Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love matters. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love matters. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2019

"Drive" Kate Stewart



Muzyka… najwierniejsze odbicie serca. Przeciętna piosenka trwa trzy i pół minuty. Może sprawić, że zatrzymasz się, zamrugasz i pomyślisz o przeszłości lub przeniesie cię do rozrywających serce wspomnień. W szczytowym okresie kariery miałam wszystko, czego pragnęłam i wiodłam wymarzone życie. Odnalazłam swoje tempo, wpadłam we właściwy rytm, ale jakiś czas później odebrałam telefon, który sprawił, że wszystko przepadło. Widzisz, moje ulubione piosenki potrafiły się na siebie nakładać i grać równocześnie. Zakochałam się w melodii jednego mężczyzny a słowach drugiego. Jeśli chodzi jednak o podkład muzyczny naszego życia, to czy ktokolwiek potrafiłby wybrać ulubioną piosenkę? I właśnie po to, by wyzbyć się wątpliwości, zrezygnowałam z miejsca w pierwszej klasie samolotu i postawiłam na jazdę samochodem i przemyślenia. Dwa dni. Jedna playlista. I długa droga do domu, do czekającego na mnie mężczyzny.

Muzyka jest ważna ważna w życiu chyba każdego z nas. Każdy ma swoje ulubione piosenki, ulubionych wykonawców, czy gatunek. Towarzyszy nam podczas ważnych momentów, w domu, w drodze do pracy/szkoły/na wakacje, podczas uprawiania sportu, czy nawet w pracy.  Dla bohaterów "Drive" muzyka jest życiem. A autorka w piękny sposób opisuje, jak jej bohaterowie kochają dźwięki muzyki. Jak nią żyją. Można powiedzieć, że muzyka jest ich powietrzem, które jest wtłaczane w ich ciało. Cieszę się, że miałam możliwość przeczytania tej książki, bo jest naprawdę piękna.

Muszę przyznać, że Filia wydaje cudowne powieści o miłości. Chociaż właściwie na pozostałe też nie narzekam. Dlatego ufam temu wydawnictwu, jeśli chodzi o wydawane pod ich szyldem książki. Wręcz ich łaknę! I "Drive" okazała się jedną z tych dobrych powieści, które powinna przeczytać każda osoba lubiąca ich powieści. Jest to Must read fanek romansów, NA, i YA.

Jeśli chodzi o sam początek, to niestety ciężko było mi się w niej zakochać, ale im dalej w las, tym lepiej. I chociaż zakończenie było do przewidzenia, to po drodze autorka rzucała nam inne rozwiązania, ale widać było, że to taki zabieg dla zamydlenia oczu. Sprytna bestia! Było również kilka absurdalnych sytuacji, które mnie śmieszyły, ale co tam. Przymykam na to oko, bo jeśli chodzi o całość, to jestem na tak. Jeśli Kate Stewart wyda coś nowego, to ja chętnie po nią sięgnę, bo autorka ma fajny styl i podobała mi się jej powieść. Liczę na więcej takich!

Sądziłam, że "Drive" wzbudzi we mnie więcej emocji, że może poleci jakaś łezka, a tutaj nic. A szkoda, liczyłam na płaczliwe momenty - czasami lubię sobie popłakać nad książką. No nic, może następnym razem? Niemniej książkę polecam, wrażliwcom, czytelnikom, którzy lubują się w powieściach wciągających i lekkich zarazem. Miłość gra tutaj pierwsze skrzypce, więc fani romansów będą zadowoleni.

niedziela, 17 marca 2019

"Zostań ze mną" K.A. Tucker


Nowa powieść bestsellerowej autorki K. A. Tucker!
Calla Fletcher nie miała nawet dwóch lat, gdy matka wywiozła ją z Alaski, nie mogąc dłużej znieść izolacji i wiejskiego trybu życia. Dwudziestosześcioletnia dziewczyna zna tylko życie w wielkim, zatłoczonym Toronto. Kiedy dowiaduje się jednak, że dni jej ojca, który pozostał na Alasce, są policzone, zdaje sobie sprawę, że nadszedł czas na długą podróż do odległego miasteczka, w którym się urodziła.
Calla stawia czoła dzikiej przyrodzie, dziwacznym porom naturalnego światła, wygórowanym cenom, nawet konieczności korzystania z wychodka, a wszystko to, by poznać ojca. Podczas gdy dziewczyna stara się przywyknąć do surowego środowiska, nieuczesany, arogancki miejscowy pilot, który pomaga w prowadzeniu firmy czarterującej samoloty jej ojca, nie potrafi sobie wyobrazić życia w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. I z chęcią odstawi Call do domu, przekonany, że jest zbyt rozpieszczona, by poradzić sobie na odludziu.
Niebawem jednak między dwojgiem zupełnie różnych ludzi, rodzi się nieoczekiwane uczucie. Calla nie zamierza jednak zostać na Alasce, a Jonah nigdy z niej nie wyjedzie.
Czy przystojny pilot i rozkapryszona dziewczyna z Toronto znajdą w końcu do siebie drogę? Czy będą potrafili poświęcić się dla miłości? Czy powtórzy się historia rodziców dziewczyny?

Jeśli macie ochotę na przyjemną historię obyczajową, to z całym sercem polecam Wam "Zostań ze mną". Już sama okładka wprawia w taki spokojny i nostalgiczny nastrój.

Bardzo cieszy mnie to, że wydawnictwo posłuchało swoich czytelników (ogromne brawa!) i zostawiło powyższą okładkę. Jestem w niej zakochana. W tej prostocie, zieleni i... W kapeluszu dziewczyny ze zdjęcia. Też chcę taki! 

K. A. Tucker już znam z jej poprzednich książek. Mam za sobą "Przez niego zginę", która bardzo mi się podobała. Jest również "Dziesięć płytkich oddechów", która kompletnie mi się nie podobała. A teraz przyszedł czas na "Zostań ze mną", która sprawia, że nawet teraz się uśmiecham. I jest dowód na to, że warto dawać szanse autorom, nawet jeśli kilka ich książek nam się nie podobało, bo może nam się nie podobać 5 książek tego autora. Natomiast ta 6 nas w sobie rozkocha. 

Pokochałam każdą z postaci, jakie stworzyła Tucker. Podczas czytania tej książki, przeżywałam wszystko, co się z nimi działo. Nie wiem czy już ochłonęłam po tej lekturze, bo pisząc tę opinię, nadal targają mną emocje, ale spróbuję coś sklecić. Wracając do postaci. Calla, jako główna bohaterka tej powieści jest postacią bardzo sympatyczną (jak każda w tej książce). Opuszcza swoje wygodne życie i wyrusza w podróż. Surowy klimat Alaski niekoniecznie jej pasuje, ale co zrobić. Z początku myślałam, zupełnie tak samo jak Jonah, że Calla jest taką wymuskaną, delikatną i próżną dziewczyną, która nie odnajdzie się w tym surowym klimacie. Okazuje się jednak, że oboje z Jonahem się myliliśmy, bo to naprawdę konkretna i twarda dziewczyna!

Jonah, to ten typ bohatera męskiego, który ja bardzo lubię. Surowy, męski, zabawny, złośliwy, taki trochę mruk, ale bardzo opiekuńczy i o złotym sercu. Bohater, do którego trzeba się przekonać, ale kiedy już to zrobicie (a szybko do tego dojdzie), pokochacie go. Jonah nie miał łatwego życia i to właśnie ono sprawiło, że jest taki, a nie inny.

Ojciec i matka Calli, nastoletnia Mabel, Agnes oraz Simon - nie znajdziecie tutaj toksycznego charakteru. Mam wrażenie, że Tucker podczas tworzenia ich postarała się jak nigdy. Już dawno nie czytałam powieści w której byłyby tak pozytywne, sympatyczne postaci. Tworzą one kwintesencję "Zostań ze mną".

Poza tym bardzo podobał mi się pomysł na fabułę. Motyw przebaczenia i powrotu w rodzinne strony. To ogromne poświęcenie prawdziwej miłości. Autorka kupiła mnie również samym miejscem, w którym odbywa się główny wątek - Alaska. Przepięknie! Niech napisze jeszcze coś, co będzie miało miejsce w Australii i będzie kolejna miłość z mojej strony. 

Jeśli chodzi o "Zostań ze mną", to ja jestem ogromnie na tak i Wam również polecam tę powieść. Z całego serca!

