Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brandon Sanderson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brandon Sanderson. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 marca 2017

"Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek Raszida" Brandon Sanderson

Dziękuję! 
Co to w ogóle za pomysł na książkę?
Bohater z wyjątkowym talentem do… bycia wyjątkową ofiarą losu?
Misja na śmierć i życie, by uratować woreczek piasku?
Śmiertelne zagrożenie ze strony… Bibliotekarzy?
Tak, to jest świetny pomysł na książkę!
 Alcatraz Smedry, wychowywany przez rodziców zastępczych, nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje przesyłkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Zostaje on jednak niemal natychmiast skradziony przez tajemniczą organizację Bibliotekarzy. To wywołuje łańcuch wydarzeń, które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy bojowników sprzeciwiających się Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom przejąć pełną władzę nad światem. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talent do bycia wyjątkową ofiarą losu…

Książka Brandona Sandersona dla młodszych czytelników? Byłam ciekawa, jak to wszystko mu wyszło i muszę przyznać, że bardzo fajnie. Jak wiecie (albo i nie), ja Sandersona bardzo sobie cenię, więc nie mogłam obok tego dzieła przejść obojętnie. "Alcatraz kontra Bibliotekarze", to pełna humoru powieść, która wciągnęła mnie od początku. Jest napisana dość specyficznie i właśnie to w niej polubiłam.

Ilustracje zdobiące wnętrze tej książki, to coś pięknego. Pierwsze co, to właśnie na nie zwróciłam uwagę i cieszą one oko podczas czytania. Jestem jak najbardziej za taką dodatkową formą w książce. Lubię kiedy wydanie jest dopracowane w najmniejszych szczegółach, a to niewątpliwie takie jest. Wydawnictwo się postarało!

Alcatraz, to dość nietypowe imię dla młodego chłopca. Zwłaszcza, że nazwa znana jest chyba każdemu, bo więzienie Alcatraz jest najsłynniejsze na świecie. Czyżby główny bohater miał to imię nie z przypadku? Biorąc pod uwagę poczucie humoru, które króluje w tej książce - nie sądzę. Niemniej wracając do głównego bohatera, jest on rozgarnięty, odważny - chociaż to może wynikać z tego, że chłopak nie bierze tej całej akcji z bibliotekarzami na serio - całkiem zabawny i dojrzały jak na swój wiek. Widzicie... Alcatraz posiada pewne zdolności, które w normalnym życiu są nazywane jako, pech, gapowatość, czy pierdołowatość. Autor obrócił wady w fantastyczne zdolności i muszę przyznać, że zrobił to genialnie.

O co chodzi z tymi Bibliotekarzami? Zajumali chłopakowi coś cennego. I chociaż dla niego to tylko piasek, dla innych, coś bardzo cennego i mogącego zagrażać ludzkości. Dobra, dobra. O grozo, piasek taka niefajna broń, ale co z tymi Bibliotekarzami? Otóż... nawet nie wiecie, że wchodząc do którejkolwiek biblioteki jesteście obserwowani przez wroga. O tak! Bibliotekarze, to tajna i bardzo, bardzo niefajna organizacja. Nieźle się kamuflują, skubani. 

Przechodząc do moich wrażeń... Jestem bardzo zadowolona z lektury. Bawiłam się wyśmienicie, uśmiałam się i przeżyłam naprawdę fajną przygodę. Do tej pory nie czytałam tak zakręconej i fajnej powieści. Sanderson mnie zaskoczył, no, ale czemu się dziwić. W końcu to Sanderson! Polubiłam postaci jakie wykreował autor, doceniłam całą otoczkę magiczną, spodobał mi się świat przedstawiony. W skrócie? Jestem na tak! I Wam również polecam zapoznać się z tą książką. 

wtorek, 4 października 2016

"Elantris" Brandon Sanderson


Dziękuję!


Elantris - gigantyczne, piękne, dosłownie promienne miasto, zamieszkane przez istoty wykorzystujące swoje potężne zdolności magiczne, by pomagać ludowi Arelonu. Każda z tych boskich istot była jednak kiedyś zwykłym człowiekiem, dopóki nie dotknęła jej tajemnicza, odmieniająca moc Shaod. A potem, dziesięć lat temu, magia zawiodła. Elantryjczycy stali się zniszczonymi, słabymi, podobnymi do trędowatych istotami, a samo Elantris okryło się mrokiem, brudem i popadło w ruinę. Shaod stał się przekleństwem. Nowa stolica Arelonu, Kae, przycupnęła w cieniu Elantris, a jej mieszkańcy ze wszystkich sił ją ignorowali. Księżniczka Sarene z Ted przybywa do Kae, by zawrzeć polityczne małżeństwo z księciem korony Raodenem. Sądząc z korespondencji, mogła się spodziewać, że odnajdzie miłość. Dowiaduje się jednak, że Raoden nie żyje, a ona uważana jest za wdowę po nim...

