Przeszłość skrywa tajemnice, o których nie śniło się archeologom
Dwunastoletni Igor i jego rówieśniczka Hanka przypadkiem spotykają się
na wakacjach nad jeziorem Gopło. Nie wiedzą, że lato w cichym zakątku
koło Kruszwicy przyniesie im nieoczekiwane przygody. Któż by się bowiem
spodziewał w takim miejscu gadających myszy, duchów pradawnych królów,
hologramu czarodzieja i jak najbardziej żywych wieszczek i guślarzy?
Tajemnice i dramaty czające się w przeszłości bohaterów też okażą się
ważniejsze, niż którekolwiek z nich mogło przypuszczać.
Kim była matka Igora, o której nigdy nie mówi się w domu chłopca? Jak
rozprawić się z lichem? Gdzie szukać sposobów na pokonanie króla ducha i
jego upiornej małżonki? Odpowiedzi czekają w Mysiej Wieży, pierwszym
tomie serii „Dzieci Dwóch Światów”, powieści przygodowej z mitologią
słowiańską w tle.
Jeśli podoba ci się seria „Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy”, to polubisz też Igora, Hankę i ich przyjaciół.
"Mysia wieża", to pierwszy tom, który otwiera cykl "Dzieci Dwóch Światów". I teraz tak się zastanawiam... Czy ona jest kierowana do młodszego czytelnika czy starszego? W zasadzie, to i, ten i ten, będzie czerpał z niej niesamowitą przyjemność czytania. Jest wymagająca uwagi, fabuła jest złożona, postaci dojrzałe jak na swój wiek, ale nie tak do przesady. Mają zachowaną dziecięcą radość, rządzę przygód, naiwność i chęć poznawania świata. Tak, Hanka i Igor, to świetny duet, który niewątpliwie udał się autorką. Bardzo polubiłam tę dwójkę urwisów. Mali i sympatyczni detektywi, z którymi ta przygoda smakuje wyśmienicie.
Cieszę się, że autorki postawiły na słowiański klimat i całość oparta na legendzie. Chyba każdy słyszał o Popielu, którego zjadły myszy. Prawda? Mam nadzieję, że tak, bo to dość głośna sprawa.
W kruszwickim zamku żył Popiel stary Co za W kruszwickim zamku żył Popiel stary
Co za swe zbrodnie doznał słusznej kary
I choć to dziwne, każdy w to wierzy,
Że małe myszki zjadły króla w wieży
Tak, i właśnie na tej legendzie oparta została "Mysia Wieża". Sztos i pokłon dla autorek, za tak rewelacyjnie skonstruowaną przygodowo - fantastyczno - sensacyjną powieść. Osobiście jestem pod ogromnym wrażeniem i rozpiera mnie duma! Tak proszę państwa, musicie zapoznać się z tą książką. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie. Zabawna, barwna, tajemnicza, wciągająca i trzymająca w niepewności historia, którą trzeba znać. Agnieszka i Aleksandra poradziły sobie z tematem. Pobawiły się legendą i wyszło im to tak dobrze, że chcę jeszcze. Najlepiej tu i teraz. Dajcie mi tom II.
Bohaterowie, jakich stworzyły autorki są swojskie, takie namacalne. Ich życie, ciągła pogoń za przygodą, rodziny - czuć tutaj taką autentyczność. Zero sztuczności, wyidealizowania Igora, Hanki, czy reszty postaci. Po prostu wszystko w punkt.
Legenda, legendą. Humor, humorem. Postaci, postaciami, a przecież prócz legendy, jest fajny motyw wykopalisk i archeologii. Przyznaję, że kiedyś bawiąc się na podwórku (spędzając nań połowę swojego dzieciństwa), kopiąc w piachu i ziemi, pragnęłam zostać archeologiem! Dlatego tym bardziej cieszę się z tego motywu w tej książce.
Komu polecam? Hmm... Każdemu. Myślę, że "Mysia Wieża", to książka, która spodoba się wielu osobom, więc nie będę tutaj wybierała konkretnej grupy. Polecam ją każdemu, myślę, że naprawdę warto się z nią zapoznać. Ot, co!
Muzyka… najwierniejsze odbicie serca. Przeciętna piosenka trwa trzy i
pół minuty. Może sprawić, że zatrzymasz się, zamrugasz i pomyślisz o
przeszłości lub przeniesie cię do rozrywających serce wspomnień. W
szczytowym okresie kariery miałam wszystko, czego pragnęłam i wiodłam
wymarzone życie. Odnalazłam swoje tempo, wpadłam we właściwy rytm, ale
jakiś czas później odebrałam telefon, który sprawił, że wszystko
przepadło. Widzisz, moje ulubione piosenki potrafiły się na siebie
nakładać i grać równocześnie. Zakochałam się w melodii jednego mężczyzny
a słowach drugiego. Jeśli chodzi jednak o podkład muzyczny naszego
życia, to czy ktokolwiek potrafiłby wybrać ulubioną piosenkę? I właśnie
po to, by wyzbyć się wątpliwości, zrezygnowałam z miejsca w pierwszej
klasie samolotu i postawiłam na jazdę samochodem i przemyślenia. Dwa
dni. Jedna playlista. I długa droga do domu, do czekającego na mnie
mężczyzny.
Muzyka jest ważna ważna w życiu chyba każdego z nas. Każdy ma swoje ulubione piosenki, ulubionych wykonawców, czy gatunek. Towarzyszy nam podczas ważnych momentów, w domu, w drodze do pracy/szkoły/na wakacje, podczas uprawiania sportu, czy nawet w pracy. Dla bohaterów "Drive" muzyka jest życiem. A autorka w piękny sposób opisuje, jak jej bohaterowie kochają dźwięki muzyki. Jak nią żyją. Można powiedzieć, że muzyka jest ich powietrzem, które jest wtłaczane w ich ciało. Cieszę się, że miałam możliwość przeczytania tej książki, bo jest naprawdę piękna.
Muszę przyznać, że Filia wydaje cudowne powieści o miłości. Chociaż właściwie na pozostałe też nie narzekam. Dlatego ufam temu wydawnictwu, jeśli chodzi o wydawane pod ich szyldem książki. Wręcz ich łaknę! I "Drive" okazała się jedną z tych dobrych powieści, które powinna przeczytać każda osoba lubiąca ich powieści. Jest to Must read fanek romansów, NA, i YA.
Jeśli chodzi o sam początek, to niestety ciężko było mi się w niej zakochać, ale im dalej w las, tym lepiej. I chociaż zakończenie było do przewidzenia, to po drodze autorka rzucała nam inne rozwiązania, ale widać było, że to taki zabieg dla zamydlenia oczu. Sprytna bestia! Było również kilka absurdalnych sytuacji, które mnie śmieszyły, ale co tam. Przymykam na to oko, bo jeśli chodzi o całość, to jestem na tak. Jeśli Kate Stewart wyda coś nowego, to ja chętnie po nią sięgnę, bo autorka ma fajny styl i podobała mi się jej powieść. Liczę na więcej takich!
Sądziłam, że "Drive" wzbudzi we mnie więcej emocji, że może poleci jakaś łezka, a tutaj nic. A szkoda, liczyłam na płaczliwe momenty - czasami lubię sobie popłakać nad książką. No nic, może następnym razem? Niemniej książkę polecam, wrażliwcom, czytelnikom, którzy lubują się w powieściach wciągających i lekkich zarazem. Miłość gra tutaj pierwsze skrzypce, więc fani romansów będą zadowoleni.
Autor: Zoë Marriott Tom: I Wydawnictwo: Literacki Egmont Rok wydania: 2012
"Kilkunastoletnia Suzume orientuje się, że ojczym, z którym mieszka, jest odpowiedzialny za śmierć jej ojca. Postanawia się zemścić. Dzięki swoim umiejętnościom magicznym ukrywa się w kuchni pałacu ojczyma, ucieka na ulice nieznanego miasta, trafia do więzienia… Wie, że musi zdobyć względy wszechwładnego Księżycowego Księcia, aby pomścić śmierć ojca. Ale nawet jeśli potrafimy ukryć się dla oczu innych, czasem ich serce jest bardziej przenikliwe… A nasze serce też nie zawsze podąża za planami mózgu… Suzume będzie musiała wybierać między zemstą a miłością. Piękna, prawdziwa, przesycona magią opowieść. "
Książka opowiada nam o pewnej niewinnej i zagubionej dziewczynce, która wraz z rzucanymi jej przez życie kłodami pod nogi staje się bardziej odważna, rozgoryczona i pragnąca zemsty. Na początku poznajemy Suzume jako słodką czternastoletnią dziewczynkę, która jest szczęśliwa mając przy sobie kuzynkę Aimi z którą dzieli się sekretami i którą traktuje jak siostrę. Wszystko się zmienia kiedy to Suzume jest świadkiem okropnych wydarzeń mających miejsce w jej domu rodzinnym. Otóż jej ojciec jest obwiniany o zdradę, a w jego domu pojawiają się żołnierze przysłani przez Księżycowego Księcia. Młoda dziewczyna traci swą niewinność patrząc jak w brutalny sposób ginie jej ojciec wraz z kuzynką. Ścigana przez żołnierzy musi uciekać aby ocalić swe życie. Czy Suzume poradzi sobie z przeciwnościami losu, jakie życie non stop przed nią stawia?
