogie życie" Meghan Quinn


 Dziękuję!
Cztery odważne dusze, które potrzebują wsparcia, stając w obliczu wielkich wyzwań. Program Drogie Życie został stworzony, aby pomóc ludziom takim jak oni wyjść ze strefy komfortu, stawić czoła największym przeszkodom, pokonać demony i... dowieść samym sobie, że są czegoś warci.

Stojąc na rozdrożu pomiędzy ciągłym pragnieniem zdobycia czegoś więcej, a całkowitym zagubieniem, zdecydowali się wziąć udział w tym projekcie. Uczestnictwo w nim zamierzają potraktować jak kolejne postanowienie noworoczne, tym większe jest ich zdziwienie, kiedy dają się porwać szalonej przygodzie, która już na zawsze zmieni ich życie.

Drogie Życie,
prosimy, bądź dla nas dobre.
Z poważaniem,
Hollyn, Jace, Daisy i Carter

Drogie życie, książka, która skradła moje serce. Bardzo lubię książki wydawnictwa Filia. Niemalże każda do mnie trafia. Kocham wszystkie książki Kim Holden, Brittainy C. Cherry czy Tille Cole. Teraz do tego grona dołączyła Meghan Quinn, a zapowiada się, że grono ulubienic będzie stale się powiększać!

Książka Meghan Quinn opowiada nam losy czterech zupełnie różnych od siebie osób. Mamy cztery kompletnie różne charaktery, historie i przeżycia, które spotykają się w jednym miejscu i stanowią smaczną mieszankę wybuchową. Naprawdę apetyczną. Delikatność Daisy, mroczność Cartera, strachliwość Hollyn oraz ciepło Jace'a. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn, można się domyśleć, jak to się skończy. W zasadzie ja już od początku połączyłam ich w pary i przewidziałam kto z kim, gdzie i jak. Jednak nie o to chodzi, bo nawet jeśli w tym aspekcie książka jest przewidywalna, to nie psuje nam odbioru całości, bo nie chodzi tutaj o romans! Drogie życie, to książka z przesłaniem i to nie byle jakim. Mam wrażenie, że historie, jakie spisała Quinn są idealnie na czasie. Są cholernie prawdziwe, opisują to, z czym zwykli ludzie na co dzień się borykają. A ja uwielbiam książki, z których mogę coś wynieść. Uwielbiam historie z przesłaniem życiowym i polecam ją każdemu, kto potrzebuje małego kopniaczka, żeby się podnieść, otworzyć szeroko oczy i zwrócić uwagę na to, co naprawdę jest ważne. 

Jak już wspomniałam poznajemy i śledzimy losy czwórki bohaterów, więc teraz skupię się na nich. Hollyn doznała strasznej straty, dziewczyna ledwie po przekroczeniu dwudziestki została wdową. Nie wspominając o tym, że stanem małżeńskim mogła cieszyć się zaledwie ponad rok. Jak przejść nad takim czymś do porządku dziennego? Jak otworzyć się na ludzi, będąc tak porażonym bólem, że nawet samo oddychanie boli? Tragedia? Ciężko mi sobie to wyobrazić, naprawdę ciężko. Nie da się opisać takiej straty, a jednak autorka podołała. Jednak do uczuć i emocji przejdę nieco później. Następnie Daisy, dziewczyna trzymana pod kloszem, nie znająca życia (kompletnie!). Słodka, niewinna, naiwna - łatwo ją wykorzystać. Daisy w przeciwieństwie do Hollyn, jest radosna, pozytywna i otwarta na wszystko... A mroczny Carter? Cóż, został wykiwany przez instytucję zwaną życiem, do której wszyscy należymy. Jego rodzicie nie byli przykładni, zaćpali się na śmierć... Wujek, zawsze traktował chłopaka jak zbędną rzecz, którą dostał za karę. W dodatku wykiwała go dziewczyna, i to jeszcze jak! Chłopak chce wyjść na prostą, ale wszyscy go do czegoś zmuszają... Czy poradzi sobie w programie Drugie życie? Jest jeszcze Jace, zaraz po Hollyn, jego historia poruszyła mnie całkowicie. Znany i ceniony sportowiec, który w tak młodym wieku odnosi sukcesy i jeden dzień, który zmienia wszystko. Nie wiem czy byłabym zdolna do tego, co zrobił ten chłopak, to cholernie ciężka decyzja, którą podjął, ale cholernie dobra. O tak. Jace'a polubiłam najbardziej. Chociaż Carter i jego buntowniczość również mnie przekonały, zabawny chłopak!

A teraz emocje. Nie pomyślałam, że Meghan Quinn wyzwoli we mnie taką burzę emocji. W tej książce dominuje żal, smutek, radość, niemoc, nadzieja, strach przed wyzwaniem... Cała masa tego wszystkiego, a najlepsze jest to, że autorka świetnie sobie z ukazaniem tego wszystkiego poradziła. Pokazała nam emocje, jakie towarzyszom żałobie, utracie, nadziei na lepsze życie oraz tłumieniu emocji w sobie. Swoim bohaterom dała nadzieję, ale wiecie co? Myślę, że tym przesłaniem "życie mamy tylko jedno i należy je wykorzystać najlepiej jak się da, będąc sobą" dała nadzieję też wielu swoim czytelnikom. W dodatku opisała nam też pokrótce swoją prawdziwą historię, czym zyskała w moich oczach podwójnie. 

A i małe ostrzeżenie, w książce znajdziecie sceny erotyczne, chociaż nie są one niesmaczne, wymuszone czy wrzucone ot tak, żeby tylko były. Chociaż moim zdaniem mogłoby ich nie być, to jednak nie mam nic przeciwko nim. 

Mogłabym powiedzieć, że przeczytałam tę książkę jednym tchem, ale niestety nie dało się tak jej czytać. Przynajmniej ja nie potrafiłam. Musiałam w pewnych momentach oddać się zadumie i zadawałam sobie pewne niewygodne pytania "co ja bym zrobiła na miejscu danego bohatera?/jak poradziłabym sobie z takim ciężarem?" i tak dalej. Drogie życie, nie jest książką lekką i przyjemną, ale na pewno jest książką mądrą. Czasami postaci działały mi na nerwy, ale starałam się je zrozumieć, w końcu każda z nich miała swoje przejścia i potrzebowała zmian, a wiadomo, niektóre zmiany wcale nie są łatwe.

Czy polecam Drogie życie? Cholera tak! Ja czekam na kolejną książkę autorki, mam nadzieję, że jakaś się pojawi i będzie równie dobra, jak ta.

piątek, 29 września 2017

"Metoda na wnuczkę" Marta Obuch

Dziękuję!

Adam Gryziewicz spotyka kobietę swych marzeń, ale zostaje przez nią źle zrozumiany i nagle z dentysty musi przeistoczyć się w romantycznego artystę malarza. Sprawa jest trudna, ponieważ powinien dysponować pracownią, na dodatek zobowiązał się przecież do wykonania portretu, choć nie potrafi rysować.
Jego wybranka, Ewa, to bystra osóbka, która również ma mnóstwo na głowie. Musi odnaleźć złodzieja zaginionego obrazu, uchronić brata przed zawarciem małżeństwa z pewną zołzą, wyswatać nieśmiałą przyjaciółkę i zrobić z niej zmysłową femme fatale, a przede wszystkim chce dać pstryczka w nos zapatrzonemu w siebie pseudoartyście.
Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy zza grobu odzywa się prababcia Matylda… 


Jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się z twórczością Marty Obuch, czytając jej książkę pt. Francuski piesek, która bardzo mi się podobała. Miałam nadzieję, że w przypadku książki Metoda na wnuczkę będzie tak samo, niestety muszę z przykrością stwierdzić, że ta książka dużo mniej podobała mi się, aniżeli Francuski piesek...