Kto mnie zna, ten wie jaką miłością darzę książki Brandona Sandersona. A te piękne wydania wydawnictwa MAG, to już w ogóle! Kiedy zobaczyłam wznowienie "Elantris", którego wcześniej nie czytałam, wiedziałam, że muszę je mieć, przeczytać i pokochać. Innej opcji nie było! Kolejny cudowny grubasek, który mimo niewielkiej czcionki, wielu opisów, kilku wątków oraz sporej liczby stron, pochłonęłam bardzo szybko. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro autor ma tak fenomenalny styl, co sprawia, że od książki nie da się oderwać.

Sanderson lubuje się w pewnym schemacie - imperium - poddani - dużo magii - mroczne istoty - walka o władzę. I chociaż ten schemat się powtarza, to i tak autorowi za każdym razem udaje się mnie zaskoczyć. W każdej jego książce znajdę coś oryginalnego. Coś, czego jeszcze nie czytałam w innych. Za to kolejny i ogromny plus! 

Tytułowe Elantris, było niegdyś szanowanym i niezwykłym miastem, stolicą Arelonu. Pewne wydarzenia sprawiły, że teraz jest zapuszczonym, brudnym i okpiwanym miejscem, którego lepiej nie odwiedzać. Jednak jest tam ktoś istotny dla całej fabuły. Ktoś, dzięki komu poznajemy tajemne zakątki tego miejsca. Kto? Tego nie zdradzę, ale jeśli weźmiecie się za czytanie "Elantris", to szybko się tego dowiecie. Jest też nowa stolica Arleonu, którą poznajemy dzięki Księżniczce Sarene i pewnemu sprytnemu lisowi - Hrathenie. Z tych postaci najbardziej chyba polubiłam Sarene, która jest silną osobowością, ma głowę na karku, jest sprytną lisicą i nie boi się przeciwstawić groźnemu przeciwnikowi. 

Szczerze powiem, że jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. A w zdumienie wprawiła mnie informacja, iż jest to debiut Sandersona. Ciężko mi w to uwierzyć! Jak to debiut? Debiut? No nie, nie możliwe. Przecież ta konstrukcja świata przedstawionego... Te porywające wątki... Idealnie wykreowane postaci. Jedno, wielkie WOW! Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że to debiut. Wiem, że Sanderson jest wybitnym autorem fantasy, ale żeby zacząć swoją karierę taką bombą? Czapki z głów.

Nie będę się rozwodzić nad obłędną treścią "Elantris", ponieważ musicie sami ją poznać. Bez dwóch zdań! To książka, która spodoba się każdemu fanowi fantasy. Ma wszystko, co dobre fantasy mieć musi: klimat, super przedstawiony świat, świetnie wykreowane postaci i wciągającą akcję. Polecam gorąco!

sobota, 28 maja 2016

"Żałobne opaski" Brandon Sanderson


Dziękuję!

Ciąg dalszy opowieści znanej ze "Stopu prawa" i "Cieni tożsamości", dziejącej się w fantastycznym odpowiedniku dziewiętnastowiecznej Ameryki.
"Żałobne Opaski" to mityczne metalmyśli należące do Ostatniego Imperatora, wedle opowieści obdarzające posiadacza wszystkimi mocami, jakie miał do dyspozycji władca sprzed stuleci. Mało kto wierzy w ich istnienie. Oto jednak badacz kandra powraca do Elendel z rysunkami, które przedstawiają Opaski, jak również zapiskami w nieznanym języku. Waxillium Ladrian wyrusza na południe, do miasta Nowy Seran, by zbadać tę sprawę. Po drodze napotyka wskazówki, dzięki którym zaczyna w końcu rozumieć prawdziwe cele wuja Edwarna i tajnej organizacji zwanej Kręgiem.

Brandon Sanderson... Na pewno wiecie, jak bardzo uwielbiam tego autora. Jeśli nie wiecie, a chcielibyście się dowiedzieć, to zapraszam Was do klikania w podlinkowane tytuły na samym dole tego posta. Przechodząc do rzeczy... Na wstępie uprzedzam, że ta opinia jest odą pochwalną. Poważnie. Inaczej się nie da, ponieważ autor jest genialny i tworzy genialne dzieła. Tyle słowem wstępu.

"Cienie tożsamości" były świetne. Wayne się rozkręcił, gagi były jeszcze lepsze niż w tomie pierwszym. Akcja goniła akcję, a autor jak zwykle sprawił, że szczena opada. Zastanawiałam się, co też będzie się działo w "Żałobnych opaskach" i w ogóle do czego będzie nawiązywał tytuł. Czyżby czekała na mnie śmierć jakiejś postaci? Tylko nie to! Bo wiecie... Ja nie czytam za bardzo opisów książek, z bardzo prostej przyczyny - boję się spoilerów, boję się, że za dużo się z nich dowiem, a ja naprawdę uwielbiam odkrywać znaczenie tytułów i sama poznawać wszystko. Od zera.