środa, 6 lutego 2019

"Jesteś moim teraz" M. Leighton


Dane James był moim sąsiadem. Silny i sumienny, stanowił dla mnie zakazany owoc.
Ale zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Choć pragnęliśmy być razem, nie mogliśmy poddać się uczuciu. Kochaliśmy się przez większość życia, ale los miał dla nas inne plany. Wiedział, że się zakochamy, wiedział, że się rozstaniemy. Wpadliśmy
w powtarzający się cykl, który był niczym przekleństwo powracającego koszmaru lub nadzieja na znajomy, dobry sen.


Pamiętam, jak bardzo podobała mi się poprzednia powieść Leighton, zatytułowana "Jesteś moim zawsze".  Pozwolę sobie tutaj przytoczyć moje słowa: Kolejna mocna i wzruszająca książka od wydawnictwa Filia. I to samo tyczy się "Jesteś moim teraz". Jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo autorka zmieniła podejście do tej książki. Myślałam, że będzie to coś podobnego do poprzedniej jej powieści, ale nie! Tutaj jest ZUPEŁNIE INNA BAJKA. Cholernie dobra książka. Wciągnęła mnie w swoje odmęty tak, że przeczytałam ją w jeden dzień. Odsyłam Was do recenzji poprzedniej książki autorki [KLIK]

"Jesteś moim teraz", to urzekająca historia o poświęceniu, wielkiej, ponadczasowej i prawdziwej miłości nie tylko tej damsko-męskiej, lecz i matczynej. Historia o wybaczeniu, mocy prawdy...
Po prostu, opowieść o życiu, bowiem w życiu każdego z nas, właśnie takie rzeczy się dzieją. Wybaczamy tym, którzy nas skrzywdzili. Poświęcamy siebie, czas i wiele innych rzeczy dla tych, których kochamy. Obdarzamy najmocniejszym uczuciem osoby, które na to zasługują i pragniemy tego samego. Wierzymy, że będzie dobrze, chociaż życie często nas sprowadza do podejmowania myśli, czynów i decyzji, których niekoniecznie jesteśmy w stanie logicznie wytłumaczyć - "bo przecież tak będzie lepiej". Każdy z nas otrzymuje drugą szansę, a to jak ją wykorzystuje, to już jego indywidualna sprawa. 

Ona - dziewczyna z dobrego domu, która nie ma łatwego życia. Musi podporządkować się matce
i apodyktycznemu ojczymowi. Z początku nie jest akceptowana w swojej szkole, ponieważ pochodzi z biednej rodziny, a to właśnie dzięki ponownemu związkowi matki, staje się dziewczyną z wyższych sfer. Zakochuje się w Nim. Chłopaku, który jest synem farmera. Ich miłość jest zakazana, a wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej...

Główną bohaterkę, której na imię Brinkley, poznajemy jako zagubioną dziewczynkę, która musi odnaleźć się w świecie, gdzie rządzi pieniądz i status społeczny. Ciężko jest jej się wpasować w ten świat. Nie może dogadać się z rówieśnikami, a rozumie ją tylko On. Dane James. Chłopak, z którym taka dziewczyna, jak ona, nie powinna się spoufalać. Jak możemy się domyśleć, jest wręcz przeciwnie. Obie te postaci ciągnie do siebie jak magnes. Śledzimy ich losy od czasu, kiedy są dzieciakami, do czasu, kiedy są dorośli. Jednak będąc nastolatkami popełniają wiele głupstw i muszą liczyć się z ich następstwami...

"Jesteś moim teraz", to książka która powinna spodobać się fanom romantycznych serii wydawnictwa Filia. Jestem pewna, że urzeknie ich ta historia. Jeśli szukacie, wciągającej, poruszającej, niecukierkowej i życiowej powieści, to powinniście sięgnąć właśnie po ten tytuł. Nie zawiedziecie się, bo ta książka jest naprawdę dobra.

niedziela, 21 stycznia 2018

"Art & Soul" Brittainy C. Cherry


Opis wydawcy:
W szkole średniej byłam młodą, niepozorną artystką.
Nie zauważano mnie. Pomijano. Olewano.
Teraz jestem Arią Watson... „Tą” dziewczyną.
Jedna zła decyzja i zostałam zauważona – przypięto mi etykietkę puszczalskiej. Zostałam zdzirą.
Śmieciem.
I już nigdy nie będę niewidzialna.
Szczególnie dla Leviego Myersa. Był dziwnym chłopakiem o pięknej duszy, który zaakceptował i zrozumiał ukrytą w moim wnętrzu zbolałą dziewczynę.
Nie planowałam się zakochać. Jednak czy mogłam oprzeć się jego obietnicom? Przebaczeniu? Przyszłości, o której już prawie przestałam marzyć?
Byliśmy rozbici. Poznaczeni bliznami. Byliśmy dziwni i piękni zarazem.
Byliśmy dwiema zagubionymi duszami, które trzymały się jedynej rzeczy mogącej je spoić.
Siebie nawzajem.

O co chodzi?

Poznajemy dwójkę nastolatków, których los nie oszczędził i w zasadzie z biegiem fabuły – nadal nie szczędzi. Po Brittainy C. Cherry można spodziewać się tylko lektury, która wzbudza dużo emocji. Chociaż jest jedna książka tej autorki, która wzbudziła we mnie tylko te negatywne emocje, to jednak dałam jej szansę i dobrze zrobiłam, bo cała reszta jej powieści (oczywiście dotąd przeczytanych) przypadła mi do gustu. Niemniej nie odbiegając od tematu, o co chodzi w Art&Soul? Chodzi o pewnego rodzaju odkupienie. Levi pragnie nawiązać więź ze swoim ojcem, która lata temu została utracona. Chłopak próbuje zrozumieć, co takiego się stało, że po rozwodzie rodziców wszystko legło w gruzach. Aria pragnie zrozumienia, wsparcia i miłości. Zwłaszcza od swoich rodziców, którzy po wieściach, jakie dziewczyna im przedstawiła traktują i patrzą na córkę inaczej. Czy ta dwójka poradzi sobie z przeciwnościami losu?
Jak to z tymi postaciami:
Osobowości Leviego i Arii przypadły mi do gustu. Polubiłam się z nimi od samego początku, przyznaję, że czasami Aria mnie lekko (leciuteńko) drażniła swoim zachowaniem. Na szczęście takich sytuacji było bardzo mało. Brittainy C. Cherry stworzyła sympatyczne „poobijane życiowo” postaci. Jednak nie znalazłam w ich kreacji niczego, co jakoś specjalnie wyróżniałoby je na tle innych.

Dobrze się czytało?

Art.&Soul to książka z tych, które czyta się bardzo dobrze. Lekkość pióra autorki jest mocno wyczuwalna. Przeczytałam ją (o ile dobrze pamiętam) w dwa/trzy wieczory. Pomimo nie do końca lekkiego wydźwięku tej historii, niesamowicie lekko się ją czyta i (w moim mniemaniu) odbiera. Treść nie zmusiła mnie do jakichś życiowych przemyśleń czy refleksji.

Wnioski:

O tej książce swego czasu mówił cały Internet. Zapragnęłam ją mieć nie tylko ze względu na promocję, na opis wydawcy, ale również ze względu na piękną okładkę, która moim zdaniem niezaprzeczalnie ma to „coś”. Dostałam ją na urodziny jakoś niedługo po premierze i tak sobie leżała… Czekała, aż emocje opadną i będę mogła do jej treści podejść ze spokojem i z mglistym wspomnieniem tego, co na jej temat przeczytałam. Myślę, że była to dobra decyzja, bo wcześniej miałam wobec niej niemałe oczekiwania, a teraz wzięłam się za nią na chłodno i jestem z lektury zadowolona. Niemniej nie jest ona jakoś wielce wyróżniająca się na tle innych powieści tego typu. Są nastolatkowie, którzy mają różne problemy – to już było wiele razy. Jest uczucie rodzące się pomiędzy nimi – to też już było. I jest szkoła, w której są jakby odludkami – przerabiany temat. Jednak książka ma to „coś”, co mi się w niej podobało i jest dla mnie ważna też z innych względów.

Ocena:

Dobry.

czwartek, 9 listopada 2017

"Cała prawda o szczęściu" Sawyer Bennett

Dziękuję!

Młody weteran wojenny, Christopher Barlow cudem uniknął śmierci. Jest zdruzgotany. Nie potrafi już kochać, za to nienawidzi z pasją; nie potrafi wyrwać się z kręgu cierpienia, mrocznej zasłony przesłaniającej mu cały świat. Dopiero gdy przymusowo dołącza do grupy równie nieszczęśliwych, walczących z własnymi problemami osób, ponownie zaczyna przyglądać się swojemu życiu.
Czego ci ludzie mogą się od siebie nauczyć? Jak mogą nawzajem sobie pomóc? Christophera nieustannie dręczy też pytanie, czy będzie w stanie ponownie obudzić w sobie miłość.
Odpowiedź uzyska wyruszając w podróż z piękną kobietą, która stopniowo traci wzrok, umierającym nastolatkiem w terminalnym stadium raka i molestowaną w dzieciństwie dziewczyną, która nie potrafi zdecydować czy chce dalej żyć.