Zacznę może od tego, co mojej skromnej osobie się nie podobało. Nie wczułam się w klimat tej historii. Jak dla mnie za dużo zamieszania, za dużo poplątanych relacji i ogólnie nie wciągnęłam się niestety w historię, jaką przedstawiła nam autorka. A szkoda, bo naprawdę liczyłam na coś, co mnie porwie, oderwie od rzeczywistości i rozbawi. O! Właśnie... Z tym humorem też mi jakoś nie było po drodze. Wydaje mi się on taki wymuszony... Nachalny. Mam wrażenie, że autorka usilnie chciała obrócić wszystko w żart. Co prawda momentami śmieszne "gagi" do mnie trafiały, ale było ich wyraźnie i stanowczo za wiele. Ja rozumiem, komedia... Ale nawet w dobrych komediach filmowych fabuła ciągnie się na poważnie, a nie ciągle z jajem. 

Kolejnym elementem, który do mnie nie przemówił, to bohaterowie. Jak babcia i dziadek głównej bohaterki skradli moje serce i uważam, że są oni najmocniejszym ogniwem tej historii, tak główni bohaterowie zostali spaleni niemalże na samym starcie. Ewa strasznie infantylna, drażniąca... Adam takie trochę ciepłe kluchy. No po prostu nie. 

Plusem tej książki jest pomysł, jaki autorka na nią miała. Sposób narracji również na plus. Dziadkowie, o których wcześniej wspomniałam, skradli moje serce i rozwalali system! Niektóre dialogi, które były z humorem w punkt i nie były przesadzone, również na plus. Nutka kryminalna również bardzo mi się podobała. Historia Ewy i Adama (oraz wszelkie poboczne wątki) jest lekka, zabawna, niezobowiązująca i taka "na jeden raz". Można się przy niej odmóżdżyć i oderwać, więc jeśli akurat tego szukacie w książkach, to polecam. Powinna Wam się spodobać. Ja oceniłam ją 6/10.

czwartek, 3 sierpnia 2017

"Słodkie sekrety" Sally Hepworth


Dziękuję!

Neva Bradley chce ukryć przed najbliższymi i współpracownikami szczegóły dotyczące swej ciąży, łącznie z tym, kto jest ojcem jej dziecka. Jej matka, Grace, nie spocznie, dopóki nie odkryje tajemnicy córki. Im bardziej naciska, tym Neva bardziej się w sobie zamyka.
Babcia Nevy, Floss, przypomina sobie podobną sytuację sprzed sześćdziesięciu lat i skrywaną przed najbliższymi tajemnicę. Jeśli teraz ujawni sekret z przeszłości, życie całej rodziny się zmieni.

Floss zastanawia się, czy wyznanie prawdy jest lepsze niż zachowanie milczenia.
Czy pewne sekrety powinny na zawsze pozostać zapomniane?

Ciepła opowieść o rodzinnych więzach, miłości, o cudzie życia i sprawach, które być może powinny pozostać w ukryciu… 

Słodkie sekrety, to cholernie dobra powieść kobieca. Cholernie wciągająca, poruszająca, czasem zapierająca dech... Trochę skomplikowana, tajemnicza, ciepła, ujmująca. Do tej pory nie czytałam żadnej książki, która zawierałaby tak dużo porodów, opisów porodów, lekarzy położników, cudu wydania dzieci na świat... Autorka tak pięknie przedstawiła nowe życie, że za każdym razem czułam tę magię.Książka Hepworth jest magiczna i niesamowicie prawdziwa...

Głównymi bohaterkami książki są trzy kobiety: babcia, matka i córka. Każda z nich jest położną, każda ma przeżycia z mężczyznami. Każda z tych dam ma za sobą wiele porodów i przeżyć. Babcia imieniem Floss skrywa pewną tajemnicę i wraca z nami, czytelnikami do przeszłości by ją nam przedstawić, a sobie przypomnieć. Świetny pomysł i już Wam tym samym zdradzam, iż treść jest wielowątkowa. Córka Foss ma na imię Grace i jest najbardziej zakręconą z bohaterek. Jest matką trzeciej głównej bohaterki imieniem Neva. Grace jest zwolenniczką porodów w domu, naturalnych bez ingerencji szpitala i "typowych szpitalnych porodów". Uważa, że to jest najlepsze dla jej pacjentek oraz dzieci przychodzących na świat. Neva natomiast jest szanowaną położną w znanej i bardzo dobrej klinice. Córka i matka nie zawsze się dogadują. Neva pragnie mieć swoje tajemnice, podejmować własne decyzje, natomiast jej matka lubi ingerować w życie córki. Może właśnie dlatego Neva ukrywa ciążę przed bliskimi? A może jest inny powód?

Przyznać muszę, że książka Słodkie sekrety nie jest kierowana do każdej czytelniczki. Postaci są dojrzałe, dorosłe, a i temat jest dosyć wyszukany. Mnie książka bardzo się podobała, nie mogłam się od niej oderwać i pochłaniałam ją z ogromną przyjemnością. Strona, po stronie. W książce znajdziemy wiele ciekawych tematów, o wybaczaniu, miłości (tej łatwej i tej trudnej), miłości rodzicielskiej, miłości namiętnej... Jest tutaj sporo sekretów, z przedstawieniem których autorka poradziła sobie wręcz śpiewająco. Chociaż muszę przyznać, że pewne elementy dość szybko sobie poukładałam i, że tak powiem... Wyszło szydło z worka.

Bohaterki są stworzone śpiewająco. Bardzo polubiłam zagubioną Nevę, zakręconą Grace i oddaną bliskim Floss. Wprawdzie nie mogę stwierdzić, że spotkałam w tej książce bohatera, którego bym nie polubiła. A! Nie! Jest jeden drań... Niemniej nie mogę zdradzić Wam kto to taki. Popsułabym tym samym wszystko, a tego nie chcę.

Mam nadzieję , że zechcecie się otworzyć na tę powieść drogie kobietki. Jest ciepła, przejmująca, zabawna i spędzicie przy niej świetnie czas. Osobiście polecam!


niedziela, 25 czerwca 2017

"Serce ze szkła" Emma Scott


Dziękuję!
Kochałbym cię już zawsze, gdybym tylko miał szansę…
Kacey Dawson zawsze żyła na krawędzi – podejmowała impulsywne, czasem lekkomyślne decyzje. W tej chwili, jako wiodąca gitarzystka dobrze zapowiadającego się zespołu, stoi na progu sławy i bogactwa. Jednak porażka na koncercie w Las Vegas grozi całkowitym zrujnowaniem kariery. Dziewczyna budzi się z gigantycznym kacem, nie pamiętając zdarzeń ubiegłej nocy ani tego, w jaki sposób skończyła na kanapie u swojego kierowcy…

Jonahowi Fletcherowi kończy się czas. Zdaje sobie sprawę, że jego sytuacja jest beznadziejna, więc przyrzeka sobie, by jak najlepiej wykorzystać pozostałe mu miesiące. Ma jeszcze w planach zobaczyć wystawę swojej instalacji ze szkła w prestiżowej galerii sztuki… Nie planował natomiast zakochać się w nieokrzesanej, nieprzewidywalnej rockmence, która usnęła po imprezie w jego domu.

Jonah dostrzega, że Kacey zmierza ku zatraceniu. Pozwala jej zostać u siebie przez kilka dni, by zdołała wytrzeźwieć, doprowadzić się do porządku i pozbierać myśli.
Żadne z nich nie spodziewa się, że poczują coś głębokiego, czystego i ważnego… Coś kruchego jak szkło, co pod koniec może się roztrzaskać na milion kawałków bez względu na to, jak mocno będą starali się to trzymać.

To historia o tym, co znaczy kochać całym sercem, poświęcić się, doświadczyć gwałtownej radości i bezbrzeżnego smutku. Opowiada o życiu w pięknie i bólu, aby na koniec móc uśmiechać się przez łzy i wiedzieć, że niczego by się nie zmieniło. 

Oto książka, która swoim zakończeniem złamała mi serce. Wszystkiemu ona winna, tym łzom, smutkowi, moim dziwnym myślom i tym kołataniom serca. Emmo Scott, jak mogłaś mi to zrobić?!
A tak poważnie, to Serce ze szkła, jest przepiękną i chwytającą za serce wrażliwców książką, którą pokochałam, chociaż nie od początku treść mnie przekonała. Jak to ze mną i z tą książką było?

 Początek poruszył mnie i wiedziałam, że Jonah jest cudownym facetem, których coraz mniej na tym świecie. Serio. Polubiłam go w tej samej chwili, kiedy kończył pierwsze zdanie w dialogu z bliskimi. Już wiedziałam, że ten chłopak zawładnie moim sercem i wiecie co? Nie myliłam się. Świetny mężczyzna, który - jestem tego pewna - zawładnie i Waszymi sercami, drogie czytelniczki.
A co z Kacey? Muszę przyznać, że nie od początku się polubiłyśmy. Kacey należy do tej grupy bohaterek książkowych, które ciężko sklasyfikować. Przez połowę książki podchodziłam do niej sceptycznie. Nie polubiłam jej na tyle, żeby jej kibicować. Ale wiecie co? Dziewczyna należy do tej grupy postaci, które przechodzą ogromne zmiany i właśnie taka jest K. I koniec końców, polubiłam ją, i to bardzo.

Serce ze szkła, to historia, która nie należy do tych łatwych, zabawnych i do końca przyjemnych. Owszem, bywają zabawne sytuacje i jest ogrom pozytywów, ale jest też moc żalu, niepokoju i smutku. Ta książka może dać kopa czytającemu, który się całkowicie na nią otworzy. Jeśli znacie Promyczka i Gusa, to myślę, że można je do siebie porównać. Wszystkie trzy są, jak dla mnie, historiami rewelacyjnymi, o których nie można zapomnieć.

W tej historii jest tyle pięknych słów. Tyle pięknych gestów bohaterów... Tyle emocji, barw i swego rodzaju mocy, że ciężko to ogarnąć. Po przeczytaniu Serca ze szkła, usiadłam i w mojej głowie włączył się tryb "refleksja". Nie mogłam przestać o niej myśleć. Nawet kiedy zaczęłam czytać kolejną książkę, ciągle w mojej głowie i sercu gościło Serce ze szkła.

Czy polecam? A jak myślicie? Gorąco polecam! 

YOU ARE
MY UNIVERSE

piątek, 23 czerwca 2017

"To jedno lato" Dorota Milli


Dziękuję!



Lukrecja Lis, dziewczyna z charakterem, doradca klienta w warszawskim banku, po kolejnej porażce miłosnej postanawia odpocząć od miasta i jedzie do Dźwirzyna, rodzinnej miejscowości.
Musi odczarować zły urok i stworzyć nowy plan na życie.

Luka myśli głównie o sobie, małymi miasteczkami gardzi, a ich mieszkańców uważa za nieudaczników. Pewnym krokiem przemierza chodniki nadmorskiego Dźwirzyna, unosząc wysoko zgrabną bródkę. Stukot Lukowych szpilek dociera do ucha lokalnego kierowcy busa bałtyckiego kurortu, przystojnego Huberta. Warszawianka staje się wyzwaniem dla pewnego siebie mężczyzny.
Oboje beztrosko korzystają z uroków polskiego wybrzeża smaganego pachnącą bryzą i pełnego urokliwych fal oblewających piaszczyste brzegi.
Ani Luka, ani Hubert nie spodziewają się jednak, czym stanie się dla nich to jedno lato, i dokąd ich zaprowadzi nadmorska plaża...

Piękna wakacyjna opowieść o uczuciu rodzącym się nad cudownym Bałtykiem, w otoczeniu sosnowego lasu, najpiękniejszych plaż i najsmaczniejszych gofrów z truskawkami...

Skusiła mnie wakacyjna okładka, całkiem ciekawy opis zapowiadający świetną letnią lekturę i... Właśnie i co? Czy dobrze zrobiłam, że skusiłam się na lekturę książki To jedno lato? Czy może jednak źle zrobiłam?
Powiem Wam, że każdego po trochu, przejdę więc do rzeczy...

Na początek pochwalę wydanie - naprawdę cudne! Ma taki letni klimat, że patrząc na nie jesienią czy zimą, będę myślała o wiośnie i lecie. Wycieczkach rowerowych nad stawy i ciszy, której się tam mogę oddawać. I te kolory! Zresztą, ja chwalę niemalże wszystkie wydania wydawnictwa Filia, więc wiecie... Teraz przejdę do pomysłu, który też pochwalę, bo taka mega lekka, zabawna i niezobowiązująca lektura to jest to, czego czasami poszukuję, żeby się odprężyć i odpocząć od tych "cięższych". Uważam również, że autorka poradziła sobie z wykorzystaniem pomysłu i uprzyjemniła tym samym czas spędzony na lekturze jej książki.

Podobało mi się również to, że styl, jakim autorka napisała książkę, jest przyjemny, nieskomplikowany i dzięki temu bardzo szybko czytało mi się perypetie głównej bohaterki. Jednak tym, do czego się przyczepię, jest objętość książki. Już podczas czytania mówiłam sobie, że na pewno ujmę to w opinii. Książka równie dobrze mogłaby być o jakieś dwieście stron cieńsza, serio. Wystarczyłoby wywalić jakieś duperele i niewiele znaczące opisy. Takie moje zdanie. 

Nie zapałałam wielkimi uczuciami do bohaterów, jakie stworzyła Dorota Milli. Niestety. Lukrecja i jej wielkomiejskie zachowanie strasznie mnie drażniło. Znalazła się dama, co ze wsi wyjechała do Warszawy i kurde pani na włościach. Nic jej nie pasuje, sam plebs ją otacza, w ogóle nie oddychajcie ludzie tym powietrzem co ona, bo jeszcze wieś z niej wyjdzie. Nic nie poradzę na to, że w realnym życiu takie osoby strasznie działają mi na nerwy, dlatego Lukrecja miała u mnie bana na polubienie już na samym starcie. Życie. Jakoś niespecjalnie też przypadł mi do gustu Dec, który wydawał mi się na siłę być luzakiem, cwaniakiem i takim pewnym siebie chłopaczkiem. Poza tym, te skróty imion też mi się nie podobały... Chociaż Dec, to nazwisko Huberta, więc nie będę się czepiała. Dec i Luka - nie brzmi to trochę amerykańsko? Nie pasowało mi to, lepsze byłyby całe imiona i zdecydowanie lepiej by mi się to czytało. Może innym to nie będzie przeszkadzać, mnie niestety drażniło.

