piątek, 6 marca 2015

Wywiad: Wioletta Sawicka!

Prószyński i S-ka
Wioletta Sawicka urodziła się i mieszka na Warmii. Z wykształcenia pedagog, z pasji dziennikarka radiowa, prasowa, a przez chwilę telewizyjna. Zawodowo realizuje się w pisaniu reportaży i przeprowadzaniu wywiadów z ciekawymi ludźmi. O sobie wie jedno – że składa się z samych sprzeczności. Prywatnie szczęśliwa żona wciąż tego samego męża, matka bardzo dorosłego syna oraz dorastającej córki. Pasjami lubi czytać książki. Najlepiej kilka naraz. Wycieczki – tylko w odludne miejsca. Najlepiej rowerem do lasu. Po pięciu latach emigracji w Szwecji, z ulgą wróciła do rodzinnego Olsztyna, gdzie narodził się pomysł napisania pierwszej powieści.

1. "Wyjdziesz za mnie kotku?" to książka, która mnie zaskoczyła. Sama nie wiem, ale spodziewałam się przewidywalnego romansu. A tutaj wielki bum i zaskoczenie. Przyjemna i zaskakująca powieść o problemach, jakie mogą dotykać również nas, zwykłych ludzi. Skąd pomysł na właśnie taką książkę?

Pomysł narodził się spontanicznie. Wiedziałam jednak od początku, że chcę pokazać miłość trudną. Nielukrowaną, z jej problemami, rozterkami, mniejszymi i większymi radościami, dokładnie tak jak wygląda to w życiu. 

 2. Bardzo lubię Patryka, ale jest on strasznym zazdrośnikiem. Również częste wywody na temat roli kobiety w życiu rodzinnym nie stawiają go w dobrym świetle. Zastanawiam się skąd pomysł na chorobliwie zazdrosnego i despotycznego męża Anny?
Też go trochę lubię. Oprócz owych negatywnych cech, to jednak wrażliwy facet. A pomysł? No cóż, zazdrość jest również ważnym problemem w związku, jak pozostałe dylematy z którymi się borykamy. Dla mnie ważne nie są problemy same w sobie, ale to jak sobie z nimi poradzić. A co za tym idzie, jak poradzą sobie z nimi moi bohaterowie. 

3. Czy w tej powieści umieściła Pani skrawki ze swojego życia, czy jest ona całkowicie wymyślona przez Panią?

Jest tam bardzo dużo w mojego życia. Miejsca, zwłaszcza mój ukochany Olsztyn i Bieszczady, choć próżno na mapie szukać Niepamięci. To akurat wymyśliłam. Prawdziwi są niektórzy bohaterowie i radiowa pajsa Anny. Pracowałam w Polskim Radiu piętnaście lat. Myślę też, że Anna ma moją wrażliwość, choć zdecydowanie więcej cierpliwości niż ja. Jednak to co naprawdę obie nas łączy, to potężny, niczym niewyrównany deficyt ojca. Ja też go nie miałam, bo wypisał się z mojego życia. Musiałam go sobie wymyślić, i też rozmawiałam z nim w wyobraźni przez długie lata. Tak jak moja bohaterka.  

Ja: Czyli coś nas łączy.

4.  Czy tytuł „Wyjdziesz za mnie kotku?” był tym pierwszym, który zrodził się w Pani głowie, czy może były też inne? Jeśli tak, to mogłaby nam Pani zdradzić, jakie były pomysły?

Pierwszy tytuł był zupełnie inny i pod takim wysłałam powieść do wydawnictwa. Książka przeszła w całości bez zmian, a tytuł nie. Trzeba było prędko poszukać bardziej kobiecego, no i na gorąco, wymyśliłam tego „kotka”, bo takie pytanie pada w powieści i jest dość kluczowe dla mojej bohaterki. Wydawca zaakceptował. Mam taką wadę, że nie przywiązuję zbytniej wagi do tytułów. Nawet jak piszę reportaże w gazecie gdzie pracuję, tytuł niestety jest dla mnie kwestią drugorzędną.

5. Okładki Pani książek bardzo ładnie się prezentują. Są takie ciepłe, prawdziwe, aż chce się po sięgnąć. Czy ich projekt narzuciło wydawnictwo, czy Pani wybierała  ostateczny wygląd szaty graficznej?