Cztery osoby, które prócz przeznaczenia nie mają ze sobą nic wspólnego. Cztery osoby, które spotka przygoda, strach, ból i miłość. Podczas swej podróży odrobią najważniejszą w życiu lekcję.

Dowiedzą się czym jest cała prawda o szczęściu…

Cała prawda o szczęściu skojarzyła mi się z książką Quinn pt. Drogie życie. Grupa zagubionych osób, spotkania, które mają pomóc im dojść do siebie. Z tym, że tutaj historia nie dla wszystkich kończy się dobrze. Z początku sama nie wiedziałam co o niej myśleć. Nie porwała mnie za bardzo. Dopiero później się wciągnęłam. A autorka zaskoczyła mnie kilka razy. Niby mogłabym spodziewać się pewnych zwrotów akcji, ale tak do końca nie byłam przekonana czy to coś konkretnego się wydarzy, czy może nie.

Poznajemy czworo zupełnie sobie obcych i różnych postaci. Bohatera wojennego, ciężko chorego nastolatka, któremu nie zostało już wiele życia, mroczną dziewczynę, która nie miała łatwego życia i kobietę, która jest wieczną optymistką. Tak, tutaj też jest podobnie, jak w przypadku Drogie życie. Nie wiem czemu, ale podświadomie ciągle porównywałam ze sobą te dwie historie. Chyba jednak książka Quinn bardziej przypadła mi do gustu. Przynajmniej pod względem historii poszczególnych bohaterów. Natomiast książka bardziej podobała mi się pod względem relacji pomiędzy postaciami. Nie było tutaj tak dużo erotyzmu, słodkości itp. Jednak Drogie życie bardziej mnie przekonało i jednak okazało się, w moim przekonaniu, lepsze.

Historia przyjemnie napisana, bardzo szybko się ją czyta. Właściwie, ja skończyłam ją w jeden wieczór. Jest dość skąpa objętościowo, co może być minusem, i dla mnie owym minusem jest. Dlaczego? Brakuje mi rozwinięcia pewnych wątków, pociągnięcia historii. Nie lubię, kiedy jakiś wątek fajnie się zapowiada, a później puff… Umiera śmiercią tragiczną i ja się muszę zastanawiać co dalej.Poza tym postać Christophera strasznie działała mi na nerwy. Były momenty, kiedy go rozumiałam i nawet lubiłam, ale więcej było takich, w których mnie drażnił. 

Cała prawda o szczęściu, to książka, która nie należy do najłatwiejszych, ale nie dałabym jej również łatki tej "ciężkiej", pomimo poruszanego tematu. Tematu utraty, ukazanej na różne sposoby, chęci życia i śmierci, chęci zmian, zrozumienia. I radzenia sobie z chorobą, bądź z trudnymi przeżyciami. Polecam ją tym, którzy lubują się w tego typu lekturze. Ja mam małe "ale" względem tej powieści, niemniej myślę, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.

niedziela, 1 października 2017

"Drogie życie" Meghan Quinn


 Dziękuję!
Cztery odważne dusze, które potrzebują wsparcia, stając w obliczu wielkich wyzwań. Program Drogie Życie został stworzony, aby pomóc ludziom takim jak oni wyjść ze strefy komfortu, stawić czoła największym przeszkodom, pokonać demony i... dowieść samym sobie, że są czegoś warci.

Stojąc na rozdrożu pomiędzy ciągłym pragnieniem zdobycia czegoś więcej, a całkowitym zagubieniem, zdecydowali się wziąć udział w tym projekcie. Uczestnictwo w nim zamierzają potraktować jak kolejne postanowienie noworoczne, tym większe jest ich zdziwienie, kiedy dają się porwać szalonej przygodzie, która już na zawsze zmieni ich życie.

Drogie Życie,
prosimy, bądź dla nas dobre.
Z poważaniem,
Hollyn, Jace, Daisy i Carter

Drogie życie, książka, która skradła moje serce. Bardzo lubię książki wydawnictwa Filia. Niemalże każda do mnie trafia. Kocham wszystkie książki Kim Holden, Brittainy C. Cherry czy Tille Cole. Teraz do tego grona dołączyła Meghan Quinn, a zapowiada się, że grono ulubienic będzie stale się powiększać!

Książka Meghan Quinn opowiada nam losy czterech zupełnie różnych od siebie osób. Mamy cztery kompletnie różne charaktery, historie i przeżycia, które spotykają się w jednym miejscu i stanowią smaczną mieszankę wybuchową. Naprawdę apetyczną. Delikatność Daisy, mroczność Cartera, strachliwość Hollyn oraz ciepło Jace'a. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn, można się domyśleć, jak to się skończy. W zasadzie ja już od początku połączyłam ich w pary i przewidziałam kto z kim, gdzie i jak. Jednak nie o to chodzi, bo nawet jeśli w tym aspekcie książka jest przewidywalna, to nie psuje nam odbioru całości, bo nie chodzi tutaj o romans! Drogie życie, to książka z przesłaniem i to nie byle jakim. Mam wrażenie, że historie, jakie spisała Quinn są idealnie na czasie. Są cholernie prawdziwe, opisują to, z czym zwykli ludzie na co dzień się borykają. A ja uwielbiam książki, z których mogę coś wynieść. Uwielbiam historie z przesłaniem życiowym i polecam ją każdemu, kto potrzebuje małego kopniaczka, żeby się podnieść, otworzyć szeroko oczy i zwrócić uwagę na to, co naprawdę jest ważne. 

Jak już wspomniałam poznajemy i śledzimy losy czwórki bohaterów, więc teraz skupię się na nich. Hollyn doznała strasznej straty, dziewczyna ledwie po przekroczeniu dwudziestki została wdową. Nie wspominając o tym, że stanem małżeńskim mogła cieszyć się zaledwie ponad rok. Jak przejść nad takim czymś do porządku dziennego? Jak otworzyć się na ludzi, będąc tak porażonym bólem, że nawet samo oddychanie boli? Tragedia? Ciężko mi sobie to wyobrazić, naprawdę ciężko. Nie da się opisać takiej straty, a jednak autorka podołała. Jednak do uczuć i emocji przejdę nieco później. Następnie Daisy, dziewczyna trzymana pod kloszem, nie znająca życia (kompletnie!). Słodka, niewinna, naiwna - łatwo ją wykorzystać. Daisy w przeciwieństwie do Hollyn, jest radosna, pozytywna i otwarta na wszystko... A mroczny Carter? Cóż, został wykiwany przez instytucję zwaną życiem, do której wszyscy należymy. Jego rodzicie nie byli przykładni, zaćpali się na śmierć... Wujek, zawsze traktował chłopaka jak zbędną rzecz, którą dostał za karę. W dodatku wykiwała go dziewczyna, i to jeszcze jak! Chłopak chce wyjść na prostą, ale wszyscy go do czegoś zmuszają... Czy poradzi sobie w programie Drugie życie? Jest jeszcze Jace, zaraz po Hollyn, jego historia poruszyła mnie całkowicie. Znany i ceniony sportowiec, który w tak młodym wieku odnosi sukcesy i jeden dzień, który zmienia wszystko. Nie wiem czy byłabym zdolna do tego, co zrobił ten chłopak, to cholernie ciężka decyzja, którą podjął, ale cholernie dobra. O tak. Jace'a polubiłam najbardziej. Chociaż Carter i jego buntowniczość również mnie przekonały, zabawny chłopak!

A teraz emocje. Nie pomyślałam, że Meghan Quinn wyzwoli we mnie taką burzę emocji. W tej książce dominuje żal, smutek, radość, niemoc, nadzieja, strach przed wyzwaniem... Cała masa tego wszystkiego, a najlepsze jest to, że autorka świetnie sobie z ukazaniem tego wszystkiego poradziła. Pokazała nam emocje, jakie towarzyszom żałobie, utracie, nadziei na lepsze życie oraz tłumieniu emocji w sobie. Swoim bohaterom dała nadzieję, ale wiecie co? Myślę, że tym przesłaniem "życie mamy tylko jedno i należy je wykorzystać najlepiej jak się da, będąc sobą" dała nadzieję też wielu swoim czytelnikom. W dodatku opisała nam też pokrótce swoją prawdziwą historię, czym zyskała w moich oczach podwójnie. 