Sam pomysł na książkę może się wydawać banalny, bo przecież wiele jest książek niosących ze sobą motyw ucieczki przed złem, trudnościami jakie niesie życie oraz postaciami, które przechodzą pewną przemianę do której zmusiły ich takie, a nie inne wydarzenia. W tej książce pani Marriott ten banał przechodzi w coś fantastycznego, godnego uwagi i wciągającego. Otóż wątki są świetnie rozbudowane i nie sposób się w nich nie zatracić. Osobiście miałam problem z odkładaniem książki, aby iść zająć się codziennymi obowiązkami. Wniosek jaki z tego płynie? - wciąga bez reszty. Świat kwitnącej wiśni jest tak pięknie i barwnie opisany przez autorkę, iż czytelnik ma wrażenie jakby tam był i patrzył na wszystko z punktu widzenia bohaterów przez nią stworzonych. Ja sama jakoś specjalnie za Japonią nie przepadałam, aż do momentu przeczytania tej oto książki, która wzbudziła we mnie chęć poznania tego pięknego kraju. Obudziła też we mnie również chęć sięgnięcia po inne książki w takiej tematyce i z podobnym wątkiem - za to wielki plus dla autorki.
Postaci jakie możemy poznać w tejże pozycji są z całą pewnością postaciami nietuzinkowymi, nieschematycznymi i tak namacalnymi, że potencjalny czytelnik nie powinien mieć trudności z wczuciem się np. w postać samej Suzume, której życie nie rozpieszcza, a z której sobie wręcz drwi. Postacie poboczne jak sam Otieno budzą wiele pozytywnych emocji, tak samo jest z Akirą, która gra tutaj dobrą wróżkę. Wspomniano bowiem na okładce, że jest to historia o kopciuszku więc przez cały czas jej czytania dopasowywałam postaci do postaci właśnie z tej bajki. Co też było fajną zabawą. Jednak czy Księżycowy Książę to na pewno odpowiedni książę, dla naszego kopciuszka, którym jest Suzume?
Trzeba też zaznaczyć, że jesteśmy świadkami wspaniałej metamorfozy głównej bohaterki, że jej uczucia - targająca nią nienawiść, niepewność, zagubienie i miłość są w taki sposób przelane na papier, który umożliwia czytelnikowi ich odbiór.
Właśnie. Trzeba też dodać, że autorka potrafi zaskoczyć czytelnika licznymi zwrotami akcji, jak i nieprzewidywalnymi reakcjami danych postaci. Akcja w książce biegnie w tempie szalonym. Cały czas coś się dzieje, dzięki czemu czytelnik nie czuje się znużony. Dobro próbuje pokonać zło. Należy też zaznaczyć, że jest to książka jest przesycona magią co czyni ją jeszcze bardziej oryginalną. Bowiem nie są to zjawiska jakie można znaleźć w innych książkach - przynajmniej ja się pierwszy raz spotkałam z magią tkania iluzji. Co również muszę przyznać autorce jest objawem jej wspaniałej wyobraźni.
Na koniec coś o samej okładce. Czyż nie jest ona śliczna? Ta czerwień tak mi znana z Trylogii Czasu. Ta piękna kobieta o azjatyckich rysach, tak subtelna, a mam wrażenie że patrząc na jej oczy widzę wiele tajemnic jakbym patrzyła na główną bohaterkę, która je skrywa. Okładka moim zdaniem jest bardzo ładnie skomponowana.
"Miłość nadciąga jak burzowe chmury, ucieka przed wiatrem i rzuca cienie na Księżyc."
Podsumowując: jest to niezwykła ujmująca i wzruszająca opowieść, która zakrada się do naszej pamięci i zostaje tam na dłużej. Pokazuje nam jak silna może być chęć dążenia do celu, jak chęć zemsty i miłość walczą ze sobą tym samym wywołując niesamowicie silne emocje w czytelniku. Naprawdę gorąco polecam tę książkę osobom, które kochają i fascynują się w Japonii, fanom paranormalnych romansów i wszystkim tym, którzy chcą oderwać się od realnego świata i podążyć do krainy baśni o Kopciuszku.
Nie żałuję, że wybrałam tę pozycję. Naprawdę jestem pod jej ciągłym urokiem i zapewne jeszcze do niej wrócę. Moja ocena to zasłużone 6/6!
Jakiś taki mam zastój czytelniczy ostatnio. Sama nie wiem czemu, przecież mówiłam sobie, że jak będą wakacje to będzie tyle czasu wolnego, by móc poświęcić się czytaniu. W ogóle ostatnio jakoś tak ze mną jest dziwnie, ale nie będę tutaj się żaliła bo to nie o to chodzi. Długo nie było recenzji, ale wzięłam się w sobie i napisałam. Mam nadzieję, że nie wyszło tak tragicznie jak sama myślę. Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło!
Tytuł: "Głębia" Autor: Tricia Rayburn Tom: II Wydawnictwo Dolnośląskie Rok wydania: 2012
"Odkąd Vanessa Sanda odkryła, kto zamordował jej siostrę, a wszystko, co wiedziała o swojej rodzinie, okazało się kłamstwem, jej świat runął. Osobiste problemy bohaterki przestają jednak mieć znaczenie w obliczu powrotu żądnych zemsty istot z Winter Harbor. Teraz Vanessa musi zmierzyć się z przeszłością i zaakceptować fakt, że jest dokładnie taka sama jak one - równie kusząca i równie niebezpieczna..." opis wydawnictwa.
Głębia to kolejna cześć cyklu o syrenach, którą pragnę Wam zrecenzować. Sięgnęłam po nią, gdyż pierwsza część bardzo mnie urzekła swoją nietuzinkowością. Hmm... jednak druga część, z resztą zobaczcie sami.
Vanessa wraz z przyjaciółmi pokonała potworne syreny, które zabijały mężczyzn w Winter Harbor, jednak czy oby na pewno wszystko poszło po jej myśli? Wraz z Paige wracają do Bostonu i zaczynają przygotowywać się na studia. Muszą się zdecydować na jedną z uczelni, toteż umawiają się na różne spotkania rekrutacyjne, które im w tym pomogą. Wszystko z pozoru wygląda normalnie, jednak nasza główna bohaterka boryka się z pewnym niemałym problemem - przeszła pełną przemianę i nie jest już zwykłą dzieczyną, co nie ułatwia jej normalnego życia. Obawia się wyjawić komukolwiek swojej tajemnicy, bo przecież syreny to zło, które sama wytępiła. Nie jest to jednak jedyny problem naszej bohaterki, ponieważ w Bostonie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Umierają mężczyźni. Szkopuł w tym, że nie w sposób normalny, a z błogim uśmiechem na twarzy. Mówi wam to coś? Nasuwa się jedno słowo, jedna myśl - Syreny. Jak to możliwe, przecież one zostały zniszczone, czyż nie?
Głębia nie pochłonęła mnie w takim stopniu jak część pierwsza. Nie mówię, że czytałam ją bez zainteresowania. Autorka jak już wspomniałam w poprzedniej recenzji ma dar pisania w sposób taki, że potrafi zaintrygować czytelnika, a ten nie może się oderwać od książki. Niestety pomimo wszystko brakowało mi jakiejś akcji, dreszczyku emocji. Autorka pod sam koniec dopiero zaczęła rozkręcać akcję, co jest pewnym minusem, bo przecież w książce musi się coś dziać również w jej rozwinięciu. Tego mi więc brakowało. Za to była irytacja główną bohaterką i lekkie rozczarowanie jej płytkością.
Jeżeli już wspomniałam o bohaterach to zacznę wątek o nich. Sama Vanessa...hmm nie wiem dlaczego autorka zrobiła z niej taką płytką dziewczynę. Strasznie mnie irytowała jej samolubność i zachowanie. W części pierwszej bardzo polubiłam tą postać, natomiast przeczytanie części drugiej sprawiło, że sporo straciła w moich oczach. Nie lubię dziewczyn, które same nie wiedzą czego chcą, a właśnie Vanessa sprawia takie wrażenie. Mało mi było Simona i Caleba. Wszystko bowiem kręci się wokół Vanessy. Mało mi było również s Głębi samej Paige, która również zaskarbiła sobie moją sympatię.
Styl autorki się nie zmienił, język prosty i łatwy w odbiorze. Pani Rayburn ma sposobność pisać powieść tak, aby czytelnik bez problemu mógł się wczuć w rolę Vanessy, śmiem również powiedzieć, że w rolę każdego innego bohatera z jej książki też nie jest to trudne. Bowiem uczucia ich wszystkich są ładnie ukazane i ja osobiście nie miałam problemu z wczuciem się w sytuację np. Simona. Co jest ogromnym plusem pani Rayburn.
Mimo braku akcji, czy też niespecjalnej jej wartkości książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nie nudziłam się podczas jej czytania, gdyż autorka stopniowo wyjawiała tajemnice, których zalążek był ukazany już w Syrenie i ciekawie było dowiadywać się co i jak.
Podsumowując: brak akcji i irytująca główna bohaterka nie nastrajają dobrze, ale mimo wszystko sądzę, że warto sięgnąć po kolejną część, jeżeli się przeczytało Syrenę, gdyż można poznać odpowiedzi na nurtujące pytania. Ja z pewnością sięgnę po kolejną część cyklu, gdyż sama jestem ciekawa co dale. Autorka ma ciekawą i przyznam - fajną zdolność kończenia książek tak, aby rozbudzić ciekawość w czytelniku w takim stopniu, aby ten miał chęć sięgnąć po kolejną część. Głębia mimo wszystko według mnie jest udaną kontynuacją cyklu o syrenach.
Moja ocena tej pozycji wynosi 4/6
A teraz UWAGA!
Pan Marcin Zwierzchowski i Serwis Poltergeist prezentują zbiór tegorocznych opowiadań nominowanych do nagrody im. Janusza A. Zajdla.
Wszystkie opowiadania nominowane do tegorocznych Zajdli są dostępne za darmo w sieci. Więcej informacji :[KLIK]
Witajcie! Jakiś czas mnie nie było, nie dodawałam niczego na swojego bloga, co aż nie jest do mnie podobne, ale siła wyższa czyli impreza w moim mieście trwająca aż trzy dni zmusiła mnie do odłożenia lapka na drugi plan. Były koncerty, karuzele, wata cukrowa *_* mniam! No i był Enej, którego
powiem szczerze, że wcześniej nie lubiłam. Nawet do soboty nie pamiętałam jakim hitem zasłynęli. Jednak w chwili kiedy zaczęli koncert polubiłam ich i ich piosenki. Są strasznie sympatycznymi i wesołymi chłopakami!
