Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2019

"Drive" Kate Stewart



Muzyka… najwierniejsze odbicie serca. Przeciętna piosenka trwa trzy i pół minuty. Może sprawić, że zatrzymasz się, zamrugasz i pomyślisz o przeszłości lub przeniesie cię do rozrywających serce wspomnień. W szczytowym okresie kariery miałam wszystko, czego pragnęłam i wiodłam wymarzone życie. Odnalazłam swoje tempo, wpadłam we właściwy rytm, ale jakiś czas później odebrałam telefon, który sprawił, że wszystko przepadło. Widzisz, moje ulubione piosenki potrafiły się na siebie nakładać i grać równocześnie. Zakochałam się w melodii jednego mężczyzny a słowach drugiego. Jeśli chodzi jednak o podkład muzyczny naszego życia, to czy ktokolwiek potrafiłby wybrać ulubioną piosenkę? I właśnie po to, by wyzbyć się wątpliwości, zrezygnowałam z miejsca w pierwszej klasie samolotu i postawiłam na jazdę samochodem i przemyślenia. Dwa dni. Jedna playlista. I długa droga do domu, do czekającego na mnie mężczyzny.

Muzyka jest ważna ważna w życiu chyba każdego z nas. Każdy ma swoje ulubione piosenki, ulubionych wykonawców, czy gatunek. Towarzyszy nam podczas ważnych momentów, w domu, w drodze do pracy/szkoły/na wakacje, podczas uprawiania sportu, czy nawet w pracy.  Dla bohaterów "Drive" muzyka jest życiem. A autorka w piękny sposób opisuje, jak jej bohaterowie kochają dźwięki muzyki. Jak nią żyją. Można powiedzieć, że muzyka jest ich powietrzem, które jest wtłaczane w ich ciało. Cieszę się, że miałam możliwość przeczytania tej książki, bo jest naprawdę piękna.

Muszę przyznać, że Filia wydaje cudowne powieści o miłości. Chociaż właściwie na pozostałe też nie narzekam. Dlatego ufam temu wydawnictwu, jeśli chodzi o wydawane pod ich szyldem książki. Wręcz ich łaknę! I "Drive" okazała się jedną z tych dobrych powieści, które powinna przeczytać każda osoba lubiąca ich powieści. Jest to Must read fanek romansów, NA, i YA.

Jeśli chodzi o sam początek, to niestety ciężko było mi się w niej zakochać, ale im dalej w las, tym lepiej. I chociaż zakończenie było do przewidzenia, to po drodze autorka rzucała nam inne rozwiązania, ale widać było, że to taki zabieg dla zamydlenia oczu. Sprytna bestia! Było również kilka absurdalnych sytuacji, które mnie śmieszyły, ale co tam. Przymykam na to oko, bo jeśli chodzi o całość, to jestem na tak. Jeśli Kate Stewart wyda coś nowego, to ja chętnie po nią sięgnę, bo autorka ma fajny styl i podobała mi się jej powieść. Liczę na więcej takich!

Sądziłam, że "Drive" wzbudzi we mnie więcej emocji, że może poleci jakaś łezka, a tutaj nic. A szkoda, liczyłam na płaczliwe momenty - czasami lubię sobie popłakać nad książką. No nic, może następnym razem? Niemniej książkę polecam, wrażliwcom, czytelnikom, którzy lubują się w powieściach wciągających i lekkich zarazem. Miłość gra tutaj pierwsze skrzypce, więc fani romansów będą zadowoleni.

piątek, 19 kwietnia 2019

"Macocha" Natasza Socha


Przezabawna i ciepła opowieść o tym jak trudno pokochać obce dziecko. Szczególnie jeśli ono jest dorastającą panną, ma pryszcze i dość szczególny światopogląd…
Roma wzięła ślub z fajnym facetem. Mogli żyć długo i szczęśliwie gdyby nie to, że pewnego dnia w drzwiach ICH mieszkania stanęła JEGO córka...
Roma dobiega trzydziestki, kocha i jest kochana przez swojego męża - weterynarza Bruna.
Sielanka zostaje brutalnie przerwana przez wtargnięcie w ich spokojne życie czternastoletniej Kasi, córki Bruna z pierwszego małżeństwa.
Niezależna, czasami lekkomyślna i zupełnie do tego nieprzygotowana Roma zostaje z dnia na dzień macochą krnąbrnej i bezczelnej dziewczyny o niewyparzonym języku.
Czy uda im się do siebie zbliżyć? Czy dwie tak silne osobowości potrafią żyć pod jednym dachem?
Jak zachowa się w środku tego huraganu Bruno?
Dowcipna i wzruszająca powieść o nietypowej rodzinie w nietypowej sytuacji. 

Szukacie czegoś lekkiego i zabawnego? Czegoś, przy czym można się zrelaksować, nie myśleć, po prostu czytać? Mam takie coś. A jest to "Macocha" autorstwa rodzimej autorki, która zapewne znana jest większości czytelniczek - Natasza Socha. Na instastories wrzucałam kilka zabawnych tekstów z książki i za każdym razem miałam sporo wiadomości prywatnych z pytaniem "co to za książka?". Myślę więc, że sporo osób zainteresowałam na tyle, by po nią sięgnęli. 

Nie powiem, żeby tak do końca było sielankowo, bo główna bohaterka owszem, jest zabawna i bystra, ale bywa również chamska i wkurzająca. Ha! Nigdy nie może być za dobrze. Wiecie, Roma to taka lekko sfrustrowana kobieta, która chciałaby aby jej ukochany mąż poświęcał czas jej i tylko jej. A nie jakiejś wredocie, która wpakowała się w ich życie. A! Ta wredota, to córka męża Romy z poprzedniego małżeństwa. W sumie, nie dziwię się kobiecie, bo w każdy plan muszą wpisywać Kasię (w tej roli wspomniana wredota). Zero prywatności, zero wspólnych romantycznych wyjazdów we dwoje, bo jest jeszcze to trzecie. I te wszystkie sytuacje są przezabawnie opisywane. Wiele razy śmiałam się w głos! Co naprawdę podczas czytania książek, rzadko mi się zdarza. Autorko - wielki plus za humor!

Forma, jaką Natasza Socha przedstawiła nam swoje dzieło też jest ciekawa. Otóż całą historię poznajemy w taki sposób, jakbyśmy czytali dziennik głównej bohaterki. Mamy datę, dzień a czasem zdarzała się również i pora dnia. Z taką formą rzadko miałam do czynienia, więc było to tym bardziej ciekawe doświadczenie. 

Język lekki, przyjemny. Książkę czyta  się szybciutko, a nawet rzekłabym - ekspresowo! Świetnie spędziłam z nią czas i pewnie kiedyś jeszcze do niej wrócę. Może wtedy, kiedy będę potrzebowała czegoś, co mnie rozweseli, poprawi humor. Na takie ewentualności, ta książka jest w sam raz!

Jednak nie jest to tylko komedia pisana. Wiecie... W tej historii są dwie strony medalu. Jest to powieść słodka, ale i czasami gorzka, ale o tym dlaczego, musicie przekonać się sami. Osobiście polecam!


niedziela, 17 marca 2019

"Zostań ze mną" K.A. Tucker


Nowa powieść bestsellerowej autorki K. A. Tucker!
Calla Fletcher nie miała nawet dwóch lat, gdy matka wywiozła ją z Alaski, nie mogąc dłużej znieść izolacji i wiejskiego trybu życia. Dwudziestosześcioletnia dziewczyna zna tylko życie w wielkim, zatłoczonym Toronto. Kiedy dowiaduje się jednak, że dni jej ojca, który pozostał na Alasce, są policzone, zdaje sobie sprawę, że nadszedł czas na długą podróż do odległego miasteczka, w którym się urodziła.
Calla stawia czoła dzikiej przyrodzie, dziwacznym porom naturalnego światła, wygórowanym cenom, nawet konieczności korzystania z wychodka, a wszystko to, by poznać ojca. Podczas gdy dziewczyna stara się przywyknąć do surowego środowiska, nieuczesany, arogancki miejscowy pilot, który pomaga w prowadzeniu firmy czarterującej samoloty jej ojca, nie potrafi sobie wyobrazić życia w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. I z chęcią odstawi Call do domu, przekonany, że jest zbyt rozpieszczona, by poradzić sobie na odludziu.
Niebawem jednak między dwojgiem zupełnie różnych ludzi, rodzi się nieoczekiwane uczucie. Calla nie zamierza jednak zostać na Alasce, a Jonah nigdy z niej nie wyjedzie.
Czy przystojny pilot i rozkapryszona dziewczyna z Toronto znajdą w końcu do siebie drogę? Czy będą potrafili poświęcić się dla miłości? Czy powtórzy się historia rodziców dziewczyny?

Jeśli macie ochotę na przyjemną historię obyczajową, to z całym sercem polecam Wam "Zostań ze mną". Już sama okładka wprawia w taki spokojny i nostalgiczny nastrój.

Bardzo cieszy mnie to, że wydawnictwo posłuchało swoich czytelników (ogromne brawa!) i zostawiło powyższą okładkę. Jestem w niej zakochana. W tej prostocie, zieleni i... W kapeluszu dziewczyny ze zdjęcia. Też chcę taki! 

