PREMIERA 23 lipca 2014
"Mikołaj w przedziwny sposób trafia ze współczesnej Warszawy w sam wir dramatycznych wydarzeń powstania warszawskiego. Jego starszy brat Wojtek decyduje się na podróż, która zakończy się kilkadziesiąt lat wcześniej, aby wydostać Mikołaja z powrotem. W walczącej Warszawie chłopcy poznają na przemian smak zwycięstwa i gorycz porażki, dowiadują się, czym jest męstwo, prawdziwa przyjaźń i wielka miłość"
Każdy kto odwiedza mojego bloga wie, że nie przepadam za rodzimymi autorami. Wiele razy zawiodłam się na ich twórczości, dlatego nie sięgam po ich dzieła. Muszę przyznać, że po obyczajową powieść sięgnęłabym szybciej, niż po taką, która ma w sobie szczyptę fantasy, bądź jest książką ubiegającą się o to miano. Chociaż stwierdzam, że to zależy od wydawnictwa. Jeśli znam dane wydawnictwo i wiem, że nie wydaje ono badziewnych powieści, to chętnie przeczytam paranormal czy fantasy Polskiego autora... Dlatego też zaufałam (już dawno zresztą) wydawnictwu Egmont i z przyjemnością sięgnęłam po książkę pani Kowaleczko-Szumowskiej pt. "Galop'44". Sam opis mnie przekonał, bo książek o powstaniu warszawskim niewiele czytałam, a sam temat podróży w czasie właśnie w sam środek wojny z Niemcami okazał się trafem w dziesiątkę, ale o tym nieco niżej.
O podróżach w czasie czytałam już sporo książek i zawsze powtarzam, że dana lektura musi mieć w sobie to nienazwane "coś", co sprawi, że będzie się wyróżniała na tle pozostałych. "Galop'44" niewątpliwie to "coś" posiada. Nie potrafię dokładnie sprecyzować co to jest, jednak mogę przypuszczać, że będą to 3 czynniki: postaci, świat przedstawiony oraz klimat. Autorka bowiem idealnie oddała ten wojenny i historyczny klimat. Czytając przygodę Mikołaja i Wojtka, przez cały czas towarzyszyło mi napięcie, które sprawiało, że nie mogłam oderwać się od książki. A to z kolei sprawiło, że książkę skończyłam w mgnieniu oka. Fakt, że nie jest ona obszerna, a czcionka jest całkiem spora - tylko przyspieszył nieuniknione zakończenie przyjemności, jaką było przeczytanie tego tytułu. Pomimo, iż nie jest to jakaś spektakularnie oryginalna książka, to i tak uważam, że jest godna przeczytania.
O postaciach wspomniałam, to teraz powiem o nich coś więcej. Mikołaj i Wojtek są braćmi, jednak różnią się od siebie jak ogień i woda. Mikołaj jest jak ogień, żywiołowy, ciekawski, posiada niespożytą energię i pragnie uwagi brata, który niezbyt się nim interesuje. Wojtek woli natomiast posłuchać muzyki, poczytać książkę. Wojtek jest tym spokojniejszym z braci. Z początku nie poczułam więzi z ani jednym z braci, jednak kiedy akcja nabrała tempa, obaj w pewien sposób stali się mi bliżsi. Muszę jednak przyznać, że nie tylko ta dwójka przypadła mi do gustu. Autorka stworzyła całą gamę różnych postaci, z których każda na swój sposób mnie do siebie przekonała. Cieszę się, że bohaterowie dorównują dobrej konstrukcji świata przedstawionego.
Muszę przyznać, że brakuje mi pewnego rozwinięcia początku. Byłam przygotowana na nieco dłuższy wstęp przed tym, jak chłopcy przeniosą się do przeszłości. Byłam tym lekko zawiedziona, ale dalsze wydarzenia zrekompensowały mi brak tego i owego. Spodziewałam się również bardziej spektakularnego przeskoku w czasie - chodzi mi tutaj głównie o miejsce i moment, w którym Mikołaj po raz pierwszy "robi przeskok". Niemniej to jedynie szczegół, bo reszta wydarzeń, opis miejsc - jest oparta na faktach, za co ogromny plus!
Zatem czy i komu polecam tę książkę? Polecam, oczywiście, że polecam! Komu? Nie tylko osobom, które uwielbiają tematy historyczne, wojenne, o podróżowaniu w czasie. Polecam ją każdemu. Sądzę, że spodoba się ona większości, ponieważ jest to piękna i poruszająca historia, o której prędko nie zapomnę.