Jak nie przepadam za polskimi piosenkami, tak parę wpadło mi w ucho, aż dziw bierze mnie samą :D
No, ale mniejsza. Dzisiaj chciałam Was uraczyć recenzją:
Tytuł: "Syrena"
Autor: Tricia Rayburn
Tom: I Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2011
Pierwsza część mrocznej romantycznej serii o syrenach.
"Dla Vanessy i Justine Sands miały to być zwyczajne wakacje w miasteczku Winter Harbor, w gronie starych przyjaciół. Jednak kiedy Justine, po wielkiej rodzinnej kłótni, wybiera się nad urwisko, by poskakać do wody, a nazajutrz fale wyrzucają jej ciało na brzeg, Vanessa nie ma wątpliwości, że to coś więcej niż nieszczęśliwy wypadek. Nagle całe nadbrzeżne miasteczko wpada w popłoch, kiedy rozgrywa się seria ponurych związanych z wodą zdarzeń – fale wyrzucają na brzeg ciała mężczyzn z twarzami zastygłymi w szerokim uśmiechu… Czy to, co odkryje Vanessa, może oznaczać koniec jej wakacyjnej miłości, a nawet życia, takiego, jakie znała dotychczas?"
Cześć. Mam na imię Vanessa i moje życie zmienia się zupełnie w chwili śmierci mojej jedynej siostry, na której polegać mogłam zawsze i jak się okazuje po śmierci również. Moja historia zaczyna się w chwili moich narodzin...Jednak jest też historia inna. Mrożąca krew w żyłach i okazująca strach ze śmiechem na ustach. Dosłownie. Dlaczego właśnie Justine musiała stracić życie? Dlaczego to nie byłam ja. Nie wierzę, że skoczyła z własnej woli, po prostu nie wierzę, że moja starsza siostra, która była dla mnie oparciem przez całe moje życie od tak sobie skoczyła. Po prostu nie wierzę i dowiodę swojej racji. Coś jest nie tak, czuję to. Muszę wrócić do Winter Harbor, gdzie to wszystko się zaczęło i gdzie miało swój koniec i dowiodę prawdy. Pomoże mi w tym Sam, nasz przyjaciel od zawsze. Mam nadzieję, że jego brat Caleb pomoże mi i powie co tak naprawdę się wtedy stało. Przecież był wtedy z Justine, więc musi coś wiedzieć. Prawda?
Problem w tym, że Caleb zapada się pod ziemię, a w Winter Harbor dzieją się niewytłumaczalne rzeczy. Ja wiem, że to ma związek z moją siostrą. Po prostu to czuję. Jestem świadkiem strasznych odkryć, nie tylko mających związek z samymi dziwnymi zgonami, ale również związanych bezpośrednio z moim życiem. Dowiaduję się kim jestem i co muszę zrobić, żeby przeżyć.
Miały to być nasze kolejne wspaniałe wakacje. Los chciał inaczej...
Sięgając książkę miałam mylne wrażenie, że wiem czego się spodziewać. W związku z tytułem, motywem przewodnim będą syreny - powiedziałam sobie. Jednak autorka nie pokazała nam typowych syren, z rybim ogonem, słodkich kobietek, które wychodząc na ląd zamieniają się w ludzkie piękności. Zupełnie mnie zaskoczyła opisem tych mitycznych stworzeń, przedstawiając je jako zimne i pozbawione serca stworzenia, których celem jest wzbudzać w mężczyznach najgłębsze uczucie jakim jest miłość, a następnie trach. Stworzyła zupełnie inny obraz od słodkiej syrenki Arielki, z którą to właśnie od dzieciństwa kojarzyły mi się syreny.
Powiem szczerze, że nie sądziłam jednak, iż książka wywoła we mnie takie emocje. Napięcie towarzyszyło mi od początku do samego jej końca, czyli coś co uwielbiam czytając książki. Porywa i dozuje rozwikłanie tajemnic tak, aby czytelnik chciał jeszcze i jeszcze. Przynajmniej jeżeli chodzi o mnie to właśnie tak było. Nie mogłam się oderwać od powieści i przeczytałam ją w zawrotnym tempie.
Jeżeli chodzi o bohaterów jakie stworzyła nam pani Rayburn stwarzają wrażenie powtarzalnych. Kolejna dziewczyna z problemami, której pomaga chłopak w którym notabene się zakochuje. Na horyzoncie ich miłości pojawia się inna dziewczyna nienawidząca głównej bohaterki i komplikująca jej życie. Wszystko to może dawać mylne wrażenie typu : ale to już było, ale to jest w każdej książce. Może i tak, jednak jeżeli bardziej przyjrzymy się Vanessie, Zarze, Simonowi i całej reszcie i damy im szansę, pozwolę sobie rzec, że się nie zawiedziemy. Uczucie pomiędzy dwojgiem bohaterów nie jest przesłodzone, a napięcie między dwiema niedarzącymi się krztą sympatii dziewczynami nie sprawia wrażenia wymuszonego. Wszystko jest zgrabnie i lekko opisane. Podoba mi się bardzo kreacja postaci Caleba. Od samego początku zaskarbił on sobie moją sympatię. Szczere uczucie jakim darzył Justine, nawet po jej śmierci się potęguje i nawet najpiękniejsza dziewczyna w okolicy go nie zmąciła przystawiając się do niego. Wniosek? Ideał !
Autorka ma niesamowitą zdolność w tworzeniu zagadek i potęgowaniu ekscytacji w czytelniku. Idealnie wkomponowała wątek kryminalny w powieść paranormal. Można by rzec, że uczyniła to z niebywałą lekkością. Podobało mi się również nawiązanie do Odysei, z jak mi się wydaje zaczerpnęła trochę pomysłu na postać syren, gdzie to stworzenia obrały sobie za cel zwodzenie śpiewem żeglarzy, a następnie ich zabijały.
Chciałabym też wspomnieć o okładce, a zwłaszcza na słowach wypisanych na samej górze.Wydaje mi się, że z tym iż książka jest pełna grozy to trochę przesadzili, groza kojarzy mi się z gęsią skórką na rękach, strachem więc śmiem twierdzić, że grozy nie dostrzegłam w danej pozycji. Czy książka jest tajemnicza? Owszem. Czy jest romantyczna? Jak najbardziej, jednak też nie przesadzałabym z tym stwierdzeniem, bo co jest romantycznego w tym, że kobieta zwabia mężczyzn na pewną śmierć? Sądzę jednak, że chodzi tutaj o romantyczność pomiędzy Vanessą a Samem - z tym się zgodzić mogę.
Co do samej szaty graficznej...Bardzo mi się podoba. Jest śliczna i subtelna, a czcionka jaką napisano tytuł jest bardzo, ale to bardzo ładna. Lubię okładki ze skrzydełkami. Nie wiem czemu, po prostu mi się podobają i okładka wydaje się, że tak to ujmę mocniejsza? Mniej podatna na zniszczenia = grubsza.
Pozwoliłam sobie pokazać wam inne okładki tejże książki. Wszystkie mnie urzekły swoją oryginalnością i pięknem. Nie mogę się zdecydować, która podoba mi się najbardziej :)
Podsumowując, książka która jak nas mamią na okładce powinna być pełna grozy, a nie jest. Nie wiem czy we wszystkich egzemplarzach tak było, ale w moim tak - mianowicie brak wcięcia akapitowego nie ułatwiał mi czytania. Zawsze w książkach spotykam się z tym, dla mnie ważnym elementem, bowiem ułatwia mi on czytanie. Z minusów to chyba tyle, nie dopatrzyłam się już żadnych konkretnych uchybień, też specjalnie na siłę ich nigdy nie szukam więc to chyba tyle. Plusów jest całkiem sporo, mianowicie samo uchwycenie syren, ciekawa i nie nużąca fabuła, język oraz kreacja bohaterów. Książkę polecić mogę młodzieży, tej młodszej jak i tej starszej. Sama nie należę już do młodzieży, a książka mi się podobała -wniosek? Starszym czytelniczką też polecam, jeżeli lubią paranormale i przyjemną, lekką lekturę. Mężczyzną nie polecam, gdyż sądzę, że akurat im nie przypadnie ona do gustu.
Moja ogólna ocena to 5+/6
Wspominałam o Enej, ale na koniec piosenka, która mną zawładnęła. Coś naszego polskiego i dobrego!
Przed państwem Bracia i Edyta Bartosiewicz
Autor: Lauren Oliver Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania: 2012
"Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa. Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna. I zawsze im wierzyłam. Do dziś. Teraz wszystko się zmieniło. Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem. W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, kłamać, a nawet zabić. Potem wynaleziono lekarstwo na miłość."
Wyobraźmy sobie moi mili świat w którym ludzie są jak roboty, pozbawieni uczuć i jakichkolwiek emocji. Twarze jak posągi, sztywna postawa zero litości, współczucia i odruchów człowieczeństwa. Nie jest to miła wizja prawda? Więc moje pytanie brzmi : Jeżeli mielibyście możliwość pozbycia się niemiłych wspomnień, rozczarowań i cierpień zgodzilibyście się? Ha! Pytanie brzmi - gdzie tkwi haczyk. Otóż ceną tego byłoby pozbycie się też tych miłych wspomnień, szczęścia, miłości i tych dobrych momentów. Wyobraźcie sobie, że wasze życie jest ograniczone do tego stopnia, że to nie Wy wybieracie sobie współmałżonka i dalszą drogę waszego życia, że jesteście ograniczeni w wyborze takich błahych rzeczy ja gatunek muzyki, książki itp.
Każdy wasz krok jest obserwowany i wszelakie okazanie jakichkolwiek uczuć, a zwłaszcza miłości, szczęścia i nawet smutku prowadzi do potępienia.