K. A. Tucker już znam z jej poprzednich książek. Mam za sobą "Przez niego zginę", która bardzo mi się podobała. Jest również "Dziesięć płytkich oddechów", która kompletnie mi się nie podobała. A teraz przyszedł czas na "Zostań ze mną", która sprawia, że nawet teraz się uśmiecham. I jest dowód na to, że warto dawać szanse autorom, nawet jeśli kilka ich książek nam się nie podobało, bo może nam się nie podobać 5 książek tego autora. Natomiast ta 6 nas w sobie rozkocha. 

Pokochałam każdą z postaci, jakie stworzyła Tucker. Podczas czytania tej książki, przeżywałam wszystko, co się z nimi działo. Nie wiem czy już ochłonęłam po tej lekturze, bo pisząc tę opinię, nadal targają mną emocje, ale spróbuję coś sklecić. Wracając do postaci. Calla, jako główna bohaterka tej powieści jest postacią bardzo sympatyczną (jak każda w tej książce). Opuszcza swoje wygodne życie i wyrusza w podróż. Surowy klimat Alaski niekoniecznie jej pasuje, ale co zrobić. Z początku myślałam, zupełnie tak samo jak Jonah, że Calla jest taką wymuskaną, delikatną i próżną dziewczyną, która nie odnajdzie się w tym surowym klimacie. Okazuje się jednak, że oboje z Jonahem się myliliśmy, bo to naprawdę konkretna i twarda dziewczyna!

Jonah, to ten typ bohatera męskiego, który ja bardzo lubię. Surowy, męski, zabawny, złośliwy, taki trochę mruk, ale bardzo opiekuńczy i o złotym sercu. Bohater, do którego trzeba się przekonać, ale kiedy już to zrobicie (a szybko do tego dojdzie), pokochacie go. Jonah nie miał łatwego życia i to właśnie ono sprawiło, że jest taki, a nie inny.

Ojciec i matka Calli, nastoletnia Mabel, Agnes oraz Simon - nie znajdziecie tutaj toksycznego charakteru. Mam wrażenie, że Tucker podczas tworzenia ich postarała się jak nigdy. Już dawno nie czytałam powieści w której byłyby tak pozytywne, sympatyczne postaci. Tworzą one kwintesencję "Zostań ze mną".

Poza tym bardzo podobał mi się pomysł na fabułę. Motyw przebaczenia i powrotu w rodzinne strony. To ogromne poświęcenie prawdziwej miłości. Autorka kupiła mnie również samym miejscem, w którym odbywa się główny wątek - Alaska. Przepięknie! Niech napisze jeszcze coś, co będzie miało miejsce w Australii i będzie kolejna miłość z mojej strony. 

Jeśli chodzi o "Zostań ze mną", to ja jestem ogromnie na tak i Wam również polecam tę powieść. Z całego serca!

czwartek, 14 marca 2019

"Cymanowski Młyn" Stefan Darda, Magdalena Witkiewicz


Małżeństwo Moniki i Macieja przechodzi głęboki kryzys.
Oboje łudzą się, że tajemniczy prezent: urlop w leśnym pensjonacie, z dala od ludzi i cywilizacji, może jeszcze wszystko uratować. Początkowo ulegają romantycznym chwilom, jednak nagły wyjazd Macieja budzi demony przeszłości. Łukasz, przystojny syn właściciela, do złudzenia przypomina Monice jej byłego narzeczonego. Czy to tylko przypadkowe podobieństwo?
Wyjazd, który miał ratować związek, okazuje się początkiem trudnych do wyjaśnienia i niepokojących zdarzeń. Nic nie jest oczywiste, bohaterowie głęboko skrywają tajemnice, a na światło dzienne wypływają przerażające wspomnienia o krwawych zbrodniach sprzed lat.
Kim tak naprawdę jest Łukasz? Czy małżeństwo Moniki i Maćka przetrwa próbę sił? I jaką rolę pełni dziewczynka ze starej wyblakłej fotografii?

Jak pewnie wiecie, ja nieczęsto sięgam po twory polskich pisarzy. Jeśli już to robię, to zastanawiam się trzy razy - czy aby na pewno chcę, to przeczytać. Dlatego jeśli polecam Wam coś, napisanego przez rodzimych twórców, to na pewno nie będzie to coś złego. "Cymanowski młyn" zaciekawił mnie dlatego, że zobaczyłam tekst "Mistrzowskie połączenie thrillera i powieści obyczajowej". Jeśli chodzi o słowo "mistrzowskie" - poddawałam to w wątpliwość, ale reszty byłam bardzo ciekawa. Jak więc wypadł ten misz-masz powieściowy? Zapraszam do lektury!

Początek był interesujący. Poznając Macieja i Monikę stwierdziłam, że będzie interesująca. Nie wyglądali mi na jakieś wyjątkowo dobrane małżeństwo. Jak się później okazało, przytłoczyła ich rzeczywistość. Ciągły stres i życie w dzikim pędzie. Pędzie za doskonałością, luksusem i życiem idealnym. Niestety coraz częściej widzę takie zaślepienie. Ludzie nie dostrzegają i co najważniejsze: NIE DOCENIAJĄ - tego, co już mają. Często szukają przygody, ekscytacji, czegoś nowego. A przeważnie, takie poszukiwania nie przynoszą niczego dobrego. Nie mam tutaj na myśli chociażby takiej przygody, jak wycieczka, której pragnęliśmy już od dawna. Mam głównie na myśli niby niewinny flirt, zdradę - potrzebę zmiany, bo komuś życie z ukochaną osobą się znudziło. A przecież życie jest zbyt krótkie, aby je poświęcić jednej osobie - CO ZA BZDURA! Jak słyszę taki tekst, to słabnę. Serio.

I właśnie małżeństwo MM okazało się czymś takim, jak wyżej napisałam. W tej książce dzieje się naprawdę wiele. Jednak sądzę, że ten fantastyczny motyw, jest przesadzony i taki... Nie wiem sama, mnie się nie podobał i kiedy tylko "zaistniał" w treści, jakoś tak, książka podobała mi się coraz mniej. Myślę, że gdyby autorzy inaczej rozegrali ten aspekt powieści, byłoby naprawdę super. A tak... ja mam niedosyt. 

Kreacja bohaterów naprawdę na plus. Pomysł na książkę - super! Cała ta intryga szła w dobrym kierunku i tak do połowy książki oceniam ją dobrze, ale im dalej w las, tym słabiej. A szkoda. Plus za lekkość całości. "Cymanowski młyn", to książka z tych, które czyta się szybko i przyjemnie. Widać, że autorzy są doświadczeni w pisaniu powieści. Komu polecam? Właściwie, to każdemu. Przekonajcie się sami, czy Wam się spodoba! Zapraszam do "Cymanowskiego młyna", jedno jest pewne -  będzie się działo.


piątek, 1 marca 2019

"Dom Jętki" James Hazel



To znowu się dzieje.
W lesie zostaje znalezione ciało mężczyzny z rozszarpaną klatką piersiową.
Wszystkie dowody wskazują, że ofiara sama się okaleczyła, żeby uśmierzyć niewiarygodne cierpienia.
Były detektyw Charlie Priest zostaje napadnięty we własnym domu przez mężczyznę, który twierdzi, że posiada poufne informacje na temat tajnego stowarzyszenia. Kiedy następnego dnia napastnik zostaje brutalnie zamordowany, Priest staje się głównym podejrzanym.
Jedynym wyjściem na oczyszczenie z zarzutów jest rozwiązanie zagadki, która sięga dramatycznych wydarzeń z przeszłości. W miarę postępów śledztwa odnajduje połączenia z Domem Jętki - tajnym stowarzyszeniem, które zamierza wcielić w życie śmiertelny plan.
Zaczyna się szaleńczy wyścig z czasem. Czy Priestowi uda się zatrzymać bieg historii i sprawić, by się nie powtórzyła?

 Z tą pozycją miałam tak, że początek był wyśmienity, później jakby wszystko zwolniło i powoli się rozwijało, a ja potrzebowałam czegoś z mocniejszym przytupem. Miałam ochotę przeplatać tę książkę z inną, bardziej dynamiczną, ale jakoś nie mogłam przestać myśleć o tym wszystkim, co dzieje się w tytule "Dom jętki"... I nie sięgnęłam po inną. A to znaczy tylko jedno... Ta książka ma coś takiego, że nie mogłam się od niej oderwać. Nawet pomimo tej - czasami - monotonnej akcji. 

Mam za sobą wiele książek o tematyce wojennej. Jeśli dany autor dobrze radzi sobie z zobrazowaniem interesujących faktów historycznych, wplatając współczesność, cieszy mnie to. Czy Hazel sobie z tym poradził? Jak na debiut, moim zdaniem poradził sobie całkiem nieźle. Podobał mi się pomysł, bohaterowie, wojenne eksperymenty medyczne, tortury... a przede wszystkim wciąga. "Dom jętki" posiada wszystko to, co dobry thriller posiadać musi. 

