Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kresley Cole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kresley Cole. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2015

"Za cudze winy" Kresley Cole


Wampir, który był żołnierzem, a teraz ma dość życia…
 Setki lat temu Sebastian Wroth został zmieniony w wampira – w jego mniemaniu najpotworniejszą istotę na ziemi - wbrew swojej woli. Chory z nienawiści do samego siebie i samotny od wielu lat, nie widzi powodu, aby ciągnąć dalej swe nędzne życie. Do chwili, kiedy wyjątkowa, czarodziejska istota przybywa do jego zamku, aby go zabić, a tak naprawdę, nieświadomie, ratuje mu życie.
 Walkiria – zabójczyni wysłana po to, aby go zabić
 Kaderin Zimne Serce straciła ukochane siostry w bitwie, dawno temu. Kiedy zostały zabite przez wampira, tajemnicza boska siła stłumiła w Kaderin żal i smutek – pozbawiając walkirię także innych uczuć. Jednakże, kiedy Kaderin spotyka Sebastiana, jej uczucia… a właściwie głównie pożądanie… wracają ze zdwojoną siłą. Po raz pierwszy w życiu nie jest w stanie zabić wampira.
 Zostają współzawodnikami w legendarnym rajdzie…
Dawno nie wpadła w moje ręce książka tak słaba, żenująco schematyczna i kompletnie jednopoziomowa. Już czytając wstęp nie miałam dobrego zdania o całości i, jak się później okazało, słusznie. Będąc w drugim rozdziale wznosiłam oczy do góry i pytałam "za jakie grzechy", popatrzyłam na okładkę i na tytuł i już wiedziałam "Za cudze winy".

Książki nie polecam. A nawet gorąco ODRADZAM. Kiedyś zaczytywałam się w gatunku Paranormal Romance i wierzcie mi, ale książki, jakie przewinęły się przez moje ręce w tamtym okresie były o całe lata świetlne lepsze od niniejszej pozycji. Może były schematyczne, ale na pewno nie żenujące i męczące, jak książka Kresley Cole. Przyznaję, nie doczytałam jej do końca. Nie na moje nerwy, a i szkoda męczyć oczu i zaśmiecać wyobraźni takim badziewiem. Jak dla mnie to w tej książce nic nie było dobre. Postaci i ich zachowania były kompletnie irracjonalne, niespójne, denne i w ogóle żenua pełną parą. Miałam wrażenie, że czytam historię napisaną przez napaloną nastolatkę.

Do wątku wampirzego w książkach nie mam żadnego „ale”, kiedy ten jest w miarę dobrze dopracowany. Jednak w książce "Za cudze winy" miałam wiele "ale". Praktycznie co rusz załamywałam ręce. Z początku myślałam, że książka obroni się pomysłem... Później zmieniłam zdanie, bo i pomysł kuleje. Wampir żyjący w samotni, użalający się nad swoim losem i pragnący śmierci oraz wojowniczka, której głównym celem jest zabijanie wampirów i... Wielki bum. Pierwsze spotkanie: ona z mieczem i chęcią mordu. On  wielki wampir, który poddaje się losowi, jaki ona chce mu zgotować, ale... Ale! A co to? Pożądanie, ba! Miłość. Wielka, ogromna, rozsadzająca trzewia. No błagam. Ludzie no! 



Gdzie tu jakiś rozwój wątku? Łopatologicznie: ona, on i w sekundzie wielka miłość. W dodatku pragnę przypomnieć, że Kaderin nienawidzi wampirów. To tak tylko... przypominam, gdyby ktoś się zastanawiał.

Przechodząc do postaci i ich porażających, wręcz oślepiających osobowości. Ah, oh i eh... Głównie z naciskiem na Ehh. Wiecie takim zmęczonym, bezsilnym "ehh". Sebastian do tej pory nie miał ochoty na dalsze egzystowanie. Pragnął śmierci, która uwolni go od samotni i tym samym cierpienia, jakie zgotowało mu wampirze życie. Właściwie to sama nie wiem co mam o nim myśleć, ale te myśli zmierzają ku pozytywnej drodze. Natomiast jeśli chodzi o Kaderin, to sprawa wygląda dokładnie tak samo, jak u Sebastiana. Chociaż bohaterka zapowiadała się na gorącą, pewną siebie i waleczną laskę. Z gorącej wystygła, z pewnej siebie zrobiła się głupiutka, a z walecznej... No chociaż to się uratowała. Chwała autorce!

Bohaterowie, jak i cała ich historia jest nudna, jak flaki z olejem. Czytając ją czułam niesmak, znużenie i irytację. Powiedziałabym, że jest to erotyk osadzony w świecie paranormalnym, który jest kompletnie niedopracowany i... I tyle. Jestem rozczarowana i nie polecam nikomu tej książki. Nikomu.