" Ludzie z natury są nieobliczalni, nieodpowiedzialni i nieszczęśliwi. Dopiero gdy poskromi się ich zwierzęce instynkty, mogą stać się odpowiedzialnymi, godnymi zaufania i zadowolonymi istotami."
Księga SZZ
Delirium to kolejna książka opowiadająca o świecie, w którym życie jego mieszkańców jest ograniczone i kontrolowane z tym, że mimo powtarzającego się schematu jest książką o oryginalnej fabule. Autorka postarała się, aby czytelnik się nie nudził podczas jej czytania. Włada wspaniałym językiem literackim, który jest prosty w odbiorze i dzięki temu też szybko się ją czyta. Autorka stworzyła fascynujący i zupełnie inny świat w którym czytelnik na pewno nie będzie się nudził. Trochę przypomina mi on film Equilibrium, gdzie okazywanie jakichkolwiek emocji było czymś karygodnym i w tym celu ludzie musieli podawać sobie dożylnie dziwną substancję, która tłumi uczucia. Tak jak i w filmie i w książce, każda jednostka niebędąca podporządkowana jest w danym świecie niepożądana i likwidowana. Osoby niepodporządkowane nazywane są Odmieńcami pochodzącymi z Głuszy, natomiast mieszkańcy Portland - gdzie toczy się powieść, są badani w laboratoriach i przygotowywani do zatrzymania choroby zwaną : amor deliria nervosa.
Magdalena w skrócie Lena, to główna bohaterka, która boryka się z pewnymi wyborami. Na początku jest przedstawiona jako wiedząca czego chce dziewczyna. Z niecierpliwością czeka na swoją kolej remedium, jednak gdy poznaje pewnego chłopaka imieniem Alex dopadają ją pewne wątpliwości, których za wszelką cenę stara się pozbyć. Chłopak pokazuje jej zupełnie inny świat, przy nim można śmiało powiedzieć,że czuje się szczęśliwa i odnajduje swoje "ja". Jednak wątpliwości nadal nie opuszczają dziewczyny, wręcz przeciwnie trzymają jej się przez całą książkę, ale nie ma czemu się dziwić...żyje w takim świecie w którym słabości są likwidowane przemocą.
Warto wspomnieć, że kreacja postaci jest w pewnym stopniu schematyczna, jednak jeżeli się je bardziej pozna dostrzega się ich pewną niepowtarzalność. Sama Hana jest postacią, która może być różnie odbierana przez czytelników. Mnie samą nie raz zaskoczyła. Zastanawiałam się czy jest tą dobrą, czy może nie do końca, nie mniej jednak bardzo ją polubiłam. Główna bohaterka Lena czasami swoim niezdecydowaniem mnie drażniła, ale ot co i tak zaskarbiła sobie moją sympatię. Alex natomiast na początku książki nie za bardzo mi sie podobał, jednak strona za stroną stawał mi się coraz bliższy. Podsumowując z irytujących postaci wyłania się postać ciotki Leny. Sztywnej i oddanej całkowicie prawu panującemu w Portland, nie zważającej na uczucia innych Carol.
Książka Lauren Oliver porusza w czytelniku wiele strun od litości poprzez zdumienie, aż do smutku. Nie można powiedzieć, że jest to książka mdła i nijaka, otóż nie! Jest wyjątkowa w swej fabule i niesie ze sobą pewien przekaz - jak mniemam. Mianowicie miłości nie wolno się wyrzekać, należy ją pielęgnować i okazywać zawsze kiedy tylko jest taka możliwość. Uczuć nie należy się wstydzić... Gdyż nadejdzie czas, że na niewypowiedziane słowa może być już za późno. Przynajmniej ja tak to odebrałam. Jednak ja zawsze doszukuję się we wszystkim sensu i to też może temu :)
Powieść jak wspomniałam nie jest nużąca, wręcz przeciwnie wciąga czytelnika już od pierwszych stron. Zaskakuje i jednocześnie poraża. Zwroty akcji nie pozwalają się od niej oderwać. Czyta się ją płynnie i szybko, teraz mam wrażenie, że aż za szybko. Bardzo mi się podobały różnego rodzaju cytaty wplecione przez autorkę na początku każdego z rozdziałów. Muszę przyznać, że Pani Oliver wykonała kawał świetnej roboty tworząc ten pełen zaskakujących wątków świat, w którym nie powinno być miłości rodzi się uczucie tak mocne i wszechogarniające, potrafiące w czytelniku wywołać dreszcz podniecenia i zarazem współczucie.
Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?
Kiedy przeczytałam zakończenie moja mina prawdopodobnie była taka o_O Koniec? Już? To niemożliwe, szukałam kolejnych stron, jednak ich nie było. Nie wyobrażam sobie żeby tak wstrząsający koniec został bez kontynuacji. Najchętniej już bym po nią sięgnęła gdyż czuję pewien niedosyt i lekkie rozczarowanie.
Książce daję zasłużone 6/6.
Tak swoją drogą ostatnio ktoś mi powiedział, że wszystkie ostatnio przeczytane książki mi się bardzo podobały. Jak to możliwe? To proste, dobrze wybieram :D
I filmiki, które mi się spodobały... takie trailery fanowskie książki :)
Mała notka: w zaistniałej sytuacji czyt. moja wspaniała rodzicielka rozwaliła mi ekran w lapku - widnieje na nim wielka atramentowa plama i jest pęknięty ;] nie będę mogła was odwiedzać, gdyż będę musiała oddać go do wymiany matrycy. Mam nadzieję, że szybko mi go oddadzą bo się zabeczę!
"Rok 2009. Dziewiętnastoletni Jackson Meyer jest zwyczajnym nastolatkiem, studiuje, ma dziewczynę... i potrafi podróżować w czasie. Lecz ta umiejętność nie ma nic wspólnego z tym, co ogląda się w filmach – jego skoki
nie zmieniają teraźniejszości ani nie powodują żadnych zakłóceń w Kosmosie.
Nadchodzi jednak dzień, gdy nieznajomi mężczyźni napadają na Jacksona i jego ukochaną Holly, a podczas brutalnej szarpaniny dziewczyna zostaje poważnie ranna. Przerażony i spanikowany Jackson cofa się do roku 2007, lecz ten skok okazuje się inny niż wszystkie. Chłopak zostaje uwięziony w przeszłości.
Jackson, chcąc uratować Holly, nie ustaje w rozpaczliwych próbach odnalezienia drogi powrotnej do swojego czasu, lecz po serii niepowodzeń godzi się z losem i postanawia dowiedzieć się więcej o swoich umiejętnościach. Jednak ludzie, którzy strzelali do Holly w roku 2009, depczą
mu po piętach. Wrogowie Czasu nie cofną się przed niczym, aby wcielić młodego podróżnika w swoje szeregi. Przystąpi do nich albo zginie."
Wyobraź sobie, że masz pewną zdolność, dzięki której możesz naprawić błędy jakie popełniłeś w przeszłości. Skorzystałbyś drogi czytelniku z takiego daru? Weź też pod uwagę to, że niekoniecznie zostanie to zaakceptowane przez Twoich najbliższych, że będziesz czuł się wyobcowany. Pomyśl też, że możesz na siebie ściągnąć niechcianą uwagę i tym samym narazić siebie i najbliższych na niebezpieczeństwo, ale pomyśl też jaka to frajda - skakanie w czasie!
Książek o skokach w czasie czytałam niewiele, jednak do każdej podchodziłam z wielką dozą ciekawości. Czy będzie podobna do poprzedniej, czy sprosta moim oczekiwaniom, czy pomysł jest wykorzystany przez autora jak należy... Ciekawość mnie zżerała za każdym razem, bo przecież skoki w czasie są czymś ciekawym, czymś z czym w literaturze nie spotykałam się zbyt często. Moje oczekiwania co do takich książek są jednak wielkie. Autor bowiem musi sobie poradzić z datami i wydarzeniami wiążącymi się z przeskokami w czasie tak aby nie namieszać czytelnikowi, wręcz przeciwnie przedstawić mu ciekawą przygodę, w której odnajdzie się bez problemu. Czytanie przecież musi być przyjemnym sposobem na umilanie sobie wolnego czasu. I właśnie tak było z Burzą. Jest to książka napisana lekkim, barwnym i bardzo przyjemnym językiem. Autorka używa dość często zwrotów młodzieżowych, które nie drażnią czytelnika, zostały one wplecione tak naturalnie i z taką lekkością, która bardzo mi się spodobała.
Jackson Meyer ma dziewiętnaście lat,a przez swoją przypadłość nazywa siebie wybrykiem natury, bowiem umie skakać w czasie. Ktoś powiedziałby, że to coś niemożliwego...coś co nie ma miejsca w normalnym świecie. Dlatego też chłopak nie chwali się tym na lewo i prawo, jedynym który zna jego sekret i tę "dziwną przypadłość" jest jego najserdeczniejszy przyjaciel Adam, który pomaga mu rozgryźć, jak i dlaczego właśnie Jackson jest podróżującym w czasie szczęściarzem. Meyer ma sekrety przed swoją dziewczyną, obawia się iż ta nie zrozumiałaby jego przypadłości. Wszystko zmienia się niespodziewanie, gdy dochodzi do pewnego incydentu, w którym życie mogła stracić Holly - dziewczyna Jacksona. Dlaczego napisałam "mogła stracić"? Właśnie dlatego iż przez całą książkę, my jak i sam główny bohater borykamy się z pytaniem czy umarła czy też może przeżyła, co też się z nią stało. Dlaczego? Dlatego, że Jackson właśnie w tym samy czasie kiedy jego dziewczyna została poważnie ranna nie mógł się powstrzymać od skoku w przeszłość, gdzie notabene utknął i nie może wrócić...