A i małe ostrzeżenie, w książce znajdziecie sceny erotyczne, chociaż nie są one niesmaczne, wymuszone czy wrzucone ot tak, żeby tylko były. Chociaż moim zdaniem mogłoby ich nie być, to jednak nie mam nic przeciwko nim. 

Mogłabym powiedzieć, że przeczytałam tę książkę jednym tchem, ale niestety nie dało się tak jej czytać. Przynajmniej ja nie potrafiłam. Musiałam w pewnych momentach oddać się zadumie i zadawałam sobie pewne niewygodne pytania "co ja bym zrobiła na miejscu danego bohatera?/jak poradziłabym sobie z takim ciężarem?" i tak dalej. Drogie życie, nie jest książką lekką i przyjemną, ale na pewno jest książką mądrą. Czasami postaci działały mi na nerwy, ale starałam się je zrozumieć, w końcu każda z nich miała swoje przejścia i potrzebowała zmian, a wiadomo, niektóre zmiany wcale nie są łatwe.

Czy polecam Drogie życie? Cholera tak! Ja czekam na kolejną książkę autorki, mam nadzieję, że jakaś się pojawi i będzie równie dobra, jak ta.

niedziela, 25 czerwca 2017

"Serce ze szkła" Emma Scott


Dziękuję!
Kochałbym cię już zawsze, gdybym tylko miał szansę…
Kacey Dawson zawsze żyła na krawędzi – podejmowała impulsywne, czasem lekkomyślne decyzje. W tej chwili, jako wiodąca gitarzystka dobrze zapowiadającego się zespołu, stoi na progu sławy i bogactwa. Jednak porażka na koncercie w Las Vegas grozi całkowitym zrujnowaniem kariery. Dziewczyna budzi się z gigantycznym kacem, nie pamiętając zdarzeń ubiegłej nocy ani tego, w jaki sposób skończyła na kanapie u swojego kierowcy…

Jonahowi Fletcherowi kończy się czas. Zdaje sobie sprawę, że jego sytuacja jest beznadziejna, więc przyrzeka sobie, by jak najlepiej wykorzystać pozostałe mu miesiące. Ma jeszcze w planach zobaczyć wystawę swojej instalacji ze szkła w prestiżowej galerii sztuki… Nie planował natomiast zakochać się w nieokrzesanej, nieprzewidywalnej rockmence, która usnęła po imprezie w jego domu.

Jonah dostrzega, że Kacey zmierza ku zatraceniu. Pozwala jej zostać u siebie przez kilka dni, by zdołała wytrzeźwieć, doprowadzić się do porządku i pozbierać myśli.
Żadne z nich nie spodziewa się, że poczują coś głębokiego, czystego i ważnego… Coś kruchego jak szkło, co pod koniec może się roztrzaskać na milion kawałków bez względu na to, jak mocno będą starali się to trzymać.

To historia o tym, co znaczy kochać całym sercem, poświęcić się, doświadczyć gwałtownej radości i bezbrzeżnego smutku. Opowiada o życiu w pięknie i bólu, aby na koniec móc uśmiechać się przez łzy i wiedzieć, że niczego by się nie zmieniło. 

Oto książka, która swoim zakończeniem złamała mi serce. Wszystkiemu ona winna, tym łzom, smutkowi, moim dziwnym myślom i tym kołataniom serca. Emmo Scott, jak mogłaś mi to zrobić?!
A tak poważnie, to Serce ze szkła, jest przepiękną i chwytającą za serce wrażliwców książką, którą pokochałam, chociaż nie od początku treść mnie przekonała. Jak to ze mną i z tą książką było?

 Początek poruszył mnie i wiedziałam, że Jonah jest cudownym facetem, których coraz mniej na tym świecie. Serio. Polubiłam go w tej samej chwili, kiedy kończył pierwsze zdanie w dialogu z bliskimi. Już wiedziałam, że ten chłopak zawładnie moim sercem i wiecie co? Nie myliłam się. Świetny mężczyzna, który - jestem tego pewna - zawładnie i Waszymi sercami, drogie czytelniczki.
A co z Kacey? Muszę przyznać, że nie od początku się polubiłyśmy. Kacey należy do tej grupy bohaterek książkowych, które ciężko sklasyfikować. Przez połowę książki podchodziłam do niej sceptycznie. Nie polubiłam jej na tyle, żeby jej kibicować. Ale wiecie co? Dziewczyna należy do tej grupy postaci, które przechodzą ogromne zmiany i właśnie taka jest K. I koniec końców, polubiłam ją, i to bardzo.

Serce ze szkła, to historia, która nie należy do tych łatwych, zabawnych i do końca przyjemnych. Owszem, bywają zabawne sytuacje i jest ogrom pozytywów, ale jest też moc żalu, niepokoju i smutku. Ta książka może dać kopa czytającemu, który się całkowicie na nią otworzy. Jeśli znacie Promyczka i Gusa, to myślę, że można je do siebie porównać. Wszystkie trzy są, jak dla mnie, historiami rewelacyjnymi, o których nie można zapomnieć.

W tej historii jest tyle pięknych słów. Tyle pięknych gestów bohaterów... Tyle emocji, barw i swego rodzaju mocy, że ciężko to ogarnąć. Po przeczytaniu Serca ze szkła, usiadłam i w mojej głowie włączył się tryb "refleksja". Nie mogłam przestać o niej myśleć. Nawet kiedy zaczęłam czytać kolejną książkę, ciągle w mojej głowie i sercu gościło Serce ze szkła.

Czy polecam? A jak myślicie? Gorąco polecam! 

YOU ARE
MY UNIVERSE
❤

środa, 7 czerwca 2017

"Tysiąc pocałunków" Tillie Cole

Dziękuję!

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia…
 Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie.
 Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.
 Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?
Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.

Uwielbiam książki wydawnictwa Filia. Uwielbiam to, w jakich szatach graficznych wydają swoje książki (szkoda, że nie w twardych, albo chociaż ze skrzydełkami, ale co zrobić!). O książce Tysiąc pocałunków słyszałam i czytałam wiele. Same pozytywy i to, żebym przygotowała się w tony chusteczek, bo ta historia, to wyciskacz łez. Nie myślałam, że po Promyczku coś wyciśnie ze mnie tyle łez, a jednak. Wiecie... Tillie Cole potrafiła mnie wzruszyć swoją poprzednią książką Raze, tyle, że była to mocna historia okraszona sporą dawką erotyzmu. A tutaj? Bum bum i czyste uczucia, bez siły, bez przemocy, bez wulgaryzmów... Coś pięknego, ciepłego, smutnego i wzruszającego. Naprawdę jestem zakochana w tej książce.  

Początek mnie oczarował totalnie. Można powiedzieć, że przepadłam już od pierwszych stron. Chociaż, gdzieś tak pośrodku tejże powieści coś mi nie zagrało. Sama nie wiem co, ale było coś nie tak. Jakiś zgrzyt pomiędzy moim odbiorem a treścią. Niemniej było to chwilowe niedogranie, bowiem chwilę później oczy mi się zaszkliły, serce mocniej zabiło i wszystko wróciło do normy. Prócz moich emocji. Tillie Cole roztrzaskała moje serce... Nie sądziłam, że jej się to powiedzie, a jednak. Wszystkie słowa na temat tego, że Tysiąc pocałunków łamie serca i wyciska łzy, były prawdziwe! Chociaż w zasadzie nie wylałam potoku łez, to jednak wewnętrznie zadziało się naprawdę wiele.

On: wojownik od małego. Wiking jak się patrzy, silny charakter, upartość, powaga, mroczność, tajemniczość, chęć walki o swoje. 
Ona: niewinna, słodka, spokojna, subtelna, urocza dziewczyna o wielkim sercu, które należy tylko do Niego. 
Łączy ich wszystko, a dzieli przeszłość, którą da się pokonać. Jednak jest coś, czego pokonać się nie da. Utracony czas i brak czasu - te dwa czynniki sprawiają, że kluczowy wątek tak bardzo zagra na uczuciach czytelnika. Ogarnie go pewna niemoc, żal, smutek... A może nawet nadzieja? Cholera jasna! Cole, tak się nie robi no! Nawet pisząc tę opinię serce mnie boli, kiedy przypominam sobie ostatnie strony. Tak się po prostu nie robi.

Tysiąc pocałunków, to historia jakich niewiele. Historia, która jest tak prawdziwa, jakby napisało ją życie. Każda szanująca się romantyczka powinna ją przeczytać. Oczywiście przygotować się w chusteczki, bo mogą się przydać, w ramię - gdzieś trzeba się wypłakać i przygotować na pogrom emocji - to nieuniknione. 

