piątek, 1 sierpnia 2014

Uwaga: książka, kamera. Akcja!

Gatunek: dramat
Produkcja: USA
Premiera: 24 marca 2000 (Polska) 6 grudnia 1999 (świat)
Reżyseria: Frank Darabont
Scenariusz: Frank Darabont
Moja ocena filmu: 10/10
Dzisiaj znowu wkraczamy w świat ekranizacji. Ciekawskich zapraszam do przeczytania niniejszego posta.

Nie wiem dlaczego, ale ja dzielę książki na takie, które wręcz trzeba zekranizować i na takie, które najlepiej niech istnieją tylko i wyłącznie w formie papierowej… Można się pokusić również o stwierdzenie, że niektóre (jak dla mnie) w ogóle mogłyby nie zostać wydane, ale jak wiadomo – gusta są różne. Jednym się podoba, innym nie. Dzisiaj przedstawię Wam (dla odmiany) opinię o ekranizacjach, które wypadły bardzo dobrze, żeby nie rzec – fenomenalnie.
Zacznę może o królu. Królu złotym. Królu mroku i napięcia. Proszę Państwa, przed Państwem Stephen King i jego „Zielona mila”. Muszę przyznać, że nie czytałam zbyt wiele jego dzieł. Nie czuję tego klimatu, gdyż moim mistrzem grozy jest ktoś inny. Niemniej „Zielona mila” jest warta zarówno przeczytania, jak i obejrzenia.

Akcja powieści zbliżonej klimatem do głośnej noweli tego samego autora pt. „Skazani na Shawshank’” toczy się w latach 30-tych w środowisku więźniów oczekujących na wykonanie kary śmierci. W filmowej adaptacji książki, zrealizowanej jesienią 1999 roku przez Franka Darabonta, główną rolę zagrał Tom Hanks.

Przyznam się Wam do tego, że popełniłam karygodny grzech. Najpierw książka, później film. U mnie kolejność była inna. Po filmie nie mogłam zebrać myśli. Ciągle o nim rozmyślałam, zastanawiałam się „a co by było gdyby?”. Nie odpuściłam sobie ani jednej emisji „Zielonej mili” w TV (oczywiście jeśli wcześniej o niej wiedziałam). Dlatego też w moim przypadku pierwszy był film, a pod wpływem emocji, jakie we mnie wyzwolił, sięgnęłam po pierwowzór.Zarówno książka, jak i film wypadły w moich oczach fenomenalnie! Dlatego polecam oba twory z wielkim przekonaniem, iż Wam się spodobają. Muszę przyznać, że historia – spisana na kartkach i przedstawiona na wielkim ekranie – jest wyśmienitym dziełem, do którego wracałam już kilka razy. Jest wciągająca, poruszająca i niesie ze sobą pewien głęboki przekaz… Właśnie takie fabuły lubię. Takie, które odrywają mnie od teraźniejszości i ukazują świat zupełnie innym, niż na co dzień go widzę.

Gra aktorska? Co tutaj dużo mówić, to przecież Tom Hanks! Aktor, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego dorobek artystyczny jest bogaty, a talent niezaprzeczalny. Tak samo wygląda sprawa z Michaelem Clarkiem Duncanem, który wcielił się w postać Johna Coffeya.


Skoro postawiłam tak wysoko poprzeczkę, muszę teraz w tym zestawieniu dwóch ekranizacji podrzucić kolejną świetną adaptację. „Chłopiec w pasiastej piżamie” autorstwa Johna Boyne’a jest książką zwalającą z nóg, po przeczytaniu której odebrało mi mowę. Kolejny przykład twórczości, która potrafi człowiekowi uświadomić, jaki jest maluczki. Czy naprawdę jest osoba, która nie zna tej historii? Jeśli znajdzie się ktoś taki, to niech koniecznie naprawi ten błąd. Dodam tylko: światowy bestseller przetłumaczony na kilkadziesiąt języków, zekranizowany w 2008 roku.
Miarą dzieciństwa są dźwięki, zapachy i widoki, dopóki nie nadejdzie mroczna epoka rozsądku.
Laureat irlandzkiej nagrody literackiej Irish Book Awards 2007 w dwóch kategoriach: „książka dziecięca” oraz „nagroda czytelników”. Powieść nominowana do Carnegie Medal, Borders Original Voices Award, a także do bardzo prestiżowej brytyjskiej nagrody literackiej, Galaxy British Book Awards, w kategorii „książka dla dzieci”.

Książka „Chłopiec w pasiastej piżamie” sprzedała się w nakładzie przekraczającym 5 mln egzemplarzy. Znalazła się również na pierwszym miejscu listy bestsellerów „New York Timesa”.