Jeśli chodzi o dialogi i ogólny humor panujący w powieści... Hmm... Jest i dobrze i niedobrze. Zacznę od tego, że czasami te dialogi i wydarzenia rzeczywiście były zabawne, a czasami chyba ten humor był wciskany na siłę. Takie odniosłam wrażenie... Albo po prostu mój humor nie pokrywa się z humorem książkowym - tak też bywa. Jeśli chodzi o relację pomiędzy Hubertem (Dec) i Lukrecją, to też będę się czepiać. Takie darcie kotów, trochę na wyrost... Potem na szczęście poszło to w lepszym kierunku, więc koniec końców, było ok.

To jedno lato, to książka, która, jak sami widzicie, podobała mi się i nie podobała. Są rzeczy, które były w porządku, ale są też takie, które mnie raziły. Niemniej jeśli szukacie czegoś niezobowiązującego, kobiecego, lekkiego i całkiem fajnego, to może się skusicie?

środa, 7 czerwca 2017

"Tysiąc pocałunków" Tillie Cole

Dziękuję!

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia…
 Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie.
 Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.
 Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?
Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.

Uwielbiam książki wydawnictwa Filia. Uwielbiam to, w jakich szatach graficznych wydają swoje książki (szkoda, że nie w twardych, albo chociaż ze skrzydełkami, ale co zrobić!). O książce Tysiąc pocałunków słyszałam i czytałam wiele. Same pozytywy i to, żebym przygotowała się w tony chusteczek, bo ta historia, to wyciskacz łez. Nie myślałam, że po Promyczku coś wyciśnie ze mnie tyle łez, a jednak. Wiecie... Tillie Cole potrafiła mnie wzruszyć swoją poprzednią książką Raze, tyle, że była to mocna historia okraszona sporą dawką erotyzmu. A tutaj? Bum bum i czyste uczucia, bez siły, bez przemocy, bez wulgaryzmów... Coś pięknego, ciepłego, smutnego i wzruszającego. Naprawdę jestem zakochana w tej książce.  

Początek mnie oczarował totalnie. Można powiedzieć, że przepadłam już od pierwszych stron. Chociaż, gdzieś tak pośrodku tejże powieści coś mi nie zagrało. Sama nie wiem co, ale było coś nie tak. Jakiś zgrzyt pomiędzy moim odbiorem a treścią. Niemniej było to chwilowe niedogranie, bowiem chwilę później oczy mi się zaszkliły, serce mocniej zabiło i wszystko wróciło do normy. Prócz moich emocji. Tillie Cole roztrzaskała moje serce... Nie sądziłam, że jej się to powiedzie, a jednak. Wszystkie słowa na temat tego, że Tysiąc pocałunków łamie serca i wyciska łzy, były prawdziwe! Chociaż w zasadzie nie wylałam potoku łez, to jednak wewnętrznie zadziało się naprawdę wiele.

On: wojownik od małego. Wiking jak się patrzy, silny charakter, upartość, powaga, mroczność, tajemniczość, chęć walki o swoje. 
Ona: niewinna, słodka, spokojna, subtelna, urocza dziewczyna o wielkim sercu, które należy tylko do Niego. 
Łączy ich wszystko, a dzieli przeszłość, którą da się pokonać. Jednak jest coś, czego pokonać się nie da. Utracony czas i brak czasu - te dwa czynniki sprawiają, że kluczowy wątek tak bardzo zagra na uczuciach czytelnika. Ogarnie go pewna niemoc, żal, smutek... A może nawet nadzieja? Cholera jasna! Cole, tak się nie robi no! Nawet pisząc tę opinię serce mnie boli, kiedy przypominam sobie ostatnie strony. Tak się po prostu nie robi.

Tysiąc pocałunków, to historia jakich niewiele. Historia, która jest tak prawdziwa, jakby napisało ją życie. Każda szanująca się romantyczka powinna ją przeczytać. Oczywiście przygotować się w chusteczki, bo mogą się przydać, w ramię - gdzieś trzeba się wypłakać i przygotować na pogrom emocji - to nieuniknione. 

Jest to cudowna, urocza i smutna historia dwojga zakochanych i oddanych sobie całkowicie osób. Historia, która mówi nam, jak wielka jest moc miłości i oddania. Jak ważne są obietnice i jak ważne jest to, by je dotrzymać. Rune i Poppy pokażą Wam jak to wszystko powinno wyglądać, tyle, że coś im przeszkodzi. Czy jest to książka z happy endem? I tak, i nie. Zależy jak odbierzecie lekcję życia, jaką da Wam autorka wraz ze swoimi bohaterami. Ja cholernie mocno Wam ją polecam!

wtorek, 11 kwietnia 2017

"Co przyniesie wieczność" Jennifer L. Armentrout


Dziękuję!

Dla niektórych cisza jest bronią, ale Mallory „Myszce” Dodge służy ona jako pancerz ochronny. W dzieciństwie nauczyła się, że lepiej jest zachować milczenie. I choć minęły już cztery lata od kiedy jej koszmar się skończył, dziewczyna zaczyna się martwić, że strach będzie ją paraliżował do końca życia.
Teraz, po latach indywidualnego nauczania pod troskliwym okiem przybranych rodziców, Mallory musi się zmierzyć z nowym wyzwaniem – ostatnią klasą w publicznej szkole średniej. Żaden ze scenariuszy, które sobie stworzyła, nie zakładał, że pierwszego dnia nauki wpadnie na Ridera Starka, niewidzianego od lat przyjaciela i opiekuna.
Dziewczyna uświadamia sobie, że ich więź przetrwała. Okazuje się jednak, że nie tylko Mallory zmaga się z demonami przeszłości. Widząc, że życie wymyka się Riderowi spod kontroli, staje ona w obliczu wyboru pomiędzy dalszym milczeniem, a walką o kogoś, kogo kocha, o życie, jakiego pragnie, i prawdę, która musi zostać ujawniona.

W końcu trafiłam na książkę Jennifer L. Armentrout, która mi się podobała! Cieszę się, bo nie ukrywajmy (a wręcz cieszmy się!), książka ta jest sporą cegiełką. W ogóle, czy ta okładka nie jest piękna? Nie mogę przestać się nią zachwycać. A przecież nie jest szczególnie wyszukana... Ale te kolory, te dłonie - cały przekaz na okładce. Super! Czasami żałuję, że Filia nie pokusi się o wydawanie niektórych swoich książek w twardej oprawie. To byłaby pełnia szczęścia.

Klimatem i treścią przypomina sławne i kochane przez wiele czytelniczek Hopeless. Nastolatkowie pokrzywdzeni przez los. Jedna milcząca dziewczyna i jeden tajemniczy chłopak. Znają się od dzieciństwa. On chronił ją przed złem. Ona po prostu go kochała. Jedno wydarzenie sprawiło, że zostali rozdzieleni. Zadziwiające, że potrafili żyć bez siebie. W tej samotni. W świecie, który ich nie rozumie. Po tym, kiedy los spłatał im figla, rozdzielając ich, teraz moneta się odwróciła i przyszedł czas na spotkanie. Mallory, milcząca, cicha, szara myszka, której strach przysłonił radość życia w końcu może odetchnąć... Jej bohater wrócił. Jednak czy wszystko jest takie, jakie chciałaby aby było? Rider się zmienił, znalazł dziewczynę... I ma swoje tajemnice. Czy w jego życiu jest miejsce dla Mal?