Nie miałam żadnego wpływu na wybór okładek ani szaty graficznej. Sama byłam bardzo ciekawa jak będą wyglądać. O wszystkim zdecydował wydawca. Ja zobaczyłam już finale dzieło. Ale też uważam, że są ciepłe i kobiece.

6. Czy wydanie własnej książki jest trudnym zadaniem?

Ja w ogóle nie planowałam wydać książki. Pisałam tego „kotka”, dla siebie jako rodzaj terapii, po przeżyciach które mnie spotkały. Taki domowy sposób na depresję, którą przechodziłam po nieudanej emigracji. Ta pisanina po prostu mi pomagała. Tworzyłam jakąś historię, która zaczęła mnie pochłaniać, wciągać, odrywać od czarnych myśli w których tkwiłam. To mąż po przeczytaniu, namówił mnie, abym spróbowała to wydać. Z początku w ogóle nie chciałam o tym słyszeć. Wstydziłam się pokazywać profesjonalistom swoje jakieś tam wynurzenia. Bałam się, że mnie zwyczajnie wyśmieją. Potrzebowałam paru miesięcy, aby w końcu wysłać książkę. Tylko jednemu wydawcy. Prószyńskiemu. Po trzech miesiącach odpowiedź, że biorą. Tak to u mnie wyglądało.

Ja: Chwała mężowi!

7.Ciekawi mnie też jakie  uczucie towarzyszy autorowi, kiedy ten trzyma w dłoniach swój pierwszy egzemplarz świeżo) wydanej książki, czy zdradzi Pani, jak to wyglądało w Pani przypadku?
Ja dopiero na drugi dzień, po premierze wzięłam ją do ręki, bo pierwszego dnia uciekłam z księgarni. Nie wiem dlaczego tak zareagowałam. Okazałam totalny brak pewności siebie. A jak ochłonęłam, to wróciłam następnego dnia. Pierwsza myśl była taka: „Jak ja mogłam napisać coś tak grubego?” Tekst w komputerze liczył około 250 stron, a wydrukowany ponad 500. To był szok.

8.  Zawsze zastanawia mnie ile autor czasu poświęcił swojemu dziełu. Dlatego zadam Pani pytanie, jak długo zbiera pani materiały, obmyśla plan powieści, zanim zaczęła pisać? Czy może pisanie przychodzi Pani spontanicznie?


Pierwsza części „Kotka”, napisała się spontanicznie. Zarys fabuły wymyśliłam w ciągu chyba jednego dnia. Ściślej, po spotkaniu z koleżanką, która jest pisarką. To ona, czyli Kasia Enerlich, widząc mnie w totalnym dole psychicznym, namówiła mnie do pisania książki. Powiedziałam jej coś takiego „Puknij się w głowę, ja nie potrafię” a ona: „Pisz tak jak czujesz, dla siebie. Zacznij już dziś”. Posłuchałam. Wracałam do domu i obmyślałam fabułę. Wiedziałam, że jeśli będę pisać to o miłości. Trudnej, bo sama byłam w dołku. Moja bohaterka po części będzie mną, bo łatwiej pójdzie mi wewnętrzny katharsis. A potem to już samo zaczęło się układać pod palcami. Czasem miałam wrażenie, że wszystko się ze mnie wylewa, a ja po prostu odżywam. Pisałam parę miesięcy. Przy kolejnych częściach, działałam w sposób bardziej planowy i zamęczałam pytaniami znajomą psycholog , która jest kopalnią wiedzy o trudnych relacjach na linii kobieta – mężczyzna.

Ja: Czuć to lekkie pióro, dzięki któremu przez Pani powieść się po prostu płynie.


9. Na pewno lubi Pani czytać książki i zatracać się w świecie wykreowanym przez innych pisarzy, czy zdradzi Pani jakiego typu są to powieści? Jaki autor (może nawet nie jeden) skradł Pani czytelnicze serce?


Lubię szwedzkich pisarzy: Mankell, Lacberg, Larson. Uwielbiam afgańskiego pisarza K. Hosseini. Jego „Tysiąc wspaniałych słońc” i „Chłopiec z latawcem”, skradły mi serce. Chętnie czytam Nurowską. „Nakarmić wilki”, połknęłam. Mam też dwie książki zaczytane niemal na śmierć i darzę je dozgonną miłością. To „ Dzieci z Bullerbyn” i „Lalka”.

