czwartek, 9 lutego 2012

"Promień srebra" Jayne Castle



Tytuł: "Promień srebra"
Autor: Jayne Castle tudzież Jayne Ann Krentz
Tom: IV
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2011


Coś o Autorce:


Jayne Castle to pseudonim, którym podpisuje swoje paranormalne romance Jayne Ann Krentz.

Jedna z największych gwiazd literatury kobiecej, autorka ze szczytów list bestsellerów "New York Timesa",
twórczyni światowych bestsellerów wydanych w 35 milionach egzemplarzy i tłumaczonych na 28 języków.
Jayne Ann Krentz tworzy pełne napięcia thillery romantyczne i emocjonujące, zmysłowe powieści obyczajowe z romantycznym wątkiem.



Chciałabym zacząć od okładki. Mianowicie... strasznie mi się ona jakoś nie podoba. Kobieta robiąca jakżeż teraz wśród nastolatek modny dzióbek. W ogóle jakaś ta pani sztuczna, wymuskana i za idealna. No jakoś do mnie nie trafia. Kolor jednak przyciąga wzrok i jest raczej żywy i pozytywny. Jednak jak to się mówi? nie oceniaj książki po okładce? Otóż to. Nie mam najmniejszego zamiaru tego robić. Oceniam okładkę osobno, a jej zawartość osobno.


Przejdźmy zatem do meritum. Akcja dzieje się w świecie nazwanym przez autorkę Harmonia. Gdzie między innymi mieszkają łowcy duchów. Każdy mieszkaniec tego świata posiada rozwiniętą w jakimś stopniu energię paranormalną.
Nasza bohaterka należy jednak do tych którzy umieją wygenerować większą parapsychiczną energię. Co nieco odróżnia ją od innych. Skoro przeszłam już do naszej głównej postaci napiszę o niej coś więcej, aby przybliżyć wam jej osobę. Ma na imię Celinda. Celinda Ingram. Jest cenioną konsultantką matrymonialną. Posiada ona sympatycznego i niesfornego futerkowego zwierzuna o imieniu Araminta.
Zdolności Celindy są nader wyjątkowe, gdyż nie spotkała ona dotychczas nikogo kto emituje takimi samymi umiejętnościami. Dlatego gdy w wieku osiemnastu lat odkryła, jak potężną mocą dysponuje nie odważyła się nikomu do tego przyznać.
I oczywiście jak to w romansach paranormal bywa...
Jest i On - przystojny właściciel agencji ochrony o czarnych jak nocne niebo włosach i srebrzystych oczach. Jest on właścicielem równie słodkiego futrzanego przyjaciela o imieniu Max.
Nasza pani jest w posiadaniu pewnego reliktu, który jak się później okazuje, jest własnością Bractwa za którym notabene Celinda nie przepada, a dla którego pracuje nasz przystojny ochroniarz.
Historia opisywana jest z punktu Celindy, Davisa i innych postaci. Zatem widzimy wszystko z punktu widzenia każdego po trochu. Co mi się nie za bardzo podobało i z lekka mieszało.


Nastawiłam się na wciągającą historie jednak niepotrzebnie. Fauła moim zdaniem banalna. Bohaterowie nie są opisani tak, aby czytelnik mógł poznać ich dobrze. Nie są wyraziści.
Jest romans, jest akcja. No właśnie co do akcji... Kiedy już miałam nadzieję na coś mocnego, jakieś  sceny które obudzą we mnie jakiekolwiek emocje, wszystko się wspaniale układało na korzyść głównych bohaterów (co mnie irytowało, bo przecież, nie może być aż tak pięknie, mogłoby się coś dziać, mogłoby im coś nie wyjść!) Także jeżeli chodzi o akcję, jakoś specjalnie się nie rozkręca. Nie wiem, może to moje odczucie, bo liczyłam  na to że czymś mnie któryś bohater zaskoczy. Tutaj czarny charakter nawet jest słaby... a jeżeli nawet czarny charakter jest słabym ogniwem książki, to już mi ręce opadają. Ani on jakoś specjalnie dopracowany, ani wyrazisty, ani taki zły. Iskierka nadziei pozostała do końca książki, gdzie miałam nadzieję zostać zaskoczoną jakimś końcowym tupnięciem. Myślałam, że chociaż na koniec autorka zafunduje czytelnikowi  mocniejszą dawkę wrażeń. Niestety ich brak. Brak też rozbudowanego opisu scen. Opisu pomieszczeń. Szczegółowego opisu wyglądu postaci. Ja musiałam wysilać swoją wyobraźnię, aby sobie wyobrazić bohaterów, ale przy tak skąpych opisach było ciężko. Ja rozumiem, że czytelnik powinien używać swojej wyobraźni czytając książkę, ale bez przesady.


 "Jeśli od czasu do czasu lubicie zanurzyć się w świecie zaskakującego romansu wzmocnionego zastrzykiem paranormalości to Harmonia jest dla Was idealnym miejscem"
Czy ten romans taki zaskakujący? hmmm... Raczej przewidywalny. Co do zastrzyku paranormalności. Jego dawka nie zabija.


 Podsumowując. Autorka mnie nie zafascynowała swoją opowieścią. Książka nie wywarła na mnie jakiegoś szczególnie pozytywnego wrażenia. Więc pewnie szybko o niej zapomnę.
Jedynym plusem są przesłodkie futrzaki i chyba za nie dam 2/6.

11 komentarzy:

  1. No cóż, romanse paranormalne przejadły mi się w momencie czytania "Pamiętników wampirów..."
    Ta trauma pozostawiła na mnie ślady do końca życia xD

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie skończyłam czytać nawet 1 książki "Pamiętniki wampirów" ;D książka mi nie spasowała, jednak serial oglądałam.

      Usuń
  2. Już myślałam, że to będzie ciekawa książka. Po ;)Twojej recenzji raczej ją sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze wiedzieć, żeby się na książkę nie napalać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm, ja też spasuję tym razem.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Daruje sobie ową pozycję :)
    Dodatkowo strasznie cukierkowa okładka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! okładka strasznie przesłodzona :)

      Usuń
  6. Dzięki za zaoszczędzenie mi kolejnej porażki, bo ostatnio znów mi się trafiają.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przeczytam, chyba że trafi mi się okazja.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Okładka bardzo przyjemna, jednak jakoś mnie do niej nie ciągnie - jest tyle świetnych paranormali, co będę czas marnować na byle co :D.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń