sobota, 8 września 2012

"Syn Cienia" Jon Sprunk

"Był raz człowiek, który tańczył ze śmiercią..."

Tytuł: Syn Cienia
Tytuł oryginału: Shadow's Son
Autor: Jon Sprunk
Seria: Trylogia Cienia
Tom: I
Liczba stron: 395
Rok wydania: 2012
Tłumaczenie: Jarosław Fejdych
ISBN: 978-83-61386-16-2

"W świętym mieście Othir zdrada i zepsucie czyhają na każdym rogu ulicy. To idealne miejsce dla zabójcy bez żadnych zobowiązań i niemal żadnych skrupułów.
Caim zarabia na życie ostrzem sztyletu, ale kiedy rutynowe zlecenie nagle się komplikuje, trafia w sam środek politycznej intrygi. Musi stawić czoła skorumpowanym stróżom prawa, bezlitosnym mordercom i czarom z Tamtej Strony, u swego boku mając jedynie Josephine, córkę człowieka, którego miał zabić, oraz Kit, wierną towarzyszkę, której nikt poza nim nie widzi.
Walcząc o życie, Caim ufa jedynie własnym sztyletom i własnym instynktom, ale nawet te go zawiodą, kiedy w poszukiwaniu sprawiedliwości z tylnych alejek Othiru zawędruje na salony władzy.
Aby zdemaskować spisek w samym sercu imperium, będzie musiał udowodnić, że jest Synem Cienia…" - opis wydawnictwa

„Syn Cienia” to pierwszy tom przygodowej trylogii fantasy dla fanów twórczości takich autorów jak Brent Weeks, Brandon Sanderson czy Joe Abercrombie.

Autor opisuje przygody bohatera o imieniu Caim, który nie jest  zwyczajnym człowiekiem. Jest on zabójcą  posiadającym pewne mroczne moce, których trzymanie w ryzach nie jest łatwe. Czemu się dziwić, w końcu jako niedoświadczony chłopiec stracił rodziców, przez co nikt nie mógł mu wyjawić co w nim drzemie i kim tak naprawdę jest. Słowo "stracił" nie oddaje całej prawdy, gdyż jego ojciec został zabity na jego oczach, a matka została porwana przez żołnierzy. Tamtego feralnego dnia Caim przysiągł sobie, że pomści śmierć ojca i to co spotkało jego rodzinę. Od tego czasu szkoli się na najlepszego zabójcę i chce aby sprawiedliwości stało się zadość. U swego boku ma Kit, pomocną niewiastę, która  jest  duchem. Dzięki jej pomocy i wsparciu zawdzięcza swoje życie. Na jego drodze staje również piękna Josephine, córka człowieka, którego zlecono mu zabić. Sprawy się jednak nieco komplikują, przez co Caim jest zbiegiem, którego szuka władza.

Jest to debiut autora, więc mogę śmiało stwierdzić, że jak na debiut książka bardzo dobra i ciekawa. Wątek podjęty w książce jest nieco powtarzalny, ot chłopak, który łaknie zemsty za to co zostało mu odebrane w brutalny sposób, a w tle rozgrywa się walka o władzę absolutną. Może i powtarzalne, ale szczerze powiedziawszy opisane w dość intrygujący sposób. Na okładce można przeczytać, że jest to "mroczne fantasy..." Owszem z tym się zgodzę, w końcu ten wątek z cieniami i światem po tamtej stronie jest oryginalnym tworem. Magii w książce również można zaleźć bez liku i jest ona opisana w ciekawy sposób. Akcja i napięcie? Powiedzieć mogę, że akcja biegnie w zastraszającym tempie i nudzić się na pewno nie można, gdyż bohater wpada z jednej kraksy w drugą. Co do napięcia? Oczywiście podczas tych wszystkich wpadek bohatera czy też samej Josie trzyma się czytelnika i nie chce puścić. Z czym się jednak nie mogę zgodzić? Z pełnokrwistą akcją... Jakoś jak przeczytałam ten komentarz na okładce, spodziewałam się dużego rozlewu krwi, a co za tym idzie zachwycających opisów walki. Co prawda opisy walki były ciekawe, ale nie zachwycające. Trochę jestem też zawiedziona tym, że praktycznie banałem było rozwiązywanie zagadek typu: kto za tym stoi, kto zabił tego, a kto tamtego. Wszystko bowiem podane było na tacy.