Bardzo podoba mi się to, jak Sanderson tworzy swoje postaci i jak pozwala im się rozwijać z biegiem fabuły. Nie stoją one w miejscu, zmieniają się, zaskakują swoimi wyborami czytelnika. Są po prostu świetnie wykreowane. A moim ulubieńcem od samego początku był Wayne. Uwielbiam jego poczucie własnej wartości, poczucie humoru i dystans do samego siebie, jak i otaczającego go świata. Wax oczywiście też zdobył moją sympatię, tak samo jak kobiety go otaczające. Jednak, Wayne jest chyba najbardziej wyrazisty i kontrowersyjny. Może dlatego najbardziej go lubię?

Książkę czyta się zaskakująco szybko i to jest jej jedyny minus, bo ja chciałabym ją czytać o wiele dłużej. Chciałabym, aby fabuła nie miała końca. No, ale... Tak się niestety nie da. Może dlatego czyta się ją tak szybko, że została napisana tak świetnym językiem? Bez "może". Na pewno tak jest. Zapewne również dlatego, że ciągle coś się w książce dzieje, nie ma chwili na nudę. Jest akcja, jest napięcie i niezmącona ciekawość, która nie uchodzi do samego końca. A właśnie, zakończenie! No wiecie... spodziewałam się zgoła czegoś innego, ale w gruncie rzeczy - niech będzie!

Jeśli nie poznaliście jeszcze "Żałobnych opasek", to czym prędzej to nadróbcie. Natomiast jeśli nie znacie jeszcze żadnej książki Brandona Sandersona, to biada Wam! No jak tak można... Każdy szanujący się czytelnik dobrej fantastyki powinien znać dzieła Sandersona. Raz, raz!
Recenzje poprzednich książek Brandona Sandersona:

 ~.~

wtorek, 2 lutego 2016

"Stop prawa" Brandon Sanderson


Dziękuję!
Trzysta lat po wydarzeniach opisanych w trylogii „Zrodzonego z Mgły”, Scadrial unowocześnia się, koleje uzupełniają kanały, ulice i domy bogaczy oświetlają elektryczne lampy, a w niebo wznoszą się pierwsze drapacze chmur o żelaznej konstrukcji.
Kelsier, Vin, Elend, Sazed, Spook i pozostali są teraz częścią historii – lub religii. Jednakże, choć nauka i technika wznoszą się na wyżyny, stara magia Allomancji i Feruchemii wciąż odgrywa rolę w odrodzonym świecie. Na pograniczu zwanym Dziczą są podstawowymi narzędziami dzielnych mężczyzn i kobiet, którzy starają się zaprowadzić tam prawo i porządek.
Jednym z nich jest Waxillium Ladrian, rzadki Podwójny, który dzięki Allomancji może Odpychać metale, a dzięki Feruchemii zmniejszać lub zwiększać swój ciężar. Po dwudziestu latach spędzonych w Dziczy, Wax został zmuszony przez rodzinną tragedię do powrotu do stolicy Elendel. Z dużą niechęcią musi odłożyć broń i przyjąć obowiązki przynależne głowie arystokratycznego rodu. W każdym razie tak mu się wydaje, do chwili, gdy boleśnie przekonuje się, że posiadłości i eleganckie ulice Miasta mogą kryć w sobie większe niebezpieczeństwa niż piaszczyste równiny Dziczy.

Brandon Sanderson - autor, którego podziwiam i, którego książki pochłaniam z czystą przyjemnością.

To, jak skończyła się 'trylogia' "Ostatnie Imperium" pozostawię bez komentarza. Serce złamane, łzy poleciały... Po prostu coś genialnego w swojej genialności. Smutno mi było ze świadomością, że skończyłam swoją przygodę z tamtą trylogią, że tamtych bohaterów już nie ma. Zastanawiałam się jak to będzie z pozycją "Stop prawa", która rozpoczyna naszą wędrówkę po kolejnym, a właściwie tym samym, acz zmienionym/unowocześnionym  świecie Allomantów. Muszę przyznać, że trochę się obawiałam tej powieści. Jak się okazało... Zupełnie niepotrzebnie!

Nowi bohaterowie, nowa historia, nowe perypetie i humor - to wszystko i więcej, znajdziecie w "Stop prawa", którym jestem oczarowana. Zwłaszcza bohaterami, którzy skradli moje serce, a głównie to chyba skradł je Wayne, którego teksty są jedyne w swoim rodzaju. Wax oczywiście też jest świetny, ale nieco mniej zabawny, może właśnie dzięki temu, że tak się różnią charakterami, te ich przepychanki słowne są przepyszne.
Wydawało się, że oboje macie jedną z tych chwil „mądrej rozmowy”. Wolałem nie przeszkadzać.
 – To rozsądne, bo twoja głupota bywa zaraźliwa.
Można powiedzieć, że świat jest ten sam. Tyle, że ulepszony. W końcu wydarzenia są rozgrywane trzysta lat po wydarzeniach, gdzie główną rolę odgrywała Vin, Elend i cała śmietanka towarzyska, której nigdy nie zapomnę. W zasadzie autor często przypomina nam o swoich wcześniejszych bohaterach. Może nie personalnie, ale wiele rzeczy czy miejsc, nosi w sobie ich imię. Co bardzo mi się spodobało. Jest to jakaś spójność. I oczywiście magia, która nie zniknęła. Allomancja nadal istnieje, ba! Niektórzy z bohaterów jak Wayne czy Wax, a i jeszcze inni, mogą pochwalić się podwójnymi zdolnościami, a takich jak oni zwie się "Podwójnymi". Są silniejsi od zwykłych Allomantów, ale to też zależy od tego, jakie moce posiadają. Nie ma tylko broni białej, ale wkracza do akcji broń palna. Opisy walk są świetnie dopracowane. 

