Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diane Chamberlain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diane Chamberlain. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 września 2017

"Światło nie może zgasnąć" Diane Chamberlain


Dziękuję!

Czy warto strzec tajemnic za wszelką cenę?
Czy zemsta przynosi ulgę?
Czy można wybaczyć zdradę?

Doktor Olivia Simon kończy właśnie dyżur na pogotowiu. Mąż czeka na nią ze świąteczną kolacją. Od miesięcy między nimi się nie układa. Ona stara się ratować swoje małżeństwo, ale Paul nie ukrywa swojej fascynacji artystką Annie O’Neill.

Olivię zatrzymuje jednak w pracy nagły przypadek. Kobieta postrzelona w klatkę piersiową, w której lekarka rozpoznaje piękną Annie O’Neill. Stan rannej jest
krytyczny, dlatego Olivia decyduje się na natychmiastową operację. Mimo to Annie umiera. Czy Olivia zrobiła wszystko, by ją uratować? To pytanie zadaje jej Paul, obsesyjnie zakochany w Annie. O to zapyta ją także Alec O’Neill, który widział w Annie idealną żonę i matkę. A czy sama Olivia pewna jest odpowiedzi? Stara się podążać śladami swojej rywalki, by zrozumieć fascynację swojego męża. Annie dopiero po śmierci pozwala bliskim zrozumieć, jaka była naprawdę. Poznają jej pilnie strzeżone tajemnice, które odmienią ich życie na zawsze.

Książki Diane Chamberlain zawsze do mnie przemawiają. Kiedy widzę w zapowiedziach jej powieści, to zacieram rączki, bo wiem, że je przeczytam. Nie ma innej opcji. Autorka świetnie tworzy kobiece powieści, a te przemawiają do mnie po całości. Mam za sobą kilka jej historii i każda z nich była inna, niosła ze sobą inny przekaz, była poruszająca, szokująca... Po prostu dobra. Czy Światło nie może zgasnąć, również zalicza się do tych dobrych? 

Jasne, że tak! Światło nie może zgasnąć, to kolejna poruszająca, ciepła i zarazem smutna historia stworzona z myślą o dojrzałych kobietach. Książka, która wciąga, trzyma w niepewności i napięciu. Dlatego już na samym początku mojej opinii, zachęcam Was, Drogie Panie, abyście po nią sięgnęły i oddały się przyjemności czytania. Kto wie, może właśnie dzięki tej historii rozpocznie się Wasza przygoda z powieściami Chamberlain. Taką mam nadzieję.

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, zastanawiałam się jaki będzie jej wydźwięk. Co autorka przekaże swojemu czytelnikowi, bo każda jej poprzednia książka była... Mocna. Tak, to chyba dobre słowo. Zaczytywałam się w historii kobiety, która żyje w cieniu tej drugiej. Kobiety, która straciła męża i nie wie co tak naprawdę powinna zrobić, żeby ten do niej wrócił. Kiedy poznałam Olivię i śledziłam jej poczynania, nie byłam pewna, czy ta obrała dobrą drogę. Dlaczego chce stać się kimś, kto odebrał jej wszystko... Dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. I wtedy pojęłam, że ona po prostu, jako zagubiona w tym wszystkim, co się wydarzyło, pragnie zrozumieć dlaczego to się stało. Osobiście polubiłam Olivię od samego początku, autorka stworzyła silną, pewną siebie i swoich racji kobietę, której świat trochę się zatrząsł, ale mimo to, ona walczyła dalej. Natomiast bardzo nie polubiłam Annie... Tej, którą wszyscy kochali i, nad którą piali z zachwytu. Od samego początku coś mi w niej nie grało, a z biegiem fabuły, wychodziły na jaw jej paskudne sekreciki. Nie polubiłam jeszcze męża Olivii, słabego, wiecznie niezadowolonego mężczyznę, który tylko ją unieszczęśliwiał. Na szczęście pojawił się ktoś godny głównej bohaterki. Męski, wrażliwy, wyrozumiały i szczery. Ktoś idealny dla Olivii.