Jon Sprunk stworzył bardzo ciekawą postać jaką jest magiczna Kit, o której wiele nam w części pierwszej nie zdradza. Jest to postać owiana tajemniczością. To właśnie ona nadawała czasem smaczku całej powieści, w innych momentach była to Josephine - czyli można rzec, dama w opałach. Szlachcianka jednak pokazała nie raz pazurki i swoją wojowniczość. Hardym spojrzeniem powaliła nawet samego łotra Caima. Czasami ich przytyki wywoływały mimowolny uśmiech na mej twarzy. Sam Caim jest postacią, którą na pewno będę wspominała nie raz, jednak denerwowała mnie w twardym zabójcy ta... ckliwość. Na początku jest opisywany jako mroczny i bezwzględny zabójca, a gdy tylko pojawia się w pobliżu piękna dziewka, załącza mu się tryb czułości. W tej postaci nie za bardzo mi to pasowało i dlatego się tego właśnie czepiam.
Co do postaci pobocznych? Sam Ral miał chyba być tym "złem wcielonym" w książce, a czasami jego zachowanie było po prostu komiczne, co na pewno nie sprawiało, że drżałabym ze strachu przed owym "zagrożeniem". Następnym czarnym charakterem jest sam Levictus - postać cienia, która naprawdę jest tą mroczną i dobrze wykreowaną przez autora postacią, która jest wyciągnięta wprost z koszmarów sennych.

Książkę czyta się szybko, jak już nas wciągnie do swojego świata trudno się z nią rozstać, zwłaszcza jak już wyżej wspomniałam dzięki szybkiej akcji. Język jest idealnie dostosowany do czasów w których dzieją się losy bohaterów, nie znajdziemy w książce dziwnych slangów, które burzyłyby całą przyjemność jaką daje nam czytanie tej lektury, za co duży plus dla autora.
Syna Cienia mogę polecić osobom, które lubują się w książkach fantasy, które lubią dużo magii, zawrotną akcję, ciekawych bohaterów oraz wszystkim tym, którzy są ową pozycją zainteresowani. Życzyć mogę tylko miłej lektury! Ja czekam już na tom drugi pod tyt. "Pokusa Cienia"

Za zapoznanie się z książką Syn Cienia dziękuję serdecznie Panu Arturowi oraz Wydawnictwu Papierowy Księżyc

środa, 5 września 2012

"Dotyk Julii" Tehereh Mafi

Tytuł: "Dotyk Julii"
Autor: Tehereh Mafi
Tom: I
  Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2012


„Nie możesz mnie dotknąć – szepczę.
Kłamię – oto, czego mu nie mówię.
Możesz mnie dotknąć – oto, czego nigdy nie powiem.
 Proszę, dotknij mnie – oto, co chcę powiedzieć”.
Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija.
 Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha.
Zostałam przeklęta
 Mam niezwykły dar
Jestem potworem
 Mam nadludzką moc
Mój dotyk zabija
 Mój dotyk to moja siła
Jestem narzędziem zniszczenia
 Będę walczyć o miłość"

Po książkę sięgnęłam ze względu na to, iż bardzo intrygowała mnie historia w niej zawarta. Pomyślałam, że to może być coś dobrego, coś nowego i oryginalnego. Okładka sama w sobie zawiera coś co przyciągnęło mój wzrok i zapragnęłam ją przeczytać. Czy było warto?