Poznając Charliego, zastanawiałam się czy go polubię. Przyznam, że trochę mnie wkurzał i myślałam, że jego postać jest z lekka przerysowana. Ale szybko zmieniłam zdanie. Nie zapałałam może ogromną sympatią do tego bohatera, ale przyznaję, że ma on ciekawie skonstruowaną osobowość i na pewno nie jest postacią tuzinkową. Bardzo polubiłam siostrę głównego bohatera, Sarę. Kobietę która bardzo ceni sobie rodzinę, ale ma trudności z przebaczeniem swojemu drugiemu bratu... I przechodzimy do bardzo tajemniczej i bardzo interesującej mnie postaci o imieniu William. Mężczyzna przebywa w zakładzie psychiatrycznym po tym, co zrobił. Nie będę więcej zdradzała, ale mam nadzieję, że w dowiem się jeszcze więcej o tym bohaterze w kolejnych tomach.

Książkę czyta się naprawdę szybko, może też dlatego, że czytelnik pragnie dowiedzieć się o co chodzi z tymi jętkami. Z tymi przerażającymi zbrodniami, z tym, co stało się w przeszłości i w ogóle... rozgryźć to wszystko, o czym mowa w treści. Mnie ciekawość wręcz zżerała, więc myślę, że jeśli sięgniecie po "Dom jętki", to z Wami będzie tak samo. Ja lekturę polecam.

środa, 6 lutego 2019

"Jesteś moim teraz" M. Leighton


Dane James był moim sąsiadem. Silny i sumienny, stanowił dla mnie zakazany owoc.
Ale zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Choć pragnęliśmy być razem, nie mogliśmy poddać się uczuciu. Kochaliśmy się przez większość życia, ale los miał dla nas inne plany. Wiedział, że się zakochamy, wiedział, że się rozstaniemy. Wpadliśmy
w powtarzający się cykl, który był niczym przekleństwo powracającego koszmaru lub nadzieja na znajomy, dobry sen.


Pamiętam, jak bardzo podobała mi się poprzednia powieść Leighton, zatytułowana "Jesteś moim zawsze".  Pozwolę sobie tutaj przytoczyć moje słowa: Kolejna mocna i wzruszająca książka od wydawnictwa Filia. I to samo tyczy się "Jesteś moim teraz". Jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo autorka zmieniła podejście do tej książki. Myślałam, że będzie to coś podobnego do poprzedniej jej powieści, ale nie! Tutaj jest ZUPEŁNIE INNA BAJKA. Cholernie dobra książka. Wciągnęła mnie w swoje odmęty tak, że przeczytałam ją w jeden dzień. Odsyłam Was do recenzji poprzedniej książki autorki [KLIK]

"Jesteś moim teraz", to urzekająca historia o poświęceniu, wielkiej, ponadczasowej i prawdziwej miłości nie tylko tej damsko-męskiej, lecz i matczynej. Historia o wybaczeniu, mocy prawdy...
Po prostu, opowieść o życiu, bowiem w życiu każdego z nas, właśnie takie rzeczy się dzieją. Wybaczamy tym, którzy nas skrzywdzili. Poświęcamy siebie, czas i wiele innych rzeczy dla tych, których kochamy. Obdarzamy najmocniejszym uczuciem osoby, które na to zasługują i pragniemy tego samego. Wierzymy, że będzie dobrze, chociaż życie często nas sprowadza do podejmowania myśli, czynów i decyzji, których niekoniecznie jesteśmy w stanie logicznie wytłumaczyć - "bo przecież tak będzie lepiej". Każdy z nas otrzymuje drugą szansę, a to jak ją wykorzystuje, to już jego indywidualna sprawa. 

Ona - dziewczyna z dobrego domu, która nie ma łatwego życia. Musi podporządkować się matce
i apodyktycznemu ojczymowi. Z początku nie jest akceptowana w swojej szkole, ponieważ pochodzi z biednej rodziny, a to właśnie dzięki ponownemu związkowi matki, staje się dziewczyną z wyższych sfer. Zakochuje się w Nim. Chłopaku, który jest synem farmera. Ich miłość jest zakazana, a wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej...

Główną bohaterkę, której na imię Brinkley, poznajemy jako zagubioną dziewczynkę, która musi odnaleźć się w świecie, gdzie rządzi pieniądz i status społeczny. Ciężko jest jej się wpasować w ten świat. Nie może dogadać się z rówieśnikami, a rozumie ją tylko On. Dane James. Chłopak, z którym taka dziewczyna, jak ona, nie powinna się spoufalać. Jak możemy się domyśleć, jest wręcz przeciwnie. Obie te postaci ciągnie do siebie jak magnes. Śledzimy ich losy od czasu, kiedy są dzieciakami, do czasu, kiedy są dorośli. Jednak będąc nastolatkami popełniają wiele głupstw i muszą liczyć się z ich następstwami...

"Jesteś moim teraz", to książka która powinna spodobać się fanom romantycznych serii wydawnictwa Filia. Jestem pewna, że urzeknie ich ta historia. Jeśli szukacie, wciągającej, poruszającej, niecukierkowej i życiowej powieści, to powinniście sięgnąć właśnie po ten tytuł. Nie zawiedziecie się, bo ta książka jest naprawdę dobra.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

"Morderczyni" Sarah A. Denzil

Dziecko zabiło dziecko.


Tak orzekł sąd.
Ale kto tak naprawdę zabił Maisie Earnshaw?

Siedem lat temu sześcioletnia Maisie zostaje zamordowana.
Odpowiedzialność za jej śmierć spada na czternastoletnią Isabel. Dziewczynka nic nie pamięta, ale na ubraniu i dłoniach ma krew Maisie. Sąd skazuje ją za morderstwo.

Leah zaczyna pracę w szpitalu psychiatrycznym dla szczególnie niebezpiecznych przestępców.
Poznaje Isabel i spędza z nią dużo czasu.
Wkrótce zaczyna podejrzewać, że ktoś inny jest winien śmierci dziewczynki sprzed siedmiu lat.
Jeśli tak, to kto to zrobił?
I czy da się zwrócić młodej dziewczynie skradzione dzieciństwo i zdjąć z niej piętno morderczyni?

Jak daleko się posuniesz, kiedy myślisz, że morderca jest niewinny? Nowy thriller autorki bestsellerowego „Milczącego dziecka”

Autorkę poznałam dzięki przeczytaniu jej poprzedniej książki "Milczące dziecko". Jednak nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Nastawiłam się na "będzie dobrze", a otrzymałam "o matko! jakie to jest dobre!". Także... możecie się spodziewać, że książka jak najbardziej przypadła mi do gustu. Ha! Niedopowiedzenie... BARDZO MI SIĘ SPODOBAŁA! Tak lepiej. Zatem przejdźmy do konkretów, bo te na pewno bardziej Was interesują.

Przyznam, że trochę czekałam, aż fabuła się rozkręci, ale było warto. Autorka potrafi budować napięcie i namącić czytelnikowi w głowie. Oj potrafi! po zakończeniu lektury ciągle nachodziły mnie myśli "ale jak to? i co teraz?". Czytając inną książkę, myślami wracałam do Morderczyni - tak to już jest z dobrymi książkami. Nic nie zrobisz.

Pytanie: kto jest tym złym? Czy Maisie rzeczywiście zginęła z rąk dziewczynki? Czy może jednak jest jakieś drugie dno... Jak do tego doszło? Co się stało? I wiele innych, dręczyło mnie podczas lektury. Poza tym, dwie główne bohaterki - Leah i Isabel są tak skonstruowane przez Denzil, że ciężko je rozgryźć. Przekonałam się na własne oczy, że po prostu się nie da i wiecie co? Za kreację bohaterów, autorka powinna dostać owacje na stojąco. Nie chcę za wiele się tutaj rozpisywać, bo mogłabym zepsuć potencjalnemu czytelnikowi zabawę z lektury i rozwiązywania zagadki... A jednocześnie mam tyle do przekazania!

Dlatego nie będę ciągnęła tej opinii... Napiszę jeszcze, że jeśli sięgniecie po Morderczynię, to myślę, że lektura zagwarantuje Wam kilka godzin świetnej rozrywki. Sporo się nakombinujecie rozwiązując zagadkę wraz z bohaterami i nie będziecie się nudzić. Polecam gorąco i sama czekam na tom drugi, bo z tego, co widzę, to Morderczyni jest pierwszym tomem cyklu o Isabel Fielding. Zatem drogie Wydawnictwo Filia - (nie)cierpliwie wyczekuję kontynuacji.

czwartek, 5 kwietnia 2018

"Lewa strona życia" Lisa Genova


Dziękuję!
Sarah Nickerson jest kobietą sukcesu, ucieleśnieniem marzeń o spełnieniu – świetna praca, szczęśliwa rodzina, piękny dom na przedmieściach Bostonu.
Bez przerwy w biegu, perfekcyjnie łączy obowiązki rekruterki w dużej korporacji z odwożeniem dzieci do żłobka i na zajęcia pozalekcyjne, będąc jednocześnie boginią domowego ogniska.


Jakimś cudem Sarah panuje perfekcyjnie nad każdą chwilą swojego życia. Do czasu.
Wystarczy sekunda, mgnienie oka, nieszczęśliwy zbieg okoliczności, by ten perfekcyjny układ rozsypał się, a jego tryby rozprysły się na wszystkie strony.


Na skutek wypadku samochodowego Sarah doznaje skomplikowanego urazu mózgu, na skutek którego traci zdolność postrzegania istnienia lewej strony. Połowa świata znika z jej świadomości i Sarah po raz pierwszy staje się zależna od innych. Walcząc o nową siebie, musi pożegnać starą tożsamość i życie, które już nigdy nie powróci. Musi odkryć nowe, czekające na nią przeznaczenie i przekonać się, że istnieją rzeczy większe i ważniejsze niż to, co do tej pory uważała za szczyt marzeń.