Światło nie może zgasnąć, to książka o poszukiwaniu samego siebie, spojrzeniu na wszystko z dystansu i dojrzeniu pewnych niejasności... Przejrzeniu na oczy, bo nie wszystko, co jest wiecznie okraszone zachwytami, jest godne tych zachwytów. Diane Chamberlain rzuciła tytułowe światło na życie swoich bohaterów i zmieniła to życie o 180 stopni. Bohaterowie, jakich stworzyła wydają się prawdziwi, wraz z tymi ich historiami. Zresztą Chamberlain zawsze stara się w swoich powieściach (takie mam wrażenie) pokazać coś prawdziwego i namacalnego. Nie wiem czy czerpie te historie z życia, ale na takie wyglądają. I dlatego tak lubię jej powieści.

Jeśli szukacie czegoś bardziej przyziemnego, dobrego, wciągającego, poruszającego i lekko szokującego, to polecam Wam Światło nie może zgasnąć. W tej książce jest miłość, i są zawody miłosne. Jest utrata, przyjaźń, smutek i nadzieja. Ja jestem zadowolona z lektury i to bardzo.

sobota, 21 stycznia 2017

"Jak gdybyś tańczyła" Diane Chamberlaine


Dziękuję!
Czy kłamstwo lepsze jest od najgorszej prawdy? Czy wydarzenia z przeszłości mogą wpłynąć negatywnie na przyszłość? Czy rodzina może nas skrzywdzić? Jak pogodzić się z prawdą?
Molly ma fajne życie, ciekawą pracę, kochającego męża i… pilnie strzeżoną tajemnicę z przeszłości. Ich rodzina wkrótce się powiększy – pojawi się w niej adoptowane dziecko, tymczasem Molly walczy z niepewnością i lękiem. Czy pokocha maleństwo, którego nie urodziła? Czy będzie dobrą matką? Uświadamia sobie, że prawdziwa rodzina powinna być zbudowana na prawdzie. Dwadzieścia lat wcześniej w tragicznych okolicznościach straciła ukochanego ojca. Nigdy nie wybaczyła bliskim kłamstw, jakimi ją karmili. Odeszła z domu i przed światem udawała sierotę. Teraz musi wyznać mężowi, że jej matka wcale nie umarła na raka, a jej krewni wciąż mieszkają w Morrison Ridge, małej miejscowości w Karolinie Północnej. Co więcej, Molly ma dwie matki – adopcyjną i biologiczną. I obie nigdy o niej nie zapomniały. Molly boi się teraz, że wyznanie prawdy przekreśli jej największe marzenie, by zostać matką i zrujnuje jej małżeństwo. Skoro pragnie być dobrą mamą, musi jednak znaleźć sposób, by pogodzić się ze swoją przeszłością i uwierzyć w przyszłość.

Bardzo lubię powieści tej autorki. Niesamowicie mnie wciągają i każda z nich niesie ze sobą pewne mądrości, nad którymi rozmyślam po zakończeniu lektury. A najlepsze jest to, że każda jest wyjątkowa. I nie spotkałam się jeszcze z jakimś jej tytułem, który by mi się nie spodobał, a to już coś znaczy. Przynajmniej dla mnie.

"Jak gdybyś tańczyła" to dwie historie jednej bohaterki. Jedna toczy się w przeszłości, Molly jest nastolatką, która nie ma łatwego życia, ale jednocześnie jej życie jest szczęśliwe. Dziewczyna radzi sobie z problemami dojrzewania i żyje, jakby pod kloszem - ochroną rodziny. Wielu rzeczy nie jest świadoma, ale może to i lepiej, bo jako czternastolatka czerpie z dzieciństwa to co najlepsze, nie mącąc sobie umysłu. Niestety pod wpływem pewnych osób, traci na swojej dziecinności i niewinności, która powinna jeszcze trwać. Nastoletnia Molly bardzo kocha swojego tatę, ich relacja jest wręcz bajkowa, bardzo mi się podoba. Jest taka szczerość w tym wszystkim, oddanie i moc miłości - coś pięknego. Szkoda tylko, że jest też pewien smutek, który ciąży nie tylko na ich relacji, ale na całej rodzinie... A przede wszystkim na ojcu Molly, który nie może sobie poradzić ze śmiertelną chorobą, z którą i tak dzielnie sobie radzi.