Jackson jest bohaterem który jest zmuszony dokonywać ważnych wyborów. Nie zawsze idą one w parze z jego chęcią do ich podejmowania. Dowiaduje się również, że całe jego dotychczasowe życie opiera się na kłamstwach i tajemnicach. Adam jest jego najlepszym przyjacielem, który zawsze jest w pogotowiu żeby pomóc w razie czego swojemu skaczącemu kompanowi. Holly jest dziewczyną Jacksona, której nie straszne są te wszystkie nowości jakich dowiaduje się z ust swojego chłopaka. Cała ta trójka tworzy zgraną i sympatyczną ekipę. Nie ma w tej trójce osoby, której nie darzyłabym sympatią. Postaci są stworzone tak, że z łatwością idzie sobie wyobrazić ich jako realnych i zwyczajnych ludzi. Nie są przesadnie przekoloryzowane. Każda z nich wnosi coś konkretnego w powieść.
Julie Cross odwaliła kawał dobrej roboty. Świat Jacksona Meyera jest wciągającym, trzymającym w napięciu i z wartką akcją wirem z którego czytelnik nie może się wydostać. Książkę czyta się tak szybko, że aż smutek mnie ogarnął, iż to już koniec... Przyznam szczerze, że nadal jestem pod urokiem tej powieści. Sama końcówka była tak bardzo wzruszająca i arcyciekawa, że już chciałabym przeczytać kontynuację, która mam nadzieję nastąpi.
Co do wzruszających momentów... było ich dla mnie kilka, ale największym wyciskaczem łez okazał się fragment gdzie Jackson wspominał o rzeczach, których nigdy nie powiedział swojej siostrze. Bardzo podobał mi się ten fragment.
Kiedy tylko przeczytałam o tej książce po prostu musiałam ja mieć. Nie było żadnego "ale". Powiem szczerze, że nie żałuję! Jest wciągająca, ciekawa, pełna tajemniczości i odurzająca. To takie moje podsumowanie w pigułce.
Jeszcze na koniec chciałabym wspomnieć o okładce, która mi się bardzo podoba. Te odcienie zieleni... Zagraniczna również ładna, jednak nasza mi się bardziej podoba. :)
Tak więc za książkę dam zasłużone 6/6 !
Autor: Aleksandar Tesic Tytuł: Zakon smoka Kategoria: Fantastyka, fantasy ISBN: 978-83-7839-177-7 Tytuł oryginału: Kosingas. The Order of the Dragon Data wydania: 14.06.2012 Tom: I Liczba stron: 504
"Nastały czasy Przepowiedni Ognia. Zakon Smoka rzuca wyzwanie hordom Hadesu.
W przededniu wielkiej bitwy na Kosowym Polu Zakon Smoka staje w obliczu starodawnej przepowiedni. Głosi ona, że wśród jego członków znajduje się wybraniec, który na zawsze powstrzyma ataki potworów z Hadesu. Podczas gdy rycerze przygotowują się do ostatecznej bitwy, siły podziemnego królestwa robią wszystko, by unicestwić Wojownika Przepowiedni.Najbardziej zasłużeni rycerze Zakonu Smoka otrzymują miano Kosingas. Ich siłą jest wiedza, niedostępna zwykłym śmiertelnikom, żyjącym w strachu przed wysłannikami ciemności. Tytuł Kosingas należy się wyłącznie tym, którzy w obronie ludzkości niestrudzenie walczą przeciwko siłom Hadesu, a jednocześnie odkrywają dawno zapomnianą prawdę o istnieniu dwóch światów i cienkiej granicy, która je rozdziela."
Tesic nazywany jest serbskim Tolkienem, a jego powieść serbskim „Władcą pierścieni”, choć „Zakon Smoka” opiera się wyłącznie na serbskiej i słowiańskiej mitologii i historii.
„Politika”
Aleksandar Tesic (ur. 1961 w Serbii) - jako syn dyplomaty w młodości mieszkał w Egipcie, Meksyku i we Francji. Obecnie pracuje jako tłumacz w stacji telewizyjnej. „Zakon Smoka” to jego debiutancka powieść, nad którą zaczął pracować już w młodości. Zebrał w niej wierzenia swojego kraju, dotychczas przekazywane głównie w formie ustnej.
"Wojownik zrodzi się w burzliwą noc,
A z nim nadzieja powstanie,
Lecz póki Smoczan marnuje swą moc,
Zło w pełni sił pozostanie."
Świat jaki został przedstawiony w książce Zakon Smoka nie jest światem zmyślonym na jej potrzeby. Wszystko toczy się z Serbii, o której autor wcześniej nam wspomina i z której pochodzi. Opowiada nam o rytuałach i pogańskich praktykach, które były kiedyś normalnymi zwyczajami ludzi zamieszkujących tamte tereny, a z którymi Kościół nieustannie walczył nie akceptując ich. Sam autor wspomina, że niektóre rzeczy mogą być przez niego okraszone zmyśloną magią, ale podkreśla, że cała reszta nie jest mistyfikacją. On sam odwiedził wszystkie te miejsca i widział ich niesamowitość na własne oczy - co mnie osobiście urzekło, gdyż sama chciałabym mieć taką możliwość.
Bardzo podobał mi się sposób w jakim została przedstawiona narracja. Gabriel opowiada wszystko tak ciekawie, że nie sposób się podczas czytania nudzić. Opowieść z punktu widzenia mnicha jest czymś wspaniałym. Ma się wrażenie, że mówi on tylko i wyłącznie do nas, czytelników jakby każdego z osobna, indywidualnie, tak że tylko my jesteśmy tymi wybrankami i poznajemy jego tajemnice co jeszcze bardziej czyni tą powieść wyjątkową.
W pierwszej połowie książki towarzyszymy Marko i Gabrielowi podczas wędrówki pełnej przygód, której finałem jest zdobycie Smoczanu. Potężnej broni, przed którą siły Hadesu trzęsą się ze strachu i próbują przeszkodzić księciu i mnichowi w jej zdobyciu. Natomiast druga połowa książki prowadzi naszych bohaterów na spotkanie członków Zakonu.Cała historia opisana nam przez Aleksandara Tesica jest czymś magicznym i wciągającym. Przyznam sama, że nie spodziewałam się tego, iż tak bardzo mnie ona pochłonie. Te wszystkie opisy miejsc, postaci i te wszystkie dialogi są tak ciekawe, że ciężko było mi odkładać książkę, aby zająć się czymś innym. Po jej odłożeniu zastanawiałam się nawet czy te wszystkie obrzędy i tradycje rzeczywiście miały miejsce w zamierzchłych czasach. Jednak sam autor jak już wspomniałam upewnia czytelnika w swojej notce, że miały one miejsce naprawdę ( "Opisane w książce wierzenia i rytuały należą do historycznego dziedzictwa Serbii i nadal praktykuje się je w niektórych regionach kraju, a przedstawione stworzenia to autentyczni bohaterowie serbskiej mitologii.") Opisał to tak realistycznie i fascynująco, że miałam pewien żal, iż nie poświęcił więcej na ich większe rozwinięcie, ale rozumiem, że przecież książka nie opiera się głównie na opisywaniu historii, lecz na jej wspominkach aby ubarwić przygody naszych bohaterów.
Jeżeli mowa o bohaterach... Są nimi dorośli i dojrzali mężczyźni, którzy w swoim życiu doświadczyli i widzieli już niejedno. Sam Gabriel został niegdyś więźniem odmętów Hadesu, gdzie był torturowany i musiał walczyć o swoje życie. Teraz sam budzi respekt u potworów, władców, jak i u zwykłych ludzi. Jest wielkim mędrcem, który przekazuje swoją wiedzę księciu Marko, aby ten świadom przeszkód i czyhających nań niebezpieczeństw mógł prawowicie wykonać swą misję. Książę, który jest Wojownikiem Przepowiedni nie wierzy, że w jego świecie istnieją potwory o jakich opowiada mu mnich, dopóty dopóki sam nie spotka ich na własne oczy. Co z resztą zdarza się na każdym kroku.
Wspomnieć również należy o innych magicznych stworzeniach, jak elfy, paskudne i zarazem fascynujące todoraki, psiogłowcy, ogniki, wywerny, gryfy i inne tego typu, z których przedstawieniem autor świetnie sobie poradził, dając czytelnikowi obraz tak realistyczny, że nie sposób sobie tego wszystkiego nie wyobrazić.
Książka bardzo mi się podobała, co zresztą widać po recenzji i daję jej ocenę 6/6. Nie dostrzegłam w niej żadnych minusów. Nie jest ona pozycją przy której będziecie się nudzić, jednak mogę ją polecić osobom, które lubują się w tego typu książkach, czyli typowym fantasy, jednakże śmiem sadzić, że spodoba się ona każdemu czytelnikowi, który ceni sobie żywiołowe przygody i nie lubi się nudzić przy lekturze.
W chwili kiedy przeczytałam o tej książce umieściłam ją na liście tych, które chcę przeczytać i dzięki życzliwości pana Marcina Zwierzchowskiego oraz wydawnictwa Prószyński i S-ka
miałam ku temu okazję, za co bardzo dziękuję.
"Świat po wielkich eksplozjach. Szesnastoletnia Pressia mieszka w gruzach z innymi zmutowanymi,
którzy ocaleli po Wybuchu. Partridge wychował się w sterylnej Kopule pośród nielicznych Czystych.
Oboje uciekają. Pressia – przed poborem do militarnej organizacji, Partridge – przed ojcem tyranem.
Ich spotkanie zmieni bieg historii Nowej Ziemi..."