10. Czym  (oczywiście prócz pisania) interesuje się Pani na co dzień? Jakie ma pani zainteresowania i hobby?


Interesuje mnie historia. Dlatego w gazecie piszę głównie reportaże historyczne. Poświęcone m.in. losom Mazurów i Warmiaków, czasom NKWD i UB, czyli nie aż tak odległej historii. Jestem raczej samotnikiem, dlatego lubię odludzia. Najlepiej czuję się zaszyta gdzieś w głębi lasu, albo w moich ukochanych Bieszczadach. No i od wiosny do jesieni częściej zamieniam samochód na rower.

11.  Skoro było pytanie dotyczące książek i hobby, to teraz czas na pytanie dotyczące muzyki. Kilka razy w Pani książce przewijają się pewne cytaty np. zespołu Dżem. Stąd też moje pytanie, jakiej muzyki Pani słucha? Czy ma Pani ulubionych wokalistów? A może podczas pisania powieści gdzieś w tle tworzy się jakiś soundtrack?


Lubię Dżem. Kiedyś nawet chodziłam na Olsztyńskie Noce Bluesowe. Prócz tego jestem absolutną fanką polskiego rocka, ale tego nieco dawniejszego, na którym się wychowałam. Perfect, to mój Nr 1. Nieżyjący Joe Cocker, to też jeden z moich faworytów. Ale mam tak, że często dobieram muzykę do nastoju. Czasem mam ochotę na poezję śpiewaną i katuję Grechutę, a czasem na coś absolutnie popowego i wtedy chętnej słucham, co tam mi córka muzycznego podrzuca. Ostatnio Pink i Daft Punk.

12. Co według Pani jest najtrudniejsze w pisaniu własnej powieści, a co najprzyjemniejsze?


Najprzyjemniejszy jest ten moment, kiedy wszystko rodzi się w głowie. Ten cały proces obmyślania, sceny, dialogi, emocje. Samo pisanie, to już praca. Najczęściej nocą, gdy wszyscy śpią i nikt niczego ode mnie nie chce. Jestem tylko ja i moi bohaterowie. Dla mnie najgorszy moment, to ten kiedy kończę pisać. Czuję wtedy wielki żal, że rozstaję się z moimi bohaterami. Dlatego, od razu kiedy skończyłam pierwszy tom (jeszcze nie wiedziałam czy zostanie przyjęty) zaczęłam pisać drugi. Ledwo go skończyłam, zabrałam się za trzeci, który też już mam niestety za sobą. Za parę dni powędruje do wydawcy. A ja siadam do następnej powieści, bo pisanie stało się moją rzeczywistą potrzebą. Jak tego nie robię, zwyczajnie czegoś mi brak.

13. Jakich rad udzieliłaby Pani osobom, które przymierzają się do napisania własnej powieści?

Nie ośmielę się dawać żadnych rad. Przecież sama stawiam dopiero pierwsze kroczki. Nie jestem jeszcze pisarką. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to tylko to, że jeżeli czuje się w sobie potrzebę pisania, to zwyczajnie trzeba to robić.

14. Teraz pytanie kluczowe, nad czym pani obecnie pracuje?


Jak już nadmieniłam, skończyłam pisać trzeci i ostatni tom ”Kotka”, bo przecież drugi ma wiele otwartych wątków. Prawdopodobnie część trzecia ukaże się jeszcze w tym roku, ale co w niej będzie, nie mogę wyjawić. Mogę tylko powiedzieć, że emocji nie zabraknie.

15. Mam nadzieję, że niebawem ukaże się Pani powieść o innych bohaterach i innym świecie. Dlatego też pytanie, ma Pani już pomysł na innych bohaterów i ich perypetie? Jeśli tak, to uchyli nam Pani rąbka tajemnicy?

Właściwie to mam w głowie całą nową powieść. Również obyczajową, ale niczego nie zdradzę. Bo niestety tak mam, że zaplanuję sobie coś, a moi bohaterowie w procesie pisania, i tak zrobią po swojemu. Nie chcą mnie do końca słuchać. Kiedyś przeprowadzałam wywiad z pisarzem, który powiedział mi coś podobnego, że jego bohaterowie robią z nim co chcą i nawet spać nie dają po nocach. Z początku w to do końca nie wierzyłam. Teraz przekonałam się sama, że tak jest.

Ja: Jestem niezmiernie ciekawa nowej powieści, aczkolwiek rozumiem, że aura tajemniczości musi być.