Druga historia, toczy się w rzeczywistości na bieżąco. Dorosła Molly wraz ze swoim mężem pragnie mieć dziecko. Niestety nie mogą mieć go w sposób naturalny, dlatego też postanawiają postawić na adopcję otwartą. Poznajemy Molly zupełnie z innej strony. Kobieta ukrywa przed swoim mężem swoją przeszłość, w której wydarzyło się coś okropnego, a o czym sam czytelnik dowiaduje się z biegiem fabuły. I chociaż można się powoli domyślać o co chodzi, to i tak koniec końców jest zasmucony finałem...

Autorka świetnie pokazała nam, jaka okropna jest choroba wyniszczająca krok po kroku człowieka i jego człowieczeństwo. A jest nią stwardnienie rozsiane. Okropne cholerstwo, którego nie da się wyleczyć, a i żyć z tym naprawdę ciężko. Wzruszyłam się niejeden raz, kiedy pewne momenty były wprost nie do opanowania łez. Autorka wie, jak wzruszyć czytelnika. Zwłaszcza jeśli ten miał doświadczenie z daną sytuacją. Kolejny motyw to adopcja i problemy z jej, że tak powiem - sfinalizowaniem. Chamberlaine zgrabnie pokazuje nam jej trudy, ale również te słodkie i ważne momenty.

W książce tej jest wiele ciepła, ale i smutku. Główni bohaterowie są prawie namacalni... Autorka bardzo fajnie ich wykreowała i muszę przyznać, że każda z postaci mi się podobała. "Jak gdybyś tańczyła", to powieść emocjonująca... mówi nam o sile miłości, sile przetrwania, ważnych wyborach, żalach, stracie, dokonywaniu ważnych wyborów, przebaczeniu... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Najlepiej będzie, jeśli sami sięgniecie po nią i przekonacie się na własnej skórze. Ja gorąco Wam polecam lekturę "Jak gdybyś tańczyła", jest naprawdę wspaniała. 

piątek, 19 sierpnia 2016

"W cieniu" Diane Chamberlain

Dziękuję!

Czy można budować szczęście na cierpieniu innych? Czy jest cień nadziei na ukojenie sumienia i odkupienie winy? Czy wśród tylu krzywd jest miejsce na prawdziwą miłość?
Mara, przyjaciółka Joelle D’Angelo, podczas narodzin pierwszego dziecka dostaje wylewu, który powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu. Zrozpaczona Joelle zwraca się o wsparcie do jedynego człowieka, który rozumie jej ból, Liama, kolegi z pracy i męża Mary. Ich przyjaźń stopniowo przeradza się w coś więcej – coś, przed czym nie sposób uciec. Rozdarta poczuciem winy, Joelle postanawia pomóc Marze za wszelką cenę. Poszukiwania prowadzą ją do zagadkowej uzdrowicielki, która przed laty rzekomo uratowała jej życie. Kobieta również skrywa bolesną tajemnicę i uświadamia Joelle, że bywają uczucia skazane na zgubę oraz takie, które przetrwają wbrew wszelkim przeciwnościom losu.

Zacznę od tego, że z czystą przyjemnością wyczekuję nowości Diane Chamberlain. Kiedy, więc otrzymałam ebooka "W cieniu", wiedziałam, że wszystko inne pójdzie w odstawkę, a na pierwszy ogień będę czytała właśnie tę powieść. I tak też się stało. Wiecie... Chamberlain tworzy mądre, życiowe i typowo kobiece historie, które łapią za serce. Zastanawiałam się, na jakie emocje położy nacisk tym razem. I w zasadzie, nie potrafię tego stwierdzić. Nie to, żeby nie było tych emocji, bo były. Było ich naprawdę wiele i dlatego jest mi ciężko wybrać, ale może współczucie wobec bohaterów? Ciężko stwierdzić.

"W cieniu", to powieść skierowana do kobiet. Ciepła, wzruszająca i dająca do myślenia. Powieść, którą pochłonęłam dosłownie w jeden wieczór, nie mogąc się od niej oderwać. Tak pochłonęły mnie losy bohaterów, że muszę się przyznać, iż sama chwilę nimi żyłam, co rzadko mi się zdarza. A to już ogromny plus. Joelle z początku ciężko było mi polubić, ale kiedy już się do niej przekonałam (a nie trwało to długo), polubiłam ją i stała się mi bliska na te kilkaset stron. Liama polubiłam od samego początku, ciepły mężczyzna, który sam wychowuje synka, ponieważ okrutny los spłatał jego rodzinie "figla". Rozczulało mnie to, jak zajmował się swoim szkrabem, dokładnie tak, jak powinien to robić każdy rodzic. Poświęcał mu niemalże całą swoją uwagę. I tajemnicza uzdrowicielka, którą lepiej poznajemy dzięki retrospekcjom z jej życia. A to, co autorka zrobiła i, co później odkryłam, wywołało we mnie podziw. Jedno wielkie WOW!