Czytając książki tego typu nachodzą mnie myśli, co też będzie z nami za te parę lat. Już teraz świat schodzi na psy (nie obrażając tych wspaniałych i kochanych stworzeń). Ludzie dla władzy, pieniędzy i własnych racji zabijają się co dziennie. Nie powiem, że mnie to nie przeraża. Przeraża mnie...ogromnie. Oglądając wiadomości i patrząc na tragedie jakie spotykają ludzi na różnych kontynentach zastanawiam się dlaczego? Dlaczego sami siebie nawzajem krzywdzimy. Dlaczego sobie to robimy. Niszczymy świat w którym mogłoby być spokojnie. Po co te wojny, naloty i bombardowania. Czy człowiek nie może być drugiemu człowiekowi równy? Nie. Otóż najważniejsza jest władza i to ona ciągnie za sobą ofiary śmiertelne. Bogu ducha winni ludzie giną tylko dlatego, że Ci wyżej postawieni mają więcej do powiedzenia, myślą, że ich ego i poczucie własnej wartości wzrośnie wraz z zabijaniem i odbieraniem ziem. Przeraża mnie to co się dzieje teraz, aż strach pomyśleć co się stanie w przyszłości. Nas już może nie będzie, ale będą nasze dzieci i ona będą przechodziły przez to piekło.
Takie książki jak ta, pokazują co może nadejść z biegiem czasu. Pokazują, że należy cieszyć się z tego co mamy. Nie narzekać, bo chociaż nie jest kolorowo, to inni mają gorzej. Więc zastanówmy się, czy warto marudzić i narzekać jak się ma wszystko potrzebne do życia, a śmierć nie dyszy nam w kark. Właśnie ta książka zmusza czytelnika to refleksji i głębszego zastanowienia się nad tym co jest ważne i uświadomienia mu, że inni mają gorzej, a nawet i jego może spotkać taki los jak Pressię i wszystkich, którzy zostali wystawieni na taki los.
"Wszystkie martwe domy runęły.
Wszystkie martwe domy runęły.
Chore dusze w kółko się błąkają.
Uważaj! Pod ziemię cię wciągają."
Pressia to nastolatka, której życie nie rozpieszczało. Jako mała dziewczynka straciła rodziców i została zdeformowana przez katastrofę. Jednak na świecie nie jest sama, opiekuje się nią dziadek, który dba o jej bezpieczeństwo. Mają tylko siebie na tym zwariowanym świecie. Świecie, który został doszczętnie zrujnowany poprzez wybuch nuklearny, niosący ze sobą śmierć, deformacje i choroby.
Zagraniczne okładki.
Z drugiej strony poznajemy Partidge, który wychowywał się w Kopule u boku swego ojca, bardzo ważnej osobistości. Jesteśmy światkami zderzenia się tych dwóch światów opisywanych z różnych punktów widzenia. Wszystko bowiem zaczyna się od spotkania tych właśnie postaci, to one są powodem wielu niewyjaśnionych sytuacji, które jako czytelnicy wraz z nimi będziemy rozwiązywać.
Świat przedstawiony w książce jest okrutny i szokujący, a zarazem tak wzruszający. Autorka świetnie poradziła sobie z opisaniem katastrofalnych wydarzeń, oraz z podziałem na tak odrębne i drastycznie różniące się od siebie otoczenia. Kopuła wydaje się na pozór idealnym miejscem do zamieszkania. Z dala od niebezpieczeństwa, chorób i wszelakich niedogodności. Jednak patrząc na to wszystko z drugiej strony, ludzie w niej mieszkający czują się jak więźniowie z narzuconymi na nich obowiązkami i prawami. Są obserwowani na każdym kroku, a wszelakie wady są brane za objaw choroby, bądź słabości. Natomiast ludzie będący poza Kopułą walczą każdego dnia o swoje życie, są zdeformowani i chorowici. Ciężko im zdobyć jedzenie, o lekarstwach już nie wspominając. Nie ma ani jednej osoby, która nie byłaby z czymś stopiona na stałe. Jako przykład podam główne postaci np. w plecy Bradewll'a swoimi dziobami wtopione są żywe ptaki, zaś Pressia zamiast dłoni ma głowę lalki. Takie deformacje niełatwo sobie wyobrazić, jednak są opisane w tak realny sposób, że po dłuższej chwili czytelnik ma ten obraz przed oczami.
"Utraty nakładają się na siebie - rzekł Bradwell. - Nie można doświadczać jednej, nie doświadczając jednocześnie wszystkich wcześniejszych"
Szczerze powiem, że przez cały czas czytania książki odczuwałam pewien niedosyt w stosunku do postaci. Prawdę powiedziawszy nie umiem nazwać tego, czego mi w nich brakowało. To jest chyba jedynym lekkim minusem jaki względem niej odniosłam. Opisy miejsc i zdarzeń bardzo mi się podobały. Czytając powieść ma się wrażenie jakby się było w tym pełnym okrucieństwa świecie. Można się tak wczuć, że ciężko jest odróżnić fikcję literacką od realnego życia. Jednak to być może jest przyczyną tego, że tak naprawdę świat przedstawiony w książce, niezbyt wiele różni się od naszego. Ludzie sami robią sobie krzywdę. Bomby biologiczne, zamachy itd.
Na rynku jest teraz bardzo wiele książek tego typu. Książek przedstawiających postapokaliptyczny świat, jednak nie potrafię porównać jej z żadną inną. Nieraz zaparła mi dech i nieraz mnie wzruszyła. Zwłaszcza pod koniec, gdzie to akcja biegnie z zawrotnym tempie. Właśnie wtedy wciągnęła mnie tak, że nie mogłam się od niej oderwać. To nie tak, że jej początek był nudny, bądź nieciekawy. Nie mogłam się wczuć, zdarza się najlepszym. Bardzo chciałabym poznać dalsze losy bohaterów.
Książkę oceniam 5+/6
Recenzję dedykuję kochanej Tiriś <3 która była tak miła, że podarowała mi to wspaniałe dzieło. Dziękuję Ci jeszcze raz!
"Żelazo i lód. I zgubna miłość żądająca niemożliwego wyboru..."
"Nazywam się Meghan Chase.
Za niecałe dwadzieścia cztery godziny skończę szesnaście lat.
Słodka szesnastka. Napisano mnóstwo opowieści, piosenek i wierszy o tym wspaniałym wieku, kiedy dziewczyna znajduje prawdziwą miłość, cały świat ma u stóp, a przystojny książę porywa ją w stronę zachodzącego słońca.
Nie sądzę, żeby ze mną miało tak być tak samo...
Bo Meghan Chase jest pisane pójść za głosem przeznaczenia i głosem serca na dwór króla elfów – pięknych i przerażających…"
"Żelazny Król" to I tom mrocznej, romantycznej i nasyconej magią serii Julie Kagawa pod tytułem "Żelazny Dwór".
Główną bohaterką książki jest nastoletnia Meghan Chace. Poznajemy ją przed dzień swoich szesnastych urodzin.
Kiedy była małą dziewczynką w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął jej tata. Wraz z mamą po tym incydencie przeprowadziła się do innego miasteczka. Jej mama ponownie wyszła za mąż i skutkiem tego jest brat Meg - Ethan. Chłopiec ciągle powtarza, że widzi dziwne stworzenia. A to potwory w szafie, a to pod łóżkiem. Megan wnioskuje, że jej przyrodni braciszek ma po prostu wybujałą wyobraźnię. Jednak kiedy dochodzi do pewnego wypadku, gdzie to jej braciszka zaatakowały wyimaginowane potwory, wszystko się zmienia. Przed dzień swoich szesnastych urodzin sama Meghan doświadcza dziwnych wydarzeń. Wszystko sprowadza się do innego świata. Dziwne przywidzenia Meghan nie są zwykłą grą wyobraźni. Wszystko prowadzi do zniknięcia brata Meg. Dziewczyna musi się przenieść do świata pełnego magii i niebezpieczeństw. Pomaga jej w tym jej przyjaciel Robbie, który też nie jest tym za kogo się podaje. Czy dziewczyna odnajdzie brata? Czy poradzi sobie z wyzwaniami jakie stawia przed nią kraina Nigdynigdy?
" - Powiedzieć ci? Jesteś pewna? - zaczął mówić cichym, groźnym tonem, aż dostałam gęsiej skórki. - Jak zaczniesz to widzieć, nie będziesz mogła przestać. Ludzie wariowali od nadmiaru wiedzy."
Powieść Julie Kagawa przenosi czytelnika w zupełnie magiczny świat, który zaskakuje go na każdym kroku. Pisarka posiada niebywałą wyobraźnię i sposób w jaki opisała przygody swoich bohaterów jest wprost fenomenalny, a wszystko to jest okraszone wspaniałym humorem.
Autorka "Żelaznego Króla" połączyła wątki Alicji w krainie czarów, Snu nocy letniej i poprzeplatała je z Opowieściami z Narnii. Stworzyła zupełnie nowy fantastyczny świat, pełen marzeń i snów.
Te postaci, opisy miejsc, dialogi. Wszystko to jest tak namacalne dzięki czemu łatwiej przenieść się w tamtejszy świat pełen magicznych stworzeń i zjawisk. Powieść wciąga bez uprzedzenia. Wsysa i nie chce wypuścić. Magiczne stwory : gobliny, chochliki, syreny, boginy, satyrzy,trolle i elfy itd. są przedstawione w sposób zupełnie odmienny niż we wcześniejszych powieściach, czy też baśniach jakie czytałam. Pani Kagawa pokazała je z całkiem innej strony. Elfy wcale nie są słodkimi i uroczymi stworzonkami, wręcz przeciwnie - są drapieżne, waleczne i chytre. Swoją przebiegłością dopinają wytyczonego celu.Wielkim plusem darzę tą całą magię zawartą w tej książce.
Język powieści jest łatwy i przyjemny w odbiorze, a tym samym tak bogaty w swej prostocie.W tej książce mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, dzięki czemu Meghan jest nam bliższa . Taka narracja sprawia też, że widzimy wszystko jej oczami, mamy możliwość wczucia się w jej sytuację. Odczuwamy jej emocje i przeżycia. Natomiast akcja biegnie w zawrotnym tempie. Nie ma czasu na odpoczynek, gdyż bohaterowie mają tyle przygód, że nie sposób się z nimi nudzić. Co też jest ogromnym plusem. Jednak jest też jeden minus, który dostrzegłam czytając książkę. Gdzieniegdzie dostrzegłam występujące błędy. Nie jest ich wiele, przyznam szczerze, wyłapałam może trzy. Mimo wszystko mnie one rzuciły się w oczy. Z minusów to chyba tyle. Więcej nie mogę się doszukać.