Bardzo boleję nad tym, że ten tom jest taki cieniutki, bo zaledwie 300 stron, a kolejne ciut grubsze. Niemniej nie narzekam, bo każda z tych stron jest na wagę złota dla fanów Sandersona. Na końcu tej, jak każdej książki z serii "Ostatnie Imperium" znaleźć można spis metali, oraz ich objaśnienia, właściwości itp. Oraz krótką informację i trzech sztukach metalicznych. I jeszcze ta mapka na samym początku. uwielbiam mapki! Powieść dopracowana w każdym szczególe. Ja chcę więcej i nie mogę się doczekać kolejnych tomów.

Komu polecam? Każdemu. Brandon Sanderson jest genialny w swojej twórczości i pewnie się powtarzam, ale grzechem jest nie poznać jego dzieł. Zatem jeśli nie znacie Pierwszych trzech tomów "Ostatnie Imperium" to szybciutko nadrabiajcie. Co prawda "Stop prawa" można czytać, nie znając poprzedniej historii, ale ja gorąco polecam zapoznanie się z nią.

wtorek, 3 listopada 2015

"Bohater wieków" Brandon Sanderson


Dziękuję!

Czy zabicie Ostatniego Imperatora, by obalić Ostatnie Imperium, było właściwym krokiem? Wraz z powrotem zabójczej formy wszechobecnych mgieł, wzmagającymi się opadami popiołów i coraz potężniejszymi trzęsieniami ziemi, Vin i Elend zaczynają mieć wątpliwości. Przed wieloma laty Zniszczeniu – jednej z pierwotnych istot, które stworzyły świat – obiecano prawo do unicestwienia wszystkiego, co istnieje. Teraz, gdy Vin została podstępem nakłoniona do uwolnienia go ze Studni Wstąpienia, Zniszczenie pragnie wyegzekwować swoje prawo.
Nie wiem czy się cieszyć, czy smucić, że to już koniec. Zrobię więc to i to. Cieszę się, że miałam możliwość poznać cykl "Ostatnie imperium". Była to niesamowita przygoda, pełna fantastycznej akcji i zupełnie nowego świata. Pokochałam ten cykl i smutno mi z tego powodu, że to już koniec. Nie będzie moich cudownych bohaterów. Etap zamknięty. Ale mam ten luksus, że będę mogła do nich wrócić i zacząć przygodę z Vin i Elendem od samego początku. Będę mogła przeżyć to wszystko na nowo i zapewne na nowo ujrzę wiele rzeczy, których nie dostrzegałam wcześniej. Brandonie Sanderson, uwielbiam Twoje dzieło!

Jeśli macie ochotę, zapraszam do zapoznania się z moją opinią na temat poprzednich tomów:


Tak wiele działo się w poprzednich tomach, że myślałam, iż autor już nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Jak bardzo się myliłam! Sanderson ma niewątpliwy talent twórczy. Naprawdę (już wspominałam to kilka razy) mam wielki szacunek do tego pisarza, który w niesamowity sposób i z niesamowitą lekkością rozkochał mnie w swoich dziełach. 

Postaci od samego początku mnie do siebie przekonały, gdyż są bardzo wyraziste. Co prawda autor ich nie oszczędza, rzucając im pod nogi kłody coraz większych rozmiarów. Ba! Nawet uśmiercił kilka z nich. Bardzo podoba mi się to, że nie są jednowymiarowe. Przechodzą duże zmiany, zarówno w wyglądzie, jak i w zachowaniu. Ich charaktery się umacniają - jeśli mogę to tak określić - co nadaje historii swoisty "smaczek". Dlatego jeśli chodzi o kreację bohaterów, to oceniam ją bardzo wysoko.

Świat przedstawiony w cyklu "Ostatnie imperium" jest światem fantastycznym (wiem, Ameryki nie odkryłam). Jako czytelnik, który pochłaniał/pochłania w głównej mierze większość książek fantasy, sądziłam, że nic mnie już nie zaskoczy. Kolejny raz się myliłam! Allomancja, to coś, z czym nie miałam wcześniej styczności. Brandon Sanderson ma ogromne pokłady wyobraźni i umiejętnie je wykorzystuje.