Autorka jak zwykle, swoimi książkami trafia w sedno. Każda jej powieść jest inna i każda jest tak samo dobra. Chamberlain porusza w swoich powieściach bardzo ważne kwestie i, w swojej najnowszej powieści również z tego nie zrezygnowała. Cenię sobie jej historie i na pewno sięgnę po kolejną, bo bardzo lubię jej styl... Lubię to jak przekonująco stwarza swoje postaci i ich problemy. To, jak ukazuje nam ich życie...

Nie będę się za bardzo rozpisywała na temat tej książki... Moje drogie, same musicie po nią sięgnąć i poznać jej zawartość, bo naprawdę warto. W ogóle książki Chamberlain są godne uwagi, dlatego jeśli nie miałyście okazji ich czytać, to szybciutko naprawcie to niedopatrzenie!

poniedziałek, 7 marca 2016

"Chcę Cię usłyszeć" Diane Chamberlain


Dziękuję!

Życzenie umierającego ojca.
Szokujące samobójstwo męża.
 Niewytłumaczalne milczenie córki.
Obietnica złożona przez Laurę Brandon umierającemu ojcu była prosta: odwiedziny u starszej kobiety, o której wcześniej nie słyszała, a która nie pamięta nic poza odległą przeszłością. Wizyta u Sarah Tolley wydawała się niewielkim poświęceniem. Rzecz jednak w tym, że obietnica Laury skutkuje kolejną śmiercią. Jej męża. Świadkiem samobójstwa była ich pięcioletnia córka Emma, która nie chce o tym mówić... nie chce wcale mówić. Zdruzgotana, gnębiona poczuciem winy Laura kontaktuje się z jedyną osobą, która może być w stanie jej pomóc. Mężczyzną, którego spotkała tylko raz przed sześciu laty. Który nie wie, że jest prawdziwym ojcem Emmy. Próbując spełnić obietnicę daną ojcu i pomóc własnej córce Laura odkrywa opowieść o miłości i rozpaczy, o odwadze i niewypowiedzianym złu, opowieść okrytą całunem milczenia...
Czy prawda nas wyzwoli?
Czy zawsze dotrzymujesz obietnic?
 A ty co byś zrobiła aby pomóc swojemu dziecku?

Sama nie wiem jak ubrać w słowa to, co czułam podczas czytania tej książki i to, zaraz po jej skończeniu. Po prostu jest ona tak cholernie dobra, wciągająca i chwytająca za serducho, że aż brak słów. Wywarła na mnie ogromne wrażenie i polecam ją wszem i wobec, bo jak nie byłam fanką Chamberlain, tak jestem fanką tej książki. I nie mogę się doczekać kolejnych (mam nadzieję) tak dobrych powieści, jak "Chcę cię usłyszeć".

"Chcę Cię usłyszeć" to książka, która opowiada nam historię matki, która walczy o dobro swojego dziecka. Kobiety, która spełnia wolę ojca i dzięki temu dowiaduje się wielu ważnych faktów z życia kobiety, o której nie miała zielonego pojęcia. Faktów, które wyjaśnią jej wiele istotnych kwestii dotyczących jej własnego życia. To książka, która jest pełna emocji, skrywanych tajemnic, miłości. Książka, którą warto przeczytać. Nie jest to jednak książka dla każdego, mam na myśli to, że jeśli szukacie lekkiej, niezobowiązującej lektury, która Was rozbawi, to na pewno "Chcę Cię usłyszeć" nie jest dla Was. Jednak jeśli szukacie powieści, która zmusi Was do refleksji, powieści wartościowej, pięknej i emocjonującej, to z pewnością jest nią ta właśnie powieść.