Książki tej autorki za każdym razem do mnie trafiają. Nie zdarzyło się jeszcze, żebym nad którąś kręciła nosem. Dlatego z ogromną przyjemnością poznawałam losy Sary oraz jej rodziny. Lewa strona życia, to kolejna historia, w której autorka pokazuje czytelnikom, jakie spustoszenie w organizmie człowieka oraz w jego życiu osobistym, sieje choroba. Przyznać muszę, że nie od samego początku wciągnęłam się w wątek i w ogóle, jakoś topornie szło mi czytanie pierwszych rozdziałów. Jednak kiedy już wsiąknęłam, to na dobre.

Sarah wiodła życie w bardzo szybkim tempie… Można powiedzieć, że w pracy, to taki wyścig szczurów, w sumie czemu się dziwić, w korporacjach tak zazwyczaj bywa. Ambitna, przebojowa i twarda babka, która musiała wiele razy udowodnić, że bycie kobietą na tak wysokim stanowisku powinno być czymś normalnym. Często musiała dosłownie się zaharowywać, żeby utrzymać przed przełożonymi, że daje sobie świetnie radę. Przez to w domu miała niewiele czasu dla dzieci i męża, i póki nie stało się to, co się stało, nie była świadoma tego ile ją omija. Pewnego dnia wszystko staje pod znakiem zapytania.

Bardzo, ale to bardzo podoba mi się kreacja bohaterów. Sama główna bohaterka, która żyje bez swojej lewej strony życia, jest silną, mądrą, zdeterminowaną i sympatyczną kobietą. Zaś jej rodzina, dwójka dzieci, mąż i matka – jest dla niej ogromnym wsparciem i powodem do życia. Autorka świetnie to wszystko ukształtowała w jedną, wzruszającą i podnoszącą na duchu całość.

Ta książka daje do  myślenia. Czy naprawdę musi stać się coś strasznego, jakaś tragedia, by ludzie przejrzeli na oczy i zobaczyli, co jest ważne w życiu? Nie praca, nie kasa kasa kasa, ale rodzina, uczucia, emocje… Dobrym przykładem na to, jest właśnie Lewa strona życia. Polecam ją głównie kobietom dojrzałym, świadomym własnego życia, wartości, zdrowia… Myślę, że właśnie takie Panie ją docenią, a książka ta, niewątpliwie zasługuje na to, aby ją docenić.

niedziela, 11 lutego 2018

"Milczące dziecko" Sarah A. Denzil



Dziękuję!
Latem 2006 roku Emma Price bezsilnie patrzyła, jak z rzeki wyłowiono czerwoną kurtkę jej sześcioletniego syna, Aidena. Ciała nie odnaleziono.
Dopiero dziesięć lat później Emma odkryła, że na powrót może cieszyć się życiem. Wyszła za mąż, oczekuje drugiego dziecka i poczuła, że znowu ma kontrolę nad swoim życiem.
I wtedy wraca do niej Aiden.
Chłopak nie jest w stanie mówić, ale jego ciało opowiada historię zaginięcia. Liczne rany i złamania rzucają nieco światła na koszmar, przez który przeszedł. Okazuje się również, że Aiden wcale nie wpadł do wody. Aiden został porwany.
Emma usiłuje porozumieć się z nastolatkiem i odkryć tożsamość sprawcy bestialskich czynów. Ale kto w ich małej wiosce mógł dopuścić się tak straszliwej zbrodni?
Tylko jej syn zna całą prawdę. Jednak jak opowiedzieć o niewyobrażalnym?

Sięgając po tę książkę miałam nieodparte wrażenie, że będzie mnie ona trzymała w napięciu do samego końca. Nie wiem czemu… Może przez tę okładkę – prostą, a jednocześnie działającą na wyobraźnię? Opis również mnie mocno zainteresował, bo chciałam dowiedzieć się, co też przytrafiło się temu małemu chłopcu i jak autorka rozwinie ten główny wątek. Książka Milczące dziecko mnie nie zawiodła, chociaż przyznam, że jeden ważny element był do przewidzenia…

Książkę czyta się naprawdę dobrze, choć nie ma w niej wielu porywających momentów, takich wiecie… Z dużą dawką akcji i zmiennych emocji. Jednak to stonowanie dodaje jej (moim zdaniem) klimatu. I mnie się ten "spokój" bardzo podobał. Nie myślcie sobie, że jak nie ma takiej żywej akcji, to będziecie się nudzić, albo, że książka nie wzbudzi w Was emocji. O! Co to, to nie. Historia Aidena wzbudza wiele emocji. I zastanawiam się, które przodowały. Wydaje mi się, że niepokój, żal i poczucie swego rodzaju niemocy, czy niesprawiedliwości  -  o tak, tego jest tutaj naprawdę wiele.

A i kreacja postaci daje dużo dobrego. Autorka bardzo fajnie ukazała nam syndrom sztokholmski, który cechuje przywiązanie ofiary do oprawcy, chociaż… A nie, nie powiem, bo zdradzę istotną kwestię! Niemniej to, jak Sarah ukazała nam Aidena, jego zachowanie, czasami przyprawiało mnie o tak zwane ciary. Ogólnie nie przepadam za motywem dzieci w horrorach – bo zwyczajnie się ich boję! Może stąd te ciary *myśli*. Tak, zdecydowanie. Irytowała mnie postać Emmy (matki chłopca). Nijak nie mogłam się do niej przekonać, bo kiedy już było blisko, to ta znowu coś odwalała. Niemniej uważam, że właśnie taka kreacja tej bohaterki działa pozytywnie na całą historię i dodaje jej swego rodzaju realizmu.

Tajemnica do odkrycia. Podejrzeń miałam wiele i już byłam nawet pewna swego, ale autorka zaraz dała mi prztyczka w nos i traciłam pewność. Zakończenie – każdy w pewnym momencie pomyśli sobie "ha! Wiedziałam/łem", a tutaj niespodzianka!
Bardzo dobra książka. Polecam fanom gatunku i nie tylko.

niedziela, 21 stycznia 2018

"Art & Soul" Brittainy C. Cherry


Opis wydawcy:
W szkole średniej byłam młodą, niepozorną artystką.
Nie zauważano mnie. Pomijano. Olewano.
Teraz jestem Arią Watson... „Tą” dziewczyną.
Jedna zła decyzja i zostałam zauważona – przypięto mi etykietkę puszczalskiej. Zostałam zdzirą.
Śmieciem.
I już nigdy nie będę niewidzialna.
Szczególnie dla Leviego Myersa. Był dziwnym chłopakiem o pięknej duszy, który zaakceptował i zrozumiał ukrytą w moim wnętrzu zbolałą dziewczynę.
Nie planowałam się zakochać. Jednak czy mogłam oprzeć się jego obietnicom? Przebaczeniu? Przyszłości, o której już prawie przestałam marzyć?
Byliśmy rozbici. Poznaczeni bliznami. Byliśmy dziwni i piękni zarazem.
Byliśmy dwiema zagubionymi duszami, które trzymały się jedynej rzeczy mogącej je spoić.
Siebie nawzajem.

O co chodzi?

Poznajemy dwójkę nastolatków, których los nie oszczędził i w zasadzie z biegiem fabuły – nadal nie szczędzi. Po Brittainy C. Cherry można spodziewać się tylko lektury, która wzbudza dużo emocji. Chociaż jest jedna książka tej autorki, która wzbudziła we mnie tylko te negatywne emocje, to jednak dałam jej szansę i dobrze zrobiłam, bo cała reszta jej powieści (oczywiście dotąd przeczytanych) przypadła mi do gustu. Niemniej nie odbiegając od tematu, o co chodzi w Art&Soul? Chodzi o pewnego rodzaju odkupienie. Levi pragnie nawiązać więź ze swoim ojcem, która lata temu została utracona. Chłopak próbuje zrozumieć, co takiego się stało, że po rozwodzie rodziców wszystko legło w gruzach. Aria pragnie zrozumienia, wsparcia i miłości. Zwłaszcza od swoich rodziców, którzy po wieściach, jakie dziewczyna im przedstawiła traktują i patrzą na córkę inaczej. Czy ta dwójka poradzi sobie z przeciwnościami losu?
Jak to z tymi postaciami:
Osobowości Leviego i Arii przypadły mi do gustu. Polubiłam się z nimi od samego początku, przyznaję, że czasami Aria mnie lekko (leciuteńko) drażniła swoim zachowaniem. Na szczęście takich sytuacji było bardzo mało. Brittainy C. Cherry stworzyła sympatyczne „poobijane życiowo” postaci. Jednak nie znalazłam w ich kreacji niczego, co jakoś specjalnie wyróżniałoby je na tle innych.

Dobrze się czytało?

Art.&Soul to książka z tych, które czyta się bardzo dobrze. Lekkość pióra autorki jest mocno wyczuwalna. Przeczytałam ją (o ile dobrze pamiętam) w dwa/trzy wieczory. Pomimo nie do końca lekkiego wydźwięku tej historii, niesamowicie lekko się ją czyta i (w moim mniemaniu) odbiera. Treść nie zmusiła mnie do jakichś życiowych przemyśleń czy refleksji.