W książkach fantasy jest wiele tak zwanych "opisówek" miejsc, historii, legend itp. Ja ogólnie nie przepadam za przydługimi opisami, jednak jeśli są one ciekawe, to wciągają mnie bardzo, przez co chcę jeszcze i jeszcze. Na szczęście Sanderson wie jak pisać, żeby zniewolić czytelnika swoim "piórem". Dlatego z przyjemnością zatraciłam się w opisach oraz dialogach. W "Ostatnim imperium" jest dużo powagi, ale i sporo humoru. Inteligentne dialogi i interesująco przedstawiony krajobraz oraz obraz postaci. Nic dodać, nic ująć. Naprawdę nie jestem w stanie przedstawić Wam najmniejszego minusa tej powieści, ponieważ żadnego nie znalazłam. Dlatego...

Gorąco polecam Wam ten cykl. Jeśli lubujecie się w fantasy, spodoba Wam się seria "Ostatnie imperium". 

poniedziałek, 7 września 2015

"Studnia wstąpienia" Brandon Sanderson



Dziękuję!


Brandon Sanderson, autor fantasy, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Ja osobiście Sandersona wielbię, co mogliście już zauważyć podczas czytania mojej opinii na temat tomu pierwszego "Z mgły Zrodzony". Jeśli nie mieliście okazji zapoznać się z opinią, to zapraszam Was TUTAJ.
Tom pierwszy autor zakończył w taki sposób, że ciężko mi było wytrzymać do wydania tomu drugiego. I co Sanderson zrobił tym razem? Dokładnie to samo! Jak ja wytrzymam do października - nie wiem. Wiem jedno, podczas czytania "Studni wstąpienia" moje serce zostało złamane trzy, jak nie więcej razy.

Nie będę się zagłębiała w fabułę, żeby nie zdradzać tak zwanych - smaczków - tym, którzy dopiero mają zamiar rozpocząć swoją przygodę z tomem pierwszym. Wspomnę jedynie, że Brandon Sanderson wyśmienicie kontynuuje cykl "Ostatnie Imperium". Ba! Drugi tom jest nawet nieco lepszy od pierwszego (nawet nie wspomnę, jak zachwycałam się tomem pierwszym, domyślcie się zatem jak było z "dwójką"). "Studnia wstąpienia" jest obszerniejsza, więcej w niej niesamowitych opisów, pojawiają się nowe postaci, przeszkody, zawody i jeden tajemniczy jegomość, który nieco zamąci Vin w głowie. Dzieje się! Oj, dzieje się.

Postaci przechodzą dużą zmianę. Na sam początek wysuwa się nam dojrzalsza postać Vin, tuż za nią śmiało kroczy Elend. Cała ekipa, którą poznaliśmy w tomie pierwszym zmienia się, a to za sprawą smutnych wydarzeń, jakie miały miejsce w "Z mgły zrodzony". Zastanawiam się, co jeszcze się wydarzy i jak bardzo to coś wpłynie na bohaterów Sandersona, bo zakończenie było... Nawet nie będę próbowała opisać emocji, po tym, co zrobił autor. W ogóle to, co wyczynia Sanderson w swoich książkach zaskakuje mnie za każdym razem. Powinnam niby wiedzieć, jak pisarz traktuje swoje postaci, ale i tak zawsze dam się zrobić w bambuko. Myślę sobie: przeżyje, nic mu nie będzie. I nagle bam! Sanderson śmieje mi się w twarz. Nie to, żebym nie lubiła tych zaskakujących momentów, ale... Dlaczego on mi to robi?! Niemniej jednak mam ogromny szacunek do dzieł Brandona Sandersona i to się zapewne nie zmieni.

Nie mogę nie wspomnieć o tym, jak wiele emocji wzbudziła we mnie treść niniejszej pozycji (chociaż to możecie dostrzec, czytając tę opinię). Często pojawiało się zaskoczenie, złość, smutek, melancholia, śmiech... W części pierwszej głównie była ogromna ciekawość. W końcu Allomancja, to coś nowego, dlatego chłonęłam wszystkie informacje z wielkim i nieustającym zainteresowaniem. Nie to, żeby nie było również innych emocji, ale jednak zainteresowanie przejęło kontrolę. A! Pod koniec nawet łezka się w oku zakręciła. Chociaż, w zasadzie to były chyba dwa, jak nie trzy takie wzruszające momenty. Co będzie w tomie trzecim, zatytułowanym "Bohater wieków"? Już nie mogę się doczekać. Jest to najbardziej wyczekiwana przeze mnie książka w październiku!

Co tutaj dużo mówić. Jeśli lubicie fantasy, to nie macie się co zastanawiać. Brandon Sanderson dostarczy Wam ogromnej rozrywki swoim cyklem "Ostatnie Imperium", co do tego nie mam wątpliwości.

środa, 15 lipca 2015

Zapowiadam Wam!

