Livie zawsze była tą bardziej zrównoważoną z sióstr Cleary. Poradziła sobie z tragiczną śmiercią rodziców. Jednak pod zewnętrzną powłoką twardej i silnej młodej kobiety, kryje się mała dziewczynka, uczepiona ostatnich słów ojca: „Spraw, bym był dumny”. Obiecała, że się postara…Przez ostatnie siedem lat każda decyzja, słowo i czyn przybliża ją do wytyczonego celu.
Livie trafia do Princeton z życiową misją: uczęszczać na zajęcia, zdać na medycynę i poznać dobrego, porządnego faceta, za którego pewnego dnia wyjdzie za mąż. Nie planuje jednak: galeretkowych shotów, sympatycznej współlokatorki-imprezowiczki, której nie potrafi odmówić i Ashtona – przystojnego kapitana uczelnianej osady wioślarskiej. Jego zdecydowanie NIE planuje. Ashton jest aroganckim dupkiem, który rozpala zwykle uśpiony temperament Livie, ponadto uosabia wszystkie cechy, których dziewczyna pragnie u faceta uniknąć. Co gorsza, jest przyjacielem i współlokatorem Connora, który, jak się akurat składa, idealnie spełnia wymagania Livie. Dlaczego więc dziewczyna cały czas wraca myślami do Ashtona?
Czy obowiązkowa i przykładna dotąd Livie zostanie zmuszona, by zrezygnować z ostatniej obietnicy, jaką złożyła ojcu? A wraz z nią z jedynej drogi życiowej, którą zna?
Ostatnio czytuję wiele schematycznych historii. Zaznaczę, że są to obyczajówki i młodzieżówki. Dlatego przerzucam się na książki fantasy. Muszę oczyścić swój umysł!
Dzisiaj kilka słów na temat kontynuacji książki "Dziesięć płytkich oddechów". Drugi tom, o którym mowa nosi tytuł "Jedno małe kłamstwo". Jak pamiętacie historia Kacey i Trenta mnie nie powaliła. Jeśli nie pamiętacie, to zapraszam Was do zapoznania się z moją recenzją, która rzuci Wam trochę światła na mój pogląd względem twórczości Tucker. KLIK
Postaci to mega słaba strona tej książki. Niedopracowana postać Livie aż kłuje w oczy. Niby Livie bardziej zrównoważona od swojej siostry... Cóż. Nie sądzę. Niewinna i słodka dziewczyna (bo przecież tak ukazuje, albo stara się ukazać nam ją autorka) się tak nie zachowuje. Zwłaszcza jeśli posiada jakiekolwiek zasady (a ponoć posiada). Miałam wrażenie, że w tomie I Livie była bardziej poukładana, a sama autorka przedstawiła nam ją zupełnie inaczej w kontynuacji. Może to tylko ja mam takie odczucie. Nie wiem.
Dzisiaj kilka słów na temat kontynuacji książki "Dziesięć płytkich oddechów". Drugi tom, o którym mowa nosi tytuł "Jedno małe kłamstwo". Jak pamiętacie historia Kacey i Trenta mnie nie powaliła. Jeśli nie pamiętacie, to zapraszam Was do zapoznania się z moją recenzją, która rzuci Wam trochę światła na mój pogląd względem twórczości Tucker. KLIK
![]() |
Źródło |
Tak samo Ashton. Taki typowy, powielony schemat bad boya. Miałam wrażenie jakbym znała tego chłopaka już od dawna. Tylko pod innymi imionami. Z tym, że tutaj jest pokazany koleś, który niczym pszczółka Maja bzyka wokół każdego kwiatuszka. Pragnę zwrócić uwagę na jeden istotny element: jego dziewczyna wyjeżdża, a on po niespełna 3 minutach od jej wyjazdu już przygruchał sobie chętną dziewuszkę. Ale Ashton nie jest taki... Njeee (o ironio!). On przecież nie chce skrzywdzić swojej dziewczyny. Tiaaa.
![]() |
Źródło |
Pytanie mam jedno: czemu w praktycznie wszystkich książkach postaci są obłędnie cudowne pod względem wyglądu? Czemu mężczyźni są wysocy, mają ciało Adonisa, a kobiety są filigranowe i słodkie do obłędu, albo udają twardzielki przez co są jeszcze bardziej słodkie. No rzygam tęczą. Tylko w fantasy jest odwrotnie no i w kilku młodzieżówkach. Jednak takich sytuacji jest jak na lekarstwo. I oczywiście jest ten rażący schemat: dobra, pokrzywdzona niewiasta sprawia, że zły chłopak przechodzi na dobrą stronę mocy. Częste zjawisko, nieprawdaż? Niczym EdŁOrd i Bella.
Książka nie należy do wybitnych, ale o tragedię też nie trąca. Jest na pewno niezobowiązująca i nie zmusza czytelnika do refleksji. Po prostu taki odmóżdżacz na jeden raz. Podziękuję za kolejne książki z tej serii, która jest praktycznie o niczym. Toteż nie wspominałam o fabule, bo sama nie wiem co mam o niej powiedzieć. Nic konkretnego się nie dzieje. Same tańce godowe i dziwne podchody.
Też się kiedyś zastanawiałam - dlaczego w powieściach wszyscy (szczególnie mężczyźni ) są obłędnie przystojni?! Co do książki - nie wiem czy się skusze - niezbyt kusząco się prezentuje :(
OdpowiedzUsuńWszystko zależy od tego, czego się oczekuje od pozycji, ja mam ją w planach, ale raczej tych dalszych niż bliższych :)
OdpowiedzUsuńDokładnie. Jeśli ktoś szuka lekkiej i ogłupiającej książki, to po nią sięgnie. Jeśli natomiast ktoś szuka czegoś wybitniejszego, to sobie ją daruje :)
UsuńJa czytałam pierwszą część tej serii i z resztą się raczej nie zapoznam... Widzę, że nic nie tracę, a nawet zyskuję czas na przeczytanie czegoś lepszego.
Co do postaci, to Sol masz racje. Same kanony piękna i przez to ciężko odnieść te "cuda" do realnej rzeczywistości...
~ Luna
Haha EdŁOrd ^^
OdpowiedzUsuńJa podziękuje już za tego typu książki - bleee :)
Zdecydowanie nie sięgnę po tę serię. Jestem już zmęczona schematycznymi opowiastkami dla nastolatków, więc sobie daruję.
OdpowiedzUsuńBtw, wróciłam na bloga po dłuższej nieobecności, chyba nie informowałam :) http://w-pogoni-za-ksiazkami.blogspot.com/
Nie jestem zainteresowana ...
OdpowiedzUsuńNie czytałam tej serii i jakoś nie żałuję tego. Piękna recenzja :D
OdpowiedzUsuńHaha, świetna recenzja :D Książka mi się całkiem podobała, czasami potrzebuję takich prostych historii :) Na półce mam również 3 część, ale ostatnio odkryłam Colleen Hoover (wow) i pani Tucker musi jeszcze poczekać...
OdpowiedzUsuń