Wnioski:

O tej książce swego czasu mówił cały Internet. Zapragnęłam ją mieć nie tylko ze względu na promocję, na opis wydawcy, ale również ze względu na piękną okładkę, która moim zdaniem niezaprzeczalnie ma to „coś”. Dostałam ją na urodziny jakoś niedługo po premierze i tak sobie leżała… Czekała, aż emocje opadną i będę mogła do jej treści podejść ze spokojem i z mglistym wspomnieniem tego, co na jej temat przeczytałam. Myślę, że była to dobra decyzja, bo wcześniej miałam wobec niej niemałe oczekiwania, a teraz wzięłam się za nią na chłodno i jestem z lektury zadowolona. Niemniej nie jest ona jakoś wielce wyróżniająca się na tle innych powieści tego typu. Są nastolatkowie, którzy mają różne problemy – to już było wiele razy. Jest uczucie rodzące się pomiędzy nimi – to też już było. I jest szkoła, w której są jakby odludkami – przerabiany temat. Jednak książka ma to „coś”, co mi się w niej podobało i jest dla mnie ważna też z innych względów.

Ocena:

Dobry.

czwartek, 9 listopada 2017

"Cała prawda o szczęściu" Sawyer Bennett

Dziękuję!

Młody weteran wojenny, Christopher Barlow cudem uniknął śmierci. Jest zdruzgotany. Nie potrafi już kochać, za to nienawidzi z pasją; nie potrafi wyrwać się z kręgu cierpienia, mrocznej zasłony przesłaniającej mu cały świat. Dopiero gdy przymusowo dołącza do grupy równie nieszczęśliwych, walczących z własnymi problemami osób, ponownie zaczyna przyglądać się swojemu życiu.
Czego ci ludzie mogą się od siebie nauczyć? Jak mogą nawzajem sobie pomóc? Christophera nieustannie dręczy też pytanie, czy będzie w stanie ponownie obudzić w sobie miłość.
Odpowiedź uzyska wyruszając w podróż z piękną kobietą, która stopniowo traci wzrok, umierającym nastolatkiem w terminalnym stadium raka i molestowaną w dzieciństwie dziewczyną, która nie potrafi zdecydować czy chce dalej żyć.

Cztery osoby, które prócz przeznaczenia nie mają ze sobą nic wspólnego. Cztery osoby, które spotka przygoda, strach, ból i miłość. Podczas swej podróży odrobią najważniejszą w życiu lekcję.

Dowiedzą się czym jest cała prawda o szczęściu…

Cała prawda o szczęściu skojarzyła mi się z książką Quinn pt. Drogie życie. Grupa zagubionych osób, spotkania, które mają pomóc im dojść do siebie. Z tym, że tutaj historia nie dla wszystkich kończy się dobrze. Z początku sama nie wiedziałam co o niej myśleć. Nie porwała mnie za bardzo. Dopiero później się wciągnęłam. A autorka zaskoczyła mnie kilka razy. Niby mogłabym spodziewać się pewnych zwrotów akcji, ale tak do końca nie byłam przekonana czy to coś konkretnego się wydarzy, czy może nie.

Poznajemy czworo zupełnie sobie obcych i różnych postaci. Bohatera wojennego, ciężko chorego nastolatka, któremu nie zostało już wiele życia, mroczną dziewczynę, która nie miała łatwego życia i kobietę, która jest wieczną optymistką. Tak, tutaj też jest podobnie, jak w przypadku Drogie życie. Nie wiem czemu, ale podświadomie ciągle porównywałam ze sobą te dwie historie. Chyba jednak książka Quinn bardziej przypadła mi do gustu. Przynajmniej pod względem historii poszczególnych bohaterów. Natomiast książka bardziej podobała mi się pod względem relacji pomiędzy postaciami. Nie było tutaj tak dużo erotyzmu, słodkości itp. Jednak Drogie życie bardziej mnie przekonało i jednak okazało się, w moim przekonaniu, lepsze.

Historia przyjemnie napisana, bardzo szybko się ją czyta. Właściwie, ja skończyłam ją w jeden wieczór. Jest dość skąpa objętościowo, co może być minusem, i dla mnie owym minusem jest. Dlaczego? Brakuje mi rozwinięcia pewnych wątków, pociągnięcia historii. Nie lubię, kiedy jakiś wątek fajnie się zapowiada, a później puff… Umiera śmiercią tragiczną i ja się muszę zastanawiać co dalej.Poza tym postać Christophera strasznie działała mi na nerwy. Były momenty, kiedy go rozumiałam i nawet lubiłam, ale więcej było takich, w których mnie drażnił. 

Cała prawda o szczęściu, to książka, która nie należy do najłatwiejszych, ale nie dałabym jej również łatki tej "ciężkiej", pomimo poruszanego tematu. Tematu utraty, ukazanej na różne sposoby, chęci życia i śmierci, chęci zmian, zrozumienia. I radzenia sobie z chorobą, bądź z trudnymi przeżyciami. Polecam ją tym, którzy lubują się w tego typu lekturze. Ja mam małe "ale" względem tej powieści, niemniej myślę, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.

sobota, 4 listopada 2017

"Jesteś moim zawsze" M. Leighton


Dziękuję!
– Dobranoc, księżycu. Gwiazdki, dobranoc – mamroczę, dotykając palcami niewielkiego okienka. – Dobranoc, świetliki, przylećcie znów rano.
Ta książka nie jest baśniowym romansem. To podróż pełna cierpienia i straty, nadziei i szczęścia. Jest zarówno boleśnie tragiczna jak i niesłychanie piękna. To historia miłosna. Opowiada o prawdziwym uczuciu – takim, które dostrzega Cię w nocy i tuli, gdy płaczesz. O miłości, z której nie chcesz zrezygnować i odpuścić – takiej, o której wszyscy marzą, ale tylko nieliczni ją znajdują. Oto nasza historia. Prawdziwa opowieść o łączącej nas miłości.

Kolejna mocna i wzruszająca książka od wydawnictwa Filia. Nie wiem skąd w Internecie biorą się porównania do Promyczka, skoro jest to zupełnie inna powieść, inny przekaz, inne postaci, inaczej ukazane emocje i po prostu zupełnie inny obraz choroby. Jedyne co jest podobne to to, że książka jest emocjonująca, smutna i to, że główna bohaterka cierpi na nieuleczalną chorobę. Niemniej proszę moich czytelników, aby nie patrzyli na powieść Leighton przez pryzmat Promyczka. Absolutnie nie!

Jesteś moim zawsze ujęła mnie już samym tytułem, okładka zrobiła swoje, natomiast opis nie do końca mnie przekonał… Wydawał mi się taki infantylny, za słodki i mało mówiący o treści książki, która naprawdę jest dobra, a z infantylnością nie ma za wiele wspólnego. Przyznać muszę również to, że początek książki (gdzieś do ok 80 str.) dawał mi w kość. Nachodziły mnie myśli, że książka mi się nie spodoba. Dlaczego? Główna bohaterka ciągle wspominała o tym co ma nastąpić, wspominała o chorobie, aczkolwiek autorka nie wyjaśniła na co choruje jej bohaterka, przez co te podchody wydawały mi się co najmniej śmieszne i drażniące. Później, kiedy już wyjaśniło się na co choruje Lena, było dużo lepiej. Brak dziwnych zagadek – jak najbardziej na plus.

Teraz przejdę do tego, że autorka bardzo fajnie ukazała nam rzeczywistość ciężkiej choroby, z jaką zmagała się główna bohaterka. Chociaż obyło się bez szczegółów i można byłoby to dopracować, to jednak punkt widzenia Leny i tego, co przechodziła, jak najbardziej na plus. Nie można nie wspomnieć o cierpieniu Nathana, który bezsilnie musiał patrzeć na cierpienie żony i ze strachem rozmyślał o tym, co będzie. Ta ich miłość i więź, pomimo lekkiego odrealnienia, była naprawdę czymś wspaniałym. Takiej ciepłej i pełnej empatii książki potrzebowałam. Takiego bumu emocjonalnego i Jesteś moim zawsze ten bum mi zapewniła. Nie napiszę, że się nie wzruszyłam i, że łzy nie poleciały, bo poleciały. Co prawda pojawiły się dopiero pod koniec książki, niemniej ważne, że były.

Wiecie… Są takie choroby, które niszczą człowieka, ale również jego bliskich. Odbierają mu nadzieję, kradną czas, siły, wspomnienia. Są złodziejami wszystkiego, co dobre. Ktoś, kogo nie dotyczy ten temat, ponieważ nie stracił bliskich, nie patrzył na ich cierpienie, pewnie nie zrozumie przesłania tej książki. Natomiast sądzę i jednocześnie mam nadzieję, że pozostali je zrozumieją.

Czy polecam? Wrażliwcom i tym, którzy lubią takie historie. Polecam. Warto się z nią zapoznać.

niedziela, 1 października 2017

"Drogie życie" Meghan Quinn


 Dziękuję!
Cztery odważne dusze, które potrzebują wsparcia, stając w obliczu wielkich wyzwań. Program Drogie Życie został stworzony, aby pomóc ludziom takim jak oni wyjść ze strefy komfortu, stawić czoła największym przeszkodom, pokonać demony i... dowieść samym sobie, że są czegoś warci.