Jakiś czas nie było zapowiedzi, więc stwierdziłam "czemu nie?" W dzisiejszym poście pokażę Wam zapowiedzi, które mnie samą interesują i, które prędzej czy później znajdą się w mojej osobistej bliblioteczce.



Data wydania: 9 września 2015
Wydawca: Nasza Księgarnia


Kolejna książka bestsellerowej autorki „Zostań, jeśli kochasz” i „Wróć, jeśli pamiętasz”.

Willem stracił kontrolę nad swoim życiem. Boleśnie zraniony śmiercią ojca obawia się kolejnej miłości i kolejnej (być może) straty. Nie potrafi jednak zapomnieć dnia spędzonego w Paryżu z pewną niezwykłą dziewczyną. Czuje, że musi ją odnaleźć, chociaż nie zna nawet jej prawdziwego imienia. Mimo to będzie próbował. W najbliższym roku czeka go kilka ważnych decyzji. Czy zaryzykuje? Czy otrzyma dar od losu i spotka ponownie Allyson?

„Ten jeden rok” to kontynuacja książki „Ten jeden dzień”. Romantyczna i wciągająca opowieść o miłości, podróży i zbiegach okoliczności, które zmieniają całe życie.



Data wydania: 23 września 2015
Wydawca: Bukowy Las/Myślnik


Ta przejmująca do głębi powieść jest historią Cody Reynolds, zmagającej się z samobójstwem najlepszej przyjaciółki. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: „czemu Meg odebrała sobie życie?” rzuci Cody w wir podróży tropem przyjaciółki, która z zapyziałego miasteczka wyjechała na prestiżowe studia, ale też do granic samopoznania i na spotkanie z wielkim niebezpieczeństwem. Bohaterka będzie zmuszona zakwestionować wszystko, co dotąd uważała za pewnik. Nie tylko swoją relację z wspaniałą, charyzmatyczną Meg – ale i znaczenie takich pojęć, jak życie, miłość, śmierć i przebaczenie.

Gayle Forman w najwyższej formie znów pisze o najistotniejszych życiowych problemach – nie tylko młodych ludzi.

Data wydania: 2 września 2015
Wydawca: Filia


Spektakularny finał bestsellerowej trylogii Susan Ee. Po brawurowej ucieczce z gniazda aniołów Penryn i Raffe muszą się ukrywać. Oboje za wszelką cenę chcą znaleźć lekarza, który potrafiłby odwrócić wynaturzone efekty operacji przeprowadzonych przez anioły na Raffem i siostrze Penryn. Ledwie zaczynają szukać wyjścia z sytuacji, Penryn odkrywa zaskakujący sekret z przeszłości Raffego, budząc jednocześnie mroczne, zagrażające wszystkim bohaterom siły.
Anioły sprowadzają do świata ludzi apokaliptyczne bestie. Obie strony szykują się do wojny, zawierając nietypowe sojusze i modyfikując strategie. Kto wyjdzie zwycięsko z tego starcia? Raffe i Penryn zostają zmuszeni do opowiedzenia się po którejś ze stron. Stają przed wyborem: dołączyć do przedstawicieli swoich gatunków albo trzymać się razem.


Data wydania: 9 września 2015
Wydawca: GW Foksal/Uroboros


Trzecia część bestsellerowego „Szklanego Tronu”!

Celaena Sardothien przeżyła już wiele – brutalne szkolenia, niewolę, turniej o pozycję Królewskiej Obrończyni… Tym razem jednak przyjdzie się jej zmierzyć z własnymi demonami, z ciężarem jej dziedzictwa. Aby uzyskać informacje – kluczowe w wojnie z okrutnym królem Adarlanu – musi nauczyć się panować nad ogniem, który nosi w sobie. Podczas gdy codziennie ćwiczy pod czujnym okiem nieśmiertelnego Rowana, król wciela w życie kolejne z jego mrocznych planów. Jednak i na dworze władcy zawiązują się sojusze, mające na celu zakończenie jego panowania i przywrócenie magii na kontynencie.
Celaena, nieświadoma tego, co się dzieje w Rifthold, ma jeden cel – dostać się do legendarnego Doranelle, którym rządzi Maeve, i uzyskać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Jak jej władca zdołał usunąć magię? Co zrobić, by ją przywrócić? Jednak opanowanie jej mocy to niejedyna rzecz, z którą będzie musiała się przedtem zmierzyć – król Adarlanu już o to zadbał. Czy dziewczynie uda się wyjść cało z koszmaru, jaki zgotował jej władca pozbawionego magii kontynentu? Co jeszcze planuje król? I jaki los czeka rebeliantów?