Diane Chamberlain stworzyła historię, która od pierwszej strony wciąga czytelnika, a ten nawet nie myśli o jej odłożeniu. Przynajmniej tak było ze mną. "Chcę Cię usłyszeć" zawładnęła moją uwagą w całości. Przeczytałam ją bardzo szybko, a wszystko za sprawą lekkości pióra, jakim autorka może się pochwalić. Historię tę czyta się płynnie i można powiedzieć, że lekko, ale sama jej treść do takich nie należy. Ostatnio lubię czytać właśnie takie cięższe teksty, które nie są błahe, mdłe i powtarzalne, a Chamberlain zaserwowała mi kawał dobrej lektury - ogromny plus.

Podoba mi się też kreacja postaci. Sama Laura należy do kobiet twardo stąpających po ziemi, intelektualistka, która nad życie kocha własną córkę i zrobi dla niej wszystko. Mała Emma jest słodkim dzieckiem, które będąc świadkiem czegoś okropnego, zamyka się w sobie i ciężko jej poradzić sobie z traumą. Poznajemy też pewną tajemniczą staruszkę, która jest bardzo sympatyczną i ciepłą osobą. Dzięki jej opowieściom sprzed kilkudziesięciu lat mamy okazję poznać "powieść w powieści", co jeszcze bardziej mi się spodobało. Bardzo lubię, kiedy w książkach autorka wykorzystuję motyw retrospekcji. Jest też ojciec Emmy, którego bardzo polubiłam i, który odegra w życiu małej bardzo ważną rolę, o ile nie najważniejszą.

Myślę, że nie ma się co więcej rozpisywać. Po prostu trzeba samemu odkryć wspaniałość "Chcę Cię usłyszeć", ponieważ niewątpliwie uważam ją za wspaniałą historię. Dlatego też gorąco zachęcam Was do zapoznania się z nowo wydaną książką Diane Chamberlain. 

wtorek, 24 listopada 2015

"Dar morza" Diane Chamberlain


Dziękuję!

Wcześnie rano w dniu swoich jedenastych urodzin Daria Cato na plaży koło swojego domu w Karolinie Północnej znajduje niewiarygodny dar morza: porzuconego noworodka. Tożsamości maleńkiej dziewczynki nie udaje się odkryć i zostaje ona adoptowana przez rodzinę Darii. Ale jej tajemnice nadal dręczą Darię.
Teraz, dwadzieścia lat później, Shelly jest niezwykłą, eteryczną młodą kobietą, którą Daria nadal ochrania. Kiedy jednak Rory Taylor, przyjaciel Darii z dzieciństwa, a obecnie producent telewizyjny, wraca, by na prośbę Shelly zrobić program o okolicznościach jej przyjścia na świat, w miasteczku Kill Devil Hills zachodzi dziwna zmiana.
Im więcej pytań zadaje Rory, tym większy niepokój ogarnia małą społeczność, bo ściśle chronione sekrety i grzechy tamtego lata sprzed wielu lat zaczynają wydobywać się na światło dzienne. Tajemnica dziecka, tego „daru morza”, zostaje fragment po fragmencie ujawniana, a jest to tajemnica, na spotkanie z którą nikt zainteresowany – ani Shelly, ani Daria, ani nawet Rory – nie jest przygotowany.
Prawda zawsze zmienia przyszłość.
Czy chciałabyś poznać prawdę?
Co byś zrobiła?

Okładka najnowszej książki Chamberlain podoba mi się najbardziej ze wszystkich, jakie dotychczas ukazały się w polskim wydaniu. Kolory są stonowane, ciepłe, przez co i sam czytelnik spodziewa się ciepłej historii. I chociaż nie do końca jest ona wesoła, to jednak można w niej znaleźć ciepłe aspekty. Chociażby miłość i oddanie swojej rodzinie czy przyjaciołom. Natomiast smutnym wątkiem, jest wątek główny... Porzucone nad brzegiem morza niemowlę. Swego rodzaju samotność, zagubienie, chęć zdobycia odpowiedzi na wiele pytań typu: dlaczego? Co skłoniło matkę, do tak okropnego czynu? Czy nie można było zrobić tego inaczej?

Mimo, iż książka nie wywołała we mnie łez, to swego rodzaju żal na pewno. Chamberlain potrafi w sposób ujmujący przekazać czytelnikowi historię, którą spisała na kartach powieści. Robi to w sposób prawdziwy, często nie owijając w bawełnę i za to ją lubię. Nie koloruje nam rzeczywistości rozgrywającej się na kartach powieści, nie przesadza z dramatem. Wszystko jest dawkowane, często zaskakujące... Podoba mi się to, jak autorka buduje napięcie i dozuje czytelnikowi moc tajemnicy, podrzucając maleńkie tropy, po czym i tak na sam koniec zaskakuje go całkowicie. 