Jest to cudowna, urocza i smutna historia dwojga zakochanych i oddanych sobie całkowicie osób. Historia, która mówi nam, jak wielka jest moc miłości i oddania. Jak ważne są obietnice i jak ważne jest to, by je dotrzymać. Rune i Poppy pokażą Wam jak to wszystko powinno wyglądać, tyle, że coś im przeszkodzi. Czy jest to książka z happy endem? I tak, i nie. Zależy jak odbierzecie lekcję życia, jaką da Wam autorka wraz ze swoimi bohaterami. Ja cholernie mocno Wam ją polecam!

wtorek, 11 kwietnia 2017

"Co przyniesie wieczność" Jennifer L. Armentrout


Dziękuję!

Dla niektórych cisza jest bronią, ale Mallory „Myszce” Dodge służy ona jako pancerz ochronny. W dzieciństwie nauczyła się, że lepiej jest zachować milczenie. I choć minęły już cztery lata od kiedy jej koszmar się skończył, dziewczyna zaczyna się martwić, że strach będzie ją paraliżował do końca życia.
Teraz, po latach indywidualnego nauczania pod troskliwym okiem przybranych rodziców, Mallory musi się zmierzyć z nowym wyzwaniem – ostatnią klasą w publicznej szkole średniej. Żaden ze scenariuszy, które sobie stworzyła, nie zakładał, że pierwszego dnia nauki wpadnie na Ridera Starka, niewidzianego od lat przyjaciela i opiekuna.
Dziewczyna uświadamia sobie, że ich więź przetrwała. Okazuje się jednak, że nie tylko Mallory zmaga się z demonami przeszłości. Widząc, że życie wymyka się Riderowi spod kontroli, staje ona w obliczu wyboru pomiędzy dalszym milczeniem, a walką o kogoś, kogo kocha, o życie, jakiego pragnie, i prawdę, która musi zostać ujawniona.

W końcu trafiłam na książkę Jennifer L. Armentrout, która mi się podobała! Cieszę się, bo nie ukrywajmy (a wręcz cieszmy się!), książka ta jest sporą cegiełką. W ogóle, czy ta okładka nie jest piękna? Nie mogę przestać się nią zachwycać. A przecież nie jest szczególnie wyszukana... Ale te kolory, te dłonie - cały przekaz na okładce. Super! Czasami żałuję, że Filia nie pokusi się o wydawanie niektórych swoich książek w twardej oprawie. To byłaby pełnia szczęścia.

Klimatem i treścią przypomina sławne i kochane przez wiele czytelniczek Hopeless. Nastolatkowie pokrzywdzeni przez los. Jedna milcząca dziewczyna i jeden tajemniczy chłopak. Znają się od dzieciństwa. On chronił ją przed złem. Ona po prostu go kochała. Jedno wydarzenie sprawiło, że zostali rozdzieleni. Zadziwiające, że potrafili żyć bez siebie. W tej samotni. W świecie, który ich nie rozumie. Po tym, kiedy los spłatał im figla, rozdzielając ich, teraz moneta się odwróciła i przyszedł czas na spotkanie. Mallory, milcząca, cicha, szara myszka, której strach przysłonił radość życia w końcu może odetchnąć... Jej bohater wrócił. Jednak czy wszystko jest takie, jakie chciałaby aby było? Rider się zmienił, znalazł dziewczynę... I ma swoje tajemnice. Czy w jego życiu jest miejsce dla Mal?

Bardzo podoba mi się pomysł, jak i jego wykorzystanie. Autorka pokazała nam na przykładzie swoich postaci, jak łatwo można się rozsypać, a jak ciężko później wszystko posklejać w całość. Przyznaję, że w pewnym momencie, gdzieś w pierwszej połowie książki, zastanowiłam się, czy aby na pewno fajnie się to rozwinie. Czy aby na pewno zapałam większą sympatią do bohaterów... I, czy wczuję się w treść. Obawy szybko się jednak rozwiały. Bohaterów pokochałam. Rozwinęło się idealnie, a czy się wczułam? Emocji było bez liku i ciężko byłoby stwierdzić, że się nie wczułam. Otworzyłam się na treść, na te uczucia i relacje bohaterów - nie dało się inaczej. Czasami zachowanie Mallory lekko mnie denerwowało, ale zaraz przypominałam sobie, co ta biedna dziewczyna przeżyła i pomyślałam, że ma prawo zachowywać się tak, a nie inaczej. 

Jest miłość, jest smutek, radość, rozpacz... Są świetnie i dogłębnie przedstawieni bohaterowie. Jest poruszająca historia napisana fajnym i lekkim tonem. A najważniejsze -  autorka nie przerysowała ani dramatu, ani wątku miłosnego. Wszystko jest w punkt! Jak dla mnie, jest idealnie. Gorąco polecam i czekam na kolejne tego typu, książki autorki. Wiem, że na pewno mi się spodobają!

niedziela, 5 marca 2017

"Gniew i świt" Renee Ahdieh


Dziękuję!
Epicka historia miłosna inspirowana „Księgą Tysiąca i Jednej Nocy”.

Jedno życie, jeden świt.

W krainie rządzonej przez młodego, żądnego krwi władcę, każdy poranek przynosi cierpienie kolejnej rodzinie. Chalid, osiemnastoletni kalif Chorasanu, jest potworem. Co noc bierze sobie nową małżonkę, by o poranku owinąć jedwabny sznur wokół jej szyi. Kiedy ofiarą Chalida pada szesnastoletnia przyjaciółka Szahrzad, dziewczyna poprzysięga mu zemstę i zgłasza się na jego kolejną oblubienicę. Szahrzad zamierza nie tylko ujść z życiem, ale też raz na zawsze zakończyć okrutne panowanie kalifa.


Noc za nocą Szahrzad mami Chalida, snując zachwycające historie, i odwleka swój koniec, choć doskonale zdaje sobie sprawę, że kolejny świt może okazać się jej ostatnim.

Z czasem dziewczyna zaczyna rozumieć, że w pałacu z marmuru i kamienia nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Szahrzad zamierza odkryć prawdę. Jest gotowa odebrać życie Chalida i tym samym odpłacić mu za tak wiele skradzionych istnień.

Czy miłość zwycięży w świecie pełnym niesamowitych historii i mrocznych sekretów?

O tej książce słyszałam już od dawna. Głównie dzięki zagranicznym książkoholikom, którzy zachwycali oraz zachwycają się nią, co rusz! Kiedy dowiedziałam się, że zostanie u nas wydana, nie mogłam się jej doczekać. A kiedy przybyła do mnie, taka piękna, czerwona (chociaż szkoda, że nie jest to wydanie takie jak zagraniczne), nie mogłam się jej oprzeć. Byłam ciekawa, co też jest w niej takiego wspaniałego i, czy ja również będę pod jej urokiem. I jak?

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby Księgi tysiąca i jednej nocy. Znacie? Lubicie? Bo wiecie... "Gniew i świt" jest inspirowana tą historią. Dzięki temu jest taka magiczna... Taka czarująca. Oj tak. Historia, jaką napisała Renee Ahdieh oczarowała mnie całkowicie. Jestem nadal pod jej urokiem i nie mogę przestać o niej myśleć. Nie mogę przestać myśleć o tym zakończeniu (jak to!) i o tym, co będzie w kolejnej części (chcę już!).  

Ja nie wiem jak ja przetrwam do premiery kolejnego tomu. Nie wiem!

Zacznę od mojej ulubionej kwestii, jeśli chodzi o tę powieść. A mianowicie o postaci, które są świetnie wykreowane. Postaci, które obdarzyłam ogromną sympatią... Nie wiem nawet od której zacząć. Czy od  Shahrzad, której osobowość, siła, inteligencja, charyzma i w ogóle - wszystko - mnie przekonało. Czy może od potwora Chalida, nieustępliwego, potężnego władcy  Chorasanu, który przechodzi pewną zmianę... A może od złośliwego zawadiaki i flirciarza, jakim jest kuzyn kalifa? Czy może równie złośliwą, ale i ciepłą służkę Sharzad? A może Tarik... Oj mogłabym wymieniać i wymieniać, ale naprawdę doceniam każdą jedną postać, jaką stworzyła autorka. Poruszyły mnie ich losy i wciągnęłam się w tę historię całkowicie.

Owszem, bez schematów się nie obyło, jednak jak przeważnie mnie drażnią, tym razem kompletnie mnie nie zraziły, co więcej, jakoś nie zwracałam na nie większej uwagi... Bowiem całość jej, skupiłam na relacji potwora i pięknej Szazi. Autorka stopniowo rozpalała uczucie pomiędzy bohaterami. Nie na hop siup... Nie. I to było naprawdę fajne, chociaż finał tej relacji, był do przewidzenia. Niemniej i tak się cieszę, że wyszło tak, a nie inaczej.