Powyższe opisy oraz zdjęcia zaczerpnęłam ze strony: Bookgeek.pl

 
Premiera II wydania: 12 sierpnia 2015 oraz Premiera II wydania: 7 października 2015
Wydawca: Mag

Kontynuacja "Z mgły zrodzonego". Dokonali niemożliwego, obalając niemal boską istotę, której brutalne rządy trwały tysiąc lat. Teraz Vin, wychowanka ulicy, która wyrosła na najpotężniejszą Zrodzoną z Mgły w krainie, i Elend Venture, zakochany w niej szlachetnie urodzony idealista, muszą zbudować nowe społeczeństwo na gruzach imperium. Wtedy atakują ich trzy oddzielne armie. Jedynie starożytna legenda daje cień nadziei. Ale nawet jeśli Studnia Wstąpienia istnieje, nikt nie wie, gdzie jej szukać i jakimi mocami ona obdarza. Być może zabicie Ostatniego Imperatora nie było wcale najtrudniejsze i prawdziwym wyzwaniem okaże się przetrwanie po jego upadku.

A Wy czekacie na którąś z powyższych książek?

środa, 1 lipca 2015

"Z Mgły Zrodzony" Brandon Sanderson

Dziękuję!

Przez tysiąc lat popiól zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, „Skrawek Nieskończoności” rządził władzą absolutną i ostatecznym terrorem, niezwyciężony jak bóg. A kiedy nadzieja została porzucona już tak dawno, że nie pozostały z niej nawet wspomnienia, pokryty bliznami pół-skaa ze złamanym sercem odkrywa ją na nowo w piekielnym więzieniu Ostatniego Imperatora. Tam poznaje moce Zrodzonego z Mgły. Znakomity złodziejaszek i urodzony przywódca, wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.
Brandon Sanderson - tego autora nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Znają go wszyscy (a ci, co nie znają - poznać powinni, bo to wstyd!). Kochany jest za granicą i w Polsce. Czemu tutaj się dziwić? Sanderson jest moim mistrzem jeśli chodzi o autorów wybitnych dzieł z gatunku fantasy. Jak dla mnie, jest on na pierwszym miejscu na mojej liście najbardziej cenionych przeze mnie pisarzy. Ktoś zapytać może: dlaczego? Wtedy ja odpowiem: a dlatego, że jego wyobraźnia nie zna granic. Dlatego, że czytając jego powieści, mam wrażenie, że przenoszę się w inny wymiar. Cudowny, majestatyczny świat, w którym zatracam się strona, po stronie. Dlatego, że jego dzieła zawsze oceniam wysoko, bo dla mnie są to arcydzieła. Możecie pomyśleć, że przesadzam, ale ja wiem swoje. Sanderson to mistrz i basta!

Zacznę od zachwytów nad okładką. Jest to jedna z najpiękniejszych (epickocudownych) okładek, jakie kiedykolwiek widziałam. Ilustracja na okładce: Dominik Broniek - wielkie brawa! Opracowanie graficzne okładki: Dark Crayon - pokłon. Widziałam już dzieła Crayona. Człowieku, jesteś niesamowity!
Kolejne brawa należą się Aleksandrze Jagiełowicz, która rewelacyjnie przełożyła powieść. Ludzie, chapeau bas! 

Skoro słowa uznania poszły w stronę tych, raczej zawsze pomijanych, to teraz mogę przejść do moich wrażeń na temat książki. Jakżeż fenomenalnej książki. Kiedy tylko wpadła w moje ręce, wszystkie plany czytelnicze poszły w odstawkę (sorry, ale to Sanderson). I co? I przepadłam już po pierwszych stronach. Pochłaniając całość w dość przyzwoitym tempie. Styl autora? Oszałamiający. Nie ma co się rozpisywać. Po prostu autor wyśmienicie tworzy swoje historie, a  tłumacz rewelacyjnie poradził sobie z przekładem.

Często narzekam na długie opisy w książkach. Może dlatego, że nikt nie potrafi tworzyć tak zgrabnych i interesujących opisów, jak autor książki "Z Mgły Zrodzony"? Czytając tak dokładne opisy miejsc, wygląd postaci czy dialogi, miałam wrażenie jakbym sama uczestniczyła w wirze wydarzeń, i to zaraz obok postaci. 
Uwielbiam to, jak autor tworzy w mojej głowie idealny obraz tego, co sam opisuje. Moja wyobraźnia podczas czytania, działa na najwyższych obrotach.  To właśnie ten wymiar, o którym wspomniałam niemalże na samym początku niniejszej recenzji. Każda książka Sandersona to inny wymiar, jednak kunszt pisarski zawsze jest ten sam. Niezmiennie idealny.

Nie będę się szczególnie rozwodziła na temat postaci, które są wprost idealnie stworzone. Wygląd, charakter, zachowanie... Zaznaczę również, że każda z postaci zagarnęła dla siebie cząstkę mojego serca. Czy to niepozorna, sprytna i nieufna Vin, czy też Kelsier, który pomimo tego co go spotkało nadal wierzy w ludzi. Jest jeszcze Breeze i Hammond, których potyczki słowne rozbawiały mnie co po chwila. Jakże mogłabym zapomnieć o Sazedzie? I o czarującym Elendzie Venture, który skradł odrobinę większy skrawek mojego serca. Nie sposób wymieniać tych wszystkich postaci i opisywać, za co je lubię. A wierzcie mi, jest ich całkiem sporo, bo sam autor słynie z tego, że lubuje się w budowaniu wielowątkowych fabuł, na które składa się grupa charakterystycznych postaci. O tak, Sanderson potrafi kreować charakterystyczne postaci, które nie sposób zapomnieć po odłożeniu książki, przez baaardzo długi czas. I za to też go wielbię!

