środa, 1 kwietnia 2015

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" ekranizacja

reżyseria: Sam Taylor-Johnson
scenariusz: Kelly Marcel
gatunek: Melodramat <-- cóż.
produkcja: USA
premiera: 13 lutego 2015 (Polska) 9 lutego 2015 (świat)

Anastasia Steele jest młodą studentką literatury, która przeprowadza wywiad z intrygującym Christianem Greyem - milionerem i przedsiębiorcą. Dziewczyna jest zafascynowana inteligentnym i przystojnym mężczyzną, który robi na niej niesamowite wrażenie, jednak gdy ich spotkanie dobiega końca, stara się o nim zapomnieć. Grey zjawia się jednak w sklepie, w którym dorywczo pracuje Anastasia i prosi o kolejne spotkanie. Studentka zgadza się - tym samym wkracza w niebezpieczny świat pożądania, erotyki i głęboko skrywanych pragnień.
Proszę Państwa, nie miałam zamiaru pisać niniejszej opinii na temat adaptacji filmowej książki pt. 50 twarzy Greya, ale nie mogłam się powstrzymać i teraz oto będziecie się mogli zaczytywać w pełnej bluzgu treści. Od razu mówię NIECH NIKT NIE CZUJE SIĘ URAŻONY. To tylko moja opinia, do której mam prawo. Uprzedzam, gdyż domyślam się, że wśród czytelniczek mojego bloga znajdują się fanki tegoż filmu.

Dobrze, w takim razie przejdźmy do sedna... 50 twarzy Greya podbiło serca wielu czytelniczek na całym świecie. Trylogię tę nazwano najlepszym erotykiem wszech czasów. Hmm.. No właśnie. Brak mi słów na tego typu odpowiedź, jaka nasuwa mi się na myśl. Jednakże pozwolę sobie nie zgodzić się z tymi wszystkimi wspaniałymi sloganami reklamowymi, jak również z wieloma pochwalnymi recenzjami. Mnie się kompletnie nie podobało. Treść była żenująca, postaci mdłe i powiedziałam dosyć nie przeczytawszy książki do końca. Szkoda mojego cennego czasu, który wolę poświęcić na lekturę czegoś konkretnego i nerwów, które zaś poświęcam wielu innym aspektom mojego życia. Nie o treści książki dzisiaj, a o fabule filmu. Powiem tak: ło Matko Bosko Czestochosko, co to jest! Przyznaję z ręką na sercu, że przetrwałam przez bite 30 minut filmu, po czym przebrnęłam przez niego w trybie ekspresowym, przewijając go. Gorszego dziadostwa nie oglądałam już dawno... Co to w ogóle za gra aktorska - nad którą notabene rozwodzili się recenzenci, że jest świetna, rewelacyjna, a aktorzy sprostali zadaniu. Wiecie co... chyba, że ta gra aktorska była taka kiepska, oddając tym samym durnotę samych postaci. Wtedy jestem skłonna się zgodzić, że gra aktorska była fenomenalna. Pod żadnym innym pozorem: NIE. I uprzedzam: chodzi mi tylko o grę w tym filmie. Znam Jamiego z innych produkcji i wiem, że aktorem jest  świetnym. Po prostu przyszło mu odegrać tak denną postać i już. Tak samo z Dakotą.

W ogóle klimat tego filmu rozwalił mnie na łopatki, a ekran mojego monitora mogłabym połknąć w całości - tak ziewałam. Nuuudne i mdłe jak flaki z olejem. Nic... Kompletnie NIC się nie działo. Muzyka była dobrana adekwatnie do danej sytuacji, więc równie senna i melancholijna jak cały film. Akcji zero. Humoru zero, a jak już się dopatrzyłam, to strasznie niszowy. Ani krzty pozytywnych odczuć po filmie. Wiecie, nie spodziewałam się niczego konkretnego po tej adaptacji, ale to co otrzymałam jest jeszcze gorsze niż mogłoby mi się wydawać.

Z tego, co mi wiadomo, a dowiedziałam się z prawego źródła -  wiele scen zostało wyciętych, czy też okrojonych. Teraz myślę, że to nawet dobrze, bo wątpię, żeby były one choć odrobinę ciekawe. A na pewno musiałabym sobie wypalić rozgrzanym pogrzebaczem moje zielone ślepka. Już miałam ochotę zrobić to w czasie oglądania, ale w zasadzie film był tak melancholijny, że po prostu mi się nie chciało.

Żeby nie okazać się kompletną ignorantką, wspomnę może komu zapewne spodoba się film. Na pewno osobom, którym przypadła do gustu powieść E L James. Na pewno osobom, którym mimo, iż się nie spodobała, to są ciekawe jak historia tej dwójki wypadła na wielkim ekranie. Może się ona również spodobać osobom, które w ogóle styczności z książką nie miały, a lubią tego typu filmy.

Co prawda, na pewno moja opinia nie zrobi na nikim wrażenia, ponieważ na jedną osobę, której nie przypadła do gustu ta historia, przypada z pięćdziesiąt, które ją pokochają. Zostało to udowodnione naukowo!

AHAHAHA!