Klimat, jaki stworzyła autorka kupił mnie całkowicie. Te stroje, opisy miejsc, wydarzeń... Zachowanie bohaterów, wszystko idealnie się ze sobą skomponowało, a ja biorę to w całości. Tak, moi drodzy. Zachwalam, bo jestem całkowicie zauroczona niniejszą powieścią. Magia, miłość, poświęcenie, zemsta... To wszystko i jeszcze więcej w "Gniew i świt". Polecam gorąco i czekam na drugi tom!

piątek, 24 lutego 2017

"Kiedy pozostaje żal" Lisa De Jong


Dziękuję!
Miałam zaplanowane całe życie. Idealny chłopak. Świetni przyjaciele. Wszystko układało się dokładnie po mojej myśli.
 Było tak aż do pewnej feralnej nocy, z której nic nie mogę sobie przypomnieć. To wszystko moja wina, a teraz zostały mi po nim jedynie wspomnienia.
 Tonęłam w wyrzutach sumienia, póki Sam Shea nie wrócił do mojego życia i nie pomógł mi się pozbierać. Powoli otworzył moje serce i zamieszkał w nim, zanim się zorientowałam, co właściwie się dzieje. Wiem, że na niego nie zasługuję.
 Próbuję poukładać swoje życie na nowo, ale zaczynają wracać do mnie okruchy wspomnień z tamtej pamiętnej nocy. Kłamstwa i sekrety powoli niszczą wszystko, co dla mnie drogie.
Okazuje się, że być może nie jestem jedyną, która powinna czegoś żałować.
Zaczęłam ją i skończyłam tego samego dnia. Czy dlatego, że była taka dobra? A może wciągająca? Czy też tak dobrze napisana?

"Kiedy pozostaje żal" to trzecia odsłona serii Rains. Poprzednie części na pewno znacie, a jeśli nie, to myślę, że warto je poznać. Pamiętam jak pierwszy tom mi się podobał, a co do drugiego miałam małe "ale". Zastanawiałam się jak wypadnie tom trzeci. I wiecie co? Cholernie mi się podobał. Trafił idealnie w punkt, jeśli chodziło o czas i zapotrzebowanie akurat na taką lekturę. Nieco gorzką, ale lekką i, w gruncie rzeczy przyjemną. Dlatego nawet się nie obejrzałam, a już przewróciłam ostatnią stronę tej historii i trochę żałowałam, że to już koniec. 

Początek tej historii był smutny, chociaż właściwie książki tego typu nigdy nie zaczynają się lekko, zwiewnie i przyjemnie.  Zapowiadało się na emocjonującą i wzruszającą lekturę, która wciąga i zmusza do pewnych refleksji... Tak było na początku... Szkoda, że później te emocje jakoś tak... Opadły i nie były tak odczuwalne, jak wcześniej. A szkoda, bo ja lubię, kiedy takie powieści mnie poruszają. Nie można mieć wszystkiego.

Jeśli jednak chodzi o bohaterów i ich przygodę, to muszę przyznać, że jestem zadowolona. Bardzo polubiłam Sama, który swoją szczerością i prawdziwością podbił moje serce. Jeśli chodzi o Rachel, to owszem darzyłam ją sympatią, ale nie wywołała we mnie jakichś większych emocji. Nie powiem na nią złego słowa, bo postacią jest naprawdę fajną, ale czegoś mi brakowało. Tego czegoś, co sprawiłoby, że odczuwałabym jej upadki, wzloty i smutki. Sama nie wiem...

Lisa De Jong należy do autorek, po książki których sięgam nawet w ciemno. Bardzo przypadła mi do gustu seria Rains i nie mogę doczekać się kolejnych jej książek. Są poruszające - jedne bardziej, inne mniej - lekkie i przyjemne. Mają pewną świeżość i nie chodzi mi o brak schematu, po prostu historie są tak fajnie napisane, że czyta się je tak dobrze i dociera się do zakończenia z pewnym zaskoczeniem "to już?!".

Polecam serię Rains każdej dziewczynie, kobiecie, która lubuje się w takich klimatach. Poza tym sądzę, że osobno te powieści też można czytać. Owszem są pewne nawiązania do tomów poprzednich, ale brak ich znajomości, nie jest  odczuwalny. Niemniej polecam zacząć od jedynki, bo w końcu każda ma to coś!

czwartek, 2 lutego 2017

"Ogień, który ich spala" Brittainy C. Cherry

Dziękuję!


Był sobie kiedyś chłopiec, którego pokochałam.
 Logan Francis Silverstone był moim zupełnym przeciwieństwem. Kiedy tańczyłam jak urzeczona, on podpierał ścianę. Przeważnie milczał, podczas gdy mnie trudno było uciszyć. Uśmiech przychodził mu z wysiłkiem, natomiast ja unikałam smutku.
 Pewnej nocy dostrzegłam ciemność, która czaiła się głęboko w nim.
Każdemu z nas czegoś brakowało, jednak razem mieliśmy wszystko. Z obojgiem było coś nie tak, ale obok siebie zawsze czuliśmy, że wszystko jest jak należy. Byliśmy jak spadające gwiazdy przecinające nocne niebo w poszukiwaniu życzenia, modlące się o lepsze jutro.
Aż do dnia, w którym go straciłam. Jedną pochopną decyzją zaprzepaścił nasz związek.
 Był sobie chłopiec, którego pokochałam.
I przez kilka krótkich chwil - trwających tyle co oddech, co szept - pomyślałam, że może i on mnie kocha.

Seria Żywioły wydawnictwa Filia jest emocjonalna, to na pewno. Jest też różnorodna, dajmy na to tom pierwszy Powietrze, którym oddycha był zupełnie inny od drugiego Ogień, który ich spala, ale równie dobry! Osobiście uważam oba te tomy za cudowne i zdania nie zmienię. Drugi tom serii Żywioły pochłonął mnie całkowicie, zupełnie tak jak ogień, który pochłania wszystko, co staje mu na drodze. Zaczęłam i skończyłam go tego samego dnia. Po prostu nie mogłam się oderwać! Ale przejdę do rzeczy i do tego, co mi się podobało. A może znajdzie się też jakiś minusik? Zapraszam do lektury.

Zacznę od tego, że ta książka nie jest lekka i przyjemna. Nie. Ona jest smutna, emocjonująca, czasami zabawna i czasami niezrozumiała... Ale jedno jest pewne - jest świetna! Przynajmniej moim zdaniem, a ostatnio naprawdę ciężko mi dogodzić. A już na pewno od dawna nie przeczytałam całej książki w jeden dzień, a to o czymś świadczy. Potrzebowałam tej ogromnej dawki emocjonalnej, jaką niesie ze sobą Ogień, który ich spala. Swoją drogą nie do końca spodziewałam się tego, co otrzymałam. To znaczy, spodziewałam się dobrej lektury, ale nie tak zaskakującej. Owszem, schematy również się znalazły, ale wiecie co? Nawet niespecjalnie zwracałam na nie uwagę, bo bohaterowie i ich problemy były po prostu ważniejsze. 

Jeśli już o problemach zaczęłam, to o nich napiszę coś więcej. Poznając Logana, wiedziałam, że okaże się on niezłym ziółkiem, ale też dobrym chłopakiem. Dopiero później wyszło szydło z worka. Owszem chłopakiem w głębi duszy jest dobrym, ale potrafi być okrutny. Autorka z początku ukazała go jako słabego chłopaka, który walcząc z własnymi demonami, zatraca się w ciemności. W drugiej części poznajemy nowego Logana. Mężczyznę, który walcząc z demonami, odnalazł własne ja. Pomimo tego, jak okropny był Logan i tego, jak traktował innych, było w nim coś, co mnie do niego przyciągało. I chociaż często negowałam jego zachowanie, i tak wzbudzał we mnie sympatię, co raczej rzadko ma u mnie miejsce. Jeśli jakiś bohater "przegra" sobie u mnie na początku, to ciężko później mi się do niego przekonać, a tutaj niespodzianka!