Stojąc na rozdrożu pomiędzy ciągłym pragnieniem zdobycia czegoś więcej, a całkowitym zagubieniem, zdecydowali się wziąć udział w tym projekcie. Uczestnictwo w nim zamierzają potraktować jak kolejne postanowienie noworoczne, tym większe jest ich zdziwienie, kiedy dają się porwać szalonej przygodzie, która już na zawsze zmieni ich życie.

Drogie Życie,
prosimy, bądź dla nas dobre.
Z poważaniem,
Hollyn, Jace, Daisy i Carter

Drogie życie, książka, która skradła moje serce. Bardzo lubię książki wydawnictwa Filia. Niemalże każda do mnie trafia. Kocham wszystkie książki Kim Holden, Brittainy C. Cherry czy Tille Cole. Teraz do tego grona dołączyła Meghan Quinn, a zapowiada się, że grono ulubienic będzie stale się powiększać!

Książka Meghan Quinn opowiada nam losy czterech zupełnie różnych od siebie osób. Mamy cztery kompletnie różne charaktery, historie i przeżycia, które spotykają się w jednym miejscu i stanowią smaczną mieszankę wybuchową. Naprawdę apetyczną. Delikatność Daisy, mroczność Cartera, strachliwość Hollyn oraz ciepło Jace'a. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn, można się domyśleć, jak to się skończy. W zasadzie ja już od początku połączyłam ich w pary i przewidziałam kto z kim, gdzie i jak. Jednak nie o to chodzi, bo nawet jeśli w tym aspekcie książka jest przewidywalna, to nie psuje nam odbioru całości, bo nie chodzi tutaj o romans! Drogie życie, to książka z przesłaniem i to nie byle jakim. Mam wrażenie, że historie, jakie spisała Quinn są idealnie na czasie. Są cholernie prawdziwe, opisują to, z czym zwykli ludzie na co dzień się borykają. A ja uwielbiam książki, z których mogę coś wynieść. Uwielbiam historie z przesłaniem życiowym i polecam ją każdemu, kto potrzebuje małego kopniaczka, żeby się podnieść, otworzyć szeroko oczy i zwrócić uwagę na to, co naprawdę jest ważne. 

Jak już wspomniałam poznajemy i śledzimy losy czwórki bohaterów, więc teraz skupię się na nich. Hollyn doznała strasznej straty, dziewczyna ledwie po przekroczeniu dwudziestki została wdową. Nie wspominając o tym, że stanem małżeńskim mogła cieszyć się zaledwie ponad rok. Jak przejść nad takim czymś do porządku dziennego? Jak otworzyć się na ludzi, będąc tak porażonym bólem, że nawet samo oddychanie boli? Tragedia? Ciężko mi sobie to wyobrazić, naprawdę ciężko. Nie da się opisać takiej straty, a jednak autorka podołała. Jednak do uczuć i emocji przejdę nieco później. Następnie Daisy, dziewczyna trzymana pod kloszem, nie znająca życia (kompletnie!). Słodka, niewinna, naiwna - łatwo ją wykorzystać. Daisy w przeciwieństwie do Hollyn, jest radosna, pozytywna i otwarta na wszystko... A mroczny Carter? Cóż, został wykiwany przez instytucję zwaną życiem, do której wszyscy należymy. Jego rodzicie nie byli przykładni, zaćpali się na śmierć... Wujek, zawsze traktował chłopaka jak zbędną rzecz, którą dostał za karę. W dodatku wykiwała go dziewczyna, i to jeszcze jak! Chłopak chce wyjść na prostą, ale wszyscy go do czegoś zmuszają... Czy poradzi sobie w programie Drugie życie? Jest jeszcze Jace, zaraz po Hollyn, jego historia poruszyła mnie całkowicie. Znany i ceniony sportowiec, który w tak młodym wieku odnosi sukcesy i jeden dzień, który zmienia wszystko. Nie wiem czy byłabym zdolna do tego, co zrobił ten chłopak, to cholernie ciężka decyzja, którą podjął, ale cholernie dobra. O tak. Jace'a polubiłam najbardziej. Chociaż Carter i jego buntowniczość również mnie przekonały, zabawny chłopak!

A teraz emocje. Nie pomyślałam, że Meghan Quinn wyzwoli we mnie taką burzę emocji. W tej książce dominuje żal, smutek, radość, niemoc, nadzieja, strach przed wyzwaniem... Cała masa tego wszystkiego, a najlepsze jest to, że autorka świetnie sobie z ukazaniem tego wszystkiego poradziła. Pokazała nam emocje, jakie towarzyszom żałobie, utracie, nadziei na lepsze życie oraz tłumieniu emocji w sobie. Swoim bohaterom dała nadzieję, ale wiecie co? Myślę, że tym przesłaniem "życie mamy tylko jedno i należy je wykorzystać najlepiej jak się da, będąc sobą" dała nadzieję też wielu swoim czytelnikom. W dodatku opisała nam też pokrótce swoją prawdziwą historię, czym zyskała w moich oczach podwójnie. 

A i małe ostrzeżenie, w książce znajdziecie sceny erotyczne, chociaż nie są one niesmaczne, wymuszone czy wrzucone ot tak, żeby tylko były. Chociaż moim zdaniem mogłoby ich nie być, to jednak nie mam nic przeciwko nim. 

Mogłabym powiedzieć, że przeczytałam tę książkę jednym tchem, ale niestety nie dało się tak jej czytać. Przynajmniej ja nie potrafiłam. Musiałam w pewnych momentach oddać się zadumie i zadawałam sobie pewne niewygodne pytania "co ja bym zrobiła na miejscu danego bohatera?/jak poradziłabym sobie z takim ciężarem?" i tak dalej. Drogie życie, nie jest książką lekką i przyjemną, ale na pewno jest książką mądrą. Czasami postaci działały mi na nerwy, ale starałam się je zrozumieć, w końcu każda z nich miała swoje przejścia i potrzebowała zmian, a wiadomo, niektóre zmiany wcale nie są łatwe.

Czy polecam Drogie życie? Cholera tak! Ja czekam na kolejną książkę autorki, mam nadzieję, że jakaś się pojawi i będzie równie dobra, jak ta.

piątek, 29 września 2017

"Metoda na wnuczkę" Marta Obuch

Dziękuję!

Adam Gryziewicz spotyka kobietę swych marzeń, ale zostaje przez nią źle zrozumiany i nagle z dentysty musi przeistoczyć się w romantycznego artystę malarza. Sprawa jest trudna, ponieważ powinien dysponować pracownią, na dodatek zobowiązał się przecież do wykonania portretu, choć nie potrafi rysować.
Jego wybranka, Ewa, to bystra osóbka, która również ma mnóstwo na głowie. Musi odnaleźć złodzieja zaginionego obrazu, uchronić brata przed zawarciem małżeństwa z pewną zołzą, wyswatać nieśmiałą przyjaciółkę i zrobić z niej zmysłową femme fatale, a przede wszystkim chce dać pstryczka w nos zapatrzonemu w siebie pseudoartyście.
Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy zza grobu odzywa się prababcia Matylda… 


Jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się z twórczością Marty Obuch, czytając jej książkę pt. Francuski piesek, która bardzo mi się podobała. Miałam nadzieję, że w przypadku książki Metoda na wnuczkę będzie tak samo, niestety muszę z przykrością stwierdzić, że ta książka dużo mniej podobała mi się, aniżeli Francuski piesek...

Zacznę może od tego, co mojej skromnej osobie się nie podobało. Nie wczułam się w klimat tej historii. Jak dla mnie za dużo zamieszania, za dużo poplątanych relacji i ogólnie nie wciągnęłam się niestety w historię, jaką przedstawiła nam autorka. A szkoda, bo naprawdę liczyłam na coś, co mnie porwie, oderwie od rzeczywistości i rozbawi. O! Właśnie... Z tym humorem też mi jakoś nie było po drodze. Wydaje mi się on taki wymuszony... Nachalny. Mam wrażenie, że autorka usilnie chciała obrócić wszystko w żart. Co prawda momentami śmieszne "gagi" do mnie trafiały, ale było ich wyraźnie i stanowczo za wiele. Ja rozumiem, komedia... Ale nawet w dobrych komediach filmowych fabuła ciągnie się na poważnie, a nie ciągle z jajem. 

Kolejnym elementem, który do mnie nie przemówił, to bohaterowie. Jak babcia i dziadek głównej bohaterki skradli moje serce i uważam, że są oni najmocniejszym ogniwem tej historii, tak główni bohaterowie zostali spaleni niemalże na samym starcie. Ewa strasznie infantylna, drażniąca... Adam takie trochę ciepłe kluchy. No po prostu nie. 

Plusem tej książki jest pomysł, jaki autorka na nią miała. Sposób narracji również na plus. Dziadkowie, o których wcześniej wspomniałam, skradli moje serce i rozwalali system! Niektóre dialogi, które były z humorem w punkt i nie były przesadzone, również na plus. Nutka kryminalna również bardzo mi się podobała. Historia Ewy i Adama (oraz wszelkie poboczne wątki) jest lekka, zabawna, niezobowiązująca i taka "na jeden raz". Można się przy niej odmóżdżyć i oderwać, więc jeśli akurat tego szukacie w książkach, to polecam. Powinna Wam się spodobać. Ja oceniłam ją 6/10.

czwartek, 3 sierpnia 2017

"Słodkie sekrety" Sally Hepworth


Dziękuję!

