Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abigail Gibbs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abigail Gibbs. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2013

"Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem." Abigail Gibbs

 Dziękuję!
Przypadkowe spotkanie na Trafalgar Square odmienia życie Violet Lee, ukazując jej świat, którego nawet sobie nie wyobrażała: istniejące poza czasem miejsce, w którym elegancja, bogactwo, wspaniałe dwory i wytworne przyjęcia są znamionami dekadencji, w jakiej żyją jego mieszkańcy. Za tym przepychem kryje się mrok, którego ucieleśnieniem jest charyzmatyczny i śmiertelnie groźny Kaspar Varn. Violet połączy z Kasparem niebezpieczna namiętność, za którą obydwoje będą musieli zapłacić wysoką cenę… 
Z początkową oceną „Mrocznej bohaterki” nie miałam najmniejszego problemu. Przemyślałam jednak sprawę i postanowiłam postarać się w miarę obiektywnie ocenić daną pozycję. Oczywiście nie wiem, czy w pełni mi się to uda, gdyż książka ta wywołała u mnie masę emocji. Głównie tych negatywnych.

Pomysł na fabułę – chyba nikogo to nie zdziwi nie jest oryginalny, ponieważ książek opartych na wampirzym motywie jest naprawdę wiele.  Kiedy jeszcze nie było szału na perypetie tych nadprzyrodzonych istot, takie powieści  były czymś ciekawym, intrygującym. Teraz takie teksty w większości  pisane są na jedno kopyto. Niestety „Mroczna bohaterka” pełna jest utartych schematów oraz przewidywalnych wątków,  które niestety działają na jej niekorzyść. Szkoda, że autorka nie wniosła niczego nowego do fabuły, tylko postanowiła wzorować się na innych powieściach tego typu. Co prawda bardzo dobrze, że wampiry w jej mniemaniu nie są słodkie i – o zgrozo nie skrzą się w świetle słonecznym. Są agresywne i krwiożercze za to plus. Chyba jedyny.


Nielogiczność, nielogiczność i jeszcze raz nielogiczność. Otóż wyobraźcie sobie, że przywódca łowców zostaje zaatakowany przez wampira, a cała reszta jego kompanów stoi i patrzy, zamiast ruszyć tyłki i ruszyć z pomocą swojemu przyjacielowi. Dopiero… (DOPIERO!) reagują wtedy, kiedy ten pada martwy. To tylko jedna wspomniana sytuacja, a takich niedorzeczności jest dużo więcej. Nie wiem z czego to wynika, może z niedopracowania fabuły? Mam nadzieję, że ta niespójność nie była zamierzona.

Postaci… I tym sposobem przeszliśmy do drugiej, mniej przyjemnej kwestii. Jak dla mnie postaci to porażka. Główna bohaterka popadała ze skrajności w skrajność. Jej zagrania względem Kaspara były co najmniej żenujące – jeśli miały one być zabawne to niestety, ale nie były ani trochę. Nad ciętymi ripostami powinna sporo popracować, gdyż jak dla mnie były one poniżej jakiegokolwiek poziomu przyzwoitości. Po prostu Violet Lee jest najbardziej nieudolną postacią kobiecą, z jaką miałam okazję się spotkać. Co do jej wampirzych „przyjaciół”… Na początek kilka słów o Kasparze. Jeśli miałabym go określić, to zapewne byłyby to te słowa: zadufany w sobie prostak z manią wielkości, który sam nie wie czego chce. Natomiast Fabian… Mogę śmiało powiedzieć, że z początku podbił moje serce, ale kiedy ni stąd, ni zowąd autorka wypełniła go negatywnymi cechami, załamałam się. Mam wrażenie, że na siłę próbowała go zmienić, przez co cała kreacja postaci jeszcze bardziej podupadła w moich oczach.  Nie  ma ani jednej postaci, którą bym dobrze wspominała.

Język prosty, zwięzły i mało obrazowy. Autorka tak pędziła z opisami i wydarzeniami, że nie nadążałam za jej tokiem rozumowania. Wiele rzeczy było poplątanych i – jak już wyżej wspomniałam – nielogicznych, co sprawiło, iż lektura ta była naprawdę niełatwa do przyswojenia, mimo iż język był w miarę przyjemny. Autorka powinna jeszcze sporo popracować nad swoim stylem – to nie ulega wątpliwości. Z tego co wiem, Abigail Gibbs w wieku lat czternastu zaczęła pisać niniejszą pozycję w formie bloga. Dopiero po jakimś czasie historia Violet Lee ujrzała światło dzienne, właśnie w formie książki. Kiedyś czytywałam takie blogowe opowiadania, ale wiadome jest to, że przekładając takie opowiadanie na książkę, trzeba skupić się na jej rozbudowie, a przede wszystkim na zastosowaniu odpowiedniego prowadzenia fabuły, stylistyce i dopracowaniu detali – tego wszystkiego mi tutaj zabrakło.

„Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem” miała być odpowiedzią na osławioną sagę pani Meyer. Ja nie jestem za takimi odpowiedziami i porównaniami… Jednak jeśli miałabym powiedzieć coś więcej na ten temat, to rzekłabym, że jeśli chodzi o takie „odpowiedzi” – jestem stanowczo na NIE. Osobiście zawiodłam się bardzo na „Mrocznej bohaterce” i na pewno nie sięgnę po tom kolejny, którego data wydania jest planowana na 2014 rok.

Recenzja napisana dla portalu literatura.juventum.pl