Jednym słowem, jeśli jesteście fanami smutnych, dramatycznych i obyczajowych historii, to z pewnością nie zawiedzie Was "Dar morza". Ja jestem pod wrażeniem i z niemałym zainteresowaniem czekam na to, co też następnym razem zaserwuje nam Diane Chamberlain.

Jest to moje kolejne spotkanie z twórczością Chamberlain. Autorką, której historie pokochało wiele kobiet. Nie ma czemu się dziwić, skoro w swoich powieściach, Chamberlain porusza życiowe, wzruszające tematy. Jej styl porównałabym do stylu Jodi Picoult, czy samego Nicholasa Sparksa - oczywiście na plus, ponieważ obojgu udało się mnie oczarować swoimi powieściami.

sobota, 6 czerwca 2015

Miłość wiele ma imion


Naszło mnie na taki temat o książkach o miłości. Miłość obecna jest w każdej historii i wcale nie musi to być miłość do drugiego człowieka. Dlatego dzisiaj na przykładach kilku książek będę zgłębiać temat. Mam zamiar co jakiś czas obrać sobie temat poruszany w danych książkach i na kilku przykładach (jak niżej) stworzyć posta. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Jak wiadomo, są różne oblicza miłości. Miłość do drugiej połówki, ta spełniona, tragiczna, smutna, porzucona i ta radosna. Ta, która dodaje nam skrzydeł i chęci do życia. Przykładem miłości tragicznej na pewno jest wszystkim znany dramat Szekspirowski "Romeo i Julia". Nie wierzę, że ktoś jeszcze nie miał z nim styczności. Wszyscy wiedzą, jak kończy się ta historia i nie jest ona happy endem. Do takich powieści należy też bestseller Johna Greena, który zapewne również jest bardzo dobrze Wam znany, "Gwiazd naszych wina". Zarówno książka, jak i film jest genialny. Nie mogłabym zapomnieć o wyśmienitej historii Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś". Wzięłam pod lupę te dwie powieści nie bez przyczyny. Zestawiłam je ze sobą, ponieważ w każdej z nich ta tragiczna miłość ukazana jest w inny sposób. Obie historie pokochałam, będę do nich wracać i gorąco polecam.


Jest miłość, którą rodzice obdarzają swoje dziecko i są w stanie zrobić dla niego wszystko. Poświęcają nawet swoje życie, marzenia, byleby tylko ich pociecha miała zapewniony byt. Przykładem takiej miłości jest historia napisana przez Diane Chamberlain "Szansa na życie". Ale są też takie historie w których spotykamy się z pragnieniem posiadania dziecka tak gorąco, że aż sami czujemy smutek względem sytuacji, w której postawieni są bohaterowie. I tutaj odniosę się do wzruszającej powieści Julie Cohen  "Drogie maleństwo" czy oparta na faktach "Wiadomość z nieba" Brooke Desserich, Keith Desserich, przy której wylałam morze łez.

Miłością obdarzamy też stworzenia, które wzięliśmy pod swoją opiekę i które stały się częścią naszej rodziny i naszego życia. Zwierzaki często odmieniają nasz los, sprawiają, że mamy dla kogo żyć, rozśmieszają nas i kochają miłością bezwarunkową. Często to właśnie im wyjawiamy najskrytsze sekrety, bo wiemy, że ich nie zdradzą. Z takich książek wybrałam powieść Allie Larkin "Zostań" oraz "Psia  story" Mark Mills.

Miłością darzymy również nasze pasje, poświęcając się im bez reszty, kiedy tylko mamy ku temu sposobność. "Złodziejka książek" Markus Zusak, w której główna bohaterka kocha książki ponad wszystko.

W każdym z nas drzemie masa uczuć, którymi obdarzamy innych. Niektóre ciężko nam sklasyfikować, ująć w słowa, rozpoznać. Mam wrażenie, że książki pomagają nam się odnaleźć. To właśnie dzięki sposobowi nakreślenia postaci i jej przygód, możemy się z nią utożsamić, szukać podobnych cech i wczuć się jej sytuację. Wszystkie wyżej wymienione powieści, chwytają za serce, zmuszają czytelnika do refleksji i wzruszają go do łez.