Bardzo podoba mi się pomysł, jak i jego wykorzystanie. Autorka pokazała nam na przykładzie swoich postaci, jak łatwo można się rozsypać, a jak ciężko później wszystko posklejać w całość. Przyznaję, że w pewnym momencie, gdzieś w pierwszej połowie książki, zastanowiłam się, czy aby na pewno fajnie się to rozwinie. Czy aby na pewno zapałam większą sympatią do bohaterów... I, czy wczuję się w treść. Obawy szybko się jednak rozwiały. Bohaterów pokochałam. Rozwinęło się idealnie, a czy się wczułam? Emocji było bez liku i ciężko byłoby stwierdzić, że się nie wczułam. Otworzyłam się na treść, na te uczucia i relacje bohaterów - nie dało się inaczej. Czasami zachowanie Mallory lekko mnie denerwowało, ale zaraz przypominałam sobie, co ta biedna dziewczyna przeżyła i pomyślałam, że ma prawo zachowywać się tak, a nie inaczej. 

Jest miłość, jest smutek, radość, rozpacz... Są świetnie i dogłębnie przedstawieni bohaterowie. Jest poruszająca historia napisana fajnym i lekkim tonem. A najważniejsze -  autorka nie przerysowała ani dramatu, ani wątku miłosnego. Wszystko jest w punkt! Jak dla mnie, jest idealnie. Gorąco polecam i czekam na kolejne tego typu, książki autorki. Wiem, że na pewno mi się spodobają!

sobota, 8 kwietnia 2017

"Złapać Milionera" Max Monroe

Dziękuję!
Randki w ciemno? Portale randkowe? Szybkie randki? Ona przerobiła już wszystko.
 Georgia Cummings nie ma szczęścia w umawianiu się z facetami, a Internet wcale jej w tym nie pomaga.
 Mimo usilnych starań nie potrafi znaleźć wyjścia z tego dziwacznego, alternatywnego wszechświata, w którym panowie uważają zdjęcie swojego przyrodzenia za świetną alternatywę dla rozmowy. Jeszcze raz ktoś przyśle jej dwuznaczną fotkę i skreśli mężczyzn na dobre...
Ale dlaczego nie potrafi przestać fantazjować akurat o tym gościu?
 Kline Brooks jest uosobieniem niegrzecznego milionera – ma ciemne, krótkie włosy, kaloryfer jak Cristiano Ronaldo i zabójczy uśmiech.
Oprócz tego ma też zasadę – nie umawia się ze swoimi podwładnymi.
Ona również nie zamierza się do niego zbliżać.
Ich hormony mają jednak zupełnie inne plany…

Kilka pierwszych stron i szczena mi opadła. Nie tego się spodziewałam, lekki szok i lekkie zniesmaczenie. Pomyślałam sobie "cholera, jak tak będzie cały czas, a główny bohater będzie chamem, to nie wiem co zrobię". Wiecie, książka ma prawie 600 stron! A tutaj bum! Bohater nieziemsko czarujący, zabawny, mega sympatyczny, mądry i oddany - jakże pierwsze strony były mylące. Im bardziej w las (treść), tym lepiej. Serio. Złapać milionera to książka, która jest mega zabawna i w ogóle... Ja chcę już kolejny tom! Wiem o kim będzie i jestem niezmiernie ciekawa ich perypetii.

Złapać milionera, to takie idealne kobiece czytadło na poprawę humoru. Czytadło, w którym znajduje się sporo odważnych scen erotycznych. Dużo się dzieje, jest kupa śmiechu i... Nie ma czasu na nudę. Jestem na tak!

Bardzo polubiłam się z postaciami Złapać milionera, a raczej zawsze coś mi w tego typu książkowych postaci nie gra. Kline oraz Georgia są naprawdę sympatyczni i mega zabawni. Nie polubiłam się natomiast z przyjaciółką Georgii... Taka przerysowana cwaniara, której teksty były poniżej poziomu. Niemniej, mam nadzieję, że w kolejnym tomie autorka pokaże ją z tej lepszej strony, bo naprawdę chciałabym ją polubić. Jeśli chodzi o pana Kline'a, myślałam, że jako milioner, mega przystojniak i w ogóle, Kline będzie zapatrzonym w siebie cwaniakiem, a tutaj takie zaskoczenie! Kline jest przesympatyczny, dobry, skromny, uroczy i w ogóle, same pozytywy. A Georgia? Zakręcona, ale pozytywnie. Również sympatyczna i urocza. Bardzo polubiłam tę dwójkę i z przyjemnością czytałam o ich relacji.

Max Monroe, to duet dwóch pisarek, które mają lekkie i przyjemne pióro. Książkę czyta się szybko z uwagi na to, w jakim lekkim tonie jest napisana. Podoba mi się to, jak autorki stworzyły bohaterów i całość Złapać milionera. I chociaż historia ta nie jest czymś nowym w literaturze kobiecej, to na pewno warto zwrócić na nią uwagę. Polecam!

Złapać milionera, to pierwszy tom z cyklu Bad Boys. Cyklu, który zapowiedział się bardzo dobrze i mam przeczucie, że kolejne tomy mogą być równie dobre, jak pierwszy. Jestem bardzo ciekawa kontynuacji Bad Boys i odkrywania perypetii kolejnych bohaterów. Zważywszy na odważne sceny erotyczne, polecam książkę dojrzałym czytelniczkom. Drogie Panie, mam nadzieję, że będziecie się przy niej bawić równie dobrze, jak ja!

niedziela, 5 marca 2017

"Gniew i świt" Renee Ahdieh


Dziękuję!
Epicka historia miłosna inspirowana „Księgą Tysiąca i Jednej Nocy”.

Jedno życie, jeden świt.

W krainie rządzonej przez młodego, żądnego krwi władcę, każdy poranek przynosi cierpienie kolejnej rodzinie. Chalid, osiemnastoletni kalif Chorasanu, jest potworem. Co noc bierze sobie nową małżonkę, by o poranku owinąć jedwabny sznur wokół jej szyi. Kiedy ofiarą Chalida pada szesnastoletnia przyjaciółka Szahrzad, dziewczyna poprzysięga mu zemstę i zgłasza się na jego kolejną oblubienicę. Szahrzad zamierza nie tylko ujść z życiem, ale też raz na zawsze zakończyć okrutne panowanie kalifa.


Noc za nocą Szahrzad mami Chalida, snując zachwycające historie, i odwleka swój koniec, choć doskonale zdaje sobie sprawę, że kolejny świt może okazać się jej ostatnim.

Z czasem dziewczyna zaczyna rozumieć, że w pałacu z marmuru i kamienia nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Szahrzad zamierza odkryć prawdę. Jest gotowa odebrać życie Chalida i tym samym odpłacić mu za tak wiele skradzionych istnień.

Czy miłość zwycięży w świecie pełnym niesamowitych historii i mrocznych sekretów?

O tej książce słyszałam już od dawna. Głównie dzięki zagranicznym książkoholikom, którzy zachwycali oraz zachwycają się nią, co rusz! Kiedy dowiedziałam się, że zostanie u nas wydana, nie mogłam się jej doczekać. A kiedy przybyła do mnie, taka piękna, czerwona (chociaż szkoda, że nie jest to wydanie takie jak zagraniczne), nie mogłam się jej oprzeć. Byłam ciekawa, co też jest w niej takiego wspaniałego i, czy ja również będę pod jej urokiem. I jak?