Poza Loganem jest również Alyssa, dziewczyna z dobrego domu, która była dla Logana ogromnym wsparciem. Jako przyjaciele różnili się od siebie całkowicie i statusem społecznym, i osobowościami, a jednak przeciwieństwa się przyciągają. Alyssa jako dziewczyna z dobrego domu, "powinna" być szcześliwa, bo przecież niczego jej nie brakuje. Jednak gdy poznajemy ją bliżej, dowiadujemy się, jak mylne może być pierwsze wrażenie. Zresztą, to samo można powiedzieć o chłopcu, którego pokochała. Przyznam, że Alyssa czasami mnie drażniła tym, jak łaknęła uwagi Logana, często wychodząc przy tym na głupiutką. Niemniej w gruncie rzeczy jest mądrą, oddaną i silną dziewczyną, która walczy o swoje szczęście. Dlatego te nieliczne chwile, w których mnie drażniło jej zachowanie zastępuję tymi, które zyskały mą sympatię.

Są też postaci poboczne, jak brat Logana, Kellan którego wątek również jest w pewnym momencie tym kluczowym i bardzo wzruszającym. Jest również narzeczona Kellana, Erika, która ma bardzo interesujący nawyk (poznacie go sami) i, która jest przykładem wiernej i oddanej swemu mężczyźnie, kobiety. Ich miłość jest ogromnym pozytywem tej powieści. Są również i czarne charaktery, jak ojciec Logana, który odzwierciedla sobą wszystko, co najgorsze... Oraz matka Kellana i Logana, która niby nie do końca jest czarnym charakterem, ale jakoś nie potrafiłam jej polubić, po akcjach, jakie wyczyniała.

Tak... Właściwie o postaciach powiedziałam całkiem sporo, a przy tym również o samej fabule. A jak oceniam ich kreację? Nie mam jej nic do zarzucenia i przyznać muszę, że każdy z bohaterów odgrywa świetnie swoją rolę. A już na pewno każdy został w najmniejszym szczególe dopracowany. 

Jest tutaj też wielka i wyniszczająca miłość... Właściwie, to ona gra tutaj pierwsze skrzypce... Nie powiem o niej więcej, ponieważ sądzę, że powinniście sami poznać całą historię od podstaw. A nawet nalegam.

Brittainy C. Cherry po raz kolejny sprawiła, że w mych oczach zaświeciły się łzy, a serce mocniej zabiło. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu tej serii. Niewątpliwie zajmuje ona ważne miejsce w moim czytelniczym sercu. Osobiście polecam gorąco! Jeśli lubicie wciągające historie, w których nie jest kolorowo i ciągle wesoło... Książki, które nie są banalne, a historie bohaterów ściskają za serce, to nie tylko Ogień, który ich spala, ale również Powietrze, którym oddycha powinno Wam się spodobać.

czwartek, 3 listopada 2016

"Kiedy wszystko się zmienia" Lisa De Jong


Dziękuję!

Nieustannie pozwalałam, by przeszłość determinowała moją przyszłość. Ale nie zamierzam się więcej poddawać.
 Drake’a Chambersa cechuje tak wielka arogancja, jak mnie upór. Jest gwiazdą boiska, rozgrywającym w studenckiej drużynie futbolowej znanym w całym kraju. Myślałam, że jest taki jak wszyscy... Że to chłopak, którego powinna omijać z daleka każda dziewczyna. Odkryłam jednak, że na jego barkach spoczywa nie tylko ciężar prowadzenia drużyny.
 Drake wyznał mi swoje uczucia z nadzieją, że i ja od dawna coś do niego czuję. Sądziłam, że odnaleźliśmy szczęście, jednak przeszłość zawsze znajdzie sposób, by wpłynąć na teraźniejszość.
Z jedną decyzją wszystko może się zmienić... już na zawsze.
Dopiero drugi tom z serii "Rains" zmusił mnie do przeczytania pierwszego. Prawda, mogłam przeczytać "Kiedy wszystko się zmienia" bez znajomości "Kiedy pada deszcz" ale nie wiem czemu, poczułam, że muszę zapoznać się z pierwszym tomem. I dzięki temu mam porównanie. A tom drugi w porównaniu z pierwszym wyszedł ciutkę słabszy. Takie mam wrażenie. Ale... No właśnie, jest jakieś "ale", a żeby je poznać, zapraszam do dalszej części niniejszej opinii.

Seria Lisy De Jong "Rains"jest bardzo dobra. Pierwszy tom bardziej przypadł mi do gustu, co nie znaczy, że drugi był słaby - nie był. Miał po prostu inny wydźwięk. Jestem bardzo ciekawa kolejnego tomu i mam nadzieję, że mnie zaskoczy! "Ruins" to typowa seria NA, więc jeśli lubujecie się w takich treściach, to na pewno przypadnie Wam ona do gustu.

"Kiedy pada deszcz" posiadała pewne schematy, ale jednak nie powiedziałabym, że schemat gonił schemat. Jeśli chodzi o "Kiedy wszystko się zmienia", to muszę przyznać, że więcej schematów w niej wyłapałam. Wiadome, że sięgając po takie książki nie oczekuje się jakiegoś wielkiego "WOW", niemniej zawsze oczekuję, że będzie jakieś mniejsze zaskoczenie. Czy to emocjonalnością, bohaterami, czy wydarzeniami, które mnie zatkają. I przez większą część "Kiedy wszystko się zmienia" niestety niczym mnie nie zaskoczyła. Nie było nawet pomniejszych "wow", aż do pewnego momentu. Pod koniec zaczęło się coś dziać, a wydarzenia mnie zaskoczyły. Szkoda, że trzeba było tyle czekać, ale w zasadzie książkę bardzo szybko i przyjemnie się czyta, więc dobrnęłam do tego "WOW" bez większych opóźnień. 

Jeśli chodzi o postaci. Hm... przyznaję, że ciężko było mi się do nich przekonać. Zwłaszcza do Drake'a. Miał być arogancki, zabawny i charyzmatyczny chłopak - przynajmniej ja na takiego liczyłam. A otrzymałam zmiennego i męczącego chłopca, który sam nie wie czego chce. Zazwyczaj psioczę na te same aspekty, tyle, że prawie zawsze chodzi mi o bohaterki. Tym razem coś nowego - psioczę na bohatera. Były momenty, kiedy myślałam "o nareszcie się ogarnął" i bum. Psikus! Wcale się nie ogarnął, do samego końca był mało ogarnięty. A szkoda. Jeśli chodzi o Emery, w zasadzie nie będę się jej czepiała. Mimo tego, że Drake mnie trochę irytował, to kurczę... I tak go polubiłam, więc koniec końców nie uprzykrzył mi tak życia.

Podobał mi się podział rozdziałów na punkt widzenia postaci. W poprzednim tomie tego nie było i ciutkę mi tego brakowało. Dlatego duży plus za to, że mogłam poznać punkt myślenia zarówno Drake'a jak i Emery.

Polubiłam serię "Rains" i polecam ją każdemu, kto lubuję się w tego typu powieściach. Ja mimo, że trochę marudzę na tom drugi, to i tak polubiłam książki Lisy De Jong. Jestem ogromnie ciekawa kolejnego tomu, bo mam nadzieję, że takowy będzie. 

piątek, 21 października 2016

"Raze" Tille Cole

Dziękuję!

Aby przeżyć, musi zabijać...
Raze, szkolony w niewoli, aby okaleczać i zabijać, więzień numer 818, którego losem rządzi okrucieństwo i śmierć.
Po latach niewoli w piekle w głowie kołacze mu się tylko jedna myśl: zemsta. Krwawa, powolna, brutalna zemsta.
Zemsta na człowieku, który skłamał.
Na człowieku, który go skrzywdził.
 Który go skazał i zmienił w pałającą wściekłością maszynę do zabijania. Potwora odartego z człowieczeństwa.
Kisa jest jedyną córką Kirilla „Silencera” Volkova, przywódcy niesławnej „Trójcy” bossów rosyjskiej Braci w Nowym Jorku. Jest chroniona, choć tak naprawdę żyje w więzieniu bez krat.
 Kisa marzy o wolności.
 Zna jedynie okrucieństwo i poczucie straty. Pracuje jako managerka imperium śmierci swojego papy, a jej codzienność wypełniają jedynie smutek i ból. Jej narzeczony, Alik, kontroluje każdy aspekt życia Kisy, panuje nad każdą jej decyzją i pilnuje, by pozostała uległa i martwa w środku. Ale jeden wieczór wszystko to zmienia.
 Kisa wpada na ulicy na wytatuowanego i pokrytego bliznami mężczyznę, który obudzi w niej głęboko skrywane uczucia. Pragnienia znajome, choć zakazane.
 Dziewczyna od razu wie, że wpadła w tarapaty. Piękny i groźny mężczyzna ma w oczach śmierć.
Kisa ma na jego punkcie obsesję. Pragnie go. Łaknie jego dotyku. Musi zdobyć tego tajemniczego mężczyznę, którego zwą Raze.