Neva Bradley chce ukryć przed najbliższymi i współpracownikami szczegóły dotyczące swej ciąży, łącznie z tym, kto jest ojcem jej dziecka. Jej matka, Grace, nie spocznie, dopóki nie odkryje tajemnicy córki. Im bardziej naciska, tym Neva bardziej się w sobie zamyka.
Babcia Nevy, Floss, przypomina sobie podobną sytuację sprzed sześćdziesięciu lat i skrywaną przed najbliższymi tajemnicę. Jeśli teraz ujawni sekret z przeszłości, życie całej rodziny się zmieni.

Floss zastanawia się, czy wyznanie prawdy jest lepsze niż zachowanie milczenia.
Czy pewne sekrety powinny na zawsze pozostać zapomniane?

Ciepła opowieść o rodzinnych więzach, miłości, o cudzie życia i sprawach, które być może powinny pozostać w ukryciu… 

Słodkie sekrety, to cholernie dobra powieść kobieca. Cholernie wciągająca, poruszająca, czasem zapierająca dech... Trochę skomplikowana, tajemnicza, ciepła, ujmująca. Do tej pory nie czytałam żadnej książki, która zawierałaby tak dużo porodów, opisów porodów, lekarzy położników, cudu wydania dzieci na świat... Autorka tak pięknie przedstawiła nowe życie, że za każdym razem czułam tę magię.Książka Hepworth jest magiczna i niesamowicie prawdziwa...

Głównymi bohaterkami książki są trzy kobiety: babcia, matka i córka. Każda z nich jest położną, każda ma przeżycia z mężczyznami. Każda z tych dam ma za sobą wiele porodów i przeżyć. Babcia imieniem Floss skrywa pewną tajemnicę i wraca z nami, czytelnikami do przeszłości by ją nam przedstawić, a sobie przypomnieć. Świetny pomysł i już Wam tym samym zdradzam, iż treść jest wielowątkowa. Córka Foss ma na imię Grace i jest najbardziej zakręconą z bohaterek. Jest matką trzeciej głównej bohaterki imieniem Neva. Grace jest zwolenniczką porodów w domu, naturalnych bez ingerencji szpitala i "typowych szpitalnych porodów". Uważa, że to jest najlepsze dla jej pacjentek oraz dzieci przychodzących na świat. Neva natomiast jest szanowaną położną w znanej i bardzo dobrej klinice. Córka i matka nie zawsze się dogadują. Neva pragnie mieć swoje tajemnice, podejmować własne decyzje, natomiast jej matka lubi ingerować w życie córki. Może właśnie dlatego Neva ukrywa ciążę przed bliskimi? A może jest inny powód?

Przyznać muszę, że książka Słodkie sekrety nie jest kierowana do każdej czytelniczki. Postaci są dojrzałe, dorosłe, a i temat jest dosyć wyszukany. Mnie książka bardzo się podobała, nie mogłam się od niej oderwać i pochłaniałam ją z ogromną przyjemnością. Strona, po stronie. W książce znajdziemy wiele ciekawych tematów, o wybaczaniu, miłości (tej łatwej i tej trudnej), miłości rodzicielskiej, miłości namiętnej... Jest tutaj sporo sekretów, z przedstawieniem których autorka poradziła sobie wręcz śpiewająco. Chociaż muszę przyznać, że pewne elementy dość szybko sobie poukładałam i, że tak powiem... Wyszło szydło z worka.

Bohaterki są stworzone śpiewająco. Bardzo polubiłam zagubioną Nevę, zakręconą Grace i oddaną bliskim Floss. Wprawdzie nie mogę stwierdzić, że spotkałam w tej książce bohatera, którego bym nie polubiła. A! Nie! Jest jeden drań... Niemniej nie mogę zdradzić Wam kto to taki. Popsułabym tym samym wszystko, a tego nie chcę.

Mam nadzieję , że zechcecie się otworzyć na tę powieść drogie kobietki. Jest ciepła, przejmująca, zabawna i spędzicie przy niej świetnie czas. Osobiście polecam!


środa, 5 lipca 2017

"Kolekcjoner motyli" Dot Hutchison



Dziękuję!
Piękno jeszcze nigdy nie było tak przerażające…

Tuż obok pewnej odosobnionej posiadłości leży przepiękny ogród. Żyje w nim grupa porwanych, młodych kobiet, których skórę pokryto tatuażami, tak by przypominały kolekcję motyli. Opiekuje się nimi Ogrodnik: brutalny, psychopatyczny nadzorca, ogarnięty obsesją zbierania wyjątkowych eksponatów.

W końcu tajemniczy ogród zostaje odkryty, a jedna z ocalałych trafia do sali przesłuchań FBI. Agenci Victor Hanoverian i Brandon Eddison mają za zadanie rozwiązać najbardziej niesamowitą sprawę w swojej karierze. Jednak dziewczyna, która przedstawia im się jako Maya, sama jest jedną wielką zagadką.
Maya opowiada agentom o życiu w ogrodzie. Snuje przerażającą historię Ogrodnika, człowieka, który nie cofnie się przed niczym, by mieć pewność, że żaden piękny motyl mu się nie wymknie.
Im więcej dziewczyna ujawnia, tym bardziej agenci nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jeszcze więcej przed nimi skrywa… 

Wystarczyło mi spoglądnięcie na okładkę, bym zechciała przeczytać tę książkę. Nie czytałam opisu, nie czytałam opinii innych na temat tej książki, ale czułam, że będzie to coś konkretnego i mega dobrego. I co? Ha! Nie pomyliłam się. Ten mój "niuch" książkowy się nie pomylił i chwała mu za to!

Ostatnio czytałam książkę z podobnym motywem przetrzymywania kobiet wbrew woli, ale tamta nie umywa się do tej kompletnie. Książka Kolekcjoner motyli, jest dopracowana w najmniejszych szczegółach. Jest wciągająca, niepokojąca, zastanawiająca i jest po prostu bardzo, ale to, bardzo dobra!

Zacznę może od samego pomysłu, który z biegiem fabuły zaskakiwał coraz bardziej. W ogóle ten ogród, te tatuaże... Whaaaaat?! Pomysł rewelacja, wykorzystanie świetne. Czego chcieć więcej? Może ciekawych rozwiązań, jakie wykorzystał autor? Nie ma piwnicy, bunkru czy jakiegoś magazynu - jak to zazwyczaj w tego typu wątkach bywa. Nie. Jest coś nowego, specjalnie zbudowany ogród. Ogród pełen ludzkich motyli. Powaga. Jako, że nie czytałam opisu, byłam ogromnie ciekawa o co chodzi z tymi motylami. Co też autor mógł wymyślić. I to, co Dot Hutchison wymyśliła i stworzyła, zasługuje na poznanie i docenienie tej książki.

Jeśli chodzi o postaci. Może zacznę od czarnego charakteru, którego portret psychologiczny zgłębiamy strona, po stronie. Aż mnie ciary przechodzą, bo wiecie... To tylko książka, ale słyszy się o takich sprawach w świecie realnym. Dlatego też czytając Kolekcjonera motyli, ciągle myślałam o tym, że gdzieś tam, istnieje pełno takich psycholi jak tytułowy kolekcjoner/ogrodnik. Dojrzały mężczyzna, mający własną rodzinę i pozorne życie statecznego i poważnego, a za pewnymi drzwiami swojego umysłu zamienia się w spokojnego, cierpliwego, chorego psychicznie człowieka. Człowieka, który porywa, przetrzymuje, gwałci i krzywdzi młode kobiety, a następnie, kiedy te już tracą swój czas przydatności, zabija je. Z jednej strony traktuje je względnie dobrze, zaś z drugiej jest bardzo złym człowiekiem. Autorka stworzyła prawdziwie skomplikowaną postać, którą aż ciężko mi opisać. I jeszcze jego synowie. Jeden potwór nad potwory. A drugi... Drugiego poznacie sami.

Następnie dziewczęta, które są ofiarami. Jest ich wiele... Aż ciężko ogarnąć. Jednak jest jedna i kluczowa dziewczyna, dzięki której dowiadujemy się jak to wszystko wyglądało od środka. Poznajemy również osobowość ofiary i dzięki temu możemy chociaż odrobinę wczuć się w ofiarę takiej okropnej przemocy. Maya, to również skomplikowana osobowość i do samego końca nie mogłam rozgryźć tej dziewczyny. Na pewno jest cholernie twardą psychicznie i fizycznie dziewczyną. Po tym, co przeszła, nie można inaczej jej określić. Można również podpiąć jej odwagę, rozwagę i cierpliwość. Czy coś jeszcze? Przeczytajcie książkę, a sami sprawdzicie, jak niezwykłą postać stworzyła Hutchison.