Postaci o jakie bogata jest powieść są po prostu odurzające. Autorka pod tym względem nie rozczarowała mnie zupełnie. Wszystkie są tak dopracowane, że chciałabym je poznać na żywo. Wydają się takie realne, wręcz namacalne. Ich opis wyglądu daje czytelnikowi możliwość własnej interpretacji/modyfikacji. Nie jest ani przesadzony/narzucony, ani też nie ma w nim luk. Moje serce zaskarbił sobie Puk! Strasznie zabawna postać. I te jego psikusy, psotny błysk w oku (tak to sobie już wyobraziłam^^). Po prostu cały czas mnie rozbawiał. Nie mogę pominąć wspaniałego Asha. Srebrnookiego bruneta, który skradł mi serce. Główną bohaterkę, która chociaż sporadycznie mnie drażniła, również polubiłam.
Komu mogę polecić książkę? Na pewno fanom Darów Anioła, gdzie magia i wyobraźnia Cassandry Clare równa się wyobraźni Julie Kagawy. Gdzie postaci zieją humorem równie mocno jak w Żelaznym królu. Gdzie wartka akcja wciąga nas bez reszty i gdzie miłość nie jest przesłodzona, a bohaterzy mają wady, a nie same zalety. Gdzie magia wypływa ze stronic. Mogę tak wymieniać i wymieniać, ale powiem jeszcze, że polecam ją komuś, kogo wyobraźnia łaknie przygód, magii i fantastycznych zwrotów akcji. Komuś kto pragnie oderwać się od otaczającej go rzeczywistości i zatopić się w fantastycznym świecie.
Podsumowując, Chyba nie macie wątpliwości, że książka mną zawładnęła? Należy teraz do jednej z moich ulubionych serii! Magia książki wprost się z niej wylewała. Jak to dobrze, że mam II tom. Chybabym nie przeżyła, gdybym nie mogła ciągnąć dalej tej powieści. Jeszcze tak zaskakujące zakończenie, które aż się prosi żeby sięgnąć po tom II. Książkom ulubionym i według mnie wybitnym daję ocenę 10/10. A, że ta książka właśnie taka jest, dlatego raczę ją właśnie taką, a nie inną oceną.
Recenzję będzie można znaleźć również na portalu Upadli.pl
Żyję od ponad tysiąca lat. Umierałem niezliczoną ilość razy. Zapomniałem, ile dokładnie. Zakochałem się i moja miłość trwa nadal. Ciągle szukam swojej ukochanej. Ciągle ją pamiętam. Noszę w sobie nadzieję, że pewnego dnia ona też mnie sobie przypomni.
Magiczna opowieść o szansach, jakie otrzymujemy od losu, i o tym, że nie można odkładać życia na później. Historia miłości przekraczającej granice czasu. Książka, która przywraca wiarę w przeznaczenie, w to, że na każdego z nas gdzieś ktoś czeka.
Wyobraź sobie zjawisko wędrującej duszy. Zjawisko, które dotyczy i Ciebie i każdego innego człowieka. Wyobraź sobie, że gdy Twoje ciało umiera, Twoja dusza przenosi się do innego i masz szansę na nowo spożytkować dany Ci dar jakim jest nowe życie. Jednak pamięć... Twoja pamięć zostaje nienaruszona. Pamiętasz wszystkie swoje poprzednie życia, przygody, wzloty i upadki. Czy jesteś gotów na taki dar? A może to przekleństwo?
"- Niektórzy żyją tylko raz. Inni bardzo wiele razy. A jeszcze inni żyją i żyją bez końca."
Główni bohaterowie to Lucy i Daniel. Łączące ich uczucie jest ponadczasowe i głębokie. Pomimo iż Lucy nie pamięta Daniela z wcześniejszych żyć, darzy go prawdziwą miłością. W snach przeżywa retrospekcje, które ją przerażają, ukazując jej wcześniejsze istnienia. Dziewczyna nie jest gotowa na to co przygotował dla niej los. Natomiast Daniel nie polepszył swojej sytuacji na początku ich znajomości, gdyż swoim nagłym wyznaniem i nieco zbyt agresywnym zachowaniem wystraszył ją tak, że dziewczyna uciekła i postanowiła zapomnieć o tym incydencie jak i o chłopaku. Po dwóch latach, kiedy Lucy już nie chodzi do liceum, a studiuje, to zdarzenie, które wytrąciło ją z równowagi powraca ze zdwojoną siłą. Jej przyjaciółka zabiera ją do wróżki, która wyznaje dziewczynie to czego nie mogłaby wymyślić, to co Lucy skrywa głęboko w sobie i z nikim się z tym nie dzieli. Potem dziewczyna żyje na pozór normalnie z myślą, że to wszystko było nieprawdą. Mija się z Danielem, który ciągle ma na nią oko, jednak nie narzuca się dziewczynie. Sądzi, że tak byłoby lepiej. Potem gdy Lucy uświadamia sobie za pomocą osób trzecich, że Daniel mówił prawdę, również zaczyna go szukać. Odnajduje też pewne rzeczy, które pozwalają jej na dowiedzenie tego, że wszystko to nie było zmyślone. Kiedy już odnajduje chłopaka, okazuje się, że nie czuje do niego już tej więzi co w liceum. Raczej można rzec, że się go obawia. Nic dziwnego w końcu chłopakiem jest, ktoś kto się za Daniela podaje. Lucy wpakowała się w niezłe tarapaty…
"Zdarzają się krótkie okresy radości, które trzeba rozciągać na wiele pustych lat, a mnie zdarza się tych pustych lat więcej niż innym ludziom. Trzeba się starać, by trwały jak najdłużej."
Czytając książkę widzimy świat teraźniejszy opisany z punktu widzenia Lucy, jak i daleką przeszłość zmierzającą do teraźniejszości opisywaną z perspektywy patrzenia na świat Daniela. Podoba mi się to jak Daniel opisuje swoją przeszłość. W formie opowiadania i można dostrzec zwroty typu : Opowiem wam.
Można się wtedy poczuć jakby się siedziało na przeciw niego po turecku i odrywało się od teraźniejszości przenosząc w miejsca, w których niekoniecznie był szczęśliwy. W przeszłości wiele razy spotykał swoja ukochaną Sophie (w teraźniejszości Lucy). Jednak za każdym razem ją tracił. To przez własną głupotę, którą uważał za powinność. To z powodu losu jaki dotykał kobietę jego życia. Mam tutaj na myśli śmierć. Bowiem to ona towarzyszy nam często w tych opowieściach snutych przez Daniela. Śmierć i odrodzenie. W kółko jedno i to samo, jednak co raz to ciekawsze i co raz to bardziej wzruszające.
Bohaterzy tej powieści są tak wykreowani, że odbiorca może się z nimi utożsamić bez problemu. Ot normalna dziewczyna i równie normalny chłopak. Tyle, że posiada pewną zdolność, która jak się okazuje nie jest im przychylna. Jest to możliwość odrodzenia się duszy w nowym ciele. O Danielu można powiedzieć, że jest zwykłym chłopakiem, przecież w tłumie się niczym nie wyróżnia? Tylko z pozoru. Kiedyś przeczytałam, że w oczach można ujrzeć odzwierciedlenie duszy. Do czego zmierzam? W oczach Daniela można dostrzec smutek, cierpienie i tęsknotę jaka przez te wszystkie stulecia się potęgowała. Lucy to zwykła nastolatka, która miewa dziwne sny, jak się później okazuje, podświadomość przesyłała jej wspomnienia z poprzednich żyć właśnie w takiej formie. W powieści oprócz pozytywnych postaci występują również czarne charaktery. Przykładem negatywnej postaci jest brat Daniela – Joaquim. Zły i przepełniony mściwością, zazdrosny i pragnący zemsty mężczyzna, który posiada niebezpieczną zdolność odbierania duszom ciał. Wchodzi w ciało jakie tylko mu się podoba, zabija duszę w nim będącą i opanowuje swoją ofiarę wypełniając swoją nieczystą duszą.
Lubię książki, które pozwalają mi spojrzeć na sens życia z innej perspektywy oraz dają wiele do myślenia. Jeżeli książka daje do myślenia, a ta wierzcie mi daje sporo – jest moim priorytetem. Jest warta przeczytania. Pokazuje ona, że nie należy przejmować się błahostkami bo właśnie na nie traci się większość życia, a powinno się je spożytkować zwracając uwagę właśnie na istotne elementy. Fakt, że książka jest romansem niczego nie psuje. Wiele razy słyszy się, że romansidła są dla kobiet. Ale pomyślcie moi drodzy, czy w reszcie książek nie ma chociażby namiastki romansu? W tej książce jest go sporo. Jednak uczucia w tejże pozycji są opisane w sposób, że się tak wyrażę nienachalny dla czytelnika. Jest to opowieść o zawiłościach losu i płatanych przez niego figlach dwójce młodych i zakochanych w sobie…duszach? Tak. Właśnie tak bym to ujęła.
Coś o samej autorce:
Od lat pracuje jako redaktor w branży wydawniczej. Mieszka wraz z mężem i dziećmi w Nowym Jorku. Wciąż ma w swej szafie parę dżinsów z dziesiątej klasy. Niestety, nie są magiczne, więc dawno przestała się w nie mieścić.
Jej debiutancka książka Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów ujrzała światło dzienne feralnego 11 września 2001, ale zbieżność dat z nowojorską tragedią nie zaszkodziła jej popularności.