Chciałam na wstępie zaznaczyć, że "Raze" nie jest moją pierwszą książką dark erotic, więc stwierdziłam, że fajnie będzie porównać ją do tych, które kiedyś czytałam. Sprawdzić, czy w tym temacie coś ruszyło do przodu. Czy też autorzy trzymają się utartych schematów. I bum! Już po pierwszych stronach "Raze" wiedziałam, że będzie to mega emocjonująca powieść. Nie są to emocje typu: wzruszenie do łez, uśmiechy i porywy serca z cyklu "ach jakie to urocze". Nie. To dawka emocjonalna z cyklu dark emotion.  I jeśli ktoś nie jest przygotowany na brutalność, erotyczność, przekleństwa, krew i ogólnie wielki bum! To sądzę, że powinien się zastanowić, czy chce sięgnąć po tę książkę. Chociaż... Sama jestem wrażliwcem, troszeczkę obawiałam się tej książki, ale kurczę... Bardzo mi się spodobała. Gdyby nie te brutalne sceny erotyczne, to powiedziałabym, że książkę polecić mogę każdemu. Jednak polecę ją tylko i wyłącznie dojrzałym osobnikom.

Tak, o emocjach wspomniałam. Te soczyste opisy nieźle działają na czytelnika. Podoba mi się oczywiście pomysł. Mafijne rodziny, walki na śmierć i życie. Porachunki z przeszłością i wrogami, a w tym wszystkim szczypta prawdziwej miłości. Można pomyśleć, że tego jest całkiem sporo, że może z tego wyszedł taki misz masz. Ale nie bójcie się, autorka świetnie sobie poradziła z mnogością wątków. Wydarzenia są dobrze przedstawione. Opisy krótkie, acz treściwe i w zasadzie oddające wszystko w idealnych barwach.

Podobały mi się te powroty do przeszłości bohaterów. Dzięki temu zabiegowi mogłam ich lepiej poznać. To samo tyczy się podziału książki na punkt widzenia Kisy i Raze'a. Bardzo fajny zabieg stylistyczny, który pomaga czytelnikowi zrozumieć bohaterów książki. 

Jednak... Mam małe "ale". Zabrakło mi tutaj rozwinięć... Rozwinięcia niektórych postaci - na ten przykład Alik czy Kisa, która jest główną bohaterką. Wszystko tak jakby skupia się na bohaterze tytułowym, chociaż w zasadzie może taki właśnie był zamysł autorki? Nie wiem. Historia Raze'a została przedstawiona najlepiej, ale też zabrakło mi tutaj "tego czegoś". Nie zrozumcie mnie źle, poczułam sympatię do niego i ogromnie współczułam mu tego, co go spotkało, ale jakoś... Za mało mi tego. Czuję lekki niedosyt. Mam jednak nadzieję, że Seria Poranione Dusze nasyci mnie w pełni. Toż to dopiero pierwszy tom. 

Dla tej książki zarwałam noc, więc pomimo mojego małego "ale", książka mną zawładnęła. Nie mogłam się od niej oderwać. Odłożyłam ją, zgasiłam lampkę nocną i... No właśnie. Sen nie przychodził, bo ciągle myślałam "Raze... i co dalej?!". I włączałam lampkę, brałam książkę i czytałam, póki nie skończyłam. Tak to już bywa ze mną i z dobrymi książkami. Nie mogę się im oprzeć. 

poniedziałek, 19 września 2016

"Gus" Kim Holden

Oto historia Gusa.
Opowiada o zagubieniu.
O odnalezieniu.
I o stopniowym procesie uzdrawiania.

Szczerze mówiąc, nie wiem już jak żyć.
Promyczek nie była tylko moją najlepszą przyjaciółką,
była moją drugą połówką.
Drugą połową mojego umysłu,
mojego sumienia, mojego poczucia humoru,
mojej kreatywności…
Była drugą połową mojego serca.
W jaki sposób człowiek może wrócić
do swoich zajęć, jeśli na zawsze stracił połowę siebie?

"Gus" to jakby uzupełnienie "Promyczka". Ukojenie czytelniczych serc i uspokojenie ich myśli. Jeśli czytaliście moją recenzję "Promyczka" i śledzicie mojego instagrama, to wiecie jak bardzo mi się ta historia podobała. Jak wiele emocji wywołała i jak ogromne wrażenie na mnie wywarła. Ja nie lubię tej książki... Ja ją kocham. Tak samo pokochałam historię Gustova. I chociaż jest ona zupełnie inna, to poruszyła mnie niemalże w ten sam sposób, co historia Kate. Nie wiem jak mam zabrać się za tę recenzję nie zdradzając w niej ważnych elementów z "Promyczka"... Postaram się, ale może nie obyć się bez spoilerów...

Historia Promyczka poruszyła mnie do głębi. I chociaż nie zapowiadało się na rozdzierające serce emocje od samego początku, to nadszedł w książce ten moment, po którym nie mogłam dojść do siebie. Wiedziałam, że z książką "Gus", będzie inaczej. Inna cholera zżera bohatera (nawet nie czuję, jak rymuję), niszczy go od środka... Jednak obie te książki mają w sobie ogrom pozytywnych znaczeń. Poruszają całą wiele wątków, które dotykają ludzi w prawdziwym świecie. Na ten przykład, Kate pokazała jak ważna jest chwila, jak należy się nią cieszyć, być pozytywną osobą i wyciągać z każdego dnia i, każdej chwili same pozytywy. Jak należy kochać, ufać i nie poddawać się. Pokazała, jak ważna jest przyjaźń, dobroć i wsparcie, nawet jeśli samemu ma się pod górkę.

Niewątpliwie Kim Holden przebiła w mojej ocenie wszystkie autorki podobnych historii. Zajęła w moim sercu numer jeden i nie sądzę, aby szybko ktoś ją z tego miejsca wygryzł. "Promyczek" i "Gus" są jednymi z najlepszych książek, jakie miałam okazję czytać - oczywiście książek, ze "swojego" gatunku. Pokochałam styl autorki, bohaterów, ich historię i to, jak autorce udało się mnie rozwalić na małe, emocjonalne kawałeczki, a potem skleić w całość. Historia Gus'a ukoiła moje serce, dała spokój moim myślom i była idealnym, potrzebnym uzupełnieniem. Bez dwóch zdań.

Przejdę może do moich konkretniejszych odczuć, względem książki "Gus". Przyznaję, że nie było łatwo wczuć się w tę historię od samego początku. Zapamiętałam Gus'a jako radosnego, silnego i charyzmatycznego chłopaka, który byłby idealnym przyjacielem, każdego z nas. A tutaj, poznałam wrak człowieka, który używkami i przygodnym seksem pragnął zabić smutek, żal, gorycz i cierpienie. To nie tak, że ja nie rozumiałam jego cierpienia, ale zastanawiałam się, kiedy chłopak otrząśnie się z tego wszystkiego, z tego marazmu i będzie żył tak, jakby chciał tego ktoś, kto bardzo go kochał. Ktoś, kto był dla niego całym światem. Gus potrzebował mocnego kopa w tyłek i daru od losu w postaci pewnej niewiasty. Niewiasty, której los również rzucił kłodę pod nogi, tyle, że nieco innego rodzaju. - Mam nadzieję, że zrozumiecie moją paplaninę, ale ciężko mi oddać i ubrać w słowa to wszystko, co kołacze mi się w głowie.

Autorka wprowadziła nową, interesującą postać kobiecą, którą bardzo polubiłam. A na imię jej Scout. Z początku wydawało mi się, że niespecjalnie zapałam ciepłymi uczuciami do tej dziewczyny, bo jakoś nieszczególnie do mnie przemawiała. Polubiłam ją chyba w tym samym momencie, co Gus. W momencie, w którym nieco bardziej się otworzyła, a ja dzięki temu ją poznałam. Wiecie... Scout, to taka tajemnicza osóbka, która nie miała lekko, ale która jakoś sobie radzi. Osóbka, która z biegiem fabuły daje się poznać czytelnikowi coraz lepiej i, która pomaga głównemu bohaterowi stanąć na nogi. W zasadzie, oboje stawiają siebie do pionu, po tym, jak życie zwaliło ich z nóg.

Nie chcąc zdradzić Wam niczego więcej i tym samym odbierać przyjemności z czytania, zachęcam Was do zapoznania się z tą historią. A jeśli jeszcze nie znacie historii Promyczka, to grzech! I koniecznie idźcie odkupić winy do księgarni, wychodząc z "Promyczkiem" w ręce, a najlepiej jeszcze w pakiecie z "Gus'em".