Zwariowałam? Nie.Tak. Tak bardzo chciałabym zobaczyć prawdziwe niebo, latające po nim ptaki. Tak bardzo chciałabym opuścić to miejsce, ale nie mogę. Tak bardzo chciałabym, aby ktoś mnie przytulił, ale nikt nie może tego zrobić. Tak bardzo chciałabym móc kogoś dotknąć, ale nie mogę. Dlaczego? Mój dotyk zabija. Jest darem. Jest przekleństwem, którym zostałam obrzucona w dniu poczęcia.
Moje życie komplikuje się jeszcze bardziej w chwili kiedy to on przekroczył drzwi mojej izolatki. Adam.
Chłopak, który mam nadzieję, będzie moim przyjacielem. Nie, to niedorzeczne...przecież mogłabym go zabić przez przypadek. Jestem beznadziejna. Nawet moi rodzice się mnie brzydzili i umieścili właśnie tutaj, więc dlaczego nadal noszę w sercu nadzieję, że jednak mogłabym mieć przyjaciela? Może dlatego, że ta nadzieja, iż wyjdę stąd pewnego dnia utrzymuje mnie przy życiu. Wszystko dzieje się tak szybko, zdrada, rozczarowanie, miłość, wolność, zagrożenie, bezpieczeństwo, wojna.
Mam na imię Julia i pewien dar  przekleństwo, bowiem mój dotyk zabija. Dotyk Julii.

 Początek książki jest niesamowicie wciągający i ciekawy. Oto dziewczyna zamknięta w szpitalu psychiatrycznym, w którym panują przedziwne i niehumanitarne zasady. Dziewczyna, która zachowuje się normalnie i nic nie wskazuje na to żeby miała coś poprzestawiane w psychice. Więc co ona robi w takim miejscu? Dobre pytanie, otóż ktoś chce wykorzystać jej dar zabijania w niecnych celach. Julia mimo iż posiada mroczną moc, jest w tej sytuacji bezbronna i poddawana wielu próbom. Znajduje jednak sprzymierzeńca, który jak się później okazuje jest odporny na jej dotyk i staje się jej bardzo bliski. Dziewczyna musi uciekać, aby nikt nie zmuszał jej do robienia rzeczy, których ona sama się obawia.

Szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś lepszego. Fajerwerków nie uświadczyłam podczas czytania tej powieści. Wielu ją zachwala jak i również wielu też szczerze ocenia jako przeciętną. Ja jestem gdzieś po środku, bowiem brakuje mi tutaj jakiegoś z góry nadanego celu historii. Na początku można pomyśleć, że chodzi o ucieczkę, która jest notabene opisana w dość banalny sposób. Julia ucieka hura! Lecz co dalej? Musi się ukrywać i szukać azylu, to już drugi cel, ale gdzie ten jeden najważniejszy? Nie wiem, może się czepiam, jednak brakuje mi w tej powieści polotu, swoistego napięcia i charakteru. Wydaje mi się, że kiedy jest taki popyt na powieści antyutopijne, powieść sama z siebie powinna  zachwycić. Powinna posiadać to coś, co zaskoczy czytelnika. Sam dar Julii jest zaskakujący, jednak wydarzenia jakich byłam świadkiem czytając książkę już nie bardzo. Akcja mimo iż jest ciekawa i biegnie powolnym - co nie znaczy, że złym - tempem jakoś nie zachwyciła mnie aż tak, żebym zapamiętała książkę na dłużej.

Jeżeli chodzi o postaci...Julia powinna zapadać czytelnikowi głęboko w pamięć, w końcu nie tyle jest główną bohaterką, co posiadaczką niesamowitej władzy jaką daje jej sposobność zabijania ludzi jednym dotykiem. Mogę jedynie powiedzieć, że mi ona niespecjalnie zakorzeni się w pamięci, jak dla mnie jest postacią, że tak powiem "bladą". Natomiast co z Adamem? W jego przypadku również nie padłam z zachwytu, co prawda postać jest bardzo sympatyczna i ciekawa, jednak i jemu brakuje tego czegoś coby mnie zachwyciło.

