wtorek, 10 września 2013

"Na psa urok" Kevin Hearne

„Atticus O’Sullivan to gwiazda rockowa wśród magików – ten przystojny Irlandczyk to tak naprawdę ostatni z druidów. Polegając na swych nadprzyrodzonych mocach, wrodzonym sprycie i uroku osobistym, już od dwóch tysięcy lat ucieka przed pewnym celtyckim bogiem. Kiedy jednak w sennym miasteczku Tempe w Arizonie, gdzie się ostatnio zaszył, pojawia się ponętna bogini śmierci Morrigan, jako forpoczta celtyckiego panteonu, Atticus nie ma złudzeń – zanosi się na poważne kłopoty… ”
Książki urban fantasy pochłaniam w zadziwiająco szybkim tempie. Uwielbiam ten gatunek i nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby któraś z dotąd przeczytanych mnie zawiodła. Każda miała to „coś” i mam ogromną, trochę naiwną nadzieję, że nadal się na nich nie zawiodę. Dzisiaj przyszła kolej na recenzję książki Kevina Hearne’a „Na psa urok”. Tytuł niby niepozorny, a jednak treść bardzo ciekawa.

„Na psa urok” to pierwszy tom - rozpoczynający serię „Kroniki Żelaznego Druida”, opowiadającą o ostatnim żyjącym, niezwykle odważnym i śmiesznym druidzie – Atticusie O’Sullivanie. Autor serii początkowo mianował ją trylogią, ale – jak widać - nie wytrwał, i w księgarniach można znaleźć już 5 tomów. Ciekawe, ile będzie wszystkich, osobiście mam nadzieje, że jeszcze sporo, gdyż seria naprawdę przypadła mi do gustu. Co prawda tom pierwszy nie powalił mnie na kolana, nie był aż tak spektakularny, by dać mu najwyższą ocenę, ale i tak plasuje się na bardzo wysokim miejscu w moim zestawieniu najlepszych książek. Co podobało mi się w książce Hearne’a, a czego według mnie jej brakowało? O tym nieco niżej.

Poznajcie przystojnego Irlandczyka, który (nie)chcący nabawił się kłopotów. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że zadarł z nie kim innym, tylko z bogami. Co takiego zrobił nasz uroczy druid? Uległ pokusie posiadania miecza zwanego Fragrachem – należącego do jednego z potężniejszych celtyckich bogów – boga miłości, Aenghusa Óga. Ten nie zamierza jednak darować naszemu bohaterowi win za ten karygodny czyn. Knuje przeciwko niemu intrygę, najmuje oprychów, a nawet para się czarną magią. Wszystko wbrew Attictusowi. Na dobrą sprawę druid ukrywa się przed Aenghusem już dwa tysiące lat, ostatnio osiedlił się w spokojnym miasteczku Tempe w Arizonie i mieszka z gadającym psem… Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, tylko O’Sullivan jest w stanie zrozumieć swojego wilczarza irlandzkiego. Druidowi z pomocą przychodzi bogini śmierci Morrigan, jednak czy warto w takiej sytuacji bratać się z bogami?

Muszę przyznać, że zapowiadało się naprawdę ciekawie. Sądziłam nawet, że książka wywrze na mnie wielkie wrażenie, niestety, trochę się rozczarowałam – a tyle razy sobie powtarzam, by nie wymagać zbyt wiele od książek. Nie twierdzę jednak, że kompletnie mnie zawiodła. Po prostu miałam wobec niej nieco zbyt wygórowane oczekiwania. Może po lekturze „Na psa urok” nie było żadnych „ochów i achów”, ale naprawdę mi się podobała. Druid kontra celtycki bóg miłości – tego jeszcze nie było, dlatego wielki plus dla autora za niebanalny pomysł. Świetnie się bawiłam i sądzę, że kolejny tom będzie jeszcze lepszy, przynajmniej mam taką nadzieję.

Humor jest w tej książce bardzo charakterystycznym aspektem. Autor zarzuca nas śmiesznymi gagami, dialogami i wydarzeniami. Ja zawsze oczekuję po urban fantasy wielkich pokładów humoru i, jak na razie, się nie zawiodłam. Kolejnym plusem są bogowie – co prawda mogliby być odrobinę mroczniejsi, wyrazistsi, niemniej - nie narzekam. Główny bohater to niewątpliwie najmocniejsze ogniwo tej książki. Nie da się nie polubić tej sympatycznej postaci! Czasami śmieszyły mnie (nie w pozytywnym znaczeniu) rozmowy psa i jego pana w myślach – ale kiedy już się do nich przyzwyczaiłam, nie zwracałam na to specjalnej uwagi – i przede wszystkim polskie wiedźmy!

Teraz może coś z minusów. Opisy walk, w sumie to tak, jakby ich nie było. Raz, dwa, i po krzyku. Wolę jednak nieco bardziej rozbudowane motywy walk, tak żebym mogła poczuć dreszczyk emocji. Niestety tego mi zabrakło. Ponadto mozolnie tocząca się akcja – szkoda, że autor nie „popchnął” wszystkiego odrobinę bardziej, żeby tempo nie wydawało się aż tak męczące (a czasami niestety było). I chyba tyle, więcej grzechów nie znalazłam.

Ogólnie rzecz biorąc, książka jest ciekawa, warta przeczytania i powtórzę, że – mimo tych kilku mankamentów – plasuje się wysoko na mojej liście ulubionych. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak zabrać się za tom drugi, a Wam polecić pierwszy!

Recenzja ukazała się również na portalu Literatura.Juventum.pl

12 komentarzy:

  1. Czekałam na tę recenzję od chwili, gdy zobaczyłam na LC, że ją czytasz. Jak już kiedyś wspomniałam, uwielbiam urban fantasy i niedawno znalazłam tę książkę na półce w empiku. Teraz mogę ją z czystym sumieniem kupić (chociaż pewnie i tak bym to zrobiła :p). Mitologia celtycka to zdecydowany plus, uwielbiam takie klimaty. No dobra, uwielbiam każdą mitologię.
    Jeśli już mowa o męskich bohaterach w urban fantasy polecam gorąco serię Akta Dresdena. Jeśli nie czytałaś, zrób to koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i ostudziłaś mój entuzjazm

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostrzegę Cię tylko, że dwie pierwsze części były spoko ale reszta nie bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałabym zapoznać się z tą serią. Wydaje się bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się zakochałam w tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do Liebster Blogger Award.
    http://pomiedzyzycieaksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Liebster Blogger Award.
    http://pomiedzyzycieaksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Przy okazji premiery tomu V było o tej serii dość głośno, więc nabrałem na nią ochoty, zwłaszcza że znajoma ciągle mi ją poleca. :p

    Pozdrawiam,
    R

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak już to skuszę się na całą serię:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam tę serię! A tom pierwszy jest dla mnie najlepszy, ale za to dwójka jest najśmieszniejsza. Zaczęłam czytać cykl od razu po wydaniu pierwszego tomu więc nie naczytałam się wtedy wielu recenzji, jaka ona świetna jest - dlatego nie wymagałam od niej wiele i jest jedną z ulubionych. Bardziej zaczęłam czepiać się od tomu 3 :D Czytaj dwójkę koniecznie :D O i napisałaś w którymś akapicie Fragrach, a to jest Fragarach o ile się nie mylę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pamiętam, że uśmiałam się przy tym tomie, aż do bólu brzucha :D

    OdpowiedzUsuń