piątek, 18 marca 2016

"Niezwyciężona. Zdrada" Marie Rutkoski

Dziękuję!

Druga część emocjonującej trylogii!
Czasem zbrodnią jest słuchanie głosu swojego serca…
Większość dziewcząt marzy o królewskim ślubie, o balach, fajerwerkach i ucztach do świtu. Dla Kestrel jednak ślub oznacza życie w klatce, którą sama zbudowała. Obawia się wyznać Arinowi prawdę o zaręczynach: że zgodziła się na małżeństwo z księciem pod warunkiem, że Arin odzyska wolność. Bo czy może mu ufać? I czy może w ogóle ufać samej sobie? Jest przecież mistrzynią iluzji jako szpieg na królewskim dworze. Jeśli zostanie nakryta,
jej własny kraj ogłosi ją zdrajczynią. Nie może jednak zrezygnować z podjęcia próby zmiany swojego bezwzględnego świata… co doprowadzi ją do szokującego sekretu.
Jak wysoka może być cena niebezpiecznych kłamstw i niegodnych zaufania sojuszy?


Seria "Niezwyciężona" to jedna z lepszych, jakie dane mi było czytać. Oczywiście osiadając w swoim gatunku. Przyznam, że zastanawiałam się jak wypadnie główna bohaterka, bo jak zapewne wiecie, ja nie lubię tak zwanych słodkich i żałosnych lalek. Ha! Jesli i Wy lubicie konkretne bohaterki i wartką, świetnie przedstawioną powieść, to musicie sięgnąć po "Niezwyciężoną". Koniecznie!

Cieszę się, że wydawnictwo tak szybko wydaje kolejne tomy serii. Nie tak dawno temu mogliście zapoznać się z moją opinią na temat "Pojedynku", która jest oczywiście pozytywna, nie mogło być inaczej, gdyż jest to pierwszy wprowadzający tom, jakże świetnie zapowiadającej się serii. Zastanawiałam się czy tom drugi będzie równie dobry, jak pierwszy (odwieczne myśli, które towarzyszą mi przy cyklach książek). Nie spodziewałam się jednak, że "Zdrada" będzie jeszcze lepsza! Co prawda niewiele lepsza, ale jednak. Teraz ciekawi mnie, jak będzie z tomem kolejnym, którego swoją drogą nie mogę się doczekać.

Co tutaj się dzieje! Po prostu... aż nie wiem od czego zacząć, żeby niczego Wam nie zdradzić. Może napiszę Wam tylko, że na pewno nie będziecie się nudzić. Intrygi, nieprzytłaczający wątek miłosny, tytułowa zdrada - tej jest tutaj całkiem sporo i to właśnie ona wywołuje masę emocji! A zakończenie? Jak autorka mogła to zrobić swoim czytelnikom?! Takie zakończenie aż się prosi o tom kolejny, już natychmiast! 

Wiecie co (chyba) najbardziej podoba mi się w "Niezwyciężonej"? Kreacja postaci. Nie są one mdłe, idealne, niezwyciężone - jak sugeruje tytuł. Nie. Marie Rutkoski nie cacka się ze swoimi bohaterami. I właśnie to nadaje tej powieści swoistą prawdziwość - o tyle o ile powieść fikcyjna może być prawdziwa. Nie znalazłam tutaj postaci, która by mnie irytowała swoim zachowaniem, a jak mnie znacie, to jest to nie lada wyczyn! Każda z postaci jest wyrazista i taka... (szukam słowa...) hmm barwna? Nie to nawet nie opisuje tego, jak chciałabym je nazwać. Kestrel jest sprytna, inteligentna, taka wiecie, twardzielka! Tylko nie taka, co obrosła w piórka i nie mająca żadnych słabych punktów, i właśnie to jest fajne. I jeszcze Arin... Arin, co oni Ci zrobili?!

Dobra, bo jak się rozpiszę, to mi może prądu zabraknąć... Oczywiście książkę polecam każdemu, kto czytał tom pierwszy. A całą trylogię polecam każdemu, kto jej jeszcze nie czytał. Naprawdę warto!

4 komentarze:

  1. Rzadko zdarza się, że drugi tom jest lepszy niż pierwszy, ale jeśli tak się dzieje, to szacunek dla autora! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro zakończenie jest tak drastyczne, to ja poczekam na premierę trzeciego tomu - po co narażać się na katusze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, sprytnie ;) Trochę żałuję, że tak nie zrobiłam, szczerze mówiąc...

      Usuń