Zapewne nie umknęło Waszej uwadze, że w mojej opinii na temat omawianej lektury używałam słów typu: idealny, arcydzieło, wyśmienity, oszałamiający, rewelacyjny itp. Sami widzicie, że zakochałam się w tej książce i nie mogę się doczekać kontynuacji kolejnych tomów, bo na pewno będę zachwycona. A Wam mogę tylko z ogromną przyjemnością polecić książkę"Z Mgły Zrodzony".

czwartek, 11 września 2014

"Droga królów" Brandon Sanderson


Dziękuję!
Chirurg, zmuszony do porzucenia swej sztuki i zostania żołnierzem w najbardziej brutalnej wojnie od niepamiętnych czasów. Skrytobójca, morderca, który płacze, kiedy zabija. Oszust, młoda kobieta, skrywająca za płaszczem z kłamstw swoją prawdziwą naturę. Arcyksiążę, wojownik, owładnięty żądzą krwi.
Świat może się zmienić. Ta czwórka jest kluczem do przyszłości.
Jeden z nich może przynieść zbawienie.
Drugi doprowadzi do zagłady.

"Książka mnie zachwyciła. Co jeszcze mógłbym powiedzieć."
Patrick Rothfuss. 

Fan art źródło 
Oto recenzja jednej z najobszerniejszych książek jakie dane mi było czytać. Rasowe fantasy. W dodatku napisane nieprostym językiem, który pokochałam. Książka jest obszerna, jest ciężka... Jest świetna! Ja uwielbiam fantasy, ale to każdy odwiedzający mojego bloga wie. Mój brat zacierał ręce z radością patrząc na to, jak kończyłam "Drogę królów". Ledwie skończyłam czytać zamykające zdanie, a ten już mi ją wziął. Nie muszę mówić, że był zachwycony? Nudzi mnie aż do dzisiaj o to, żebym mu powiedziała, kiedy będzie kontynuacja. Teraz mogę powiedzieć: bracie, premiera tomu II jest przewidziana na 3 grudnia.

Wielka objętościowo. Bogata opisowo. Barwna tematycznie i pełna charakternych postaci. Kunsztowny język, który zagraniczni youtuberzy kochają - pokochałam i ja.  Śmiem sądzić, że każdy, kto lubuje się w fantasy, pokocha twórczość Brandona Sandersona. Zdziwiłabym się, gdyby było inaczej.

W książce nie mamy jednego głównego bohatera, wokół którego toczy się wir wydarzeń. Najbardziej przypadła mi do gustu postać Kaladina, którego los okrutnie potraktował. To właśnie jego historię czytałam z zapartym tchem. Co oczywiście nie znaczy, że reszta mnie nie interesowała. Każda postać Sandersona jest złożona. Każda ma swój cel, swoją misję. Wszystkie razem tworzą paletę barwnych, nietuzinkowych i świetnie wykreowanych bohaterów, których ostatnio tak bardzo mi brakowało.

Dobry i w pełni wykorzystany pomysł na fabułę, barwnie przedstawiony świat, kunsztowny język i charyzmatyczne postaci - za to wszystko ogromny plus! To wszystko powinna mieć każda dobra książka. "Droga królów" to wszystko posiada.

Wiecie co? Wcześniej myślałam, że o świecie fantasy wiem już wiele, że widziałam oczyma wyobraźni już wszystko. Brandon Sanderson pokazał mi, że jednak nie. Nie widziałam wszystkiego i pewnie dzięki jego słowom/wyobraźni, zobaczę jeszcze masę wspaniałych rzeczy, których nie mogę się doczekać.

Czytanie pierwszych rozdziałów szło mi dosyć topornie - przyznaję bez bicia. Odłożyłam książkę, chcąc sięgnąć po coś innego, ale ciągle mój wzrok kierował się w stronę tegoż wielkiego tomiszcza w pięknej oprawie i w końcu stwierdziłam, że nie będę się mogła skupić na innej historii. Zwłaszcza, że w kolejce do czytania ustawił się następny czytelnik, który poganiał mnie niemiłosiernie, a który książkę pochłonął w 3 dni. Czytał tylko wieczorami (a raczej zarywał noc). Naprawdę. Pochłaniacz większy ode mnie! Widząc to, jakie książka wywołuje emocje w czytelniku i przekonanie się o tym na własnej skórze, nie mogę jej ocenić innym mianem niż arcydzieło.

Czy polecam? Wszystkie moje ochy i achy mówią same za siebie. Książka nie jest tania, ale jest naprawdę warta swojej ceny.