I na zakończenie cudowna piosenka i teledysk Edzia :)

niedziela, 21 grudnia 2014

Krótko i na temat

To chyba pierwszy taki mój post, w którym piszę minimalistyczne opinie o kilku przeczytanych przeze mnie niedawno pozycjach. Nie wiem czy to się sprawdzi. Wiem jedno, takie posty będą rzadkością. Po prostu nie mogę znaleźć ostatnio czasu, żeby napisać Wam pełnowymiarową opinię na temat każdej z tych pozycji. Dlatego robię to tak, a nie inaczej. Kilka osób pisało do mnie na maila, dlaczego ostatnio moje posty pojawiają się tak rzadko i, że chciałyby poznać moje zdanie na temat tej czy innej pozycji. Piszę rzadko ponieważ nie mam tyle czasu ile chciałabym mieć. A jak już go mam, to jestem albo zbyt zmęczona, żeby napisać coś konkretnego co miałoby ład i skład. Albo imam się innych zajęć. Niemniej nie chcę zostawić bez odpowiedzi tych, którzy czekali na kilka moich słów o danych książkach. Dlatego chętnych zapraszam do zapoznania się z moją minimalistyczną opinią na temat kilku pozycji.


Pradawna magia jest wygłodniała.
Jeśli nie będziesz uważać, pochłonie i ciebie.
Kiedy Cerise dorastała wmawiano jej, że magia to dar, rzadki talent, który w oczach dziewczyny najczęściej okazywał się kajdanami.
Jej opinia ulegnie zmianie, gdy będzie musiała zmierzyć się
 z agentami Dłoni.

Rubież to dziwne miejsce wciśnięte między dwie krainy. Z jednej strony znajduje się Niepełnia,
pozbawiona czarów sfera technologii, zasad i papierologii - miejsce w którym William zarabiał na życie.
Po drugiej leży Dziwoziemia rządzona prawami magii, gdzie władają rody o błękitnej
krwi. Choć tam urodził się William, był w niej wyrzutkiem i skazańcem.
Rubież zaś nie należała do żadnego ze światów. Idealne miejsce dla kogoś, kto nigdzie nie pasował.
Gdy skrzyżują się ścieżki Williama i Cerise, polecą iskry.
Tych dwoje musi jednak podjąć współpracę, by odnieść sukces i... przeżyć.

To druga część cyklu "Na krawędzi", która okazała się niestety nieco słabsza od poprzedniej. Pamiętam jak byłam zachwycona tomem pierwszym. Tutaj możecie o nim poczytać KLIK Jeśli chodzi o kontynuację, to owszem podobała mi się, jednak czasem wiało nudą, było przewidywalnie i niewiele mnie zachwyciło. Niemniej i tak traktuję tę serię jako ulubioną, bo duet Andrews tworzy genialne dzieła! Stworzenie ciekawego świata, kreacja bohaterów i narzucony im cel - co do tego nie mam żadnego "ale". Po prostu czegoś było mało. Rose i Declan z poprzedniej części byli moimi ulubieńcami i brakowało mi ich w tej części. Cerise i William są sympatyczni i ich również polubiłam, ale to już nie to samo... Moje słowa nie zmieniają jednak faktu, iż trylogię polecam!

Ile jest w stanie zrobić matka, by ochronić własne dziecko?

Jedynym marzeniem ośmioletniej Sophie Donohue jest być jak inne dziewczynki. Jej matka Janine z ociąganiem zgadza się, by córka razem z zastępem zuchów pojechała na dwudniowy biwak. Dziewczynka z wyjazdu nie wraca.

Wbrew swym pragnieniom Sophie nie jest jednak zwykłą ośmiolatką. Cierpi na rzadką chorobę, a Janine, podejmując ostatnią próbę uratowania jej życia, wpisała córkę na eksperymentalną terapię, pomimo ostrych sprzeciwów swoich rodziców i byłego męża. Bez leku Sophie długo nie przetrwa; matczyna intuicja podpowiada Janine, że jej córka żyje, ale czasu jest niewiele.