Autor nie dostał tych nominacji i nagród za nic. Wierzcie mi!

Kilka słów o książce:
Gatunek: dramat, wojenny
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Premiera: 28 sierpnia 2008 (świat)
Reżyseria: Mark Herman
Scenariusz: Mark Herman
Moja ocena filmu: 9/10

Wstrząsająca historia pięknej przyjaźni na przekór złu szalejącej wojny. Dwóch chłopców i dwa światy… Obaj urodzili się w tym samym dniu, miesiącu i roku, ale los traktował ich do pewnego czasu zupełnie inaczej. Bruno, syn niemieckiego oficera, żyje podczas wojny, prawie w ogóle jej nie doświadczając, nie mając świadomości, że ona trwa tuż obok, pochłania ofiary. Szmul, syn żydowskiego zegarmistrza, zna wojnę od tej najgorszej, najbardziej nieludzkiej strony. To ona odebrała mu spokojne dzieciństwo, bezpieczeństwo, przyszłość oraz członków rodziny.

Spotkanie chłopców ma wymiar symboliczny. Odbywa się na granicy dwóch światów. Okazuje się, że przekroczenie jednego z nich powoduje, że stają się równi, ale na pewno nie szczęśliwsi, a może jednak…?

Teraz o tym, czy przeniesienie tej wstrząsającej historii na wielkie ekrany było dobrym pomysłem. Przyznam, że do obejrzenia tego filmu podchodziłam kilka razy. Nie byłam pewna, czy twórcy poradzą sobie z odwzorowaniem tych emocji, tych uczuć. I gra aktorska? Wahania wahaniami, ale w końcu dałam się skusić… I wiecie co? Nie żałuję! Może nie wypłakałam tylu łez, co podczas czytania książki, ale jednak jego twórcom udało się mnie poruszyć. Najbardziej wstrząsające było zakończenie. Dla wielu zapewne nic, ale dla mnie… Nie wiem czemu, ale najbardziej mnie zdumiało.
Na czym właściwie polega różnica – zastanawiał się [Bruno]. I kto decyduje, którzy ludzie mają nosić pasiaste piżamy, a którzy mundury?
Na zakończenie pragnę jedynie powiedzieć, że do niektórych książek i filmów trzeba po prostu dojrzeć. Te dwa przeze mnie wymienione niewątpliwie do takich należą.

Tekst został napisany dla portalu:

8 komentarzy:

  1. Oglądałam oba filmy, ale czytałam tylko Zieloną milę - świetna. Chłopiec jako film też niezły, jestem ciekawa książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tak, oglądałam tylko kawałek Zielonej Mili, sama nie wiem czemu nie dokończyłam. Chyba dlatego, że faktycznie wtedy nie byłam na nią gotowa, ale postanowiłam sobie, że niedługo znowu do niej przysiądę. Jeśli mi się spodoba, to przeczytam książkę- wiem, zła kolejność, ale do książek Kinga mnie nie ciągnie (trochę mnie przerażają) ale dobra, spróbuje kiedyś. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam tylko pierwszy film, ale to było wiele lat temu i tak szczerze to nawet nie pamiętam czy mi się podobał. Wiem, że potem już nie oglądałam, bo pamiętałam, dziś nie bardzo go pamiętam, ale i tak mnie jakoś nie ciągnie, zbyt często trafiałam na niego w telewizji. Drugi znam z tytułu, ale nie oglądałam. W sumie chętnie obejrzę, ale wolałabym najpierw książkę, więc jeśli znajdę na jakiejś promocji lub w bibliotece to na pewno się zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam tylko "Chłopiec w pasiastej piżamie". Książki jeszcze niestety nie złapałam. Wzruszyłam się i pewnie kilka łez mogłoby polecieć gdyby nie tłum luci wokół mnie. Naprawdę był świetny i również go polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oba filmy i książki jeszcze przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam oba filmy i oba były wstrząsające i bez wahania obejrzę je ponownie :3 Tom Hanks jest jednym z moich ulubionych aktorów i nigdy się nie waham przed obejrzeniem filmów w których gra ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Za obydwie książki, chcę już się wziąć od dłuższego czasu, bo filmy wywarły na mnie ogromne wrażenie. W szczególności chciałabym przeczytać chłopca w pasiastej piżamie.

    OdpowiedzUsuń
  8. King nie jest też moim mistrzem, autentycznie i szczerze nie lubię jego książek, ale ich ekranizacje są dla mnie mistrzostwem. Z kolei w przypadku "Chłopca w pasiastej piżamie" to nie miałam nawet pojęcia, że istnieje książka o tym samym tytule, a film widziałam i mogłabym o nim napisać dużo dobrego. :)

    OdpowiedzUsuń