Serdecznie dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi, które zaspokoiły moją ciekawość i mam nadzieję, że nie tylko moją. Już nie mogę doczekać się kolejnych Pani książek. A najbardziej trzeciego tomu z cyklu „Wyjdziesz za mnie kotku”. Tyle pytań czeka na odpowiedzi!

Przypominam Wam, że 10 marca ukaże się druga część przygód Anny i Patryka. Recenzję przedpremierową możecie przeczytać tutaj: KLIK
A samą książkę możecie zdobyć, biorąc udział w konkursie o którym więcej tutaj: KLIK

środa, 4 marca 2015

"Powód by oddychać" Rebecca Donovan


Pierwsza z trzech części chwytającej za serce i pełnej trudnych emocji serii dla dziewcząt pt. Oddechy.Gdy Emma wraca do miejsca, które nazywa domem, bo nie ma żadnego innego, o którym mogłaby tak myśleć, nigdy nie wie, co ją tam spotka. Tylko wyzwiska? A może bolesne uderzenia? Ile kolejnych ran i siniaków będzie musiała skrywać pod długimi rękawami?Dlatego Emma nie ma przyjaciół i robi wszystko, by mieć jak najlepsze wyniki w nauce – marzy o dniu, w którym będzie mogła wyrwać się z tego piekła.
Tylko jedna osoba zna jej tajemnicę. Ale jest jeszcze ktoś, kto bardzo pragnie się do niej zbliżyć. Emma jednak za wszelką cenę chce tego uniknąć. Chociaż to rozrywa jej serce na kawałeczki.Poruszająca historia o próbie normalnego życia za wszelką cenę… i o miłości, która pozwala w końcu zaczerpnąć powietrza.
Naczytałam się sporo pochlebnych opinii o tej książce. Sama oceniam ją, jako książkę na jeden raz. Lekko irytującą, zagmatwaną, odrobinę nielogiczną, ale ciekawą i wciągającą. Natomiast nie nazwałabym jej mianem: bardzo dobra tudzież świetna. Na pewno nie. Pewnie gdybym miała 13 - 17 lat mogłabym ocenić ją wyżej, ale nie teraz. Uważam, że książka "Powód by oddychać " jest kolejną sztampową opowieścią o nastolatce z trudnościami życiowymi. Zwłaszcza biorąc pod uwagę schematy takie jak: dwie najlepsze przyjaciółki, jedna piękność zaś druga zwykły przeciętniak. Super przystojniak zainteresowany szarą myszką. Szkoła i związane z nią problemy nastolatków.  Brzydkie kaczątko zmieniające się w pięknego łabędzia.

W ogóle co to za chore  relacje Emmy z jej ciotką? Czy tylko mnie wydaje się to śmieszne i wyrwane z kontekstu? Nierealne i jakby na wzór bajki o Kopciuszku. Jakoś nie wyobrażam sobie takiego traktowania przez rodzinę. Ja wiem, że przypadki patologiczne są różne, ale w tej historii wydaje mi się to wymuszone i takie... Sztuczne, narzucone. Ciągnięcie za włosy, "uściski" przynoszące siniaki, w dodatku wszystko bez najmniejszego powodu. Przecież ciotka Emmy jest kochającą matką dla swych pociech, więc tym bardziej wydaje mi się to śmieszne. Chyba, że kobieta ma zaburzenia osobowości, to wiele by tłumaczyło. Kolejne pytanie, dlaczego dziewczyna pozwala sobą tak pomiatać? Dlaczego nie porozmawia z wujkiem, który wydaje się być w porządku? Chociaż z drugiej strony, to ślepy głupek, albo po prostu woli nie widzieć pewnych niewygodnych wydarzeń, jakie mają miejsce w jego domu. No ale dziewczyna też do najmądrzejszych nie należy. Ot co! To chyba rodzinne. W dodatku zachowania osób ze szkoły do której uczęszcza Emma i jej przyjaciółka. Serio? Dziewczyna nie rozmawia z nikim, wręcz stroni od towarzystwa, a na imprezie wszyscy mają ją za najlepszą przyjaciółkę. Uściski, śmichy chichy, propozycje matrymonialne... Autorka trochę przesadnie podeszła do tematu. Stanowczo się to kupy nie trzyma, no ale może tak miało być? Mnie to nie przekonało. Kompletnie nie nie.

Tak naprawdę całość kręci się wokół relacji pomiędzy Emmą a Evanem. Tajemniczy nowy chłopak, którego ciągnie do zamkniętej nastolatki. Powolne podchody. Przyjaciółka, która chce ich ze sobą zeswatać. Następnie etapowo zbliżają się do siebie, aż w końcu zauroczenie przeradza się w coś więcej. Plusem jest oczywiście ta etapowość, której autorka nie przedstawiła po łebkach, tylko na spokojnie wdrażając czytelnika w tę relację. Właśnie to najbardziej podobało mi się  w tej książce. Ta metodyczność.

Autorka niestety niczym mnie nie zaskoczyła dlatego uważam, że książka jest po prostu przeciętna. Po kontynuację raczej nie sięgnę.

poniedziałek, 2 marca 2015

"Wiem o tobie wszystko" Claire Kendal

Dziękuję!

Wstrząsający thriller psychologiczny dla wszystkich, którym spodobały się "Zaginiona dziewczyna" i "Zanim zasnę".Clarissa z każdym dniem czuje się coraz bardziej osaczona przez Rafe’a. Gdziekolwiek spojrzy, widzi jego twarz, w którąkolwiek stronę się odwróci, dostrzega jego cień, dokądkolwiek pójdzie, on podąża za nią. A wszystko dlatego, że Rafe się w niej zakochał.Śmiertelnie.Stalking – to słowo budzi coraz większy lęk nie tylko wśród celebrytek, ale i wśród całkiem zwyczajnych kobiet. Omotane pajęczą siecią intrygi, prześladowane za dnia i w nocy, zastraszone i zagubione, rozpaczliwie szukają pomocy… lecz nie zawsze mogą ją znaleźć. A czasem, nawet jeśli pomoc nadchodzi, jest już za późno.

Na sam początek ukłony w stronę wydawnictwa, za akcję promującą ich książkę "Wiem o tobie wszystko". Każdy recenzent dostał ciekawie zapakowaną książkę (zdjęcie w tekście), a na papierze napisane były ciekawe fakty z życia. Widać, że pracownicy wydawnictwa nie poszli na łatwiznę, bo chcąc zrobić taką akcję trzeba poszperać i znaleźć niniejsze fakty. Bardzo podoba mi się takie dbanie o szczegóły.

Przechodząc do treści książki, muszę wspomnieć, że pomysł jest bardzo ciekawy i całkiem fajnie przeniesiony na stronice książki. Nie wciągnęłam się jednak od samego początku. Byłam nieco zagubiona, ponieważ treść była trochę zawiła i ciężko było mi się w nią "wbić". Później było coraz lepiej. Kiedy już dotarło do mnie o co chodzi, kto jest kim i jakie jest istotne przesłanie, przez książkę przeszłam jak burza.

Jak sami wiecie, ja nie zaczytuję się w thrillerach czy sensacyjnych lekturach, ale czasami, gdy coś mnie zaintryguje, to sięgam po dany tytuł. Dlatego też dla mnie zjawisko stalkingu w powieści jest czymś nowym i ciekawym na tyle abym mogła nazwać "Wiem o tobie wszystko" czymś innowacyjnym. Jeśli ktoś tak jak ja nie zaczytuje się w takich książkach, to z pewnością mogę stwierdzić, że będzie to dla niego oryginalny twór. Kendal świetnie skonstruowała swoją książkę... Świat, jaki ukazała czytelnikowi, strach osoby prześladowanej i pokazanie mechanizmu stalkingu - to wszystko przypadło mi do gustu. Naprawdę genialny thriller psychologiczny. Powiem Wam, że w niektórych momentach sama zaczynałam się bać, a to świadczy tylko o tym, jak dobrze autorka nakreśliła problem stalkingu. Ogromny plus!

Jeśli chodzi o postaci z jakimi dane mi było się zapoznać czytając niniejszą pozycję, to sama nie wiem jak mam określić swoje odczucia względem ich. Z jednej strony żal mi Clarissy, której błędem było okazanie uczucia względem jej prześladowcy, a ówczesnego kolegi z pracy Rafe’a. Z drugiej zaś strony ciężko było mi się wczuć w jej sytuację... Jednak oceniając kreację postaci muszę stwierdzić, że autorka sobie poradziła i odwaliła kawał dobrej roboty.

Książka interesująca i jeśli ktoś lubuje się w psychologicznych tworach, które trzymają w napięciu, to polecam!