środa, 30 września 2015

"Jeden krok" Heather Gudenkauf

Dziękuję!
Emocjonująca powieść, w której napięcie wzrasta z każdą umykającą minutą, a na światło dzienne wychodzą ukryte lęki i konflikty małej społeczności Broken Branch.
Mieszkańcy próbują ustalić tożsamość napastnika z bronią, przetrzymującego w szkole ich dzieci jako zakładników.
Na policjantce Meg Barrett spoczywa odpowiedzialność za dzieci z Broken Branch.
Will Thwaite, opiekujący się dwójką wnucząt, powierzonych mu niechętnie przez córkę, przypatruje się wszystkiemu bezradnie, zastanawiając, czy znów zawiódł swoje dziecko.
Uwięziona w klasie nauczycielka Evelyn Oliver wyczekuje okazji, by uratować swoich uczniów. Zaś trzynastoletnia Augie Baker zmagająca się z konsekwencjami straszliwego wypadku, zaryzykuje swoim życiem, aby ocalić młodszego brata.
Krucha normalność miasteczka zostaje zachwiana. Liczy się każda minuta, prawda musi zostać odkryta.

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Heather Gudenkauf. Widziałam już porównania do Jodie Picoult, której książki bardzo lubię, więc powiedziałam sobie - muszę poznać styl Gudenkauf. W dodatku sam opis książki mnie zaintrygował i pobudził nieco moją wyobraźnię. Przyznaję, że spodziewałam się przewidywalności, ale autorka potrafi zaskoczyć czytelnika. Zwłaszcza to zakończenie - kwintesencja całości...

"Od życia, śmierci, tragedii zawsze dzieli nas tylko jeden krok, jeden oddech i czasem nie można nic na to poradzić."
Może zacznę od tego porównania do niesamowitej Picoult. Owszem, podobieństwa są, ale jednak Picoult i Gudenkauf różnią się od siebie. Poruszają trudne tematy w swoich powieściach i robią to podobnie, ale jednak stylem nieco lepsza jest Picoult. Podobnie budują napięcie, znakomicie budzą emocje... A to jest ważnie i to nie tylko w powieściach obyczajowych, po które ostatnio często sięgam. Obydwie autorki piszą na pozór przewidywalne historie, ale za każdym razem czytelnik daje się wprowadzić w błąd, bo nie wszystko idzie przewidzieć, a już na pewno nie historię "Jeden krok". 

Spodobało mi się to, że autorka ukazuje nam fabułę z kilku perspektyw, chociaż muszę przyznać, że kilka z nich było jak najbardziej zbędnych. Na ten przykład prowadzenie narracji przez Willa czy czasem Holly, ich rola jako narratora niewiele dawała czytelnikowi. Chociaż to jest tylko moje zdanie, a ja mogę się mylić. Niemniej to, co zostało nam pokazane z punktu widzenia osób przetrzymywanych w szkole było ważne, tak samo jeśli idzie o policjantkę "prowadzącą" akcję (cudzysłów, ponieważ Meg nie była odpowiedzialna za akcję, ale to dzięki niej mieliśmy wgląd w policyjny umysł). 

Jeśli chodzi o postaci, trochę będę się czepiała, bo jakoś nie bardzo poczułam z nimi więź. Najbardziej polubiłam rezolutną i diabelnie odważną dziewczynkę o imieniu Augie, która nie zostawiła swojego brata w potrzebie. PJ, brat Augie, również przypadł mi do gustu. Bardzo podobała mi się tajemnicza rola czarnego charakteru! Oj, jak mi się podobała. Obstawiałam wraz z postaciami, kto to może być, ale i prowadziłam własne dochodzenie i ani przez myśl nie pomyślałam o osobie, która za tym wszystkim stała. Misternie uknuta intryga, pani Gudenkauf, ogromny plus! 

Co tutaj dużo mówić, historia, którą zaserwowała nam autorka jest smaczna i nieprzekombinowana. Podobała mi się i sądzę, że spodoba się również osobom, które lubują się w tych klimatach, w niezwyczajnych powieściach obyczajowych. Osobom, które lubią książki Picoult i Chamberlain. 

2 komentarze:

  1. Zazwyczaj nie sięgam po tego typu powieści, więc trafi na listę rezerwową ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że ten brak więzi z bohaterami związany jest z formą narracji, która wręcz nie pozwala na przywiązanie. Książka bardzo mi się podobała, zwłaszcza to, że temat nie grał na emocjach :)

    OdpowiedzUsuń