Głęboko w lasach Wirginii toczy się inny dramat. Sophie znajduje schronienie w chacie Zoe, która walczy o uratowanie własnej córki, skazanej za morderstwo. Dręczona wyrzutami sumienia, że nie poświęcała Marti czasu, kiedy ta była mała, bo bez reszty zajmowała się własną karierą aktorską, teraz przygotowała plan ucieczki córki z więzienia, któremu poważnie zagraża pojawienie się Sophie. Obie matki, Zoe i Janine, z wielką determinacją dążą do uratowania swych córek, ale może się to udać tylko jednej z nich.


 "Szansa na życie", to pierwsza książka Diane Chamberlain, którą miałam przyjemność czytać. Wiele dobrego słyszałam o jej dziełach, więc tylko kwestią czasu było, aż sięgnę po którąś z jej powieści. Padło na "Szansa na życie". Zachwycona nie jestem, ale książka fajna. Poruszająca, dramatyczna, ciepła. Czasami monotonna, ale nie narzekam, bo takie książki w spokojnej tonacji też trzeba czasem przeczytać. Chamberlain obrała sobie trudny temat, bo nie dość, że zaginięcie dziecka, to jeszcze poważnie chorego. Świetnie ukazała nam emocje rodzica w sytuacji, gdzie ten zastanawia się czy jego dziecko jeszcze żyje, co się z nim stało i, czy się odnajdzie. Nadzieja, ból towarzyszący niewiadomej i strata - to chyba najmocniej odczuwalne uczucia... Książka trzyma w napięciu od samego początku. Kiedy tylko ją odkładałam, ciągle kusiło mnie żeby przeczytać jeszcze jeden rozdział. Tak mnie wciągnęła. W swoich zbiorach mam jeszcze cztery inne książki tej autorki i mam zamiar się za nie niebawem zabrać.

Współczesna opowieść młodej, amerykańskiej autorki o trudnej, lecz nieuchronnej miłości, o namiętności, która pojawia się na przekór okolicznościom i zdrowemu rozsądkowi.
Parę bohaterów, studentów uniwersytetu, z pozoru dzieli tak wiele, że nie wydaje się możliwe, aby kiedykolwiek mogli być razem. Dziewiętnastoletnia Abby Abernathy podjęła studia z dala od domu rodzinnego, żeby zapomnieć o przeszłości u boku matki-pijaczki i cieszącego się złą sławą ojca, nałogowego hazardzisty. Chcąc w nowym miejscu rozpocząć nowe życie, nie wyjawia nikomu tajemnicy swojego dzieciństwa. Nie pije, nie przeklina, pilnie się uczy. W miejsce burzliwej przeszłości pragnie stabilnej egzystencji. Travis Maddox pozornie uosabia wszystko to, od czego planowała uciec: brutalną siłę i niefrasobliwość. Przystojny, umięśniony, wytatuowany, uczestniczy w nielegalnych walkach bokserskich, jakie odbywają się w podziemiach uczelni, i słynie z podrywania dziewczyn na jedną noc. A jednak, mimo dzielących ich różnic, Abby i Travisa od początku przyciąga do siebie niewidzialna, niewytłumaczalna siła.


"Piękna katastrofa" to idealny tytuł dla tej książki. Dlaczego? Ponieważ zaliczam tę pozycję do beznadziejnych. Szkoda marnować na nią swój cenny czas. Do bólu przewidywalna. Zupełnie nieoryginalna - mam nawet wrażenie, że to zlepek różnych książek umieszczony w jednej. Postaci bez krzty życia. Teksty przeciętne. Wątek miłosny... aż brak mi słów. Nie polecam!

Zaznaczę również, że nie piszę opinii na temat każdej przeczytanej przeze mnie książki, bo takie pytania również padły :) Dlaczego nie w każdym poście mam pod książką logo wydawnictwa? Ponieważ opiniuję również książki własne, zakupione przeze mnie dla mnie. Nie każdy kto ma bloga książkowego pisze na nim (tylko) recenzje książek, które otrzymał od wydawnictw. Jak możecie zauważyć, wiele moich postów nie ma logo wydawnictw, a co za tym idzie - nie dostałam ich, a sama zdobyłam.

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się maili od Was. Naprawdę miłe zaskoczenie, bo teraz upewniliście mnie, że zależy Wam na moich tekstach :) Niezmiernie mi z tego powodu miło. Dziękuję, że jesteście!