A na sam koniec zapodam Wam kilka śmiesznych obrazków.


Wyszło z tego pięćdziesiąt razy na NIE. A! I to nie jest Prima Aprilis. Ekranizacja naprawdę według mnie, jest denna. Jednak nie spodziewałam się, że z takiej treści powstanie coś dobrego, więc to raczej nie jest wina producentów.

19 komentarzy:

  1. Nie czytałam ani nie oglądałam :D Taka jestem! I z tylu negatywnych opinii, widzę, że dobrze zrobiłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że to nie dla mnie. Ani, film, ani książka. A Tyle osób się tym zachwyca, że zaczynam się zastanawiać, czy to nie jakaś masowa histeria. Matko, ile ja już o tym usłyszałam. Co za dużo, to niezdrowo. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tylko pierwszą część książki, ponieważ wyznaję zasadę, że nie krytykuje czegoś, czego nie znam. Teraz mogę książkę krytykować do woli! :) A filmu nie widziałam i nie chcę widzieć. Po Twojej opinii tym bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli chodzi o moją opinię na temat tego filmu i całej historii to zawsze wszystkich zaskakuje. Serię przeczytałam 3 razy wciągu tygodnia, film obejrzałam raz ale zamierzam do niego wrócić. Dla mnie, gdyby usunąć większość niecenzuralnych scen, wszystko to byłoby piękną historią miłości. Po przeczytaniu pierwszego tomu książki rok temu myślałam że to dno, później jakoś się wczułam w bohaterów i czytając książkę i oglądając film po prostu omijam "sceny" i wychodzi to całkiem nieźle :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie czytałam książki, ale film mi się (na przekór wszystkim) podobał - może za to, że nie czytałam i niczego szczególnego się nie spodziewałam :) Szału nie ma, ale nie jest aż tak fatalnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm. Co do książki to najbardziej podobała mi się część 2. W pierwszej za dużo "Ostrych scen" :) A co do filmu to uwielbiam takie "ckliwe" filmy :) aż się na koniec popłakałam. Także kto co lubi :) Ula N.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lepiej bym tego nie ujęła. Totalne dno! Może, tak jak wspomniałaś, film spodoba się osobom, które książki nie czytały. Chociaż. tym, co czytali też się podobał. Ja na trzeźwo tego filmu bym nie obejrzała. Przy I tomie książki wytrzymałam to 100 stron... dalej nie dałam rady. Masakra. No ale są różne gusta. Na szczęście my mamy prawie identyczny!

    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Spokojnych Świąt :*
    ~ Luna

    OdpowiedzUsuń
  8. Też nie oczekiwałam wiele, ale to, co dostałam: gniot gniota gniotem pogania. Ale wiesz co? Mogło być gorzej, to mogło być tanie porno.^^No dobra, nie wiem czy gorzej, pewno takie samo dno, ale z myślą o panach. XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Z ciekawości zaczęłam kiedyś oglądać... i poddałam się przy piętnastej minucie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj tak, to był zły film, chociaż podeszłam do niego z dystansem i śmiałam się do rozpuku. Te wszystkie dziewczyny i kobiety na sali kinowej zabijały nas wzrokiem, bo pseudo-poważna scena, a my się chichramy. ;) I szkoda mi tylko Jamiego, bo jest dobrym aktorem, a jego twarz w Greyu wyraża jedynie chęć ucieczki z planu filmowego. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Film bawił przez pierwsze 40 minut, a później to była tragedia... Książka nie lepsza :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedna, która mnie rozumie! Nie cierpię Grey'a - aż mnie zniechęcił do erotyków wszelakich.... I nie pojmuję jak TO mogło się sprzedać w milionach egzemplarzy...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten film jest po prostu...ZŁY.

    OdpowiedzUsuń
  14. Podpisuję się obiema rękami. 50TG to gniot nad gniotami.

    OdpowiedzUsuń
  15. W ogóle mnie do niego nie ciągnie...

    OdpowiedzUsuń
  16. Obejrzałam film. Mnie tam on rozśmieszył. Chyba dlatego, że nie spodziewałam się, iż można coś tak beznadziejnie zagrać, czy też po prostu napisać tak złe sceny.

    OdpowiedzUsuń
  17. Książki nie są na jakimś wysokim poziomie, jednak mają coś w sobie, że ludzie je czytają. Mi osobiście dość przyjemnie się je czytało, było to coś w rodzaju komedii albo parodii seksu. A z filmu dla mnie najładniejsze były widoki i trzeba pochwalić fantastyczną ścieżkę dźwiękową. Historia jest jaka jest. Gdyby nie wątki erotyczne historia mogłaby się kwalifikować do średniej jakości romansu.
    Pozdrawiam, Mz.Hyde

    OdpowiedzUsuń
  18. Kilka dni temu przeczytałam książkę i mam bardzo podobną opinię do Twojej. Książka wynudziła mnie strasznie, co więcej - momentami strasznie mnie irytowała. Nie przeczytam już II i III części, a na ekranizację tym bardziej nikt mnie nie zamówi. Cały czas się jednak zastanawiam, skąd taka popularność...

    OdpowiedzUsuń