Podsumowując. Miło spędziłam czas z Dotykiem Julii i z pewnością sięgnę po tom drugi, chociażby z samej czystej ciekawości, gdyż zakończenie to jeden z nielicznych momentów, który mi się podobał i był bardzo ciekawy oraz rozbudzający wyobraźnię. Książkę czyta się szybko, język jakim jest ona napisana jest banalnie prosty w odbiorze. Cóż więcej? Polecam ją młodszym odbiorcom, co nie znaczy, że ci starsi nie mogą sięgnąć.



poniedziałek, 3 września 2012

"Sto Tysięcy Królestw" N.K. Jemisin

"Bogowie i śmiertelnicy.
Władza i miłość.
Śmierć i zemsta.
Ona odziedziczy wszystko."


Tytuł: Sto Tysięcy Królestw
Tytuł oryginału: The Hundred Thousand Kingdoms
Autor: N K Jemisin
Seria: Trylogia Dziedzictwa 
Tom: I
Liczba stron: 450
Tłumaczenie: Kinga Składanowska
ISBN: 978-83-61386-11-7
Data wydania: 2011
"Samotna młoda kobieta musi stawić czoła intrygom, namiętności i zdradzie, jakich zazna w Stu Tysiącach Królestw. 
Yeine Darr jest wyrzutkiem z barbarzyńskiej północy. Gdy w tajemniczych okolicznościach ginie jej matka, dziewczyna zostaje wezwana do królewskiego miasta Sky. Gdy przybywa na miejsce, ku jej wielkiemu zaskoczeniu zostaje ogłoszona spadkobierczynią samego króla. Jednak droga do tronu Stu Tysięcy Królestw nie jest łatwa, a Yeine odkrywa, że właśnie trafiła w sam środek krwawej i okrutnej walki o władzę."

Sto Tysięcy Królestw jest pierwszym tomem rozpoczynającym Trylogię Dziedzictwa, która opisuje nam niezwykły świat, gdzie to bogowie żyją pomiędzy ludźmi jednak nie na równi z nimi, ale jako niewolnicy. Intrygujące, prawda? Jak dla mnie nawet bardzo!
Książka N.K. Jemisin jest debiutem literackim tej amerykańskiej autorki. Czy udanym? Można by było pomyśleć, że tak, gdyż powieść ta została nominowana do wielu nagród literackich. Między innymi w kategorii: debiut roku i najlepsza powieść roku czy też World Fantasy Award. Zdobyła nagrodę Locus Award 2011 dla najlepszej debiutanckiej powieści roku. Tyle nominacji i tak prestiżowa nagroda mówi już sama za siebie. Czy ja dałabym jej nagrodę najlepszej powieści jaką ostatnio czytałam? Zaraz się przekonamy.

Po książkę chciałam sięgnąć w momencie przeczytania recenzji u Tirin, gdzie to zaintrygowała mnie ona w swojej notce światem przedstawionym w książce. Dzięki nowo nawiązanej współpracy byłam w siódmym niebie, kiedy to mogłam sobie ją zamówić do recenzji. Nadeszła jej kolej na przeczytanie i powiem tylko tyle, że nagrodę dostała zasłużenie!
"Istnieje wszechświat rządzony przez bogów - opowiadali mi - Świetlisty Itempas jest ich przywódcą. Istnieje również świat, w którym rządy sprawuje Zgromadzenie przy nieznacznej asyście rodziny Arameri. Dekarta, lord Arameri, jest ich przywódcą."
Książkę pochłonęłam dosyć szybko, a to za sprawą przystępnego, nieskomplikowanego i lekkiego języka jakim posługuje się autorka. Pomogła w tym również ciekawa i wciągająca od pierwszej strony akcja, jaka się w niej toczy, dzięki czemu potencjalny czytelnik na pewno nie będzie znudzony. Wręcz przeciwnie, będzie wciągnięty w wir intryg, tajemnic, magii, zdrad, dążenia do władzy, potężnej miłości i niebezpieczeństw, które tylko czyhają w ciemności i czekają na odpowiedni moment, aby z niej wypełznąć.