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby Księgi tysiąca i jednej nocy. Znacie? Lubicie? Bo wiecie... "Gniew i świt" jest inspirowana tą historią. Dzięki temu jest taka magiczna... Taka czarująca. Oj tak. Historia, jaką napisała Renee Ahdieh oczarowała mnie całkowicie. Jestem nadal pod jej urokiem i nie mogę przestać o niej myśleć. Nie mogę przestać myśleć o tym zakończeniu (jak to!) i o tym, co będzie w kolejnej części (chcę już!).  

Ja nie wiem jak ja przetrwam do premiery kolejnego tomu. Nie wiem!

Zacznę od mojej ulubionej kwestii, jeśli chodzi o tę powieść. A mianowicie o postaci, które są świetnie wykreowane. Postaci, które obdarzyłam ogromną sympatią... Nie wiem nawet od której zacząć. Czy od  Shahrzad, której osobowość, siła, inteligencja, charyzma i w ogóle - wszystko - mnie przekonało. Czy może od potwora Chalida, nieustępliwego, potężnego władcy  Chorasanu, który przechodzi pewną zmianę... A może od złośliwego zawadiaki i flirciarza, jakim jest kuzyn kalifa? Czy może równie złośliwą, ale i ciepłą służkę Sharzad? A może Tarik... Oj mogłabym wymieniać i wymieniać, ale naprawdę doceniam każdą jedną postać, jaką stworzyła autorka. Poruszyły mnie ich losy i wciągnęłam się w tę historię całkowicie.

Owszem, bez schematów się nie obyło, jednak jak przeważnie mnie drażnią, tym razem kompletnie mnie nie zraziły, co więcej, jakoś nie zwracałam na nie większej uwagi... Bowiem całość jej, skupiłam na relacji potwora i pięknej Szazi. Autorka stopniowo rozpalała uczucie pomiędzy bohaterami. Nie na hop siup... Nie. I to było naprawdę fajne, chociaż finał tej relacji, był do przewidzenia. Niemniej i tak się cieszę, że wyszło tak, a nie inaczej.

Klimat, jaki stworzyła autorka kupił mnie całkowicie. Te stroje, opisy miejsc, wydarzeń... Zachowanie bohaterów, wszystko idealnie się ze sobą skomponowało, a ja biorę to w całości. Tak, moi drodzy. Zachwalam, bo jestem całkowicie zauroczona niniejszą powieścią. Magia, miłość, poświęcenie, zemsta... To wszystko i jeszcze więcej w "Gniew i świt". Polecam gorąco i czekam na drugi tom!

piątek, 24 lutego 2017

"Kiedy pozostaje żal" Lisa De Jong


Dziękuję!
Miałam zaplanowane całe życie. Idealny chłopak. Świetni przyjaciele. Wszystko układało się dokładnie po mojej myśli.
 Było tak aż do pewnej feralnej nocy, z której nic nie mogę sobie przypomnieć. To wszystko moja wina, a teraz zostały mi po nim jedynie wspomnienia.
 Tonęłam w wyrzutach sumienia, póki Sam Shea nie wrócił do mojego życia i nie pomógł mi się pozbierać. Powoli otworzył moje serce i zamieszkał w nim, zanim się zorientowałam, co właściwie się dzieje. Wiem, że na niego nie zasługuję.
 Próbuję poukładać swoje życie na nowo, ale zaczynają wracać do mnie okruchy wspomnień z tamtej pamiętnej nocy. Kłamstwa i sekrety powoli niszczą wszystko, co dla mnie drogie.
Okazuje się, że być może nie jestem jedyną, która powinna czegoś żałować.
Zaczęłam ją i skończyłam tego samego dnia. Czy dlatego, że była taka dobra? A może wciągająca? Czy też tak dobrze napisana?

"Kiedy pozostaje żal" to trzecia odsłona serii Rains. Poprzednie części na pewno znacie, a jeśli nie, to myślę, że warto je poznać. Pamiętam jak pierwszy tom mi się podobał, a co do drugiego miałam małe "ale". Zastanawiałam się jak wypadnie tom trzeci. I wiecie co? Cholernie mi się podobał. Trafił idealnie w punkt, jeśli chodziło o czas i zapotrzebowanie akurat na taką lekturę. Nieco gorzką, ale lekką i, w gruncie rzeczy przyjemną. Dlatego nawet się nie obejrzałam, a już przewróciłam ostatnią stronę tej historii i trochę żałowałam, że to już koniec. 

Początek tej historii był smutny, chociaż właściwie książki tego typu nigdy nie zaczynają się lekko, zwiewnie i przyjemnie.  Zapowiadało się na emocjonującą i wzruszającą lekturę, która wciąga i zmusza do pewnych refleksji... Tak było na początku... Szkoda, że później te emocje jakoś tak... Opadły i nie były tak odczuwalne, jak wcześniej. A szkoda, bo ja lubię, kiedy takie powieści mnie poruszają. Nie można mieć wszystkiego.

Jeśli jednak chodzi o bohaterów i ich przygodę, to muszę przyznać, że jestem zadowolona. Bardzo polubiłam Sama, który swoją szczerością i prawdziwością podbił moje serce. Jeśli chodzi o Rachel, to owszem darzyłam ją sympatią, ale nie wywołała we mnie jakichś większych emocji. Nie powiem na nią złego słowa, bo postacią jest naprawdę fajną, ale czegoś mi brakowało. Tego czegoś, co sprawiłoby, że odczuwałabym jej upadki, wzloty i smutki. Sama nie wiem...

Lisa De Jong należy do autorek, po książki których sięgam nawet w ciemno. Bardzo przypadła mi do gustu seria Rains i nie mogę doczekać się kolejnych jej książek. Są poruszające - jedne bardziej, inne mniej - lekkie i przyjemne. Mają pewną świeżość i nie chodzi mi o brak schematu, po prostu historie są tak fajnie napisane, że czyta się je tak dobrze i dociera się do zakończenia z pewnym zaskoczeniem "to już?!".

Polecam serię Rains każdej dziewczynie, kobiecie, która lubuje się w takich klimatach. Poza tym sądzę, że osobno te powieści też można czytać. Owszem są pewne nawiązania do tomów poprzednich, ale brak ich znajomości, nie jest  odczuwalny. Niemniej polecam zacząć od jedynki, bo w końcu każda ma to coś!

czwartek, 2 lutego 2017

"Ogień, który ich spala" Brittainy C. Cherry

Dziękuję!


Był sobie kiedyś chłopiec, którego pokochałam.
 Logan Francis Silverstone był moim zupełnym przeciwieństwem. Kiedy tańczyłam jak urzeczona, on podpierał ścianę. Przeważnie milczał, podczas gdy mnie trudno było uciszyć. Uśmiech przychodził mu z wysiłkiem, natomiast ja unikałam smutku.
 Pewnej nocy dostrzegłam ciemność, która czaiła się głęboko w nim.
Każdemu z nas czegoś brakowało, jednak razem mieliśmy wszystko. Z obojgiem było coś nie tak, ale obok siebie zawsze czuliśmy, że wszystko jest jak należy. Byliśmy jak spadające gwiazdy przecinające nocne niebo w poszukiwaniu życzenia, modlące się o lepsze jutro.
Aż do dnia, w którym go straciłam. Jedną pochopną decyzją zaprzepaścił nasz związek.
 Był sobie chłopiec, którego pokochałam.
I przez kilka krótkich chwil - trwających tyle co oddech, co szept - pomyślałam, że może i on mnie kocha.

Seria Żywioły wydawnictwa Filia jest emocjonalna, to na pewno. Jest też różnorodna, dajmy na to tom pierwszy Powietrze, którym oddycha był zupełnie inny od drugiego Ogień, który ich spala, ale równie dobry! Osobiście uważam oba te tomy za cudowne i zdania nie zmienię. Drugi tom serii Żywioły pochłonął mnie całkowicie, zupełnie tak jak ogień, który pochłania wszystko, co staje mu na drodze. Zaczęłam i skończyłam go tego samego dnia. Po prostu nie mogłam się oderwać! Ale przejdę do rzeczy i do tego, co mi się podobało. A może znajdzie się też jakiś minusik? Zapraszam do lektury.

Zacznę od tego, że ta książka nie jest lekka i przyjemna. Nie. Ona jest smutna, emocjonująca, czasami zabawna i czasami niezrozumiała... Ale jedno jest pewne - jest świetna! Przynajmniej moim zdaniem, a ostatnio naprawdę ciężko mi dogodzić. A już na pewno od dawna nie przeczytałam całej książki w jeden dzień, a to o czymś świadczy. Potrzebowałam tej ogromnej dawki emocjonalnej, jaką niesie ze sobą Ogień, który ich spala. Swoją drogą nie do końca spodziewałam się tego, co otrzymałam. To znaczy, spodziewałam się dobrej lektury, ale nie tak zaskakującej. Owszem, schematy również się znalazły, ale wiecie co? Nawet niespecjalnie zwracałam na nie uwagę, bo bohaterowie i ich problemy były po prostu ważniejsze. 

Jeśli już o problemach zaczęłam, to o nich napiszę coś więcej. Poznając Logana, wiedziałam, że okaże się on niezłym ziółkiem, ale też dobrym chłopakiem. Dopiero później wyszło szydło z worka. Owszem chłopakiem w głębi duszy jest dobrym, ale potrafi być okrutny. Autorka z początku ukazała go jako słabego chłopaka, który walcząc z własnymi demonami, zatraca się w ciemności. W drugiej części poznajemy nowego Logana. Mężczyznę, który walcząc z demonami, odnalazł własne ja. Pomimo tego, jak okropny był Logan i tego, jak traktował innych, było w nim coś, co mnie do niego przyciągało. I chociaż często negowałam jego zachowanie, i tak wzbudzał we mnie sympatię, co raczej rzadko ma u mnie miejsce. Jeśli jakiś bohater "przegra" sobie u mnie na początku, to ciężko później mi się do niego przekonać, a tutaj niespodzianka!

Poza Loganem jest również Alyssa, dziewczyna z dobrego domu, która była dla Logana ogromnym wsparciem. Jako przyjaciele różnili się od siebie całkowicie i statusem społecznym, i osobowościami, a jednak przeciwieństwa się przyciągają. Alyssa jako dziewczyna z dobrego domu, "powinna" być szcześliwa, bo przecież niczego jej nie brakuje. Jednak gdy poznajemy ją bliżej, dowiadujemy się, jak mylne może być pierwsze wrażenie. Zresztą, to samo można powiedzieć o chłopcu, którego pokochała. Przyznam, że Alyssa czasami mnie drażniła tym, jak łaknęła uwagi Logana, często wychodząc przy tym na głupiutką. Niemniej w gruncie rzeczy jest mądrą, oddaną i silną dziewczyną, która walczy o swoje szczęście. Dlatego te nieliczne chwile, w których mnie drażniło jej zachowanie zastępuję tymi, które zyskały mą sympatię.

Są też postaci poboczne, jak brat Logana, Kellan którego wątek również jest w pewnym momencie tym kluczowym i bardzo wzruszającym. Jest również narzeczona Kellana, Erika, która ma bardzo interesujący nawyk (poznacie go sami) i, która jest przykładem wiernej i oddanej swemu mężczyźnie, kobiety. Ich miłość jest ogromnym pozytywem tej powieści. Są również i czarne charaktery, jak ojciec Logana, który odzwierciedla sobą wszystko, co najgorsze... Oraz matka Kellana i Logana, która niby nie do końca jest czarnym charakterem, ale jakoś nie potrafiłam jej polubić, po akcjach, jakie wyczyniała.

Tak... Właściwie o postaciach powiedziałam całkiem sporo, a przy tym również o samej fabule. A jak oceniam ich kreację? Nie mam jej nic do zarzucenia i przyznać muszę, że każdy z bohaterów odgrywa świetnie swoją rolę. A już na pewno każdy został w najmniejszym szczególe dopracowany. 

Jest tutaj też wielka i wyniszczająca miłość... Właściwie, to ona gra tutaj pierwsze skrzypce... Nie powiem o niej więcej, ponieważ sądzę, że powinniście sami poznać całą historię od podstaw. A nawet nalegam.

Brittainy C. Cherry po raz kolejny sprawiła, że w mych oczach zaświeciły się łzy, a serce mocniej zabiło. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu tej serii. Niewątpliwie zajmuje ona ważne miejsce w moim czytelniczym sercu. Osobiście polecam gorąco! Jeśli lubicie wciągające historie, w których nie jest kolorowo i ciągle wesoło... Książki, które nie są banalne, a historie bohaterów ściskają za serce, to nie tylko Ogień, który ich spala, ale również Powietrze, którym oddycha powinno Wam się spodobać.

wtorek, 31 stycznia 2017

"W plątaninie uczuć" Gabriela Gargaś

Dziękuję!
Historia o prawdziwej kobiecej przyjaźni i o tym, jak trudną sztuką jest pięknie żyć.
Dorota jest mężatką i matką dwójki dzieci, którą przytłacza codzienność i nadmiar obowiązków. Czy znajdzie w sobie siły, by przebaczyć zdradę?
Hanna to trzydziestopięcioletnia singielka, która pnie się po szczeblach kariery w międzynarodowej korporacji. Nie ma czasu na nic, a już na pewno nie na miłość.
 Z kolei Kalina jest w szczęśliwym związku od dziesięciu lat. To właścicielka ekskluzywnego butiku, wiodąca spokojne i poukładane życie. Nagle jej życiu pojawia się dawna miłość i wywraca wszystko do góry nogami.
Życie trzech kobiet zmienia się, gdy stają w obliczu śmiertelnej choroby. Ich przyjaźń zostaje wystawiona na największą próbę.
 Muszą zmierzyć się z własnymi słabościami i pomóc sobie nawzajem.
Bo życie składa się z miliona małych szczęść i kilku wielkich tragedii.
Czasem to właśnie przyjaźń pozwala przetrwać i uwierzyć w przyszłość.
"W plątaninie uczuć", to moja druga, przeczytana książka Gabrieli Gargaś. Pamiętam, że pierwsza mi się podobała, dlatego zapragnęłam poznać inne jej powieści. Tutaj pierwszym co mnie skusiło, była okładka. Subtelna, kobieca grafika na froncie oraz ta kolorystyka, która do mnie przemówiła. Później zapoznałam się z opisem i stwierdziłam, że takie czysto kobiece czytadło jest czymś, czego potrzebuję. A jak z moimi odczuciami na temat całości? Zapraszam do dalszej lektury.