Prawa do sfilmowania opowieści kupiła wytwórnia Warner Bros., a pierwszy nakład - 160 tys. egzemplarzy - sprzedał się błyskawicznie.
"Sukces książki utwierdził mnie w przekonaniu, że mogę czuć się pisarką, że pisanie może stać się moim zawodem i sposobem na życie" - mówi Ann Brashares.
Książka Ann Brashares na pewno budzi w czytelniku wiele emocji. Potrafi wzruszyć, a jednocześnie wywołać uśmiech...czasami smutny, ale to i tak jest plus. Zawsze podkreślam i nigdy nie przestanę, że książka doba, to taka książka, która niesie ze sobą przekaz i potrafi wzbudzić silne emocje. Właśnie ta pozycja zalicza się do takowych. Zwłaszcza pod koniec książki objawiła się moja wrażliwość, a serce zaczęło szybciej bić. Na ustach zawisło pytanie : Co teraz? Jak to? Nie będzie happy endu? Otóż tego nie mogę Wam zdradzić. Byłby to czyn niegodziwy i karygodny. Sami musicie sięgnąć po tę wzruszającą pozycję i przekonać się na własnej skórze tego co ja sama doświadczyłam.
Książkę polecić mogę fanom zjawisk paranormalnych, magii miłości, i ciągotek do tajemnic. Jeśli lubicie gdy książka trzyma w napięciu i prowadzi was przez nieznane, naprawdę polecam.
Moja skromna ocena to 6/6.
"- Nie chcę, żeby to się skończyło.
-To dopiero początek."
Recenzję będziecie mogli niebawem znaleźć również na portalu : Upadli.pl
Król Iksji ginie w krwawym przewrocie. Uprzywilejowana dotąd kasta magów jest skazana na zagładę, a za stosowanie magii grozi śmierć. Nieliczni, którzy przeżyli, muszą ukrywać swoją moc. Teraz krainą rządzi wojskowa dyktatura, na czele której stoi bezwzględny komendant…
Mrok zimnego lochu przeraża Yelenę, która czeka na egzekucję. Nieważne, że zabiła w samoobronie. Prawo Iksji jest surowe – śmierć za śmierć…
Niespodziewanie wyrok śmierci zostaje odroczony, tylko los zdecyduje, kiedy się wypełni. Yelena będzie w pałacu testować posiłki samego komendanta, by uchronić go przed otruciem. Szybko jednak odkrywa, że znalazła się w więzieniu bez krat…
Zawieszona między życiem a śmiercią, desperacko walczy o przetrwanie w brutalnym świecie pełnym intryg i zakulisowej walki o władzę. W dodatku ku swojemu przerażeniu dowiaduje się, że jest obdarzona potężną magiczną mocą. Tak potężną, że gdyby wymknęła się spod kontroli, naruszyłaby naturalny porządek świata. Yelena musi nad nią zapanować, bo w przeciwnym razie zginie. Ale jeśli się jej się to uda, zdobędzie władzę, jakiej nie miał dotąd żaden mag...
Yelena dopuściła się karygodnego czynu. Mianowicie pozbawiła życia drugiego człowieka. Nieważne, że w samoobronie. Dlaczego nieważne? To jest proste. Ponieważ nie ma ona pozycji. Jest zwykłą dziewczyną, której nikt nie wierzy. Jednak jej ofiara "biedna" to syn samego generała Brazella, samej szychy. Karą jaką jej wyznaczono była śmierć, los bywa przewrotny i w przypadku naszej bohaterki. Bowiem jej wyrok zostaje "odroczony"- nadal jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, można nawet rzec, że każdy jej kęs niesie ze sobą śmierć. Dlaczego? Ano dlatego, że Yelena zostaje testerką żywności komendanta. Jest tak zwanym królikiem doświadczalnym na usługach swojego pana. Więc czy można powiedzieć, że jest wolna? Absolutnie nie. Nadal żyje w więzieniu, tyle że ma godne warunki. Ma gdzie spać, nie tarza się we własnych fekaliach, ma pożywienie, a nawet przyjaciół. W zamku jest ona pod opieką niejakiego Valka. Mistrza w tworzeniu i rozpoznawania trucizn wszelakiej maści. Yelena często wraca wspomnieniami do przeszłości, która też nie była najlepsza, ale mimo wszystko lubi do niej wracać. Dziewczyna jest obdarzona pewnymi magicznymi mocami. Dowiaduje się o tym podczas niefortunnego zdarzenia jakim jest zamach na jej życie, którego dokonuje magini z południa - Sycji, państwa wrogiego Iksji. Państwa pełnego magów. Potężnych magów. Jednak z czasem gdy do władzy doszedł komendant Ambrose, magia na terenie Iksji jest surowo zakazana. Każdego napotkanego maga czeka stryczek. Najlepsze jednak w tym wszystkim jest to, ze katem magów był/jest Valek, pod którego skrzydłami obecnie przebywa Yelena. Można powiedzieć, że niebezpieczeństwo dyszy jej w kark.
"Byłam sierotą naznaczoną magią, przeszłam tortury i miałam w sobie truciznę. Z dnia na dzień ta lista robiła się coraz dłuższa."
Sama fabuła jest czymś, z czym wcześniej nie dane mi było się spotkać. Przygody o testerce żywności, której życie to piekło i samej ciężko sobie z nim poradzić. Poznajemy wcześniejszą historię Yeleny dzięki jej częstych wspomnieniach o przeszłości. Nie są one jednak czymś kolorowym i miłym. Przynajmniej nie wszystkie. Bywały momenty kiedy na jej ustach gościł uśmiech, a w sercu brakowało strachu i panicznego lęku przed tym co może jej zrobić syn "wybawcy", bądź też sam wybawca. Poznajemy przestraszoną, a może lepiej byłoby użyć tutaj słowa - zastraszoną młodą kobietę, która była torturowana , bowiem każdy dzień przynosi jej ból. Fizyczny, psychiczny i duchowy.
Jako czytelnik przeżywmy wraz z nią jej przemianę. Yelena zaczyna nabierać pewności siebie i siły, której wcześniej jej pozbawiono. Wszystko to dzięki jej nowo poznanym przyjaciołom. Ariemu i Janco. Żołnierzami komenda Ambrose. Dzięki nim dziewczyna nabiera większej siły i potrafi radzić sobie z przeciwnikami. Między tymi wymienionymi postaciami, do przyjaciół można zaliczyć Randa - kucharza, Dilanę - krawcową i zazdrosną Maren. Nie można jednak pominąć samego Valka, który jest bezlitosny, śmiertelnie groźny i nieznośny, ale mimo to obdarza Yelenę opieką jakiej by się po nim nie spodziewała.
"Musisz się nauczyć walczyć o to, na czym ci zależy."
Tak więc jeżeli chodzi o bohaterów wykreowanych w tej powieści, nie mogę zarzucić, że są one niedopracowane, mdłe, powtarzalne, bądź przereklamowane. Nic z tych rzeczy. Każda jest wyjątkowa i posiada swoisty charakter. Nastawiłam się (sama nie wiem czemu) że bohaterzy będą w pewnym sensie przewidywalni. Jednak jak się później okazało, potrafili mnie zaskakiwać w najmniej spodziewanym momencie. Zdarzało się też jednak, że zachowania niektórych, jak i reakcje dało się przewidzieć w kilku przypadkach. Mimo wszystko polubiłam główne postaci, a i poboczne jak np Ari i Janco zaskarbili sobie moją sympatię. Muszę przyznać jednak, że najbardziej podoba mi się Valek *-* jest strasznie, ale to strasznie zabójczo pociągającym facetem. Ah! I jeżeli wygląda tak jak na obrazku po prawej to... o matko ;D Ogólnie to mam słabość do brunetów...a jeszcze odzianych w czerń to już w ogóle ^^
Co do języka jakim została napisana ta powieść. Jest on prosty, a tym samym łatwy w odbiorze. Wszystko jest opisywane z punktu widzenia głównej bohaterki Yeleny. Dzięki temu czytelnik może wczuć się w jej osobę, widzieć jej oczami i rozumieć jej niefajną sytuację. Akcja powieści na pewno jest wciągająca i zaskakująca. Chociaż parę wątków łatwo jest przewidzieć, albo chociaż nietrudno jest się ich domyśleć. Nie jest to jednak jakieś negatywne zjawisko. W cieniu miłości toczy się zażarta walka o władzę. Zamach na czyjeś życie jest rzeczą codzienną i nader normalną. Więc można powiedzieć, że akcja powieści jest dynamiczna i nie da się po prostu od tak odłożyć książki na potem, bowiem autorka tak kończy jeden rozdział, że nie sposób nie zabrać się za drugi.
Szczerze powiedziawszy nie miałam zamiaru brać się za tą książkę. Pomyślałam sobie, że to będzie jakieś ckliwe romansidło bez krzty polotu. Jednak po przeczytaniu paru recenzji, na Waszych blogach i Waszych komentarzach, że bardzo Was zaskoczyła ta pozycja postanowiłam skorzystać z okazji i tanio nabyć książkę, żeby się przekonać na własnej skórze, czy rzeczywiście oby na pewno jest warta uwagi. Jak się zapewne domyślacie...Spodobała mi się, nawet bardzo. Więc wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie, jak dowiedziałam się, że wydawnictwo Mira nie wyda kolejnej części. O rozczarowaniu już nie wspominam. Chciałabym poznać dalsze losy Yeleny, jednak nie będzie mi to dane w postaci papierowej z tego co wiem. No cóż, ebooków nie lubię ale innego wyjścia nie widzę.
Moja skromna ocena to 5/6
Kolejne części trylogii Twierdza Magów „Dotyk magii” i „Prawda ognia” ukażą się odpowiednio w maju i w październiku w wersji elektronicznej jako eBooki. ( to jak i opis na samym początku zaczerpnięte z KLIK)
"Trudno wykrzesać z siebie ufność, a jeszcze trudniej zorientować się, komu warto zaufać."