Również bohaterowie są bardzo ważnym czynnikiem oddziaływającym na, nie tylko ciekawość potencjalnego czytelnika, ale również na jego niechętne odkładanie książki. Otóż główna bohaterka imieniem Yeine zapada w pamięć na długo. Z łatwością zaskarbiła sobie moją przychylność już od pierwszych stron książki. To właśnie jej oczami widzimy wszystko co dzieje się za murami Sky. Dzięki pierwszoosobowej narracji z punktu widzenia Yeine mamy możliwość nie tylko widzieć co się dzieje, ale również dzięki wspaniałym opisom, wczuć się w jej rolę i zgłębić jej emocje. Dlaczego zaskarbiła sobie moją przychylność? Prosta sprawa. Nawet jeżeli ma jakieś problemy (a wierzcie mi, ma ich całe mnóstwo) nie użala się ciągle nad sobą, tylko z determinacją z nich wychodzi. Stąpająca twardo po ziemi bohaterka, która wie czego chce i do tego dąży - to jest coś co sobie cenię. Kolejnymi postaciami wartymi uwagi są sami bogowie, a może lepiej nazwać ich bronią, bo właśnie tym oni są w rękach ludzi - są czymś z czym jeszcze się w literaturze nie spotkałam. Nie chodzi tutaj o sam fakt ich istnienia, lecz o ich niebywale oryginalną kreację, którą się napawałam przez cały czas czytania książki. Sam Pan Ciemności - Nahadoth -  potężna broń niszczycielska, która potrafi zrównać wszystko z ziemią, przechodzi można rzec - pewną przemianę. Nie jest ona jednak gwałtowna. Jest opisana stopniowo i ciekawie, a nie jak czasami bywa coś w stylu "zobaczył ją, zakochał się i zmienił się natychmiast pod wpływem przepięknego spojrzenia tej ślicznej niewiasty trzepoczącej nieziemskimi rzęsami" - (nic ciekawego prawda? błahe i denne). Tutaj wszystko ma swój urok i cel. Nahadoth również stał się jednym z moich ulubionych bohaterów fantasy. W pamięci pozostał mi również Sieh, który obrał sobie postać małego i psotnego chłopca.
Tak więc podsumowując, bohaterowie mają kluczową rolę w tej powieści. Są nietuzinkowe, ciekawe, tak zabawne jak i mroczne, ale co najważniejsze, są barwne!

Cenię sobie również w tej powieści, prócz języka, akcji oraz bohaterów... Ciekawe i zapadające w pamięć nazwy miast czy imion postaci. Co prawda niektóre ciężko wymówić, ale mają to coś. Tak samo fabuła. Wiele jest teraz książek, w których fabuła, bądź same wątki się powtarzają i nie wnoszą nic nowego... Tutaj od samego początku wiadomą jest, że książka nie posiada w sobie szablonowości i powtarzalności. Ja swoim bystrym okiem wyłapuję od razu takie rzeczy i szukam w głowie "a gdzie to było, na pewno już w którejś książce się z tym spotkałam". Tutaj nie naszła mnie żadna z tych myśli. Czyli nie przesadzam z tą oryginalnością wierzcie mi.

Z takich mankamentów małych jakie wyłapałam było kilka literówek i tyle. Więcej grzechów nie znalazłam. Czasami też się lekko gubiłam w powieści... ale to może ze dwa razy. Jeszcze coś co mogłoby być lepiej dopracowane, to samo zakończenie. Wydaje mi się lekko banalne i nie wprowadziło mnie w "nie mogę się doczekać kolejnej części, bo zakończenie było genialne i takie niedopowiedziane!" Na pewno sięgnę z wielką chęcią po kolejną część i to bezdyskusyjnie, aczkolwiek no... zakończeniu brakowało tego wielkiego "tupnięcia".

Podsumowując całość. Książka godna polecenia każdemu czytelnikowi. Jeżeli tylko lubicie knowania, zdradę, walkę o dominację, szczyptę zakazanej miłości i co najważniejsze inteligentnie stworzone fantasy i szukacie niepowtarzalności - książka jak najbardziej jest dla Was. Bez wyjątku. Ja osobiście na pewno wrócę do niej nie raz, a i nie dwa.

Za niezwykłe i trzymające w napięciu chwile, które przeżyłam w mieście Sky dziękuję bardzo Panu Arturowi i Wydawnictwu Papierowy Księżyc

Recenzja pojawi się również na portalu Upadli