W tej książce głównych bohaterów, a raczej bohaterek jest aż trzy. Dorota - wspaniała mama dwójki chłopców, oddana żona, która beznadziejnie zakochana jest w swoim beznadziejnym mężu, który ją zdradza i właściwie wcale się z tym nie kryje. Przyznaję, że postać Doroty, to nie przypadła mi ona specjalnie do gustu, jeśli chodzi o jej naiwność, a czasem nawet bezmyślność. Beznadziejnie zakochana - to dobre określenie. Mąż ją obraża, rani, zdradza, nie wspiera jej, a ta na siłę próbuję jego i siebie uszczęśliwiać i przekonywać, że to małżeństwo można uratować. Chociaż jak dla mnie od początku było skazane na porażkę. Tutaj jest idealne oddanie słów z okładki "...jak trudną sztuką jest pięknie żyć". Dorota na siłę chce pięknie żyć, ale na szczęście w pewnym momencie - lepiej późno niż wcale - otwiera oczy.

Następną główną bohaterką jest Hanna, wieczna singielka. Niestety nie z własnego wyboru, chociaż można by tak pomyśleć. Hanię polubiłam chyba najbardziej. Taka szczera, otwarta i pełna empatii osoba, która wie czego pragnie, ale boi się po to sięgnąć, bo została zraniona i to nie jeden raz. Czy Hania w końcu otworzy się na swoje pragnienia i zechce spełnić swoje najcenniejsze marzenie? Bardzo jej kibicowałam, ale los jak zawsze, okazał się przewrotny. Daje i zabiera.

Trzecią z przyjaciółek jest nieco pogubiona Kalina, która uważa, że można mieć ciastko i zjeść ciastko. Niestety, tak się nie da. I Kalina staje przed trudnym wyborem, czy zostać ze swoim obecnym partnerem i spróbować zmienić tę nieszczęsną rutynę w prawdziwy związek pełen pasji? Czy może zacząć od pasji i pożądania, które mogą się wypalić zanim dojdzie do konkretów... 

Każda z tych kobiet i oddanych sobie przyjaciółek ma pod górkę. Jedne problemy wydają się błahe na tle pozostałych, jednak wszystkie są ciężkie do rozwiązania. We wszystkim największą rolę odgrywają emocje i uczucia, które są nieodzownym towarzyszem każdego człowieka. Bardzo podoba mi się to, jak Gargaś ukazała przyjaźń w swojej książce. Te trzy panie: Dorota, Hania i Kalina są sobie bardzo oddane i jedna za drugą skoczyłaby w ogień. Nie słodzą sobie niepotrzebnie, a dają kopa wzajemnie. Każda otrzymuje od pozostałych reprymendę za swoje zachowanie, ale i ogromne wsparcie. To jest świetne i często już, niestety, niespotykane. 

Osobiście jestem zadowolona z lektury "W plątaninie uczuć". Gabriela Gargaś jest jedną z lepszych autorek książek obyczajowych w Polsce, jakie czytałam. A mam w najbliższym planie kolejną jej książkę "A między nami wspomnienia", która zbiera same pochwalne opinie, więc nie mogę się doczekać, aż po nią sięgnę. Tymczasem drogie panie, jeśli szukacie fajnej kobiecej literatury, to zainteresujcie się książką "W plątaninie uczuć". Myślę, że warto. 

wtorek, 13 grudnia 2016

"Księgarenka przy ulicy Wiśniowej"


 Dziękuję!
 Pan Alojzy, sympatyczny właściciel małej księgarenki przy ul. Wiśniowej, postanawia zamknąć swój sklepik z książkami. Prowadził go przez prawie pół wieku, ale jest coraz starszy, brakuje mu sił. Chciałby odpocząć i wreszcie zrealizować swoje marzenie o dalekiej podróży do córki, mieszkającej w Australii.
Księgarenka, jego całe życie, zostanie zamknięta, ale nie tak zwyczajnie, z dnia na dzień. Dla jej wiernych, stałych bywalców pan Alojzy przygotował prezenty. Postanowił obdarować ich egzemplarzami swoich ukochanych książek. Dla każdej osoby wybrał pozycję szczególną, taką, która jego zdaniem może być dla tej osoby drogowskazem albo pocieszeniem. Piękna i roztrzepana Celestyna otrzyma od niego Błękitny zamek Lucy Maud Montgomery. Dla tajemniczej Alicji pan Alojzy ma oczywiście Alicję w Krainie Czarów, a dla bezwzględnego reżysera Opowieść wigilijną. Największa niespodzianka spotka jednak Ryszardę Kociołek, w ręce której trafi Wielka księga Kubusia Puchatka.

Książki są przewodnikami duszy, w to wierzy pan Alojzy. Czy ma rację? Czy uda mu się rozświetlić smutne poranki pewnej zapracowanej kobiety, która naprawdę nie znosi Świąt, i przywołać uśmiech na twarz małego chłopca? Czy moc obdarowywania i czynienia dobra ma taką siłę, że smutny sekret pana Alojzego przestanie tak bardzo ciążyć mu na sercu?

W okresie Świąt Bożego Narodzenia (albo nawet przed) lubię zaczytywać się w książkach, które wprowadzają mnie w ten błogi i świąteczny stan. Dlatego odwlekałam czytanie cudownego zbioru opowiadań pt "Księgarenka przy ulicy Wiśniowej", jak tylko mogłam. Ale muszę się z Wami podzielić moją opinią i nakłonić Was do kupienia jej na prezent komuś bliskiemu - bo prezentem będzie idealnym. Jak również do zakupu i przeczytania jej - bo jest świetna i idealna na świąteczny czas. Obudzi ducha świątecznego w każdym, a przynajmniej taką mam nadzieję. Jeśli lubicie takie ciepłe, momentami wzruszające i zabawne powieści, to koniecznie sięgnijcie po "Księgarenkę przy ulicy Wiśniowej".

Czasami żałuję, że w moim mieście nie ma takiego fajnego miejsca jak księgarnia u pana Alojzego. Miejsca pełnego pasji i człowieka tak sympatycznego i uczynnego, którego ze świecą można szukać. Mam wrażenie, że pan Alojzy zna każdego swojego gościa. Wie jaką książką uraczyć swoich klientów... A te książki w okresie Świąt Bożego Narodzenia okazały się zbawienne dla wielu z nich. Pomogły im coś zrozumieć, bo książki są niepozorne, ale mają w sobie to coś...

Czasem, kiedy czytamy książkę, która zmusza nas do refleksji, zastanawiamy się nad wieloma sprawami. Może nawet niejedna z książek pomogła nam w dostrzeżeniu ważnych rzeczy, których wcześniej nie dostrzegaliśmy. Pomogła dokonać ważnych wyborów, może nawet nieświadomie, ale niektóre książki mają moc i to chyba wie każdy ich miłośnik. I właśnie taki przekaz (o ile dobrze zrozumiałam) niesie ze sobą ta piękna pozycja, w której znajdziemy mądre opowieści znanych polskich autorów: Liliany Fabisińskiej, Gabrieli Gargaś, Agnieszki Krawczyk, Remigiusza Mroza, Marty Obuch, Alka Rogozińskiego oraz Magdaleny Witkiewicz. Kilku z tych autorów poznałam poprzez ich powieści, które czytałam, ale kilku co dopiero odkryłam. A to odkrycie tak bardzo mi się spodobało, że chcę więcej.

Opowiadania niby są różne, ponieważ każde z nich jest o innych bohaterach i, co najistotniejsze - pisał je inny autor, który ma swój niepowtarzalny styl. Niemniej każde ma wspólne elementy, a jednym z nich jest tytułowa księgarenka. Nie potrafię wybrać tego, które podobało mi się najbardziej, ponieważ wszystkie mają swój urok i każde podobało mi się z innych powodów.

Dwa słowa na koniec: gorąco polecam!