Co jeszcze mogę dodać. Ja jestem całkowicie usatysfakcjonowana niniejszą lekturą. Kolekcjoner motyli jest bardzo dobra historia z dreszczykiem. Jeśli więc szukacie dobrego klimatu, to gorąco polecam.

niedziela, 25 czerwca 2017

"Serce ze szkła" Emma Scott


Dziękuję!
Kochałbym cię już zawsze, gdybym tylko miał szansę…
Kacey Dawson zawsze żyła na krawędzi – podejmowała impulsywne, czasem lekkomyślne decyzje. W tej chwili, jako wiodąca gitarzystka dobrze zapowiadającego się zespołu, stoi na progu sławy i bogactwa. Jednak porażka na koncercie w Las Vegas grozi całkowitym zrujnowaniem kariery. Dziewczyna budzi się z gigantycznym kacem, nie pamiętając zdarzeń ubiegłej nocy ani tego, w jaki sposób skończyła na kanapie u swojego kierowcy…

Jonahowi Fletcherowi kończy się czas. Zdaje sobie sprawę, że jego sytuacja jest beznadziejna, więc przyrzeka sobie, by jak najlepiej wykorzystać pozostałe mu miesiące. Ma jeszcze w planach zobaczyć wystawę swojej instalacji ze szkła w prestiżowej galerii sztuki… Nie planował natomiast zakochać się w nieokrzesanej, nieprzewidywalnej rockmence, która usnęła po imprezie w jego domu.

Jonah dostrzega, że Kacey zmierza ku zatraceniu. Pozwala jej zostać u siebie przez kilka dni, by zdołała wytrzeźwieć, doprowadzić się do porządku i pozbierać myśli.
Żadne z nich nie spodziewa się, że poczują coś głębokiego, czystego i ważnego… Coś kruchego jak szkło, co pod koniec może się roztrzaskać na milion kawałków bez względu na to, jak mocno będą starali się to trzymać.

To historia o tym, co znaczy kochać całym sercem, poświęcić się, doświadczyć gwałtownej radości i bezbrzeżnego smutku. Opowiada o życiu w pięknie i bólu, aby na koniec móc uśmiechać się przez łzy i wiedzieć, że niczego by się nie zmieniło. 

Oto książka, która swoim zakończeniem złamała mi serce. Wszystkiemu ona winna, tym łzom, smutkowi, moim dziwnym myślom i tym kołataniom serca. Emmo Scott, jak mogłaś mi to zrobić?!
A tak poważnie, to Serce ze szkła, jest przepiękną i chwytającą za serce wrażliwców książką, którą pokochałam, chociaż nie od początku treść mnie przekonała. Jak to ze mną i z tą książką było?

 Początek poruszył mnie i wiedziałam, że Jonah jest cudownym facetem, których coraz mniej na tym świecie. Serio. Polubiłam go w tej samej chwili, kiedy kończył pierwsze zdanie w dialogu z bliskimi. Już wiedziałam, że ten chłopak zawładnie moim sercem i wiecie co? Nie myliłam się. Świetny mężczyzna, który - jestem tego pewna - zawładnie i Waszymi sercami, drogie czytelniczki.
A co z Kacey? Muszę przyznać, że nie od początku się polubiłyśmy. Kacey należy do tej grupy bohaterek książkowych, które ciężko sklasyfikować. Przez połowę książki podchodziłam do niej sceptycznie. Nie polubiłam jej na tyle, żeby jej kibicować. Ale wiecie co? Dziewczyna należy do tej grupy postaci, które przechodzą ogromne zmiany i właśnie taka jest K. I koniec końców, polubiłam ją, i to bardzo.

Serce ze szkła, to historia, która nie należy do tych łatwych, zabawnych i do końca przyjemnych. Owszem, bywają zabawne sytuacje i jest ogrom pozytywów, ale jest też moc żalu, niepokoju i smutku. Ta książka może dać kopa czytającemu, który się całkowicie na nią otworzy. Jeśli znacie Promyczka i Gusa, to myślę, że można je do siebie porównać. Wszystkie trzy są, jak dla mnie, historiami rewelacyjnymi, o których nie można zapomnieć.

W tej historii jest tyle pięknych słów. Tyle pięknych gestów bohaterów... Tyle emocji, barw i swego rodzaju mocy, że ciężko to ogarnąć. Po przeczytaniu Serca ze szkła, usiadłam i w mojej głowie włączył się tryb "refleksja". Nie mogłam przestać o niej myśleć. Nawet kiedy zaczęłam czytać kolejną książkę, ciągle w mojej głowie i sercu gościło Serce ze szkła.

Czy polecam? A jak myślicie? Gorąco polecam! 

YOU ARE
MY UNIVERSE

piątek, 23 czerwca 2017

"To jedno lato" Dorota Milli


Dziękuję!



Lukrecja Lis, dziewczyna z charakterem, doradca klienta w warszawskim banku, po kolejnej porażce miłosnej postanawia odpocząć od miasta i jedzie do Dźwirzyna, rodzinnej miejscowości.
Musi odczarować zły urok i stworzyć nowy plan na życie.

Luka myśli głównie o sobie, małymi miasteczkami gardzi, a ich mieszkańców uważa za nieudaczników. Pewnym krokiem przemierza chodniki nadmorskiego Dźwirzyna, unosząc wysoko zgrabną bródkę. Stukot Lukowych szpilek dociera do ucha lokalnego kierowcy busa bałtyckiego kurortu, przystojnego Huberta. Warszawianka staje się wyzwaniem dla pewnego siebie mężczyzny.
Oboje beztrosko korzystają z uroków polskiego wybrzeża smaganego pachnącą bryzą i pełnego urokliwych fal oblewających piaszczyste brzegi.
Ani Luka, ani Hubert nie spodziewają się jednak, czym stanie się dla nich to jedno lato, i dokąd ich zaprowadzi nadmorska plaża...

Piękna wakacyjna opowieść o uczuciu rodzącym się nad cudownym Bałtykiem, w otoczeniu sosnowego lasu, najpiękniejszych plaż i najsmaczniejszych gofrów z truskawkami...

Skusiła mnie wakacyjna okładka, całkiem ciekawy opis zapowiadający świetną letnią lekturę i... Właśnie i co? Czy dobrze zrobiłam, że skusiłam się na lekturę książki To jedno lato? Czy może jednak źle zrobiłam?
Powiem Wam, że każdego po trochu, przejdę więc do rzeczy...

Na początek pochwalę wydanie - naprawdę cudne! Ma taki letni klimat, że patrząc na nie jesienią czy zimą, będę myślała o wiośnie i lecie. Wycieczkach rowerowych nad stawy i ciszy, której się tam mogę oddawać. I te kolory! Zresztą, ja chwalę niemalże wszystkie wydania wydawnictwa Filia, więc wiecie... Teraz przejdę do pomysłu, który też pochwalę, bo taka mega lekka, zabawna i niezobowiązująca lektura to jest to, czego czasami poszukuję, żeby się odprężyć i odpocząć od tych "cięższych". Uważam również, że autorka poradziła sobie z wykorzystaniem pomysłu i uprzyjemniła tym samym czas spędzony na lekturze jej książki.

Podobało mi się również to, że styl, jakim autorka napisała książkę, jest przyjemny, nieskomplikowany i dzięki temu bardzo szybko czytało mi się perypetie głównej bohaterki. Jednak tym, do czego się przyczepię, jest objętość książki. Już podczas czytania mówiłam sobie, że na pewno ujmę to w opinii. Książka równie dobrze mogłaby być o jakieś dwieście stron cieńsza, serio. Wystarczyłoby wywalić jakieś duperele i niewiele znaczące opisy. Takie moje zdanie. 

Nie zapałałam wielkimi uczuciami do bohaterów, jakie stworzyła Dorota Milli. Niestety. Lukrecja i jej wielkomiejskie zachowanie strasznie mnie drażniło. Znalazła się dama, co ze wsi wyjechała do Warszawy i kurde pani na włościach. Nic jej nie pasuje, sam plebs ją otacza, w ogóle nie oddychajcie ludzie tym powietrzem co ona, bo jeszcze wieś z niej wyjdzie. Nic nie poradzę na to, że w realnym życiu takie osoby strasznie działają mi na nerwy, dlatego Lukrecja miała u mnie bana na polubienie już na samym starcie. Życie. Jakoś niespecjalnie też przypadł mi do gustu Dec, który wydawał mi się na siłę być luzakiem, cwaniakiem i takim pewnym siebie chłopaczkiem. Poza tym, te skróty imion też mi się nie podobały... Chociaż Dec, to nazwisko Huberta, więc nie będę się czepiała. Dec i Luka - nie brzmi to trochę amerykańsko? Nie pasowało mi to, lepsze byłyby całe imiona i zdecydowanie lepiej by mi się to czytało. Może innym to nie będzie przeszkadzać, mnie niestety drażniło.

Jeśli chodzi o dialogi i ogólny humor panujący w powieści... Hmm... Jest i dobrze i niedobrze. Zacznę od tego, że czasami te dialogi i wydarzenia rzeczywiście były zabawne, a czasami chyba ten humor był wciskany na siłę. Takie odniosłam wrażenie... Albo po prostu mój humor nie pokrywa się z humorem książkowym - tak też bywa. Jeśli chodzi o relację pomiędzy Hubertem (Dec) i Lukrecją, to też będę się czepiać. Takie darcie kotów, trochę na wyrost... Potem na szczęście poszło to w lepszym kierunku, więc koniec końców, było ok.

To jedno lato, to książka, która, jak sami widzicie, podobała mi się i nie podobała. Są rzeczy, które były w porządku, ale są też takie, które mnie raziły. Niemniej jeśli szukacie czegoś niezobowiązującego, kobiecego, lekkiego i całkiem fajnego, to może się skusicie?